rybka pipka 🐟
12
Jakiś czas temu zaprosił Otto na wesele swojej kuzynki. Nie był pewien, czy nie spieszył się z proponowaniem takich rzeczy, ale ostatecznie chłopak od razu się zgodził, więc chyba niepotrzebnie się tym zamartwiał. W ogóle nie myślał o tym, jak to wszystko będzie i czy wszyscy polubią jego chłopaka, aż do czasu, kiedy do wylotu zostało naprawdę niewiele czasu. Dopiero wtedy zaczął się tym przejmować. Nie chciał, żeby wyniknęła jakaś nieprzyjemność, bo ktoś będzie krzywo patrzeć na to, że byli dwójką mężczyzn. Niby większość jego rodziny była w porządku pod tym względem, a dalszymi krewnymi nie miał zamiaru się przejmować, ale pozostawała kwestia jego brata homofoba, który jak sobie popił, to głośno wyrażał swoje szkodliwe opinie i rodziny pana młodego, której nie znał. Mimo wszystko miał nadzieję, że będzie dobrze.Tak, jak Otto zasugerował, zarezerwowali hotel na kilka dni, żeby mieć czas pozwiedzać. Mieli być dwa dni przed weselem i zostać dwa dni po nim. Uznali, że to będzie wystarczająco dużo czasu, żeby zwiedzić miasto, w którym Kornel przyszedł na świat. Sama podróż minęła im trochę stresowo, bo mimo że Przybylski leciał samolotem wiele razy, to za każdym razem srał się tak samo. Najzwyczajniej w świecie bał się latać i biedny Otto musiał się nim w tym czasie bardzo mocno zaopiekować. Na szczęście jego obawy się nie spełniły i do Chicago dolecieli w jednym kawałku. Po dotarciu do hotelu trochę odpoczęli, a potem wyruszyli na miasto, żeby przejść się po okolicy i zjeść coś na obiad. Te dwa pierwsze dni spędzili w naprawdę miłej atmosferze i nie mogli narzekać na nudę.
Gdy przyszedł trzeci dzień, zaczął się na poważnie stresować. Starał się tego po sobie nie pokazywać, ale chłopak na pewno to dostrzegał. Z samego rana wstali, zeszli na śniadanie, a potem posiedzieli chwilę w pokoju, zanim zaczęli się szykować. Jak już byli gotowi, pojechali do cioci i wujka Kornela, gdzie spotkali się z jego mamą i rodzeństwem. Jak się okazało, każdy był dla chłopaka miły, choć widział, że jego brat był zdystansowany. Odniósł też wrażenie, że jego mama była zachwycona Otto, bo ciągle go zagadywała, chcąc go lepiej poznać. Jeszcze jak dowiedziała się, że to od niego jej syn kupował dla niej ciągle kwiaty, to tym bardziej zaczęła się ekscytować. Wujek jeszcze przed wyjściem zarządził, że każdy powinien wypić po kieliszku jego bimbru. Nikt oprócz kierowców nie odmówił, bo każdy się bał.
Sam ślub odbył się w kościele. Bardziej dla pokazówki, niż dlatego, że jego rodzina była wierząca. Musiał jednak przyznać, że było naprawdę widowiskowo. Nawet się wzruszył, co nie było niczym dziwnym, skoro był taki wrażliwy. Po samej ceremonii przenieśli się na salę, na której odbywała się impreza. Jak można się było spodziewać, alkohol się lał, jedzenia było mnóstwo i było pyszne, a ludzie bawili się na parkiecie przy znanych i lubianych hitach.
— Coś byś jeszcze zjadł? Przynieść ci jeszcze tortu albo coś innego ze słodkiego? — zapytał, sięgając po butelkę wódki. Nalał osobom, które siedziały w zasięgu jego ręki w tym sobie i Otto. Chwycił swój kieliszek, stuknął się z bratem i wypił jego zawartość na raz, tylko lekko się przy tym krzywiąc. — Jak w ogóle ci się podoba? Wszystko okej? — zadał mu kolejne pytania i posłał mu delikatny uśmiech. Trochę było widać po nim, że miał wypite, ale nie na tyle, żeby można było o nim powiedzieć, że był nawalony.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
Twelve
Musiał przyznać, że im bliżej było ich wyjazdu na ślub kuzynki Kornela, tym bardziej Otto się stresował. Na początku zbytnio się tym nie przejmował, ale z czasem zaczęła w niego uderzać świadomość, że przecież na tym ślubie i weselu pozna praktycznie całą rodzinę Corneliusa, włącznie z jego mamą. Wiadomo, że chciał zrobić dobre pierwsze wrażenie i zależało mu na tym, żeby mama Przybylskiego go polubiła. W dodatku obawiał się trochę tego, jak inni członkowie rodziny Kornela będą zapatrywać się na fakt, że ten zabrał ze sobą mężczyznę, w dodatku takiego sporo młodszego od niego samego. Pozostawał jednak dobrej myśli i starał się zbytnio nad tym nie rozmyślać, żeby tylko się tym wszystkim jeszcze bardziej nie denerwować.W końcu nadszedł dzień ich wyjazdu. Planowali polecieć na trochę dłużej, tak, żeby spędzić w Chicago dwa dni przed weselem oraz dwa dni po nim i mieć trochę czasu na to, żeby połazić po mieście i pozwiedzać. Najpierw jednak czekała ich podróż. Musiał przyznać, że był nieco zaskoczony faktem, że Kornel aż tak bardzo stresował się lotem. Zakładał, że ze względu na te wszystkie swoje ekspedycje i delegacje, mężczyzna był wprawiony w takich podróżach i nie robiły na nim wrażenia, ale najwyraźniej był w błędzie. Przez cały czas starał się go wspierać i uspokajać, ale tak naprawdę starszy zrelaksował się w pełni chyba dopiero po tym, jak już wylądowali. Na szczęście, lot minął im bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek i na miejsce dotarli cali i zdrowi. Po opuszczeniu samolotu i odebraniu bagaży, udali się od razu do hotelu, gdzie chwilę odpoczęli. Kolejne dwa dni spędzili na zwiedzaniu miasta tak jak sobie to zaplanowali.
W końcu nadszedł dzień wesela. Po tym jak rano wstali, udali się na śniadanie, a potem wrócili do pokoju, gdzie spędzili ze sobą trochę czasu. W końcu jednak nadeszła pora, żeby zacząć się szykować. Ponownie uderzył w niego stres, zwłaszcza, że nie jechali prosto do kościoła, tylko zahaczali jeszcze o dom wujka i ciotki Kornela, gdzie mieli spotkać się z rodziną starszego. Gdy obaj w końcu byli gotowi, wyszli z hotelu, po czym udali się na umówione miejsce. Na szczęście, wyglądało na to, że niepotrzebnie się denerwował, bo wszyscy ciepło go przyjęli. Znaczy no, miał wrażenie, że jeden z braci Kornela nie patrzył na nich zbyt przychylnie, więc dość szybko domyślił się, że to był akurat ten, który miał problem z orientacją Corneliusa. Na szczęście, akurat jego zdanie go nie obchodziło, bo najbardziej zależało mu na tym, żeby to mama Przybylskiego go polubiła. Wyglądało na to, że o to również nie musiał się martwić, zwłaszcza, że mama mężczyzny co chwilę go zagadywała i zaczepiała, chcąc go lepiej poznać.
Gdy wszyscy byli gotowi, udali się na ślub do kościoła, w którym ten się odbywał. Musiał przyznać, że jeszcze nigdy nie brał udziału w tego typu ślubie, więc była to dla niego całkowita nowość. Gdy ceremonia dobiegła końca, wszyscy goście przenieśli się do lokalu, w którym odbywała się impreza weselna. Był zaskoczony ilością jedzenia oraz alkoholu, które serwowali, a komuś takiemu jak on, kto w ogóle nie był zaprawiony w piciu nie trzeba było wiele, żeby się upić.
— Nie, na razie mi wystarczy. Jestem pełny — wymamrotał i westchnął ciężko. Zdecydowanie musiał spasować z jedzeniem i piciem, bo jak tak dalej pójdzie, to po prostu skończy z głową nad kiblem i tyle będzie z jego imprezowania. Nie miał pojęcia, jakim cudem wróci stąd do hotelu. Impreza dopiero co się zaczęła, a on już ledwo trzymał się na nogach. Widząc, że Kornel sięgnął po butelkę wódki, a następnie zaczął ją rozlewać do kieliszków, westchnął ciężko, bo nie był pewien, czy da radę wcisnąć w siebie więcej alkoholu na tę chwilę. Postanowił tę kolejkę spasować, bo inaczej naprawdę zezgonuje, a nie chciał sobie narobić wstydu przed rodziną Kornela. — Tak, wszystko jest okej. Dobrze się bawię — powiedział i odetchnął głęboko. Rozsiadł się nieco wygodniej na krześle i sięgnął do krawata, który poluzował, bo było mu jakoś tak duszno. — Ale na razie chyba spasuję z piciem, bo mocno kręci mi się w głowie — przyznał, bo nie widział powodu, dla którego miałby nie mówić o tym Kornelowi. Poza tym, widać po nim było, że był wypity.
rybka pipka 🐟
— W razie, gdybyś na coś miał ochotę, to daj znać — powiedział. Sam na razie czuł się objedzony, więc nie miał zamiaru nic jeść, ale gdyby jednak Otto miał na to ochotę, to nie byłoby to dla niego problemem, żeby go obsłużyć. — To dobrze, bo nie chciałbym, żebyś czuł się tutaj źle — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zależało mu na tym, żeby Otto czuł się swobodnie w towarzystwie jego rodziny. Na szczęście siedzieli obok osób, które zdawały się nie mieć żadnego problemu z tym, że przyprowadził ze sobą młodszego od siebie chłopaka i obok takich, które płynnie mówiły po angielsku. Trochę się bał tego, że posadzą ich koło tej części rodziny, która była tutaj pierwszym pokoleniem albo w ogóle, która mieszkała w Polsce i Otto będzie czuł się wykluczony, bo ci rozmawialiby po polsku, ale złożyło się tak, że siedzieli obok jego siostry, tego tolerancyjnego brata i kuzynów, którzy urodzili się już w Stanach. — Spasujesz? — zerknął na niego i posłał mu zaczepny uśmiech. — Ja nie będę cię do tego zmuszał, ale niektórzy tutaj mogą mieć inne zdanie na ten temat — zaśmiał się.
Przysunął się ze swoim krzesłem bliżej Otto, przerzucił ramię przez jego plecy i sprzedał mu krótkiego buziaka, bo nie mógł sobie darować takich czułości, zwłaszcza kiedy był wypity. — Cieszę się, że zdecydowałeś się na to, żeby tutaj ze mną przylecieć. Z tobą na pewno bawię się lepiej, niż bawiłbym się sam — powiedział i wsunął dłoń w jego włosy, żeby czule pogłaskać go po głowie. Już miał powiedzieć coś jeszcze, kiedy w ich stronę skierował się jego brat. Skorzystał z okazji, że krzesło naprzeciwko nich było wolne i usiadł na nim. Kornel tylko spojrzał na niego z politowaniem, jakby chciał mu dać w ten sposób do zrozumienia, że nie był tutaj mile widziany i że nie chciał mieć z nim do czynienia dłużej, niż było to konieczne, kiedy ten był pijany. A widać po nim było, że miał już dobrze.
— Kornel wspominał, że masz swoją kwiaciarnię — rzucił do Otto, sięgając po butelkę wódki. Znalazł jakiś kieliszek, do którego sobie nalał, po czym nalał Corneliusowi.
— Czy to naprawdę jest konieczne? — zapytał, zanim młodszy zdążył odpowiedzieć. Nie chciał, żeby wdawali się w takie przyjazne rozmówki, bo wiedział, że donikąd ich to nie zaprowadzi. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego brat nie był zadowolony z tego, że był tutaj ze swoim partnerem i domyślał się, po co do nich zagadał. Mimo wszystko, kiedy tamten uniósł kieliszek w geście toastu, Przybylski poszedł w jego ślady, po czym go opróżnił. Jeśli miał znosić jego towarzystwo to na pewno nie na trzeźwo.
— Braciszku, ja tylko chcę się zakolegować z twoim chłoptasiem — cmoknął sobie pod nosem.
— Nie mów w ten sposób o nim. Wiesz, jak ma na imię. Przedstawiliście się sobie — rzucił oschle, posyłając mu przy tym mordercze spojrzenie. W ogóle nie podobał mu się ton, w jakim to powiedział ani wydźwięk tego, jak go nazwał.
— Wiem, wiem, ale jak inaczej go nazwać. Jest młodszy od ciebie, słodki i uroczy, do tego zajmuje się kwiatami... — zaczął wyliczać, po czym ponownie sięgnął po butelkę i znów nalał wódki do kieliszków. Kornel przez chwilę przyglądał mu się bez słowa, ale ostatecznie się napił i odsunął od siebie kieliszek, uznając, że na razie spasuje, bo te trzy szybkie kolejki dały mu się mocno we znaki. Nie chciał się porobić do końca.
— Czy możesz... — zaczął i przeczesał włosy dłonią. Mimowolnie przyciągnął młodszego bliżej siebie. — Po prostu sobie idź, dobrze? — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem.
— Taa... — mruknął pod nosem. — Tak czy siak... — rzucił i przeniósł spojrzenie na Otto. — Lubisz starszych? — wypalił i uśmiechnął się do niego pogodnie, choć dało się wyczuć, że ten uśmiech w ogóle nie był szczery.
Otto Marceau
Przysunął się ze swoim krzesłem bliżej Otto, przerzucił ramię przez jego plecy i sprzedał mu krótkiego buziaka, bo nie mógł sobie darować takich czułości, zwłaszcza kiedy był wypity. — Cieszę się, że zdecydowałeś się na to, żeby tutaj ze mną przylecieć. Z tobą na pewno bawię się lepiej, niż bawiłbym się sam — powiedział i wsunął dłoń w jego włosy, żeby czule pogłaskać go po głowie. Już miał powiedzieć coś jeszcze, kiedy w ich stronę skierował się jego brat. Skorzystał z okazji, że krzesło naprzeciwko nich było wolne i usiadł na nim. Kornel tylko spojrzał na niego z politowaniem, jakby chciał mu dać w ten sposób do zrozumienia, że nie był tutaj mile widziany i że nie chciał mieć z nim do czynienia dłużej, niż było to konieczne, kiedy ten był pijany. A widać po nim było, że miał już dobrze.
— Kornel wspominał, że masz swoją kwiaciarnię — rzucił do Otto, sięgając po butelkę wódki. Znalazł jakiś kieliszek, do którego sobie nalał, po czym nalał Corneliusowi.
— Czy to naprawdę jest konieczne? — zapytał, zanim młodszy zdążył odpowiedzieć. Nie chciał, żeby wdawali się w takie przyjazne rozmówki, bo wiedział, że donikąd ich to nie zaprowadzi. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego brat nie był zadowolony z tego, że był tutaj ze swoim partnerem i domyślał się, po co do nich zagadał. Mimo wszystko, kiedy tamten uniósł kieliszek w geście toastu, Przybylski poszedł w jego ślady, po czym go opróżnił. Jeśli miał znosić jego towarzystwo to na pewno nie na trzeźwo.
— Braciszku, ja tylko chcę się zakolegować z twoim chłoptasiem — cmoknął sobie pod nosem.
— Nie mów w ten sposób o nim. Wiesz, jak ma na imię. Przedstawiliście się sobie — rzucił oschle, posyłając mu przy tym mordercze spojrzenie. W ogóle nie podobał mu się ton, w jakim to powiedział ani wydźwięk tego, jak go nazwał.
— Wiem, wiem, ale jak inaczej go nazwać. Jest młodszy od ciebie, słodki i uroczy, do tego zajmuje się kwiatami... — zaczął wyliczać, po czym ponownie sięgnął po butelkę i znów nalał wódki do kieliszków. Kornel przez chwilę przyglądał mu się bez słowa, ale ostatecznie się napił i odsunął od siebie kieliszek, uznając, że na razie spasuje, bo te trzy szybkie kolejki dały mu się mocno we znaki. Nie chciał się porobić do końca.
— Czy możesz... — zaczął i przeczesał włosy dłonią. Mimowolnie przyciągnął młodszego bliżej siebie. — Po prostu sobie idź, dobrze? — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem.
— Taa... — mruknął pod nosem. — Tak czy siak... — rzucił i przeniósł spojrzenie na Otto. — Lubisz starszych? — wypalił i uśmiechnął się do niego pogodnie, choć dało się wyczuć, że ten uśmiech w ogóle nie był szczery.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
— Jasne — powiedział. Był w szoku, że goście z taką łatwością pochłaniali jedzenie i te hektolitry wódki, która magicznie co chwilę pojawiała się na stołach. Miał wrażenie, że mieli tutaj jakiś niekończący się jej zapas. Miał nadzieję, że w najbliższym czasie nie szykowało się kolejne wesele w rodzinie Kornela. I to nie tak, że jej nie polubił, tylko nie dałby rady na kolejny taki maraton żarcia i chlania, jak dzisiaj. Chyba przy następnym razie by po prostu zszedł. W ogóle nie był przyzwyczajony do takich imprez. — Jest okej, naprawdę — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. Na początku rzeczywiście się stresował i był bardzo spięty, ale z czasem udało mu się rozluźnić, zwłaszcza kiedy przekonał się, że poza tym jednym nieszczęsnym bratem Kornela, nikt inny najwyraźniej nie miał z nim, ani z ich związkiem żadnego problemu. Nawet od strony pana młodego wszyscy zdawali się być tolerancyjni i nikt nie patrzył na nich krzywo. — Mhm, spasuję. To tempo jest dla mnie zabójcze, a nawet nie jesteśmy jeszcze w połowie imprezy… — powiedział zrezygnowany i spojrzał na niego z miną zbitego psa. Było mu trochę głupio i wstyd, że tak kiepsko było u niego z wytrzymałością. — Może jednak się nade mną zlitują… — stwierdził i wypuścił głośno powietrze ustami.
Kiedy mężczyzna tak się do niego przysunął, by zaraz go objąć i uraczyć szybkim buziakiem, Otto uśmiechnął się nikle pod nosem, bo wyjątkowo spodobały mu się te czułe gesty. Po alkoholu sam zwykle robił się bardziej pieszczotliwy i łaknął bliskości swojego partnera. — Nie mogłem odmówić, jakby to wyglądało, skoro jesteśmy parą? — przewrócił oczami. Pewnie zaraz by było gadanie, że wcale nie układa się im dobrze, bo jak to tak, że jego chłopak nie przyleciał z nim na wesele. Gdy nagle do ich stolika podszedł brat Corneliusa i usiadł naprzeciwko nich, miał przeczucie, że nie zwiastowało to niczego dobrego. Zerknął jeszcze kątem oka na swojego chłopaka i sądząc po wyrazie jego twarzy, ten również nie był zadowolony z obecności swojego nietolerancyjnego brata.
Nawet nie zdążył otworzyć ust, żeby odpowiedzieć na pytanie, bo Kornel się wciął i odezwał się pierwszy. Wypuścił głośno powietrze nosem, bo może to i lepiej. Otto bardzo nie lubił, kiedy ktoś go w taki sposób zaczepiał, zwłaszcza gdy wiedział, że wcale nie miał dobrych zamiarów, a każde jego słowo i intencje podszyte były czystą złośliwością. Nie spodobało mu się to, w jaki sposób brat Kornela go nazwał, ale wiadomo, wolał tego nie komentować w żaden sposób, żeby nie zaogniać sytuacji. Zwłaszcza, że w ogóle typa nie znał i nie wiedział, czy nie powie czegoś, co go nie odpali. Ściągnął brwi, kiedy facet go tak podsumował, bo nawet jeśli nie zabrzmiało to jak coś obraźliwego, to w ustach akurat jego zapewne właśnie takie było. Prawdopodobnie pił do tego, że Otto nie był męski czy coś w tym stylu. Niestety, ale trafił pod zły adres. Przez to, jak często słyszał takie rzeczy od swoich rodziców, zwłaszcza ojca, takie słowa i przytyki nie robiły na nim już żadnego wrażenia. Był na nie znieczulony. Na pytanie o to, jakich mężczyzn preferował, uniósł lekko brwi i spojrzał w końcu na brata Kornela.
— A co? Pytasz, bo wpadłem ci w oko i sprawdzasz, czy masz u mnie jakieś szanse? — wypalił, najwyraźniej wybierając przemoc. Miał wypite, a co za tym szło, był też w nieco bardziej odważnym i bojowym nastroju niż zwykle. Nie miał zamiaru pozostawać mu dłużnym, skoro ten przyszedł tutaj być dla nich złośliwym. — Jeśli tak, to niestety, ale muszę dać ci kosza. Już pomijając fakt, że jestem zajęty, to poza starszymi mężczyznami lubię również inteligentnych i atrakcyjnych. Ty niestety spełniasz tylko jeden z tych wymogów, w dodatku ten, który jest dla mnie najmniej istotny — powiedział spokojnie, po czym sięgnął po kieliszek, do którego Kornel wcześniej polał mu wódki i jednym haustem opróżnił jego zawartość.
Cornelius Przybylski
Kiedy mężczyzna tak się do niego przysunął, by zaraz go objąć i uraczyć szybkim buziakiem, Otto uśmiechnął się nikle pod nosem, bo wyjątkowo spodobały mu się te czułe gesty. Po alkoholu sam zwykle robił się bardziej pieszczotliwy i łaknął bliskości swojego partnera. — Nie mogłem odmówić, jakby to wyglądało, skoro jesteśmy parą? — przewrócił oczami. Pewnie zaraz by było gadanie, że wcale nie układa się im dobrze, bo jak to tak, że jego chłopak nie przyleciał z nim na wesele. Gdy nagle do ich stolika podszedł brat Corneliusa i usiadł naprzeciwko nich, miał przeczucie, że nie zwiastowało to niczego dobrego. Zerknął jeszcze kątem oka na swojego chłopaka i sądząc po wyrazie jego twarzy, ten również nie był zadowolony z obecności swojego nietolerancyjnego brata.
Nawet nie zdążył otworzyć ust, żeby odpowiedzieć na pytanie, bo Kornel się wciął i odezwał się pierwszy. Wypuścił głośno powietrze nosem, bo może to i lepiej. Otto bardzo nie lubił, kiedy ktoś go w taki sposób zaczepiał, zwłaszcza gdy wiedział, że wcale nie miał dobrych zamiarów, a każde jego słowo i intencje podszyte były czystą złośliwością. Nie spodobało mu się to, w jaki sposób brat Kornela go nazwał, ale wiadomo, wolał tego nie komentować w żaden sposób, żeby nie zaogniać sytuacji. Zwłaszcza, że w ogóle typa nie znał i nie wiedział, czy nie powie czegoś, co go nie odpali. Ściągnął brwi, kiedy facet go tak podsumował, bo nawet jeśli nie zabrzmiało to jak coś obraźliwego, to w ustach akurat jego zapewne właśnie takie było. Prawdopodobnie pił do tego, że Otto nie był męski czy coś w tym stylu. Niestety, ale trafił pod zły adres. Przez to, jak często słyszał takie rzeczy od swoich rodziców, zwłaszcza ojca, takie słowa i przytyki nie robiły na nim już żadnego wrażenia. Był na nie znieczulony. Na pytanie o to, jakich mężczyzn preferował, uniósł lekko brwi i spojrzał w końcu na brata Kornela.
— A co? Pytasz, bo wpadłem ci w oko i sprawdzasz, czy masz u mnie jakieś szanse? — wypalił, najwyraźniej wybierając przemoc. Miał wypite, a co za tym szło, był też w nieco bardziej odważnym i bojowym nastroju niż zwykle. Nie miał zamiaru pozostawać mu dłużnym, skoro ten przyszedł tutaj być dla nich złośliwym. — Jeśli tak, to niestety, ale muszę dać ci kosza. Już pomijając fakt, że jestem zajęty, to poza starszymi mężczyznami lubię również inteligentnych i atrakcyjnych. Ty niestety spełniasz tylko jeden z tych wymogów, w dodatku ten, który jest dla mnie najmniej istotny — powiedział spokojnie, po czym sięgnął po kieliszek, do którego Kornel wcześniej polał mu wódki i jednym haustem opróżnił jego zawartość.
rybka pipka 🐟
— Powiedziałbym, że byłeś zajęty albo wymyśliłbym coś innego — wzruszył lekko ramionami. — Nie zmienia to jednak faktu, że wolę, że tutaj ze mną jesteś — uśmiechnął się do niego. Do tego jeszcze przyjechali do Chicago na kilka dni, żeby mogli pozwiedzać miasto, w którym Kornel spędził swoje dzieciństwo i do którego często wracał, żeby móc odwiedzać rodzinę. Naprawdę było mu miło, że chłopak się nie wykręcił z tego wesela i że chciał już teraz poznać jego bliskich. Niektórzy mogliby uznać, że to było zdecydowanie za wcześnie.
Już miał otwierać usta, kiedy Otto go uprzedził. Na pewno nie spodziewał się po nim tego, że tak wystartuje do jego brata, ale musiał przyznać, że sprawiło mu to sporo satysfakcji. Wyglądało na to, że chłopak nie miał zamiaru się gryźć w język i bardzo dobrze, bo Kornel był zdania, że jego bratu takie traktowanie po prostu się należało za to, jak sam go traktował od momentu, kiedy tylko dowiedział się o tym, że Przybylski wolał facetów. Przeniósł spojrzenie na swojego brata, a widząc jego minę, był pewien, że ten również nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Chwilę zajęło mu otrząśnięcie się z tego, co właśnie usłyszał, a na jego twarz dało się zauważyć konsternację.
— Nie, nie wpadłeś mi w oko, bo w przeciwieństwie do mojego brata ja jestem n o r m a l n y — powiedział, kładąc nacisk na swoje ostatnie słowo. — Interesują mnie tylko kobiety tak, jak powinno być — dodał, wpatrując się w Otto intensywnym spojrzeniem.
— Każdy wie, jakim jesteś samcem. Nie musisz tego podkreślać na każdym kroku. Każdy też wie, że jesteś pierdolonym homofobem i nikt nie wie, dlaczego — powiedział. Rzadko kiedy przeklinał, ale kiedy był w towarzystwie swojego brata, to takie słowa same pchały mu się na język. — Może sam jesteś gejem i nienawidzisz w sobie tego tak bardzo, że musisz to sobie odbijać na mnie? Ciągle tylko słyszę tę samą śpiewkę — uśmiechnął się do niego złośliwie. — I dobrze ci radzę, odczep się od Otto, bo źle się to dla ciebie skończy. Dobrze oboje wiemy, że potrafię być nieprzyjemny — spojrzał na niego z politowaniem. Jego brat tak wiele razy mu dokuczał i wytykał mu jego orientację, że już naprawdę nie robiło to na nim za dużego wrażenia. Problem tylko polegał na tym, że chyba miał zamiar czepiać się Otto, a to już Kornela denerwowało.
— Nie pierdol głupot — posłał im pełne nienawiści spojrzenie. — Ja po prostu martwię się o twojego chłoptasia. No bo tak, mógłby sobie znaleźć jakiegoś męskiego faceta, przy którym będzie czuł się bezpiecznie, a który nie jest taką pipą jak ty. Na pewno jest w typie tych bardziej samczych — zaśmiał się paskudnie. — A właśnie... — urwał i nachylił się w ich stronę, wspierając się przedramionami o stół. — Jak się pieprzycie? Któryś z was ma w ogóle tyle jaj, żeby być na górze? Bo nie sądzę, żeby Kornel miał w sobie takie pokłady pewności siebie — dorzucił na sam koniec.
Miał wrażenie, że zaraz coś w nim pęknie i skończy się na rękoczynach, więc, zamiast cokolwiek mu odpowiedzieć, odetchnął głęboko. Kusiło go, żeby urządzić teraz awanturę i dać mu do zrozumienia, że nie ma prawa się tak o nich wyrażać, ale nie chciał narobić wstydu Otto przed innym gośćmi. Dobrze wiedział, do czego jego brat dążył i że liczył na jakąś popisówkę.
Otto Marceau
Już miał otwierać usta, kiedy Otto go uprzedził. Na pewno nie spodziewał się po nim tego, że tak wystartuje do jego brata, ale musiał przyznać, że sprawiło mu to sporo satysfakcji. Wyglądało na to, że chłopak nie miał zamiaru się gryźć w język i bardzo dobrze, bo Kornel był zdania, że jego bratu takie traktowanie po prostu się należało za to, jak sam go traktował od momentu, kiedy tylko dowiedział się o tym, że Przybylski wolał facetów. Przeniósł spojrzenie na swojego brata, a widząc jego minę, był pewien, że ten również nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Chwilę zajęło mu otrząśnięcie się z tego, co właśnie usłyszał, a na jego twarz dało się zauważyć konsternację.
— Nie, nie wpadłeś mi w oko, bo w przeciwieństwie do mojego brata ja jestem n o r m a l n y — powiedział, kładąc nacisk na swoje ostatnie słowo. — Interesują mnie tylko kobiety tak, jak powinno być — dodał, wpatrując się w Otto intensywnym spojrzeniem.
— Każdy wie, jakim jesteś samcem. Nie musisz tego podkreślać na każdym kroku. Każdy też wie, że jesteś pierdolonym homofobem i nikt nie wie, dlaczego — powiedział. Rzadko kiedy przeklinał, ale kiedy był w towarzystwie swojego brata, to takie słowa same pchały mu się na język. — Może sam jesteś gejem i nienawidzisz w sobie tego tak bardzo, że musisz to sobie odbijać na mnie? Ciągle tylko słyszę tę samą śpiewkę — uśmiechnął się do niego złośliwie. — I dobrze ci radzę, odczep się od Otto, bo źle się to dla ciebie skończy. Dobrze oboje wiemy, że potrafię być nieprzyjemny — spojrzał na niego z politowaniem. Jego brat tak wiele razy mu dokuczał i wytykał mu jego orientację, że już naprawdę nie robiło to na nim za dużego wrażenia. Problem tylko polegał na tym, że chyba miał zamiar czepiać się Otto, a to już Kornela denerwowało.
— Nie pierdol głupot — posłał im pełne nienawiści spojrzenie. — Ja po prostu martwię się o twojego chłoptasia. No bo tak, mógłby sobie znaleźć jakiegoś męskiego faceta, przy którym będzie czuł się bezpiecznie, a który nie jest taką pipą jak ty. Na pewno jest w typie tych bardziej samczych — zaśmiał się paskudnie. — A właśnie... — urwał i nachylił się w ich stronę, wspierając się przedramionami o stół. — Jak się pieprzycie? Któryś z was ma w ogóle tyle jaj, żeby być na górze? Bo nie sądzę, żeby Kornel miał w sobie takie pokłady pewności siebie — dorzucił na sam koniec.
Miał wrażenie, że zaraz coś w nim pęknie i skończy się na rękoczynach, więc, zamiast cokolwiek mu odpowiedzieć, odetchnął głęboko. Kusiło go, żeby urządzić teraz awanturę i dać mu do zrozumienia, że nie ma prawa się tak o nich wyrażać, ale nie chciał narobić wstydu Otto przed innym gośćmi. Dobrze wiedział, do czego jego brat dążył i że liczył na jakąś popisówkę.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
Trigger Warning
mówi o brzydkich rzeczach dla dorosłych
Kornel uprzedzał go przed swoim bratem i przed tym, że ten mógł chcieć się do nich przypierdalać, zwłaszcza jak sobie wypije. Wyglądało na to, że za bardzo się nudził i jednak postanowił im się naprzykrzać. Tyle tylko, że Otto był wypity, a jak był wypity to miał to do siebie, że raczej nie gryzł się w język, niezależnie od tego z kim by rozmawiał. Poza tym, to nie tak, że w ogóle zależało mu na względach akurat tego konkretnego brata Przybylskiego, bo koło chuja mu latało co ten myślał na jego temat. Nie lubił jednak, kiedy ktoś zaczepiał jego albo kogoś mu bliskiego, tak właściwie bez powodu.
— Polemizowałbym — stwierdził w odpowiedzi, tym samym dając do zrozumienia, że niekoniecznie postrzegał brata Kornela jako normalnego. — Och. Jasne. Tylko trochę szkoda, że ty nie interesujesz kobiet, nie? — zapytał, opierając łokieć na blacie i podpierając podbródek na otwartej dłoni. Kąciki jego ust wygięły się w delikatnym, sympatycznym uśmiechu, jakby wcale przed chwilą nie próbował obrazić brata Kornela, kwestionując jego powodzenie u płci przeciwnej. No, ale gdyby tak się zastanowić… Nie można było powiedzieć o facecie, żeby był atrakcyjny. Jego charakter też pozostawiał wiele do życzenia.
Zanim zdążył coś jeszcze powiedzieć, Kornel również postanowił wtrącić swoje trzy grosze. Musiał przyznać, że był nieco zaskoczony jego zachowaniem, bo jeszcze nie miał do czynienia z tą wersją mężczyzny. Nie wiedział, że ten potrafi być dla kogoś aż tak niemiły, ale rozumiał też to, że ten zachowywał się w taki sposób, bo z jego brata rzeczywiście było niezłe ziółko. Teraz był ciekaw, jaki Cornelius był, kiedy rzeczywiście robił się nieprzyjemny. Tak samo jak był ciekaw, czy dzisiaj rzeczywiście dojdzie do tego, że ten wybuchnie i pokaże mu się od tej strony. Zapewne byłby w niemałym szoku. Jak na razie to uważał, że ten był przeuroczy, stając tak w jego obronie. Nawet się długo nie zastanawiał nad tym, żeby nachylić się w jego stronę i sprzedać mu buziaka w policzek, bo tak go to rozczuliło. Otto jednak potrafił poradzić sobie sam i miał cięty język, o czym zresztą Kornel miał okazję się właśnie przekonać.
— A skąd niby możesz wiedzieć jakich facetów preferuję? — zapytał po prostu. Równie dobrze, właśnie mógł nie przepadać za takimi typowymi męskimi, umięśnionymi samcami, którzy poza swoim wyglądem nie mieli zbyt wiele do zaoferowania. — Wiesz… Jak na kogoś, kto tak uparcie twierdzi, że jest hetero, to naprawdę bardzo interesuje cię gejowski seks. Chyba trochę za bardzo — stwierdził i zacisnął lekko wargi w wąską linię, jakby właśnie mu coś insynuował. — Ale jak już tak bardzo chcesz wiedzieć, to jestem wyłącznie na dole — zaczął, jak najbardziej mając zamiar wdać się w szczegóły. W końcu facet sam wnikał, tak? — Najbardziej lubię, kiedy posuwa mnie od tyłu. Najlepiej na sucho, bez żadnego nawilżenia — zaczął mówić, całkowicie poważnie, wpatrując się świdrującym spojrzeniem w twarz mężczyzny. — A jeszcze jak mnie przy tym leje po tyłku albo szarpie za włosy, to już w ogóle jestem w siódmym niebie… — westchnął sobie wymownie, jakby właśnie na moment się rozmarzył. — No, ale skąd możesz wiedzieć jak to jest, nie? Wątpię, że jakakolwiek dałaby ci się pieprzyć, zwłaszcza w taki sposób — stwierdził, sięgając po butelkę wódki, żeby nalać sobie alkoholu do kieliszka. Gdy to zrobił, chwycił go i jednym haustem opróżnił jego zawartość, po czym odchrząknął cicho.
rybka pipka 🐟
Brat Kornela wydał z siebie tylko przeciągły pomruk na słowa Otto. Widać było po jego twarzy, że ten przytyk niekoniecznie mu się spodobał. Jakby nie było, to na to wesele przyszedł sam. Nie wnikał, czy kogoś miał i jeśli tak, to kim była ta kobieta i jakim cudem z nim wytrzymywała, bo w przeciwieństwie do niektórych, nie interesowało go cudze życie uczuciowe. Nie miał kompleksów, które musiałby w ten sposób leczyć, ale jego brat najwyraźniej już je miał.
Na pewno nie spodziewał się tego buziaka z jego strony, więc gdy go dostał, to skołowany zamrugał kilkukrotnie. Zerknął na młodszego z konsternacją wymalowaną na twarzy, jakby chciał go zapytać, czemu tak nagle. No, ale zanim zdążył cokolwiek na to odpowiedzieć, rozmowa skręciła w dość niebezpiecznie rejony. Na pewno nie spodziewał się tego wszystkiego, co młodszy powie jako następne. Im dalej w to brnął, tym bardziej miał wrażenie, że zapadnie się ze wstydu pod stół. Rozejrzał się tylko ukradkiem, czy ktoś inny ich nie słuchał, ale na szczęście osoby z pobliskich miejsc bawiły się na parkiecie. Oczywiście, gdy o tym wszystkim mówił, to dość obrazowo to sobie wyobraził, w czym w ogóle nie pomagał wypity przez niego alkohol. Gdy Otto skończył mówić, odetchnął głęboko i już miał otwierać usta, żeby samemu powiedzieć, że to nie było konieczne, kiedy to jego brat postanowił zabrać głos.
— W ogóle mnie nie interesuje. Bawi mnie, ale nie interesuje — wzruszył lekko ramionami i nalał sobie kolejną kolejkę, którą zaraz wypił. Kornel zresztą poszedł w jego ślady, bo mimo wszystko nie chciał być jedynym z tej trójki, który nie nadążał. — Od razu po tobie widać, że jesteś jakiś zboczony — stwierdził. — Nieźle się dobraliście pod tym względem. Zniewieściały zboczeniec i zdziwaczała cipa — zarechotał w paskudny sposób.
Posłał mu mordercze spojrzenie, po czym po prostu odsunął się od stołu razem z krzesłem i wstał ze swojego miejsca. Obszedł stół, żeby zaraz znaleźć się przy swoim bracie. Nie miał daleko, bo siedzieli przy wylocie, więc nawet gdyby tamten chciał się odsunąć, to nie miałby za wiele czasu. Ale nie chciał, bo jedynie wbił spojrzenie w Kornela, unosząc brew. Ten z kolei, bez najmniejszej chwili wahania, zamachnął się i uderzył go z pięści w twarz z taką siłą, że tamten poleciał z krzesła. — Jeszcze jedno słowo — warknął na niego, nieco się nad nim pochylając. Nim zdążył powiedzieć coś jeszcze, do jego brata podszedł jego kuzyn, żeby pomóc mu wstać, bo tamten był tak pijany, że średnio sobie z tym radził. Sam spróbował rzucić się na Przybylskiego, ale ich kuzyn go przytrzymał, po czym bez słowa pociągnął za sobą. Do Kornela z kolei podeszła żona tego kuzyna z pytaniem, co się stało, na co odburknął jej tylko, że to nie jest jej sprawa.
Odprowadził ich wzrokiem, po czym wrócił do Otto, ale zamiast usiąść na krześle, chwycił go mocno za przedramię i pociągnął za sobą w stronę tarasu, gdzie stało kilka osób, które paliły. Podszedł do ciotki, wyprosił od niej dwa papierosy i zapalniczkę, by zaraz wrócić do chłopaka. Odpalił swojego, a drugiego wraz z zapalniczką podał młodszemu, gdyby miał ochotę. — Rzuciłem trzy lata temu — wyjaśnił, bo domyślał się, że może paść to pytanie. Niemniej jednak to nie był dobry pomysł, bo teraz momentalnie poczuł się jeszcze bardziej pijany. Nawet nie wiedział, od czego zacząć. — Przepraszam cię za niego — powiedział. — Boże, jak ja go nienawidzę — dodał pod nosem, żeby zaraz się zaciągnąć.
Otto Marceau
Na pewno nie spodziewał się tego buziaka z jego strony, więc gdy go dostał, to skołowany zamrugał kilkukrotnie. Zerknął na młodszego z konsternacją wymalowaną na twarzy, jakby chciał go zapytać, czemu tak nagle. No, ale zanim zdążył cokolwiek na to odpowiedzieć, rozmowa skręciła w dość niebezpiecznie rejony. Na pewno nie spodziewał się tego wszystkiego, co młodszy powie jako następne. Im dalej w to brnął, tym bardziej miał wrażenie, że zapadnie się ze wstydu pod stół. Rozejrzał się tylko ukradkiem, czy ktoś inny ich nie słuchał, ale na szczęście osoby z pobliskich miejsc bawiły się na parkiecie. Oczywiście, gdy o tym wszystkim mówił, to dość obrazowo to sobie wyobraził, w czym w ogóle nie pomagał wypity przez niego alkohol. Gdy Otto skończył mówić, odetchnął głęboko i już miał otwierać usta, żeby samemu powiedzieć, że to nie było konieczne, kiedy to jego brat postanowił zabrać głos.
— W ogóle mnie nie interesuje. Bawi mnie, ale nie interesuje — wzruszył lekko ramionami i nalał sobie kolejną kolejkę, którą zaraz wypił. Kornel zresztą poszedł w jego ślady, bo mimo wszystko nie chciał być jedynym z tej trójki, który nie nadążał. — Od razu po tobie widać, że jesteś jakiś zboczony — stwierdził. — Nieźle się dobraliście pod tym względem. Zniewieściały zboczeniec i zdziwaczała cipa — zarechotał w paskudny sposób.
Posłał mu mordercze spojrzenie, po czym po prostu odsunął się od stołu razem z krzesłem i wstał ze swojego miejsca. Obszedł stół, żeby zaraz znaleźć się przy swoim bracie. Nie miał daleko, bo siedzieli przy wylocie, więc nawet gdyby tamten chciał się odsunąć, to nie miałby za wiele czasu. Ale nie chciał, bo jedynie wbił spojrzenie w Kornela, unosząc brew. Ten z kolei, bez najmniejszej chwili wahania, zamachnął się i uderzył go z pięści w twarz z taką siłą, że tamten poleciał z krzesła. — Jeszcze jedno słowo — warknął na niego, nieco się nad nim pochylając. Nim zdążył powiedzieć coś jeszcze, do jego brata podszedł jego kuzyn, żeby pomóc mu wstać, bo tamten był tak pijany, że średnio sobie z tym radził. Sam spróbował rzucić się na Przybylskiego, ale ich kuzyn go przytrzymał, po czym bez słowa pociągnął za sobą. Do Kornela z kolei podeszła żona tego kuzyna z pytaniem, co się stało, na co odburknął jej tylko, że to nie jest jej sprawa.
Odprowadził ich wzrokiem, po czym wrócił do Otto, ale zamiast usiąść na krześle, chwycił go mocno za przedramię i pociągnął za sobą w stronę tarasu, gdzie stało kilka osób, które paliły. Podszedł do ciotki, wyprosił od niej dwa papierosy i zapalniczkę, by zaraz wrócić do chłopaka. Odpalił swojego, a drugiego wraz z zapalniczką podał młodszemu, gdyby miał ochotę. — Rzuciłem trzy lata temu — wyjaśnił, bo domyślał się, że może paść to pytanie. Niemniej jednak to nie był dobry pomysł, bo teraz momentalnie poczuł się jeszcze bardziej pijany. Nawet nie wiedział, od czego zacząć. — Przepraszam cię za niego — powiedział. — Boże, jak ja go nienawidzę — dodał pod nosem, żeby zaraz się zaciągnąć.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
Wiedział, że testował teraz granice brata Kornela, nie wiedząc nawet jak ten może zareagować, bo przecież go nie znał. Równie dobrze swoimi przytykami mógł go rozjuszyć na tyle, że facet będzie chciał mu przywalić i nie będzie się wahał, żeby to zrobić. Zwłaszcza, że był pijany, a po takim człowieku można się było spodziewać dosłownie wszystkiego. Okazało się jednak, że jego reakcja była o wiele bardziej łagodna niż Otto zakładał.
— To po chuj pytasz — powiedział, momentalnie zmieniając swoje nastawienie i ton głosu. Od razu też spoważniał, wciąż wpatrując się w mężczyznę w ten sam, intensywny sposób co wcześniej. Powoli coraz bardziej go irytował, zwłaszcza, że swoimi odzywkami próbował go spławić, ale ten się nie dawał i wciąż uparcie zawracał im dupę. — O wow… Uważasz coś takiego za zboczone? To musisz mieć straaasznie nudne życie łóżkowe — stwierdził. No, o ile w ogóle je miał, bo śmiał powątpiewać w to, że ktokolwiek chciałby z nim uprawiać seks, spotykać się czy być z kimś takim w związku. Na jego kolejne słowa po prostu przewrócił oczami i westchnął ciężko. Nie spodziewał się jednak, że te tak bardzo wyprowadzą Kornela z równowagi.
Gdy Przybylski wstał i ruszył w kierunku krzesła, na którym siedział jego brat, powiódł za starszym wzrokiem. Nie miał pojęcia co ten chciał zrobić, ale miał przeczucie, że cokolwiek by to nie było, nie skończy się dobrze. Nie był też pewien, czy powinien ingerować, czy lepiej pozwolić mu zrobić to, co ten chciał. Zanim jednak zdążył cokolwiek zdecydować, Kornel po prostu się zamachnął i uderzył swojego brata w twarz. No, tego na pewno się nie spodziewał. Nieświadomie poderwał się z krzesła, nie wiedząc jednak co powinien zrobić i jak zareagować. Zaraz obok pojawił się kuzyn Corneliusa, który niezby owocnie próbował pomóc bratu Kornela podnieść się z podłogi. W końcu mu się udało i tak jak się spodziewał, typ zaraz chciał startować do starszego. Na szczęście, najwidoczniej nie miał wystarczająco siły, bo został przytrzymany i odciągnięty. Otto odetchnął głośno i opadł z powrotem na krzesło, po czym zamrugał kilkukrotnie.
Kiedy Kornel do niego podszedł, chwycił go i pociągnął za rękę, wstał znowu i ruszył za nim w kierunku wyjścia. Nie mógł zaprzeczyć temu, że im obu przyda się trochę świeżego powietrza. Ściągnął brwi i przystanął gdzieś bardziej z boku, obserwując jak Kornel podchodzi do swojej ciotki i chwilę z nią rozmawia. Widząc, że ten skierował się w jego stronę z papierosami, był jeszcze bardziej skonfundowany niż wcześniej. Wziął jednak od niego jednego i wsunął go sobie do ust. — Nie musisz mi się tłumaczyć — stwierdził, po czym odpalił papierosa. Wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni, oddając mu zapalniczkę i spojrzał na niego. — Daj spokój. Nie ruszają mnie takie rzeczy — powiedział i pokręcił delikatnie głową. — Nie będziesz miał przez to problemów? Nawet jeśli sam się prosił — westchnął ciężko i zaciągnął się papierosem.
Cornelius Przybylski
— To po chuj pytasz — powiedział, momentalnie zmieniając swoje nastawienie i ton głosu. Od razu też spoważniał, wciąż wpatrując się w mężczyznę w ten sam, intensywny sposób co wcześniej. Powoli coraz bardziej go irytował, zwłaszcza, że swoimi odzywkami próbował go spławić, ale ten się nie dawał i wciąż uparcie zawracał im dupę. — O wow… Uważasz coś takiego za zboczone? To musisz mieć straaasznie nudne życie łóżkowe — stwierdził. No, o ile w ogóle je miał, bo śmiał powątpiewać w to, że ktokolwiek chciałby z nim uprawiać seks, spotykać się czy być z kimś takim w związku. Na jego kolejne słowa po prostu przewrócił oczami i westchnął ciężko. Nie spodziewał się jednak, że te tak bardzo wyprowadzą Kornela z równowagi.
Gdy Przybylski wstał i ruszył w kierunku krzesła, na którym siedział jego brat, powiódł za starszym wzrokiem. Nie miał pojęcia co ten chciał zrobić, ale miał przeczucie, że cokolwiek by to nie było, nie skończy się dobrze. Nie był też pewien, czy powinien ingerować, czy lepiej pozwolić mu zrobić to, co ten chciał. Zanim jednak zdążył cokolwiek zdecydować, Kornel po prostu się zamachnął i uderzył swojego brata w twarz. No, tego na pewno się nie spodziewał. Nieświadomie poderwał się z krzesła, nie wiedząc jednak co powinien zrobić i jak zareagować. Zaraz obok pojawił się kuzyn Corneliusa, który niezby owocnie próbował pomóc bratu Kornela podnieść się z podłogi. W końcu mu się udało i tak jak się spodziewał, typ zaraz chciał startować do starszego. Na szczęście, najwidoczniej nie miał wystarczająco siły, bo został przytrzymany i odciągnięty. Otto odetchnął głośno i opadł z powrotem na krzesło, po czym zamrugał kilkukrotnie.
Kiedy Kornel do niego podszedł, chwycił go i pociągnął za rękę, wstał znowu i ruszył za nim w kierunku wyjścia. Nie mógł zaprzeczyć temu, że im obu przyda się trochę świeżego powietrza. Ściągnął brwi i przystanął gdzieś bardziej z boku, obserwując jak Kornel podchodzi do swojej ciotki i chwilę z nią rozmawia. Widząc, że ten skierował się w jego stronę z papierosami, był jeszcze bardziej skonfundowany niż wcześniej. Wziął jednak od niego jednego i wsunął go sobie do ust. — Nie musisz mi się tłumaczyć — stwierdził, po czym odpalił papierosa. Wsunął jedną dłoń do kieszeni spodni, oddając mu zapalniczkę i spojrzał na niego. — Daj spokój. Nie ruszają mnie takie rzeczy — powiedział i pokręcił delikatnie głową. — Nie będziesz miał przez to problemów? Nawet jeśli sam się prosił — westchnął ciężko i zaciągnął się papierosem.
rybka pipka 🐟
— Wiem. Jestem dorosły i te sprawy — spróbował wysilić się na żartobliwy ton i krzywo się do niego uśmiechnął. Wciąż był nabuzowany przez to, co stało się w środku, ale nie można mu się było dziwić. Nie dość, że był pijany, to jeszcze jego brat powiedział o parę słów za dużo. Był naprawdę wściekły, bo nie chciał, żeby Otto poznawał jego rodzinę od takiej strony, zwłaszcza że oprócz jego starszego brata nie było w jego najbliższym otoczeniu żadnego innego buraka, o czym chłopak sam mógł się przekonać, bo każdy ciepło go przyjął. — Nawet jeśli, to i tak należą ci się przeprosiny. Przyjechaliśmy tutaj dobrze się bawić, a nie wysłuchiwać, jak mój brat nas obraża. Łudziłem się, że tym razem da sobie na wstrzymanie i że nie będzie rzucał takimi tekstami, ale najwyraźniej dla niego nie ma znaczenia, czy jest to wesele czy pogrzeb, czy cokolwiek innego — skrzywił się, po czym zaciągnął się papierosem. Nie rozumiał, jak można było być takim podłym człowiekiem. Czasami był pod wrażeniem tego, że wychowali się w tym samym domu. Cała reszta jego rodzeństwa była tolerancyjna, bo w jego domu zawsze była mowa o szacunku do innych ludzi. — Nie wydaje mi się — wzruszył lekko ramionami. — Poza tym mogę zasłonić się tym, że jakiś czas temu on mnie uderzył, więc po prostu mu się odwdzięczyłem — dodał z krótkim westchnięciem. — Poszło praktycznie o to samo, z tą różnicą, że zanim się wkurzyłem na tyle, żeby mu przywalić, to zdążyłem mu tak naubliżać, że zdenerwował się pierwszy — powiedział i przetarł oczy palcami. — Ale wtedy sobie zasłużyłem, bo byłem naprawdę podły. Wolałbym o tym nawet nie pamiętać — wypuścił głośno powietrze nosem.
Przez chwilę po prostu skupił się na paleniu papierosa. Odetchnął nieco głębiej, odchylił głowę do tyłu, starając się uspokoić po tym, do czego doszło. — Nie chciałem, żebyś musiał tego wszystkiego wysłuchiwać. Myślałem, że sobie odpuści, zwłaszcza że specjalnie posadzili nas z dala od siebie — zerknął na Otto. Zaciągnął się po raz ostatni i zgasił papierosa w pobliskim śmietniku. — Swoją drogą... — zaczął, z powrotem podchodząc do chłopaka. — Nie sądziłem, że umiesz być taki pyskaty — uśmiechnął się do niego zaczepnie. — Mimo wszystko nie musiałeś opowiadać mu ze szczegółami, co wyrabiamy ze sobą w łóżku — spojrzał na niego z politowaniem. — Poza tym nie możesz mówić takich rzeczy, kiedy jestem pijany, bo od razu sobie to dokładnie wyobrażam — westchnął, udając wielce zbolałego. — Nie dość, że będę musiał sobie odreagować na tobie to wszystko, to jeszcze sam mnie na siebie nakręciłeś — dodał tym samym wielce zbolałym tonem. W razie czego Otto będzie mógł winić tylko siebie, kiedy już się do niego dobierze. — Myślę, że lepiej będzie się już ulotnić i wrócić do hotelu. Nie chcę słuchać tych plotek, a do tego narażać się na to, że mój brat znowu zacznie się do nas sadzić — podsumował jeszcze.
Otto Marceau
Przez chwilę po prostu skupił się na paleniu papierosa. Odetchnął nieco głębiej, odchylił głowę do tyłu, starając się uspokoić po tym, do czego doszło. — Nie chciałem, żebyś musiał tego wszystkiego wysłuchiwać. Myślałem, że sobie odpuści, zwłaszcza że specjalnie posadzili nas z dala od siebie — zerknął na Otto. Zaciągnął się po raz ostatni i zgasił papierosa w pobliskim śmietniku. — Swoją drogą... — zaczął, z powrotem podchodząc do chłopaka. — Nie sądziłem, że umiesz być taki pyskaty — uśmiechnął się do niego zaczepnie. — Mimo wszystko nie musiałeś opowiadać mu ze szczegółami, co wyrabiamy ze sobą w łóżku — spojrzał na niego z politowaniem. — Poza tym nie możesz mówić takich rzeczy, kiedy jestem pijany, bo od razu sobie to dokładnie wyobrażam — westchnął, udając wielce zbolałego. — Nie dość, że będę musiał sobie odreagować na tobie to wszystko, to jeszcze sam mnie na siebie nakręciłeś — dodał tym samym wielce zbolałym tonem. W razie czego Otto będzie mógł winić tylko siebie, kiedy już się do niego dobierze. — Myślę, że lepiej będzie się już ulotnić i wrócić do hotelu. Nie chcę słuchać tych plotek, a do tego narażać się na to, że mój brat znowu zacznie się do nas sadzić — podsumował jeszcze.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
— Dokładnie — skinął głową. Nawet jakby Cornelius na co dzień palił, to miał do tego prawo i nie była to sprawa Otto. Przecież to nie tak, że nie mógł czy kiedykolwiek powiedział coś, co mogłoby sugerować, że nie lubił palaczy i papierosów. — Nie masz wpływu na to jak się ktoś zachowa. Nikt nie ma. Jest jaki jest i tego nie zmienisz. Jak mu lżej, bo się trochę posapał i pokazał, jakim jest nietolerancyjnym gburem, to niech mu to wyjdzie na zdrowie — stwierdził. Jak zapraszało się kogoś tak konfliktowego na rodzinne imprezy, to mimo wszystko trzeba było spodziewać się tego, że zacznie sprawiać problemy, więc poniekąd państwo młodzi, tak samo jak rodzina Kornela, mogli się tego spodziewać. Otto też wiedział z wyprzedzeniem jaki był brat Przybylskiego, więc to nie tak, że w ogóle się tego nie spodziewał. Dopuszczał do siebie świadomość, że coś takiego może się wydarzyć i jak najbardziej ten scenariusz się spełnił. Nie uważał jednak, żeby Kornel musiał go za to przepraszać. — To tyle dobrego — stwierdził i skinął lekko głową. Jeszcze tego brakowało, żeby ktoś miał problem do Corneliusa o to, że jego zjebany brat zaczął się do nich przypierdalać. Na pewno nie pozwoliłby na to, żeby ktokolwiek miał do starszego jakieś pretensje, bo jedyna osoba, która zasłużyła na reprymendę to starszy brat Przybylskiego. — Nie powinieneś w ogóle się niczym zasłaniać. To on do nas przyszedł i zaczął nas zaczepiać i prowokować — wzruszył ramionami i zaciągnął się papierosem, po czym wypuścił powoli dym nosem. — Nie potrafię sobie tego wyobrazić — odparł i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. — Chociaż nie mogę zaprzeczyć temu, że dzisiaj pokazałeś pazurki. Nie znałem cię od tej strony — stwierdził i spojrzał na niego, po czym puścił mu oczko.
— No jak widać, to jednak było silniejsze od niego. Pewnie by się udusił, jakby do nas nie poszedł przez cały wieczór i nie zaczął się przypierdalać — zaśmiał się krótko. Poniekąd spodziewał się tego, że tak może się skończyć. Ten brat Kornela był coś wyjątkowo spokojny od momentu, gdy tylko się poznali. Pewnie tylko czekał na odpowiedni moment, żeby zacząć się przypierdalać, a alkohol tylko dodał mu odwagi do tego, żeby się do nich przysiąść i zacząć ich zaczepiać. — A co? Miałem po prostu siedzieć i milczeć, jak ktoś mnie obraża? — wzruszył ramionami i westchnął bezgłośnie. — Ze szczegółami? To jeszcze nic. Niech cieszy się, że nie powiedziałem o tym, co rzeczywiście potrafimy w nim wyprawiać… — powiedział i spojrzał z politowaniem na Corneliusa. Mężczyzna powinien domyślić się tego, co takiego dokładnie miał na myśli. — Och. No o tym nie pomyślałem — stwierdził i zmarszczył lekko czoło. Mimo wszystko, podobało mu się to, że myśli Kornela od razu zawędrowały w jednym, konkretnym kierunku. — Mówisz? To chyba nie mam wyjścia, jak ci na to pozwolić — posłał mu zaczepny uśmieszek, zaraz przygryzając swoją dolną wargę. — Możemy wrócić. Raczej nikt nie może oczekiwać od nas tego, żebyśmy po wcześniejszym dalej dobrze bawili się na imprezie — wzruszył ramionami, przystając na pomysł starszego.
Cornelius Przybylski
— No jak widać, to jednak było silniejsze od niego. Pewnie by się udusił, jakby do nas nie poszedł przez cały wieczór i nie zaczął się przypierdalać — zaśmiał się krótko. Poniekąd spodziewał się tego, że tak może się skończyć. Ten brat Kornela był coś wyjątkowo spokojny od momentu, gdy tylko się poznali. Pewnie tylko czekał na odpowiedni moment, żeby zacząć się przypierdalać, a alkohol tylko dodał mu odwagi do tego, żeby się do nich przysiąść i zacząć ich zaczepiać. — A co? Miałem po prostu siedzieć i milczeć, jak ktoś mnie obraża? — wzruszył ramionami i westchnął bezgłośnie. — Ze szczegółami? To jeszcze nic. Niech cieszy się, że nie powiedziałem o tym, co rzeczywiście potrafimy w nim wyprawiać… — powiedział i spojrzał z politowaniem na Corneliusa. Mężczyzna powinien domyślić się tego, co takiego dokładnie miał na myśli. — Och. No o tym nie pomyślałem — stwierdził i zmarszczył lekko czoło. Mimo wszystko, podobało mu się to, że myśli Kornela od razu zawędrowały w jednym, konkretnym kierunku. — Mówisz? To chyba nie mam wyjścia, jak ci na to pozwolić — posłał mu zaczepny uśmieszek, zaraz przygryzając swoją dolną wargę. — Możemy wrócić. Raczej nikt nie może oczekiwać od nas tego, żebyśmy po wcześniejszym dalej dobrze bawili się na imprezie — wzruszył ramionami, przystając na pomysł starszego.
rybka pipka 🐟
— To po prostu strasznie smutne, że pewnie jest naprawdę zakompleksiony albo sfrustrowany, że musi się tak do mnie rzucać. Nie wiem, może mi czegoś z jakiegoś powodu zazdrości — wzruszył lekko ramionami. Drażniło go to, że jego starszy brat miał do niego takie problemy i że bywał takim dupkiem, kiedy naprawdę nie było ku temu żadnego powodu. Mimo wszystko łudził się, że jakimś cudem tym razem da mu spokój i nie będzie się go czepiał, ale wyszło na to, że niekoniecznie potrafił sobie darować. Szkoda, że Otto poznał jego rodzinę też od tej strony. Tyle dobrego, że każda inna osoba zdawała się akceptować to, że przyjechali tutaj razem, jako para. — Mhm — mruknął krótko w odpowiedzi. — No niby tak, ale wiesz, też mogłem zachować się inaczej. Nie musiałem rzucać się na niego z pięściami — stwierdził. Nie to, że żałował, bo już od jakiegoś czasu się w nim zbierało i już od dawna miał ochotę to zrobić, ale nie zmieniało to faktu, że zrobił zamieszanie na cudzym weselu. — To, że na co dzień jestem miły i łagodny nie znaczy, że nie potrafię się zdenerwować. Też mam swoje limity. Jestem jedną z tych osób, które są długo cierpliwie, ale jak już dojdą do swoich limitów, to robi się nieciekawie — zaczął. — Dlatego lepiej, żebyś mnie nie denerwował — dodał i uniósł kącik ust w łobuzerskim uśmiechu.
— To na pewno. Nie zdziwiłbym się, jakby miał na to ochotę w tym samym momencie, w którym się dzisiaj spotkaliśmy. Pewnie aż mu się coś robiło w środku na myśl, że przywiozłem ze sobą swojego chłopaka — westchnął bezgłośnie. Nie rozumiał tego, co mu przeszkadzało to, że jego brat był gejem, zwłaszcza że nie wpływało to w żaden sposób na jego życie. — Nie, zdecydowanie nie powinieneś siedzieć cicho i tego znosić — pokręcił delikatnie głową na boki. — No tak, masz rację, mogłeś być znacznie bardziej szczegółowy — przyznał. Na szczęście aż takich szczegółów mu oszczędził. I dobrze, bo Kornel chyba zapadłby się ze wstydu pod ziemię. — No właśnie. To trochę znęcanie się, nie uważasz? — spojrzał na niego z politowaniem. — Oczywiście, że nie masz wyjścia — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Młodszy mógł mieć pewność, że porządnie sobie to wszystko na nim odbije, zwłaszcza że był pijany, a co za tym idzie, znacznie pewniejszy siebie. — To pójdziemy jeszcze do pary młodej się pożegnać — podsumował, po czym chwycił jego dłoń w swoją i pociągnął go za sobą z powrotem do środka.
Po tym, jak ze wszystkimi się pożegnali, wyszli przed budynek i zamówili Ubera. Nie musieli długo czekać, a na miejsce dojechali szybko, bo hotel znajdował się niedaleko. Po wejściu do hotelu przeszli do windy. Chwilę musieli na nią poczekać, ale w końcu podjechała, a oni do niej wsiedli. Zaraz po tym, jak drzwi się za nimi zamknęły, przyciągnął do siebie chłopaka i zachłannie go pocałował. Najwyraźniej wyglądało na to, że nie był w stanie dłużej utrzymać rąk przy sobie.
Otto Marceau
— To na pewno. Nie zdziwiłbym się, jakby miał na to ochotę w tym samym momencie, w którym się dzisiaj spotkaliśmy. Pewnie aż mu się coś robiło w środku na myśl, że przywiozłem ze sobą swojego chłopaka — westchnął bezgłośnie. Nie rozumiał tego, co mu przeszkadzało to, że jego brat był gejem, zwłaszcza że nie wpływało to w żaden sposób na jego życie. — Nie, zdecydowanie nie powinieneś siedzieć cicho i tego znosić — pokręcił delikatnie głową na boki. — No tak, masz rację, mogłeś być znacznie bardziej szczegółowy — przyznał. Na szczęście aż takich szczegółów mu oszczędził. I dobrze, bo Kornel chyba zapadłby się ze wstydu pod ziemię. — No właśnie. To trochę znęcanie się, nie uważasz? — spojrzał na niego z politowaniem. — Oczywiście, że nie masz wyjścia — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Młodszy mógł mieć pewność, że porządnie sobie to wszystko na nim odbije, zwłaszcza że był pijany, a co za tym idzie, znacznie pewniejszy siebie. — To pójdziemy jeszcze do pary młodej się pożegnać — podsumował, po czym chwycił jego dłoń w swoją i pociągnął go za sobą z powrotem do środka.
Po tym, jak ze wszystkimi się pożegnali, wyszli przed budynek i zamówili Ubera. Nie musieli długo czekać, a na miejsce dojechali szybko, bo hotel znajdował się niedaleko. Po wejściu do hotelu przeszli do windy. Chwilę musieli na nią poczekać, ale w końcu podjechała, a oni do niej wsiedli. Zaraz po tym, jak drzwi się za nimi zamknęły, przyciągnął do siebie chłopaka i zachłannie go pocałował. Najwyraźniej wyglądało na to, że nie był w stanie dłużej utrzymać rąk przy sobie.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
— Na pewno ci zazdrości, bo jest czego — powiedział. — Jesteś atrakcyjny, masz dobrze płatną pracę i odnosisz w niej sukcesy, w dodatku znalazłeś sobie młodego, przystojnego chłopaka… — zaczął wymieniać. — Kto by nie zazdrościł? — zaśmiał się krótko. Był pewien, że w porównaniu do tego, jakie życie prowadził Kornel i ile w nim osiągnął, jego brat nawet nie miał do starszego podjazdu. Pewnie był sfrustrowany swoim życiem, a fakt, że jego brat, który w dodatku był gEjEm, miał znacznie lepiej od niego, musiał doprowadzać go do szewskiej pasji. Nic dziwnego, że szukał każdej możliwej okazji do tego, żeby się przyjebać i dokuczyć Kornelowi. — A tam. Każdemu kiedyś kończy się cierpliwość. I tak jak mówiłem, sam się prosił. Jak nie ty, to pewnie ja bym w końcu nie wytrzymał. Z dwojga złego lepiej wyszło, że to ty mu zajebałeś — stwierdził. Gdyby to on rzucił się na brata Corneliusa z pięściami, to mogłoby się to skończyć w bardziej nieciekawy sposób. Nie wspominając o tym, że pewnie straciłby w oczach jego rodziny. — No właśnie widziałem przed chwilą — odparł. — Nooo… Chyba nie mam wyjścia jak tylko mieć się na baczności — powiedział i zaśmiał się krótko. Teraz nie był pewien, czy chciałby kiedykolwiek podpaść Kornelowi i przetestować jego cierpliwość.
— Ta. Pewnie tylko czekał na moment, aż będzie mógł zacząć się do nas przywalać i nas wkurwiać — pokręcił zrezygnowany głową na boki. Niektórzy ludzie musieli mieć naprawdę przykre życie, skoro takie rzeczy sprawiały im frajdę i czerpali z tego satysfakcję. Jemu byłoby szkoda czasu i nerwów na to, żeby aż tak pałać do kogoś niechęcią, żeby na każdym możliwym kroku mu to pokazywać. W sumie, poniekąd brat Kornela przypominał mu jego rodziców – zachowywali się względem Otto w dość podobny sposób. Może dlatego był taki opanowany i pyskaty? Bo nauczył się w taki sam sposób reagować na zaczepki swoich starych. — No właśnie. Poza tym najbardziej na świecie nie znoszę, kiedy ktoś się do mnie przypierdala dla samego przypierdalania się, nie mając jakichś sensownych powodów — przewrócił oczami. Brat Kornela sprawiał wrażenie właśnie takiej osoby – szukał zaczepki, bo się nudził, ale jak przychodziło co do czego, to nawet nie potrafił znaleźć żadnych logicznych argumentów. — No właśnie. Powinieneś być mi wdzięczny, że postanowiłem n i e wdawać się w szczegóły — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. — Oj no, już bez przesady z tym znęcaniem się. Poza tym, skąd miałem wiedzieć, że tak zareagujesz na moje słowa — stwierdził i wzruszył ramionami, zaciskając wargi w wąską linię. — Tak też myślałem — odparł i posłał mu zaczepny uśmieszek. Już nie mógł się doczekać aż wrócą do hotelu i zostaną sam na sam. — Okej, chodźmy — skinął głową i ruszył za starszym.
Po opuszczeniu imprezy i powrocie do hotelu, udali się do windy. Nie spodziewał się, że gdy tylko się w niej znajdą, Kornel tak go zaatakuje, ale nie miał nic przeciwko temu. Chętnie odwzajemnił jego pocałunek, napierając na niego swoim ciałem. Zaraz jednak dojechali na odpowiednie piętro. Chwycił jego dłoń i pociągnął go za sobą, wychodząc z windy i kierując się korytarzem do ich pokoju. Otworzył drzwi kartą, a po ich przekroczeniu od razu przylgnął z powrotem do Kornela, zachłannie go całując.
Cornelius Przybylski
— Ta. Pewnie tylko czekał na moment, aż będzie mógł zacząć się do nas przywalać i nas wkurwiać — pokręcił zrezygnowany głową na boki. Niektórzy ludzie musieli mieć naprawdę przykre życie, skoro takie rzeczy sprawiały im frajdę i czerpali z tego satysfakcję. Jemu byłoby szkoda czasu i nerwów na to, żeby aż tak pałać do kogoś niechęcią, żeby na każdym możliwym kroku mu to pokazywać. W sumie, poniekąd brat Kornela przypominał mu jego rodziców – zachowywali się względem Otto w dość podobny sposób. Może dlatego był taki opanowany i pyskaty? Bo nauczył się w taki sam sposób reagować na zaczepki swoich starych. — No właśnie. Poza tym najbardziej na świecie nie znoszę, kiedy ktoś się do mnie przypierdala dla samego przypierdalania się, nie mając jakichś sensownych powodów — przewrócił oczami. Brat Kornela sprawiał wrażenie właśnie takiej osoby – szukał zaczepki, bo się nudził, ale jak przychodziło co do czego, to nawet nie potrafił znaleźć żadnych logicznych argumentów. — No właśnie. Powinieneś być mi wdzięczny, że postanowiłem n i e wdawać się w szczegóły — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. — Oj no, już bez przesady z tym znęcaniem się. Poza tym, skąd miałem wiedzieć, że tak zareagujesz na moje słowa — stwierdził i wzruszył ramionami, zaciskając wargi w wąską linię. — Tak też myślałem — odparł i posłał mu zaczepny uśmieszek. Już nie mógł się doczekać aż wrócą do hotelu i zostaną sam na sam. — Okej, chodźmy — skinął głową i ruszył za starszym.
Po opuszczeniu imprezy i powrocie do hotelu, udali się do windy. Nie spodziewał się, że gdy tylko się w niej znajdą, Kornel tak go zaatakuje, ale nie miał nic przeciwko temu. Chętnie odwzajemnił jego pocałunek, napierając na niego swoim ciałem. Zaraz jednak dojechali na odpowiednie piętro. Chwycił jego dłoń i pociągnął go za sobą, wychodząc z windy i kierując się korytarzem do ich pokoju. Otworzył drzwi kartą, a po ich przekroczeniu od razu przylgnął z powrotem do Kornela, zachłannie go całując.
rybka pipka 🐟
— Mile połechtałeś mi ego. Nie powiem, że nie — pokręcił lekko głową na boki. Miło było usłyszeć coś takiego, nawet jeśli okoliczności nie były idealne. — Może rzeczywiście to kwestia zazdrości. Z drugiej strony, on zawsze taki był, odkąd tylko dowiedział się, że wolę facetów — wzruszył lekko ramionami. Miał wrażenie, że to była tylko i wyłącznie kwestia tego, że był gejem i tyle, ale może Otto miał w tym wszystkim trochę racji. Jakby nie było, zawodowo odniósł naprawdę spory sukces i mógł się pochwalić, że był kimś. Ciężko sobie zapracował na to stanowisko. — Tak, zdecydowanie lepiej, że to ja to zrobiłem — westchnął bezgłośnie. Naprawdę by nie chciał, żeby to Otto przywalił jego bratu, bo nie chciałby, żeby jego rodzina krzywo na niego patrzyła. Sobą się nie przejmował, ale o młodszym wolałby, żeby mieli tylko dobre zdanie. — Zdecydowanie powinieneś — zaśmiał się. Nie wiedział, co Otto musiałby zrobić, żeby go tak zdenerwować, ale był pewien, że byłoby to ciężko zrobić. Mało kto działał na niego jak jego brat, więc istniała marna szansa na to, że komukolwiek innemu by przywalił.
— Na pewno — skinął lekko głową. Był pewien, że odkąd tylko się spotkali, to czekał na odpowiedni moment, żeby się dojebać. Jak już sobie popił, to był wystarczająco odważny, żeby to zrobić i po prostu się do nich przyjebał. Było mu głupio za niego, ale z drugiej strony od razu uprzedzał Otto, jaki ten potrafił być i na co powinien się przygotować. Mimo wszystko Kornel nie potrafił zachować zimnej krwi i sam się odpalił, ale nie można mu się było dziwić, bo w dużej mierze stawał w obronie swojego chłopaka. — Jestem wdzięczny, naprawdę — odparł. Dobrze, że tego nie zrobił, bo byłoby mu naprawdę wstyd. — To było oczywiste — spojrzał na niego z politowaniem.
Otto Marceau
— Na pewno — skinął lekko głową. Był pewien, że odkąd tylko się spotkali, to czekał na odpowiedni moment, żeby się dojebać. Jak już sobie popił, to był wystarczająco odważny, żeby to zrobić i po prostu się do nich przyjebał. Było mu głupio za niego, ale z drugiej strony od razu uprzedzał Otto, jaki ten potrafił być i na co powinien się przygotować. Mimo wszystko Kornel nie potrafił zachować zimnej krwi i sam się odpalił, ale nie można mu się było dziwić, bo w dużej mierze stawał w obronie swojego chłopaka. — Jestem wdzięczny, naprawdę — odparł. Dobrze, że tego nie zrobił, bo byłoby mu naprawdę wstyd. — To było oczywiste — spojrzał na niego z politowaniem.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
Zaśmiał się cicho na jego słowa. No tak, trochę nieświadomie rzeczywiście sypnął Kornelowi dość solidnym argumentem. No, ale jakby nie było, to nic z tego co powiedział było nieprawdą. Cornelius był atrakcyjnym mężczyzną, który w dodatku był inteligentny i odnosił sukcesu. Było czego mu zazdrościć, a patrząc na jego brata, ten nie wyglądał jak ktoś, kto cokolwiek w życiu osiągnął. Nic więc dziwnego, że ból mu dupę ściskał i przypierdalał się do tego, co uważał u Corneliusa za mankamenty. Jakby na siłę chciał udowodnić jemu, sobie i reszcie rodziny, że mężczyzna wcale nie był taki idealny jak sprawiał wrażenie. — Bo dla niego fakt, że jesteś gejem wygląda jak skaza. Wiesz… Jesteś dobrym, mądrym człowiekiem, który coś w życiu osiąga i ma jakieś pasje. Nie ma się do czego przyczepić, a w momencie, w którym okazuje się, że jednak wolisz mężczyzn, dla niego to jest powód, żeby udowodnić wszystkim, że wcale nie jesteś tak idealny za jakiego każdy cię miał — powiedział i wzruszył ramionami. — Kretyn tylko nie bierze pod uwagę tego, że innym ludziom taki fakt nie będzie przeszkadzał aż tak bardzo jak jemu i nie każdy będzie na to patrzył jak na coś negatywnego — dodał jeszcze. Jakby tak się zastanowić, to facet naprawdę miał smutne życie… Nie można było temu zaprzeczyć. — No właśnie. Jeszcze tego by brakowało, że przywlokłeś mnie ze sobą, a ja bym jakieś burdy wszczynał — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Na szczęście, Otto był w stanie zachować spokój i się powstrzymać, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że go rączki nie świerzbiły. Na kolejne słowa mężczyzny zaśmiał się krótko i pokręcił głową, uśmiechając się pod nosem. Jakoś nie potrafił uwierzyć w to, że starszy byłby w stanie na niego naskoczyć.
— Wtedy to dopiero byłby zgorszony, co? — zapytał i sugestywnie poruszył brwiami. Na szczęście Otto miał w sobie tyle ogłady i nie był na tyle pijany, żeby panować nad tym ile mówi. Gdyby zaczął mówić o rzeczach, jakie potrafili wyprawiać czasami w łóżku, to nie miał pojęcia, czy brat Kornela nie dostałby zawału, bo tak by to w niego uderzyło.
Cornelius Przybylski
— Wtedy to dopiero byłby zgorszony, co? — zapytał i sugestywnie poruszył brwiami. Na szczęście Otto miał w sobie tyle ogłady i nie był na tyle pijany, żeby panować nad tym ile mówi. Gdyby zaczął mówić o rzeczach, jakie potrafili wyprawiać czasami w łóżku, to nie miał pojęcia, czy brat Kornela nie dostałby zawału, bo tak by to w niego uderzyło.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
rybka pipka 🐟
Wydał z siebie krótkie mruknięcie na to wszystko, co powiedział Otto. Brzmiało to jak najbardziej sensownie i zapewne miał rację. Szkoda, że jakoś cała reszta rodziny miała wyjebane na to, że Cornelius wolał facetów i nie zwracali na to żadnej uwagi. Traktowali go dobrze, nawet ci z dalszej rodziny. Nie mógł trafić na lepszą rodzinę, jeśli chodziło o wiele kwestii. Niestety, w każdej rodzinie była czarna owca i nie był nią gej, a dorosły facet, który nie potrafił się pogodzić z tym, że jego brat jest trochę inny. — Trochę byłby wstyd — zaśmiał się. No i przede wszystkim nie pokazałby się od tej lepszej strony, a mimo wszystko chciał, żeby jego bliscy lubili Otto. I chyba mu to wyszło, bo osoby, obok których siedzieli przy stole, zdawały się polubić chłopaka. Tak samo zresztą, jak pozostałe rodzeństwo Kornela i jego mama.
— Prawie każdy by był — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Nie można było o nich powiedzieć, że byli grzeczni w tej kwestii. Nawet jeśli z początku Przybylski miał swoje uprzedzenia, to szybko mu to minęło, zwłaszcza kiedy trochę sobie popił. Tak, jak na przykład dzisiaj.
Otto Marceau
— Prawie każdy by był — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Nie można było o nich powiedzieć, że byli grzeczni w tej kwestii. Nawet jeśli z początku Przybylski miał swoje uprzedzenia, to szybko mu to minęło, zwłaszcza kiedy trochę sobie popił. Tak, jak na przykład dzisiaj.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description