ODPOWIEDZ
35 lat/a, 188 cm
Awatar użytkownika
You wanna keep me as forever
But it was just all a game
Whispers of life
21
Ostatnio bywało... różnie. Z jednej strony cieszył się, że Indigo wrócił już z odwyku do domu, ale z drugiej strony bał się, że to nie było wystarczające; że w końcu coś znów się spierdoli, a chłopak wróci do ćpania. Co by miało? Choćby to, że znów nie okaże mu wystarczająco dużo uczuć albo powie coś nie tak. Nawet nie byłby tym zaskoczony, bo znał siebie i dobrze wiedział, że był w stanie coś palnąć, a kiedy chłopak był w takim stanie, to łatwo było go zranić. Potrzebował zatem jakiejś odskoczni, żeby tak się nie zadręczać. No, potrzebował też odskoczni od tego, co dzisiaj stało się w pracy. Akurat był z kolegą na patrolu, kiedy dostali wezwanie do wypadku. Okazało się, że na miejscu była już straż pożarna i karetka, która zabrała jedyną ocalałą osobę. Trzy osoby zginęły od razu. Za każdym razem, kiedy był świadkiem takich rzeczy, to czuł ten nieprzyjemny skurcz w żołądku. I nie chodziło o to, że mocno reagował na takie widoki, ale dlatego, że uświadamiał sobie w takich chwilach, jak kruche było ludzkie życie. Na miejscu trochę im zeszło, bo zrobił się naprawdę okropny syf. W trakcie zorientował się, że na akcji był też jego dobry kolega, który jako strażak przyjechał na miejsce wypadku. Po wszystkim zaproponował mu, żeby udali się na piwo do baru. Musiał odreagować to wszystko, co działo się ostatnio w jego życiu, a zasłonił się tym, że chodziło o tę trudną akcję. Sawyer przystał na jego propozycję i po skończonej służbie spotkali się w Kingpin, gdzie zwykle mieli zwyczaj się widywać.
Miał zamiar pojechać tam od razu po pracy, więc wziął w szatni szybki prysznic i przebrał się w swoje ciuchy. Napisał jeszcze do Indigo, że wróci dzisiaj później, bo chciał wyjść z kolegą, a ten odpisał, że okej. Miał tylko nadzieję, że nie pomyśli sobie, że poszedł w odstawkę albo że miał kogoś innego, bo w tym stanie, w jakim był, wszystko było możliwe. Przeszło mu przez myśl, że może powinien jednak wrócić prosto do domu, ale potem doszedł do wniosku, że nie chciał wystawiać kumpla do wiatru.
Postanowił zostawić swój samochód na parkingu pod komisariatem i podjechać do baru Uberem. Nie miał zamiaru jeździć po pijaku, bo jako policjant dobrze wiedział, co za to groziło. Na miejsce dojechał jako pierwszy, więc wszedł do środka i zajął jedno z miejsc przy ladzie. Od razu poprosił o piwo, żeby nie siedzieć i nie patrzeć w ścianę o suchym pysku. Na swojego towarzysza nie musiał długo czekać. — Hej — rzucił na przywitanie, kiedy ten do niego dołączył. Skinął na barmana, a ten zaraz nalał kolejny kufel, który postawił przed Sawyerem. — Paskudna robota — zaczął i skrzywił się delikatnie. — Mówiłeś, że mieliście niemały problem, żeby otworzyć jedno z tych aut? Czasami zastanawiam się, kto odwala gorszą robotę. My czy wy — dodał i upił spory łyk piwa, po czym odetchnął bezgłośnie. Miał nadzieję, że już niedługo będzie mógł zmienić pracę i rzucić bycie policjantem. Już prawie to zrobił, ale nie chciał tego robić w ciemno, nie mając innej roboty. A teraz? Teraz musiał szanować pracę, jakakolwiek by ona nie była, bo tylko on zarabiał w ich domu i miał na głowie utrzymanie siebie i chłopaka. Nie miał mu tego za złe, ale nie zmieniało to faktu, że frustrowało go to, że musiał pracować jako policjant.

sawyer 🚒
35 lat/a, 181 cm
strażak w NOFD
Awatar użytkownika
been looking forward to the future but my eyesight is going bad
Whispers of life
#2
Trigger Warning
(mało szczegołówy) opis wypadku samochodowego
Gdy pracowało się w służbach (niezależnie jakich), należało się przyzwyczaić do sytuacji, które dla innych były wstrząsające. Każdy strażak wiedział, że rozpamiętywanie zmarłych skutkuje zwiększeniem ich liczby, a Sawyer cenił sobie etykietkę dobrego strażaka zbyt mocno, by pozwolić swoim ludziom na robienie głupich błędów. Nie był nieczuły. Zdarzało mu się odwiedzać w szpitalu ludzi, których kilka dni temu wyciągał z zakleszczonych aut, podwórkowych studni czy wyławiał z jezior, ale nigdy się nie przywiązywał, bo miało to swoje, zazwyczaj tragiczne dla innych, skutki. Rytuały sprzyjały temu, by wyrzucać takie rzeczy z głowy, a jednocześnie pozostać człowiekiem wrażliwym na krzywdę innych. Do tej pory narzekał, że o wiele łatwiej utrzymywać je było w Nowym Jorku, gdzie nikt nie wykręcał się od piwa po służbie, ale ostatnio dostrzegł, że i w Nowym Orleanie zaczyna się gromadzić wokół niego grupa ludzi, na których może w takich sprawach liczyć. A dzisiaj ewidentnie ich potrzebował, podobnie jak wielkiego kufla piwa, a raczej dwóch - pierwszego wypitego pospiesznie, zaraz po zajęciu miejsca przy barze i drugiego, który sączyć będzie przez cały wieczór. Czytał kiedyś, że to gorsze dla organizmu i człowiek szybciej się wtedy upija, ale nigdy nie pozwalał sobie na odwiedzanie baru, gdy następny dzień nie był dla niego wolny.
Wchodząc do Kingpin nie mógł się więc doczekać chwili, w której chłodny, ale chrzczony alkohol spłynie po jego gardle i wypełni żołądek, dając kilka chwil spokoju. Obecność Cedara i jego ewentualne, krzywe spojrzenie nie przeszkodziły mu w realizacji planu, który już po chwili doprowadził do tego, że Gibbs kiwał na barmana głową, przesuwając w jego stronę kufel z spokojnym "druga kolejna na mnie". Nie przewidział, by mieli wypić ich wiele więcej, a jeśli zdarzy się trzecia, to po prostu każdy zapłaci za siebie. Sawyer nie lubił mieć długów, nawet tak drobnych. - Oj stary, nie zaczynaj tej odwiecznej wojny, bo nie wyjdziesz z niej zwycięsko - zakpił. Odkąd pamiętał wszyscy policjanci w jego otoczeniu próbowali mu udowodnić, że mają trudniejszą pracę. A on, gdy tylko mógł, przypominał im, że w bajkach dla dzieci to on chodzi po drzewach i ściąga małe, puchate kotki, zamiast obżerać się pączkami. - Ale tak. Razem z decyzją w stylu "kto ma większe szanse na przeżycie" i z zbieraniem pasażerki z wycieraczki, spomiędzy siedzenia i poduszki powietrznej - nie przykładał do tego dużej wagi. Dzień jak co dzień. Chociaż czasami takie decyzje oczywiście do niego wracały. - Nie wiem CZEMU LUDZIE WCIAŻ KŁADĄ NOGI NA DESCE, GDY JADĄ Z PRZODU I ZAPOMINAJĄ O ZAPIĘCIU PASÓW - dodał, o wiele głośniej niż powinien, tak by zgromadzeni w barze ludzie go słyszeli. Lekarze kierowali się zasadą by przede wszystkim nie szkodzić, strażacy - by przede wszystkim edukować. Nie wnikał, jaką zasadę miała policja, bo doskonale wiedział, że zgapili ją od straży.

Cedar 🚓
35 lat/a, 188 cm
Awatar użytkownika
You wanna keep me as forever
But it was just all a game
Whispers of life
Wiesz... Wszystko mi jedno, bo i tak taki ze mną policjant, jak z koziej dupy trąba — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. — Robię to po to, żeby mieć co do garnka włożyć, a nie dlatego, że mam jakieś wielkie powołanie — dodał. — Jasne, fajnie mieć świadomość, że komuś się czasami pomogło, ale nie wiem, czy to rekompensuje odwiedzanie domów, gdzie przemoc domowa jest na porządku dziennym albo to, co stało się dzisiaj — podsumował. Nie, zdecydowanie wypłata, nie była tego warta. Nie wspominając o tym, że poszedł do akademii tylko dlatego, że chciał tego jego ojciec, który przedłożył na niego swoje ambicje. Ależ był dumny, kiedy Cedar dostał się do policji w samym Nowym Orleanie! Szkoda tylko, że sam młody Moseley nie czuł z siebie tej dumy. — Dawno nie widziałem tak paskudnego wypadku — stwierdził i upił łyk ze swojego kufla. Widział ich naprawdę wiele, ale ten dzisiejszy był naprawdę nieprzyjemny. Nie to, że jakikolwiek wypadek można było zaliczyć do tych przyjemnych, zwłaszcza te, które kończyły się tragicznie. Ściągnął lekko brwi, kiedy kumpel tak głośno się odezwał, najwyraźniej mając potrzebę, żeby edukować każdego, kto znajdował się teraz w barze. — PO PIJAKU TEŻ NIE WYPADA WSIADAĆ ZA KÓŁKO — dodał od siebie równie głośno. Oczywiście, że musiał wtrącić swoje trzy grosze. Nie mógł być gorszym jako policjant. Miał tylko nadzieję, że nie będą się teraz przerzucać tym, kto lepiej był w stanie edukować osoby, które znajdowały się aktualnie w barze.
Upił jeszcze jeden konkretny łyk i odetchnął krótko. Nadal miał w głowie tę obawę, że sam siedział tutaj i pił sobie piwo z kumplem, a Indigo był w domu sam. Nic nie mógł poradzić na to, że po prostu się o niego martwił. — Mam nadzieję, że ty nie masz zamiaru wracać do domu samochodem i że grzecznie zamówisz sobie Ubera albo pójdziesz na nogach. Nie chciałbym być zmuszony do tego, żeby wlepić ci mandat — uniósł kącik ust w zaczepnym uśmiechu. Sam postawił na taksówkę, bo o ile czasami zdarzało mu się jeździć po pijaku albo pod wpływem narkotyków, to nie chciał tak ryzykować teraz. Można było śmiało powiedzieć, że przez Indigo w krótkim czasie znacznie wydoroślał. Na tyle, żeby rzucić całkiem dragi i zacząć bardziej o siebie dbać. — Swoją drogą co tam u ciebie? Dawno nie mieliśmy okazji pogadać. Coś się pozmieniało czy wciąż stare śmieci? — zagaił. Był ciekaw, co tam u niego się działo i czy było coś godnego uwagi, czym chciałby się podzielić. Sam miałby mu wiele do powiedzenia, ale problem polegał na tym, że musiałby się najpierw przyznać do tego, że był gejem, a nie był pewien, jak Sawyer podchodził do takich spraw. Nigdy nie rozmawiali na takie tematy, bo nigdy nie było takiej konieczności. Może w miesiąc dumy i okres parad oraz innych wydarzeń podwyższonego ryzyka powinien spróbować poruszyć ten temat? Wtedy wydałoby się to sensowne i jak najbardziej na miejscu. Ot, zapytałby się go, co myślał o takich osobach. Zwykle miał gdzieś to, co ktoś sobie pomyśli na temat jego orientacji, ale w tym przypadku było trochę inaczej, bo lubił Sawyera. Był dobrym kumplem, a do tego jednym z niewielu, którzy zdawali sobie nie robić nic z tego, że Cedar był mrukiem i zgredem. Choć ostatnio to też się zmieniło, bo nawet częściej się uśmiechał. Ba! W ogóle się uśmiechał.

sawyer 🚒
35 lat/a, 181 cm
strażak w NOFD
Awatar użytkownika
been looking forward to the future but my eyesight is going bad
Whispers of life
Wybór Akademii Pożarniczej był dla Sawyera kwestią przypadku, ale był z niego niezwykle zadowolony. Nigdy nie miał wielkiego umysłu i stawiał raczej na tężyznę fizyczną. Nie był oczywiście typowym idiotą z Kalifornii (i to nie dlatego, że w życiu nawet w Kalifornii nie był), co sprawiało, że idealnie nadawał się do pracy, która wymagała kreatywności, nieszablonowości i tężyzny fizycznej właśnie. On miał tylko wymyślić jak ściągnąć tego nieszczęśliwego człowieka z mostu, od tłumaczenia mu, czemu jego zachowanie było źle i udzielania mu fachowej pomocy był w jego zespole ktoś inny.
Gibbs kochał swoją pracę, tak po prostu, ale jednocześnie umiał dostrzec wszystkie jej wady. Trawa jednak zawsze była bardziej zielona tam, gdzie nas nie było, a on nie skupiał się na tym, czego nie miał, a na tym, co udało mu się uzyskać. Dzisiaj był jako strażak w miejscu, w którym wyobrażał sobie siebie, gdy pierwszy raz nakładał mundur. Może nie w tym mieście, w którym chciał go nakładać i nie z takim stanem cywilnym, jaki chciał mieć, ale naprawdę nie chciał szukać negatywów w życiu, które teraz prowadził. - Czasami ta pomoc jest gówno warta - podsumował, bo jak inaczej do tej podejść? Miał prowadzić rachunek sumienia i zapisywać wszystkie plusy i minusy sytuacji, które spotykały go w pracy? Podejrzewał, że już po 10 minutach brakłoby mu kartki na negatywy. Wolał sytuację obśmiać. Kpienie z tego, co mu nie pasowało, sprawiało, że kaliber poważnych sytuacji wydawał się mniejszy i łatwiej było go znieść. - I CZASAMI NAPRAWDĘ WARTO ZAPYTAĆ SAMEGO SIEBIE CO LUDZIE POMYŚLĄ GDY WKŁADA SIĘ MIKROFALÓWKĘ NA GŁOWĘ - to było jego inne zgłoszenie z dzisiaj. Dzieciak, który wyciął otwór wielkości swojej głowy w dnie kuchenki mikrofalowej i bardzo się zdziwił, że łatwiej było ją włożyć do środka, niż wyciągnąć. Czasami challenge, których dzieciaki podejmowały się inspirowane internetem były naprawdę zabawne, ale dzisiaj Gibbs chyba był po prostu zmęczony. Takie wypadki, jak ten, który razem oglądali, naprawdę siedziały w głowie i wymagały znieczulania się (od środka) przynajmniej na kilka godzin.
- Kurde, przejrzałeś mnie. Nawet nie gasiłem silnika gdy zaparkowałem na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami - uderzył nawet dłonią w udo, jakby za chwilę miał rzucić kreskówkowym wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski pies. Nie umiał jednak określić, na ile Cedar doceniłby żart i nawiązanie, a na ile Sawyer naprawdę dostawałby mandaty za idiotyczne przewinienia aż do jego emerytury. - Ale chyba wszystko po staremu? Z większych dramatów życiowych to popsuł mi się ekspres, który po przeprowadzce kupiłem na chwilę, ale nie znam się na kupowaniu ekspresów i nie mam czasu kupić nowego, więc przepłacam za paskudną kawę w kawiarniach. Uzbierałem nawet na dziesiątą, darmową - uderzył się po kieszeniach i faktycznie wyciągnął portfel, by pokazać mu kartę lojalnościową. Kartonik wyglądał jak wyjęty z generatora AI, a na samym jego środku dumnie stał Cappuccino Assassino (syn go uświadomił), gotowy do wymierzenia sprawiedliwości swoimi katanami. Wszystkie pola na pieczątki były zapełnione i Sawyer miał wrażenie, że nigdy niczego większego w życiu nie osiągnął. - Jak będę ją odbierał to podziękuję też tobie. Gdzieś na końcu, ale jednak - uniósł zaczepnie brwi, zaraz upijając kolejny łyk piwa z kufla. Gdy wierzchem dłoni otarł pianę z górnej wargi spojrzał na Cedara bardzo wymownie. Jakby liczył, że są już na tym etapie znajomości, na którym pytanie a co u ciebie? nie musi paść, by zachęcić do zwierzeń.

Cedar 🚓
ODPOWIEDZ

Wróć do „Kingpin”