Ezezaur 🦖
21
Ostatnio bywało... różnie. Z jednej strony cieszył się, że Indigo wrócił już z odwyku do domu, ale z drugiej strony bał się, że to nie było wystarczające; że w końcu coś znów się spierdoli, a chłopak wróci do ćpania. Co by miało? Choćby to, że znów nie okaże mu wystarczająco dużo uczuć albo powie coś nie tak. Nawet nie byłby tym zaskoczony, bo znał siebie i dobrze wiedział, że był w stanie coś palnąć, a kiedy chłopak był w takim stanie, to łatwo było go zranić. Potrzebował zatem jakiejś odskoczni, żeby tak się nie zadręczać. No, potrzebował też odskoczni od tego, co dzisiaj stało się w pracy. Akurat był z kolegą na patrolu, kiedy dostali wezwanie do wypadku. Okazało się, że na miejscu była już straż pożarna i karetka, która zabrała jedyną ocalałą osobę. Trzy osoby zginęły od razu. Za każdym razem, kiedy był świadkiem takich rzeczy, to czuł ten nieprzyjemny skurcz w żołądku. I nie chodziło o to, że mocno reagował na takie widoki, ale dlatego, że uświadamiał sobie w takich chwilach, jak kruche było ludzkie życie. Na miejscu trochę im zeszło, bo zrobił się naprawdę okropny syf. W trakcie zorientował się, że na akcji był też jego dobry kolega, który jako strażak przyjechał na miejsce wypadku. Po wszystkim zaproponował mu, żeby udali się na piwo do baru. Musiał odreagować to wszystko, co działo się ostatnio w jego życiu, a zasłonił się tym, że chodziło o tę trudną akcję. Sawyer przystał na jego propozycję i po skończonej służbie spotkali się w Kingpin, gdzie zwykle mieli zwyczaj się widywać.Miał zamiar pojechać tam od razu po pracy, więc wziął w szatni szybki prysznic i przebrał się w swoje ciuchy. Napisał jeszcze do Indigo, że wróci dzisiaj później, bo chciał wyjść z kolegą, a ten odpisał, że okej. Miał tylko nadzieję, że nie pomyśli sobie, że poszedł w odstawkę albo że miał kogoś innego, bo w tym stanie, w jakim był, wszystko było możliwe. Przeszło mu przez myśl, że może powinien jednak wrócić prosto do domu, ale potem doszedł do wniosku, że nie chciał wystawiać kumpla do wiatru.
Postanowił zostawić swój samochód na parkingu pod komisariatem i podjechać do baru Uberem. Nie miał zamiaru jeździć po pijaku, bo jako policjant dobrze wiedział, co za to groziło. Na miejsce dojechał jako pierwszy, więc wszedł do środka i zajął jedno z miejsc przy ladzie. Od razu poprosił o piwo, żeby nie siedzieć i nie patrzeć w ścianę o suchym pysku. Na swojego towarzysza nie musiał długo czekać. — Hej — rzucił na przywitanie, kiedy ten do niego dołączył. Skinął na barmana, a ten zaraz nalał kolejny kufel, który postawił przed Sawyerem. — Paskudna robota — zaczął i skrzywił się delikatnie. — Mówiłeś, że mieliście niemały problem, żeby otworzyć jedno z tych aut? Czasami zastanawiam się, kto odwala gorszą robotę. My czy wy — dodał i upił spory łyk piwa, po czym odetchnął bezgłośnie. Miał nadzieję, że już niedługo będzie mógł zmienić pracę i rzucić bycie policjantem. Już prawie to zrobił, ale nie chciał tego robić w ciemno, nie mając innej roboty. A teraz? Teraz musiał szanować pracę, jakakolwiek by ona nie była, bo tylko on zarabiał w ich domu i miał na głowie utrzymanie siebie i chłopaka. Nie miał mu tego za złe, ale nie zmieniało to faktu, że frustrowało go to, że musiał pracować jako policjant.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyDante RamosPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
stelka
#2
Trigger Warning
(mało szczegołówy) opis wypadku samochodowego
Wchodząc do Kingpin nie mógł się więc doczekać chwili, w której chłodny, ale chrzczony alkohol spłynie po jego gardle i wypełni żołądek, dając kilka chwil spokoju. Obecność Cedara i jego ewentualne, krzywe spojrzenie nie przeszkodziły mu w realizacji planu, który już po chwili doprowadził do tego, że Gibbs kiwał na barmana głową, przesuwając w jego stronę kufel z spokojnym "druga kolejna na mnie". Nie przewidział, by mieli wypić ich wiele więcej, a jeśli zdarzy się trzecia, to po prostu każdy zapłaci za siebie. Sawyer nie lubił mieć długów, nawet tak drobnych. - Oj stary, nie zaczynaj tej odwiecznej wojny, bo nie wyjdziesz z niej zwycięsko - zakpił. Odkąd pamiętał wszyscy policjanci w jego otoczeniu próbowali mu udowodnić, że mają trudniejszą pracę. A on, gdy tylko mógł, przypominał im, że w bajkach dla dzieci to on chodzi po drzewach i ściąga małe, puchate kotki, zamiast obżerać się pączkami. - Ale tak. Razem z decyzją w stylu "kto ma większe szanse na przeżycie" i z zbieraniem pasażerki z wycieraczki, spomiędzy siedzenia i poduszki powietrznej - nie przykładał do tego dużej wagi. Dzień jak co dzień. Chociaż czasami takie decyzje oczywiście do niego wracały. - Nie wiem CZEMU LUDZIE WCIAŻ KŁADĄ NOGI NA DESCE, GDY JADĄ Z PRZODU I ZAPOMINAJĄ O ZAPIĘCIU PASÓW - dodał, o wiele głośniej niż powinien, tak by zgromadzeni w barze ludzie go słyszeli. Lekarze kierowali się zasadą by przede wszystkim nie szkodzić, strażacy - by przede wszystkim edukować. Nie wnikał, jaką zasadę miała policja, bo doskonale wiedział, że zgapili ją od straży.
Cedar
Ezezaur 🦖
— Wiesz... Wszystko mi jedno, bo i tak taki ze mną policjant, jak z koziej dupy trąba — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. — Robię to po to, żeby mieć co do garnka włożyć, a nie dlatego, że mam jakieś wielkie powołanie — dodał. — Jasne, fajnie mieć świadomość, że komuś się czasami pomogło, ale nie wiem, czy to rekompensuje odwiedzanie domów, gdzie przemoc domowa jest na porządku dziennym albo to, co stało się dzisiaj — podsumował. Nie, zdecydowanie wypłata, nie była tego warta. Nie wspominając o tym, że poszedł do akademii tylko dlatego, że chciał tego jego ojciec, który przedłożył na niego swoje ambicje. Ależ był dumny, kiedy Cedar dostał się do policji w samym Nowym Orleanie! Szkoda tylko, że sam młody Moseley nie czuł z siebie tej dumy. — Dawno nie widziałem tak paskudnego wypadku — stwierdził i upił łyk ze swojego kufla. Widział ich naprawdę wiele, ale ten dzisiejszy był naprawdę nieprzyjemny. Nie to, że jakikolwiek wypadek można było zaliczyć do tych przyjemnych, zwłaszcza te, które kończyły się tragicznie. Ściągnął lekko brwi, kiedy kumpel tak głośno się odezwał, najwyraźniej mając potrzebę, żeby edukować każdego, kto znajdował się teraz w barze. — PO PIJAKU TEŻ NIE WYPADA WSIADAĆ ZA KÓŁKO — dodał od siebie równie głośno. Oczywiście, że musiał wtrącić swoje trzy grosze. Nie mógł być gorszym jako policjant. Miał tylko nadzieję, że nie będą się teraz przerzucać tym, kto lepiej był w stanie edukować osoby, które znajdowały się aktualnie w barze.
Upił jeszcze jeden konkretny łyk i odetchnął krótko. Nadal miał w głowie tę obawę, że sam siedział tutaj i pił sobie piwo z kumplem, a Indigo był w domu sam. Nic nie mógł poradzić na to, że po prostu się o niego martwił. — Mam nadzieję, że ty nie masz zamiaru wracać do domu samochodem i że grzecznie zamówisz sobie Ubera albo pójdziesz na nogach. Nie chciałbym być zmuszony do tego, żeby wlepić ci mandat — uniósł kącik ust w zaczepnym uśmiechu. Sam postawił na taksówkę, bo o ile czasami zdarzało mu się jeździć po pijaku albo pod wpływem narkotyków, to nie chciał tak ryzykować teraz. Można było śmiało powiedzieć, że przez Indigo w krótkim czasie znacznie wydoroślał. Na tyle, żeby rzucić całkiem dragi i zacząć bardziej o siebie dbać. — Swoją drogą co tam u ciebie? Dawno nie mieliśmy okazji pogadać. Coś się pozmieniało czy wciąż stare śmieci? — zagaił. Był ciekaw, co tam u niego się działo i czy było coś godnego uwagi, czym chciałby się podzielić. Sam miałby mu wiele do powiedzenia, ale problem polegał na tym, że musiałby się najpierw przyznać do tego, że był gejem, a nie był pewien, jak Sawyer podchodził do takich spraw. Nigdy nie rozmawiali na takie tematy, bo nigdy nie było takiej konieczności. Może w miesiąc dumy i okres parad oraz innych wydarzeń podwyższonego ryzyka powinien spróbować poruszyć ten temat? Wtedy wydałoby się to sensowne i jak najbardziej na miejscu. Ot, zapytałby się go, co myślał o takich osobach. Zwykle miał gdzieś to, co ktoś sobie pomyśli na temat jego orientacji, ale w tym przypadku było trochę inaczej, bo lubił Sawyera. Był dobrym kumplem, a do tego jednym z niewielu, którzy zdawali sobie nie robić nic z tego, że Cedar był mrukiem i zgredem. Choć ostatnio to też się zmieniło, bo nawet częściej się uśmiechał. Ba! W ogóle się uśmiechał.
sawyer
Upił jeszcze jeden konkretny łyk i odetchnął krótko. Nadal miał w głowie tę obawę, że sam siedział tutaj i pił sobie piwo z kumplem, a Indigo był w domu sam. Nic nie mógł poradzić na to, że po prostu się o niego martwił. — Mam nadzieję, że ty nie masz zamiaru wracać do domu samochodem i że grzecznie zamówisz sobie Ubera albo pójdziesz na nogach. Nie chciałbym być zmuszony do tego, żeby wlepić ci mandat — uniósł kącik ust w zaczepnym uśmiechu. Sam postawił na taksówkę, bo o ile czasami zdarzało mu się jeździć po pijaku albo pod wpływem narkotyków, to nie chciał tak ryzykować teraz. Można było śmiało powiedzieć, że przez Indigo w krótkim czasie znacznie wydoroślał. Na tyle, żeby rzucić całkiem dragi i zacząć bardziej o siebie dbać. — Swoją drogą co tam u ciebie? Dawno nie mieliśmy okazji pogadać. Coś się pozmieniało czy wciąż stare śmieci? — zagaił. Był ciekaw, co tam u niego się działo i czy było coś godnego uwagi, czym chciałby się podzielić. Sam miałby mu wiele do powiedzenia, ale problem polegał na tym, że musiałby się najpierw przyznać do tego, że był gejem, a nie był pewien, jak Sawyer podchodził do takich spraw. Nigdy nie rozmawiali na takie tematy, bo nigdy nie było takiej konieczności. Może w miesiąc dumy i okres parad oraz innych wydarzeń podwyższonego ryzyka powinien spróbować poruszyć ten temat? Wtedy wydałoby się to sensowne i jak najbardziej na miejscu. Ot, zapytałby się go, co myślał o takich osobach. Zwykle miał gdzieś to, co ktoś sobie pomyśli na temat jego orientacji, ale w tym przypadku było trochę inaczej, bo lubił Sawyera. Był dobrym kumplem, a do tego jednym z niewielu, którzy zdawali sobie nie robić nic z tego, że Cedar był mrukiem i zgredem. Choć ostatnio to też się zmieniło, bo nawet częściej się uśmiechał. Ba! W ogóle się uśmiechał.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyDante RamosPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
stelka
Wybór Akademii Pożarniczej był dla Sawyera kwestią przypadku, ale był z niego niezwykle zadowolony. Nigdy nie miał wielkiego umysłu i stawiał raczej na tężyznę fizyczną. Nie był oczywiście typowym idiotą z Kalifornii (i to nie dlatego, że w życiu nawet w Kalifornii nie był), co sprawiało, że idealnie nadawał się do pracy, która wymagała kreatywności, nieszablonowości i tężyzny fizycznej właśnie. On miał tylko wymyślić jak ściągnąć tego nieszczęśliwego człowieka z mostu, od tłumaczenia mu, czemu jego zachowanie było źle i udzielania mu fachowej pomocy był w jego zespole ktoś inny.
Gibbs kochał swoją pracę, tak po prostu, ale jednocześnie umiał dostrzec wszystkie jej wady. Trawa jednak zawsze była bardziej zielona tam, gdzie nas nie było, a on nie skupiał się na tym, czego nie miał, a na tym, co udało mu się uzyskać. Dzisiaj był jako strażak w miejscu, w którym wyobrażał sobie siebie, gdy pierwszy raz nakładał mundur. Może nie w tym mieście, w którym chciał go nakładać i nie z takim stanem cywilnym, jaki chciał mieć, ale naprawdę nie chciał szukać negatywów w życiu, które teraz prowadził. - Czasami ta pomoc jest gówno warta - podsumował, bo jak inaczej do tej podejść? Miał prowadzić rachunek sumienia i zapisywać wszystkie plusy i minusy sytuacji, które spotykały go w pracy? Podejrzewał, że już po 10 minutach brakłoby mu kartki na negatywy. Wolał sytuację obśmiać. Kpienie z tego, co mu nie pasowało, sprawiało, że kaliber poważnych sytuacji wydawał się mniejszy i łatwiej było go znieść. - I CZASAMI NAPRAWDĘ WARTO ZAPYTAĆ SAMEGO SIEBIE CO LUDZIE POMYŚLĄ GDY WKŁADA SIĘ MIKROFALÓWKĘ NA GŁOWĘ - to było jego inne zgłoszenie z dzisiaj. Dzieciak, który wyciął otwór wielkości swojej głowy w dnie kuchenki mikrofalowej i bardzo się zdziwił, że łatwiej było ją włożyć do środka, niż wyciągnąć. Czasami challenge, których dzieciaki podejmowały się inspirowane internetem były naprawdę zabawne, ale dzisiaj Gibbs chyba był po prostu zmęczony. Takie wypadki, jak ten, który razem oglądali, naprawdę siedziały w głowie i wymagały znieczulania się (od środka) przynajmniej na kilka godzin.
- Kurde, przejrzałeś mnie. Nawet nie gasiłem silnika gdy zaparkowałem na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami - uderzył nawet dłonią w udo, jakby za chwilę miał rzucić kreskówkowym wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski pies. Nie umiał jednak określić, na ile Cedar doceniłby żart i nawiązanie, a na ile Sawyer naprawdę dostawałby mandaty za idiotyczne przewinienia aż do jego emerytury. - Ale chyba wszystko po staremu? Z większych dramatów życiowych to popsuł mi się ekspres, który po przeprowadzce kupiłem na chwilę, ale nie znam się na kupowaniu ekspresów i nie mam czasu kupić nowego, więc przepłacam za paskudną kawę w kawiarniach. Uzbierałem nawet na dziesiątą, darmową - uderzył się po kieszeniach i faktycznie wyciągnął portfel, by pokazać mu kartę lojalnościową. Kartonik wyglądał jak wyjęty z generatora AI, a na samym jego środku dumnie stał Cappuccino Assassino (syn go uświadomił), gotowy do wymierzenia sprawiedliwości swoimi katanami. Wszystkie pola na pieczątki były zapełnione i Sawyer miał wrażenie, że nigdy niczego większego w życiu nie osiągnął. - Jak będę ją odbierał to podziękuję też tobie. Gdzieś na końcu, ale jednak - uniósł zaczepnie brwi, zaraz upijając kolejny łyk piwa z kufla. Gdy wierzchem dłoni otarł pianę z górnej wargi spojrzał na Cedara bardzo wymownie. Jakby liczył, że są już na tym etapie znajomości, na którym pytanie a co u ciebie? nie musi paść, by zachęcić do zwierzeń.
Cedar
Gibbs kochał swoją pracę, tak po prostu, ale jednocześnie umiał dostrzec wszystkie jej wady. Trawa jednak zawsze była bardziej zielona tam, gdzie nas nie było, a on nie skupiał się na tym, czego nie miał, a na tym, co udało mu się uzyskać. Dzisiaj był jako strażak w miejscu, w którym wyobrażał sobie siebie, gdy pierwszy raz nakładał mundur. Może nie w tym mieście, w którym chciał go nakładać i nie z takim stanem cywilnym, jaki chciał mieć, ale naprawdę nie chciał szukać negatywów w życiu, które teraz prowadził. - Czasami ta pomoc jest gówno warta - podsumował, bo jak inaczej do tej podejść? Miał prowadzić rachunek sumienia i zapisywać wszystkie plusy i minusy sytuacji, które spotykały go w pracy? Podejrzewał, że już po 10 minutach brakłoby mu kartki na negatywy. Wolał sytuację obśmiać. Kpienie z tego, co mu nie pasowało, sprawiało, że kaliber poważnych sytuacji wydawał się mniejszy i łatwiej było go znieść. - I CZASAMI NAPRAWDĘ WARTO ZAPYTAĆ SAMEGO SIEBIE CO LUDZIE POMYŚLĄ GDY WKŁADA SIĘ MIKROFALÓWKĘ NA GŁOWĘ - to było jego inne zgłoszenie z dzisiaj. Dzieciak, który wyciął otwór wielkości swojej głowy w dnie kuchenki mikrofalowej i bardzo się zdziwił, że łatwiej było ją włożyć do środka, niż wyciągnąć. Czasami challenge, których dzieciaki podejmowały się inspirowane internetem były naprawdę zabawne, ale dzisiaj Gibbs chyba był po prostu zmęczony. Takie wypadki, jak ten, który razem oglądali, naprawdę siedziały w głowie i wymagały znieczulania się (od środka) przynajmniej na kilka godzin.
- Kurde, przejrzałeś mnie. Nawet nie gasiłem silnika gdy zaparkowałem na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami - uderzył nawet dłonią w udo, jakby za chwilę miał rzucić kreskówkowym wszystko by się udało, gdyby nie ten wścibski pies. Nie umiał jednak określić, na ile Cedar doceniłby żart i nawiązanie, a na ile Sawyer naprawdę dostawałby mandaty za idiotyczne przewinienia aż do jego emerytury. - Ale chyba wszystko po staremu? Z większych dramatów życiowych to popsuł mi się ekspres, który po przeprowadzce kupiłem na chwilę, ale nie znam się na kupowaniu ekspresów i nie mam czasu kupić nowego, więc przepłacam za paskudną kawę w kawiarniach. Uzbierałem nawet na dziesiątą, darmową - uderzył się po kieszeniach i faktycznie wyciągnął portfel, by pokazać mu kartę lojalnościową. Kartonik wyglądał jak wyjęty z generatora AI, a na samym jego środku dumnie stał Cappuccino Assassino (syn go uświadomił), gotowy do wymierzenia sprawiedliwości swoimi katanami. Wszystkie pola na pieczątki były zapełnione i Sawyer miał wrażenie, że nigdy niczego większego w życiu nie osiągnął. - Jak będę ją odbierał to podziękuję też tobie. Gdzieś na końcu, ale jednak - uniósł zaczepnie brwi, zaraz upijając kolejny łyk piwa z kufla. Gdy wierzchem dłoni otarł pianę z górnej wargi spojrzał na Cedara bardzo wymownie. Jakby liczył, że są już na tym etapie znajomości, na którym pytanie a co u ciebie? nie musi paść, by zachęcić do zwierzeń.
Cedar
Ezezaur 🦖
— Tu się z tobą zgodzę — skinął delikatnie głową. Czasami, nawet jak mocno chcieli, to nie dało się zrobić wiele więcej poza tym, co według prawa mogli. Nie mógł przyjebać ojcu, który tłukł swoje dziecko albo mordercy, który zamordował kogoś z zimną krwią, zwłaszcza że był tylko zwykłym policjantem. Niewiele znaczył w tej policyjnej hierarchii i pewnie nigdy znaczyć nie będzie, bo daleko mu było do awansowania na kogokolwiek ważniejszego. Ojciec na pewno byłby dumy, jak z jego brata, który pracował dla DEA, ale na tej dumie w ogóle mu nie zależało. Mógł sobie ją wsadzić w dupę. Zamrugał kilkukrotnie, kiedy Sawyer powiedział coś takiego. — Mówisz teraz serio? — zapytał, bo był tym skonsternowany. Jeśli ktoś rzeczywiście zrobił coś takiego, to naprawdę musiał to być jakiś niezbyt mądry człowiek. — Naprawdę miałeś wezwanie do kogoś, kto wsadził na głowę mikrofalę? — dodał z niedowierzaniem w głosie. Czasami był pod wielkim wrażeniem tego, jak niektórzy ludzie byli głupi. I to nawet nie tyczyło się młodych, bo często dorośli też nie potrafili popisać się inteligencją i robili różne idiotyzmy. Sam zresztą był idiotą, choć z zupełnie innego powodu.
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy kolega powiedział coś takiego, bo musiał przyznać, że ten żarcik był zabawny, zwłaszcza w ich kręgu. — W takim razie chyba nie będę miał wyjścia i będę musiał wystawić mandat. A już myślałem, że jesteś porządnym obywatelem. Zobacz, jaka z człowieka może być czasami beznadziejna jednostka — westchnął sobie, udając wielce zbolałego przez to, co Sawyer powiedział. W życiu nie oskarżyłby go o to, że ten prowadziłby po pijaku. Tak samo, jak nie posądziłby go o to, żeby parkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Nie znał go jakoś wybitnie dobrze, nie wiedział o nim jeszcze wielu rzeczy, ale nie sądził, żeby miał łamać prawo w taki idiotyczny sposób. — Ekspres? To chyba najgorsze, co mogłoby mi się przytrafić. Nie wyobrażam sobie zaczynać dnia bez czarnej kawy. Ja mam taki przelewowy, przedpotopowy, który kupiłem na wyprzedaży garażowej. Jest tak prosty w budowie, że podejrzewam, że tam nawet nie ma co się zepsuć — powiedział. Obserwował go, kiedy ten wyciągał coś z portfela, a gdy pokazał mu kartę z kawiarni, to zmarszczył czoło. — Co to jest za szkaradztwo? — zapytał. Nie miał zielonego pojęcia czym albo kim był Cappuccino Assassino, więc widział to paskudztwo pierwszy raz w życiu. — Będzie mi się to śniło po nocach, a już i tak marnie śpię — stwierdził i wypuścił głośno powietrze nosem. — Dziękuję, czuję się doceniony — pokręcił lekko głową na boki.
Upił łyk piwa, a gdy dojrzał ten wymowny wzrok, to już wiedział, jakie pytanie powinno paść. — Nieciekawie — przyznał. — Mój... — urwał na moment. — Mam takiego przyjaciela, który ma pewne problemy — nawet nie wiedział, jak to ubrać w słowa, żeby się za bardzo nie sprzedać. — Niedawno prawie umarł. Trafił do ośrodka i jakiś czas temu z niego wyszedł. Chciałbym mu jakoś pomóc poza wspieraniem go, ale nie wiem, co mogę zrobić — skrzywił się delikatnie i odetchnął głęboko. Sam nie wiedział, skąd ta wylewność, ale może po prostu musiał z kimś o tym pogadać. Spuścić nieco pary.
sawyer
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy kolega powiedział coś takiego, bo musiał przyznać, że ten żarcik był zabawny, zwłaszcza w ich kręgu. — W takim razie chyba nie będę miał wyjścia i będę musiał wystawić mandat. A już myślałem, że jesteś porządnym obywatelem. Zobacz, jaka z człowieka może być czasami beznadziejna jednostka — westchnął sobie, udając wielce zbolałego przez to, co Sawyer powiedział. W życiu nie oskarżyłby go o to, że ten prowadziłby po pijaku. Tak samo, jak nie posądziłby go o to, żeby parkował na miejscu dla niepełnosprawnych. Nie znał go jakoś wybitnie dobrze, nie wiedział o nim jeszcze wielu rzeczy, ale nie sądził, żeby miał łamać prawo w taki idiotyczny sposób. — Ekspres? To chyba najgorsze, co mogłoby mi się przytrafić. Nie wyobrażam sobie zaczynać dnia bez czarnej kawy. Ja mam taki przelewowy, przedpotopowy, który kupiłem na wyprzedaży garażowej. Jest tak prosty w budowie, że podejrzewam, że tam nawet nie ma co się zepsuć — powiedział. Obserwował go, kiedy ten wyciągał coś z portfela, a gdy pokazał mu kartę z kawiarni, to zmarszczył czoło. — Co to jest za szkaradztwo? — zapytał. Nie miał zielonego pojęcia czym albo kim był Cappuccino Assassino, więc widział to paskudztwo pierwszy raz w życiu. — Będzie mi się to śniło po nocach, a już i tak marnie śpię — stwierdził i wypuścił głośno powietrze nosem. — Dziękuję, czuję się doceniony — pokręcił lekko głową na boki.
Upił łyk piwa, a gdy dojrzał ten wymowny wzrok, to już wiedział, jakie pytanie powinno paść. — Nieciekawie — przyznał. — Mój... — urwał na moment. — Mam takiego przyjaciela, który ma pewne problemy — nawet nie wiedział, jak to ubrać w słowa, żeby się za bardzo nie sprzedać. — Niedawno prawie umarł. Trafił do ośrodka i jakiś czas temu z niego wyszedł. Chciałbym mu jakoś pomóc poza wspieraniem go, ale nie wiem, co mogę zrobić — skrzywił się delikatnie i odetchnął głęboko. Sam nie wiedział, skąd ta wylewność, ale może po prostu musiał z kimś o tym pogadać. Spuścić nieco pary.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyDante RamosPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
stelka
Świat rządził się procedurami i jeśli człowiek chciał być skuteczny, to musiał się do nich stosować. Fakt, że wyciągał z płonącego auta najpierw tych, którzy ucierpieli najmniej nie wynikał z tego, że był bezduszny, ale z tego, jakie procedury na niego nałożono. Bo przecież w czasie, gdy on poświęcał uwagę komuś, komu nie biło już serce, to druga osoba, która miała mniejsze obrażenia, mogła nagle się pogorszyć. I wtedy wszyscy zaczynali rozumieć, że procedury nie są ciężarem, a potrzebnym elementem, regulującym nasze międzyludzkie relacje i pozwalającym na zachowanie zdrowego rozsądku w sytuacjach, gdy emocje mogły wziąć górę. Albo głupota. Ona też często brała górę nad zdrowym rozsądkiem.
Westchnął więc i upił łyk piwa, kiwając przy tym głową. - Taak, jakiś nowy głupi challenge. Trzeba włożyć głowę w mikrofalówkę tak jakby... od dołu? Wiesz, wycinają dziurę w dnie... - zmarszczył brwi, jakby przez chwilę wątpił, czy ten rodzaj sprzętu ma dno. Tak nakazywałaby logika, ale nie przywykł do uznawania logiki za jedyny wyznacznik wiedzy o prawidłach, rządzących światem. - … kładą się, wkładają tam głowę i ich zadaniem jest wstać jak najszybciej. Oczywiście nagrywają to i robią później rankingi. Mieliśmy ze cztery wyzwania w tym tygodniu, w tym jedno z pęknięciem kręgosłupa - już naprawdę wolał, jak ponad dekadę temu ludzie marnowali wodę i oblewali się nią w ramach ice bucket challenge. Dzisiaj, dla sławy w internecie, byli gotowi oblać się rozpuszczalnikiem czy kwasem, a później dziwić się, że coś im się stało.
Nigdy nie chciał wychodzić na zrzędliwego starca, który uważał, że społeczeństwo głupieje, ale miał tego zbyt wiele dowodów, by nie dochodzić do takich wniosków. Zwłaszcza, gdy był zmęczony, po piwie i trudnej służbie. - Nie wiem, czy ktoś ci mówił, ale straszenie mandatem to bardzo dziwny sposób na podryw. Jak chcesz wiedzieć, gdzie mieszkam, to możemy wrócić wspólnym uberem. Tak się podobno robi, jak się odwozi dziewczynę z randki - był rozwodnikiem i byłby głupcem, gdyby nie próbował chociaż zorientować się, jak się aktualnie flirtuje. Chociaż jedyna randka, na której był po rozwodzie, okazała się być porażką, to jednak coraz bardziej zaczynał się godzić z myślą, że pora wrócić do obiegu albo pogodzić się z faktem, że do końca życia będzie sam.
Sam, z zepsutym ekspresem i szkaradną kartą lojalnościową, której zamierzał bronić jak niepodległości. - Jesteś zbyt stary, by zrozumieć - i to nic nie znaczyło, że dokładnie to samo powiedział mu syn, gdy wspomniał mu, że nie widzi sensu w całym tym świecie włoskiego brainrota. - To jest całe... universum? Coś jak pokemony. Ale dla dzieciaków z innego pokolenia. Są postacie i oni układają o nich historie. To jest Cappuccino Asassino. Jest jeszcze Ballerina Cappuccina i.. inne postacie, których ni cholery nie umiem nazwać, ale które mój dzieciak wymienia jednym tchem - nie sądził, by było to odpowiednie, ale nie chciał być weekendowym ojcem, który wszystkiego zabrania. Dzisiaj, w dobie internetu, chronienie dzieciaków przed niewłaściwymi treściami było trudne. On musiał ukrywać czasopisma z nagimi paniami za szafką z książkami i wciąż ryzykował odkrycie. Jego syn usuwał historię przeglądania i już nikt nie wiedział, na jakie treści trafił.
Bo świat wydawał się pędzić szybciej, niż jeszcze dwie dekady temu, gdy oni byli młodzi i szczytem wszystkiego był telewizor z nagrywarką albo wypożyczona kaseta z ulubionym filmem. W tych okolicznościach ludzie coraz częściej po prostu pękali. - Narkotyki? - wolał się upewnić. Ośrodek kojarzył mu się dość jednoznacznie, ale wiedział też, że ludzi można zamykać w odosobnieniu z różnych powodów.
Cedar
Westchnął więc i upił łyk piwa, kiwając przy tym głową. - Taak, jakiś nowy głupi challenge. Trzeba włożyć głowę w mikrofalówkę tak jakby... od dołu? Wiesz, wycinają dziurę w dnie... - zmarszczył brwi, jakby przez chwilę wątpił, czy ten rodzaj sprzętu ma dno. Tak nakazywałaby logika, ale nie przywykł do uznawania logiki za jedyny wyznacznik wiedzy o prawidłach, rządzących światem. - … kładą się, wkładają tam głowę i ich zadaniem jest wstać jak najszybciej. Oczywiście nagrywają to i robią później rankingi. Mieliśmy ze cztery wyzwania w tym tygodniu, w tym jedno z pęknięciem kręgosłupa - już naprawdę wolał, jak ponad dekadę temu ludzie marnowali wodę i oblewali się nią w ramach ice bucket challenge. Dzisiaj, dla sławy w internecie, byli gotowi oblać się rozpuszczalnikiem czy kwasem, a później dziwić się, że coś im się stało.
Nigdy nie chciał wychodzić na zrzędliwego starca, który uważał, że społeczeństwo głupieje, ale miał tego zbyt wiele dowodów, by nie dochodzić do takich wniosków. Zwłaszcza, gdy był zmęczony, po piwie i trudnej służbie. - Nie wiem, czy ktoś ci mówił, ale straszenie mandatem to bardzo dziwny sposób na podryw. Jak chcesz wiedzieć, gdzie mieszkam, to możemy wrócić wspólnym uberem. Tak się podobno robi, jak się odwozi dziewczynę z randki - był rozwodnikiem i byłby głupcem, gdyby nie próbował chociaż zorientować się, jak się aktualnie flirtuje. Chociaż jedyna randka, na której był po rozwodzie, okazała się być porażką, to jednak coraz bardziej zaczynał się godzić z myślą, że pora wrócić do obiegu albo pogodzić się z faktem, że do końca życia będzie sam.
Sam, z zepsutym ekspresem i szkaradną kartą lojalnościową, której zamierzał bronić jak niepodległości. - Jesteś zbyt stary, by zrozumieć - i to nic nie znaczyło, że dokładnie to samo powiedział mu syn, gdy wspomniał mu, że nie widzi sensu w całym tym świecie włoskiego brainrota. - To jest całe... universum? Coś jak pokemony. Ale dla dzieciaków z innego pokolenia. Są postacie i oni układają o nich historie. To jest Cappuccino Asassino. Jest jeszcze Ballerina Cappuccina i.. inne postacie, których ni cholery nie umiem nazwać, ale które mój dzieciak wymienia jednym tchem - nie sądził, by było to odpowiednie, ale nie chciał być weekendowym ojcem, który wszystkiego zabrania. Dzisiaj, w dobie internetu, chronienie dzieciaków przed niewłaściwymi treściami było trudne. On musiał ukrywać czasopisma z nagimi paniami za szafką z książkami i wciąż ryzykował odkrycie. Jego syn usuwał historię przeglądania i już nikt nie wiedział, na jakie treści trafił.
Bo świat wydawał się pędzić szybciej, niż jeszcze dwie dekady temu, gdy oni byli młodzi i szczytem wszystkiego był telewizor z nagrywarką albo wypożyczona kaseta z ulubionym filmem. W tych okolicznościach ludzie coraz częściej po prostu pękali. - Narkotyki? - wolał się upewnić. Ośrodek kojarzył mu się dość jednoznacznie, ale wiedział też, że ludzi można zamykać w odosobnieniu z różnych powodów.
Cedar
Ezezaur 🦖
— Co do chuja? — powiedział w pierwszej kolejności, ściągając lekko brwi. Nie dowierzał w to, że można było być aż tak głupim, żeby odwalić coś takiego. Prawda jednak była taka, że ludzie miewali cholernie głupie pomysły i to nie tylko w dzisiejszych czasach. Zapewne nawet w takim średniowieczu robili sobie jakieś wyzwania. Nie bez powodu wziął się ten motyw ze strzelaniem z łuku do jabłka, które stawiało się komuś na głowie. — Nie dowierzam czasami, jak słucham o tym, co ludzie potrafią zrobić. My też czasami mamy takie durne wezwania, że głowa mała. Ostatnio jakaś stara baba zadzwoniła, że jej sąsiad ukradł jej jedzenie dla kota. Okazało się, że ma sklerozę i zapomniała, że dała już to żarcie kotu — przetarł oczy palcami. — Normalnie nie szło się z nią dogadać — westchnął ciężko. Jasne, to było trochę smutne, że na starość ludzie mieli problemy z pamięcią, ale nie zmieniało to faktu, że ta pani była wyjątkowo uparta i denerwująca. Cedar tylko resztkami sił powstrzymywał się przed tym, żeby nie wywracać oczami na każde jej słowo.
Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy Sawyer wspomniał o podrywie. — Nie? — zaczął. — Myślę, że jednak można to obrócić w jakiś podryw. Wiesz, coś w stylu... — zamyślił się na moment. — Dam ci mandacik za to, jaka jesteś piękna, a gdy już wsadzę cię do aresztu, który jest w moim domu, skuję cię i nie będziesz miała nic do gadania — dodał i się zaśmiał. To brzmiało jak najbardziej obrzydliwy podryw, jaki tylko można byłoby sobie wymyślić, ale był pewien, że jakiś policjant na pewno się na to skusił. Sam nigdy w życiu nie użyłby na poważnie takiego tekstu, bo było to po prostu żenujące. Zresztą, nie był mistrzem podrywu, więc aż dziw brał, że kogokolwiek udawało mu się poderwać. Już nawet nie pamiętał, jak to było z Indigo i jakim cudem ten na niego poleciał, skoro wtedy był najgorszą wersją siebie.
Zamrugał kilkukrotnie, kiedy kolega powiedział, że był za stary. — Przypomnij mi, ile masz lat? Tyle, co ja? No właśnie — przewrócił oczami. Co nie zmieniało faktu, że był w wieku, kiedy już nie nadążał za takimi rzeczami. Nie siedział na TikTokach i innych takich, a jego jedyne social media to był Facebook, na którym podobno zostali sami boomerzy. Ciekawe, czy Indigo znał te nowinki, ale stawiał na to, że tak, bo nie raz przyłapał go na tym, że chłopak siedział z nosem w telefonie i przeglądał jakieś krótkie filmiki, a chyba taki format był na tym całym TikToku. Wysłuchał tego, co miał do powiedzenia na temat tych całych brainrotów i musiał przyznać, że nadal nijak nic z tego nie rozumiał. — No dobra, niech będzie, że wiem, o co chodzi — pokręcił lekko głową na boki wyraźnie rozbawiony tym, że Sawyer w ogóle wkładał jakąkolwiek energię w próbę wytłumaczenia mu, o co tym dzieciakom teraz chodziło.
Skinął lekko głową, kiedy padło to pytanie. Dokładnie to było problemem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że chłopak wpadł w ten nałóg przez niego. Gdyby nie zachował się jak skończony dupek, to wszystko byłoby w porządku. — Tak. I to te dożylne — powiedział w końcu i sięgnął po piwo, żeby upić z niego spory łyk. Odetchnął ciężko, przeczesał włosy dłonią i zerknął na kolegę. — Jest dla mnie naprawdę ważny, więc gdyby wtedy go nie uratowali, to nie wiem, co bym zrobił — dodał jeszcze i skrzywił się delikatnie pod nosem.
sawyer
Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy Sawyer wspomniał o podrywie. — Nie? — zaczął. — Myślę, że jednak można to obrócić w jakiś podryw. Wiesz, coś w stylu... — zamyślił się na moment. — Dam ci mandacik za to, jaka jesteś piękna, a gdy już wsadzę cię do aresztu, który jest w moim domu, skuję cię i nie będziesz miała nic do gadania — dodał i się zaśmiał. To brzmiało jak najbardziej obrzydliwy podryw, jaki tylko można byłoby sobie wymyślić, ale był pewien, że jakiś policjant na pewno się na to skusił. Sam nigdy w życiu nie użyłby na poważnie takiego tekstu, bo było to po prostu żenujące. Zresztą, nie był mistrzem podrywu, więc aż dziw brał, że kogokolwiek udawało mu się poderwać. Już nawet nie pamiętał, jak to było z Indigo i jakim cudem ten na niego poleciał, skoro wtedy był najgorszą wersją siebie.
Zamrugał kilkukrotnie, kiedy kolega powiedział, że był za stary. — Przypomnij mi, ile masz lat? Tyle, co ja? No właśnie — przewrócił oczami. Co nie zmieniało faktu, że był w wieku, kiedy już nie nadążał za takimi rzeczami. Nie siedział na TikTokach i innych takich, a jego jedyne social media to był Facebook, na którym podobno zostali sami boomerzy. Ciekawe, czy Indigo znał te nowinki, ale stawiał na to, że tak, bo nie raz przyłapał go na tym, że chłopak siedział z nosem w telefonie i przeglądał jakieś krótkie filmiki, a chyba taki format był na tym całym TikToku. Wysłuchał tego, co miał do powiedzenia na temat tych całych brainrotów i musiał przyznać, że nadal nijak nic z tego nie rozumiał. — No dobra, niech będzie, że wiem, o co chodzi — pokręcił lekko głową na boki wyraźnie rozbawiony tym, że Sawyer w ogóle wkładał jakąkolwiek energię w próbę wytłumaczenia mu, o co tym dzieciakom teraz chodziło.
Skinął lekko głową, kiedy padło to pytanie. Dokładnie to było problemem. Najgorsze w tym wszystkim było to, że chłopak wpadł w ten nałóg przez niego. Gdyby nie zachował się jak skończony dupek, to wszystko byłoby w porządku. — Tak. I to te dożylne — powiedział w końcu i sięgnął po piwo, żeby upić z niego spory łyk. Odetchnął ciężko, przeczesał włosy dłonią i zerknął na kolegę. — Jest dla mnie naprawdę ważny, więc gdyby wtedy go nie uratowali, to nie wiem, co bym zrobił — dodał jeszcze i skrzywił się delikatnie pod nosem.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyDante RamosPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
stelka
Sawyer daleki był od twierdzenia, że społeczeństwo głupieje, kiedyś było lepiej, a młodzi ludzie zatracili umiejętność używania mózgu. Nie umiał ocenić, czy współcześnie przypadków ludzkiej głupoty było więcej. Wiedział jedynie, że łatwiej jest do nich dotrzeć, a ich dostępność napędza też ekstremalność kolejnych prób, podejmowanych przez szukających sławy. Ale ludzie od zawsze chcieli z czegoś słynąć. Teraz łatwiej było im to po prostu rozgłosić, ale trudno stwierdzić, ile fikcji literackiej było w tym, co opowiadali średniowieczni bajarze. - Wiesz co... chorym jestem jeszcze w stanie wybaczyć. Młodym w sumie też, bo życia nie znają. Ale ja ostatnio wycinałem nagiego faceta z ramy łóżka, i to, że był nagi jest kluczowe dla informacji, co włożył między szczebelki - wierzył w wyobraźnię i że nie będzie musiał kończyć. Już samo przywołanie tego obrazu sprawiło, że aż się wzdrygnął. Wezwania do nagich ludzi były najgorsze. Nic nie miał do osób, które w wyniku ich działań musiały stracić ubrania, ale gdy ktoś robił coś nago, a później potrzebował pomocy - zawsze wróżyło to katastrofę. Głównie dlatego, że ludzie zazwyczaj najpierw próbowali albo się ubrać, albo sami sobie pomóc, czym finalnie jedynie pogarszali sytuację. Sawyera zawsze dziwiło wtedy, że nagość nie krępowała ich gdy robili głupotę, ale stawała się przeszkodą w proszeniu o pomoc.
Trzeba było z tego żartować, by nie oszaleć. Niestety, żarty te bardzo często znajdowały się na granicy dobrego smaku. Sawyerowi to nie przeszkadzało. Był w końcu ojcem, miał więc prawo wygłaszać te wszystkie żenujące, rodzicielskie teksty i sięgać po tatusiowe żarciki, które za kilka lat doprowadzać będą jego dzieci do przewracania oczami. - Jeśli tak będziesz podrywał ludzi to prędzej ciebie zamkną - było w tym jednak coś uroczego. Może był to efekt wypitego piwa, męczącego dnia czy świadomość, że oboje poruszają się w konwencji żartu. - Jakbyś był strażakiem to mógłbyś mówić o pokazywaniu węża, a tak? Tylko kajdanki, słaby atrybut - mruknął, jakby naprawdę martwił go fakt, ze Cedar jest tak słabo wyposażony na służbie. Broń w końcu nie była żadnym przywilejem, mieszkali w Ameryce, tu można było kupić karabin w sklepie spożywczym i było o niego łatwiej niż o czajnik. Oczywiście nie wiedział o tym z autopsji, a jedynie z opowieści kolegi, który miał narzeczoną Brytyjkę. On, jak prawdziwy Amerykanin, wodę gotował w mikrofalówce - niezbędnym elemencie wyposażenia każdego domu.
- Ale jestem niższy, więc wolniej się starzeję - odgryzł się, pełen nadziei, że odnalazł właśnie jakąś uniwersalną prawdę, którą naukowcy potwierdzili i słuszności której będzie mógł bez trudności dowieść, jeśli Cedar tego ze chce. Fakt był jednak taki, że gdy miało się dzieci przeżywało się dzieciństwo po raz drugi. Gibbsowi przypomniał się właśnie ten mem o wiedzy o dinozaurach, ale uznał, że nie będzie tłumaczył go policjantowi tylko po prostu kiedyś go wyśle, nawiązując jakoś do generowanych przez AI brainrottów. Może wtedy Cedar będzie w stanie zrozumieć, o co mu chodziło. Bo ponowne tłumaczenie tego teraz, gdy weszli na tematy zdecydowanie poważne, nie miało chyba najmniejszego sensu. - Odwyk? W sensie czy ten ktoś był na odwyku, to miałem na myśli - nie znał narkomanów, ale miał wśród znajomych kilku alkoholików i trudno było mu wyobrazić sobie, że wychodzą z nałogu sami. Zwłaszcza że powrót do uzależnienia, nawet po latach, nie był wykluczony, a wydawał się nawet całkiem prawdopodobny.
Cedar
Trzeba było z tego żartować, by nie oszaleć. Niestety, żarty te bardzo często znajdowały się na granicy dobrego smaku. Sawyerowi to nie przeszkadzało. Był w końcu ojcem, miał więc prawo wygłaszać te wszystkie żenujące, rodzicielskie teksty i sięgać po tatusiowe żarciki, które za kilka lat doprowadzać będą jego dzieci do przewracania oczami. - Jeśli tak będziesz podrywał ludzi to prędzej ciebie zamkną - było w tym jednak coś uroczego. Może był to efekt wypitego piwa, męczącego dnia czy świadomość, że oboje poruszają się w konwencji żartu. - Jakbyś był strażakiem to mógłbyś mówić o pokazywaniu węża, a tak? Tylko kajdanki, słaby atrybut - mruknął, jakby naprawdę martwił go fakt, ze Cedar jest tak słabo wyposażony na służbie. Broń w końcu nie była żadnym przywilejem, mieszkali w Ameryce, tu można było kupić karabin w sklepie spożywczym i było o niego łatwiej niż o czajnik. Oczywiście nie wiedział o tym z autopsji, a jedynie z opowieści kolegi, który miał narzeczoną Brytyjkę. On, jak prawdziwy Amerykanin, wodę gotował w mikrofalówce - niezbędnym elemencie wyposażenia każdego domu.
- Ale jestem niższy, więc wolniej się starzeję - odgryzł się, pełen nadziei, że odnalazł właśnie jakąś uniwersalną prawdę, którą naukowcy potwierdzili i słuszności której będzie mógł bez trudności dowieść, jeśli Cedar tego ze chce. Fakt był jednak taki, że gdy miało się dzieci przeżywało się dzieciństwo po raz drugi. Gibbsowi przypomniał się właśnie ten mem o wiedzy o dinozaurach, ale uznał, że nie będzie tłumaczył go policjantowi tylko po prostu kiedyś go wyśle, nawiązując jakoś do generowanych przez AI brainrottów. Może wtedy Cedar będzie w stanie zrozumieć, o co mu chodziło. Bo ponowne tłumaczenie tego teraz, gdy weszli na tematy zdecydowanie poważne, nie miało chyba najmniejszego sensu. - Odwyk? W sensie czy ten ktoś był na odwyku, to miałem na myśli - nie znał narkomanów, ale miał wśród znajomych kilku alkoholików i trudno było mu wyobrazić sobie, że wychodzą z nałogu sami. Zwłaszcza że powrót do uzależnienia, nawet po latach, nie był wykluczony, a wydawał się nawet całkiem prawdopodobny.
Cedar
Ezezaur 🦖
Zamrugał kilkukrotnie, bo nie dowierzał w to, co właśnie usłyszał. Czasami zastanawiał się nad tym, co ludzie mieli w głowach i dlaczego tak właściwie wpadali na takie durne pomysły. Oczywiście, że domyślił się, co takiego facet mógł wsadzić między szczebelki łóżka. Pytanie za to brzmiało — dlaczego to zrobił? — Chyba bym się popłakał ze śmiechu, jakbym dostał takie wezwanie, a nie tak łatwo mnie rozbawić, a już tym bardziej doprowadzić do łez — powiedział. — Jestem pod wrażeniem, że potraficie zachować powagę, kiedy dostajecie takie durne wezwania. Najgorszej w tym wszystkim jest to, że nie ma wyjścia i nawet jeśli chciałoby się dać takiemu delikwentowi nauczkę i go tak zostawić, to nie możecie tego zrobić. Jakby nie było, głupota nie jest karalna — dodał i rozbawiony pokręcił głową na boki. Czasami był pod wrażeniem ludzi. Tak po prostu. Tak samo, jak słyszał czasami od znajomych ratowników medycznych, że w tyłkach niektórych osób można było znaleźć naprawdę ciekawe przedmioty. Nie chciał o tym wiedzieć, ale kiedyś się dowiedział.
— Innych atrybutów nie mam. Jasne, kawał ze mnie przystojniaka, nie powiem, że nie, ale oprócz tego trzeba też mieć jakąś gadkę — westchnął bezgłośnie, jakby naprawdę bolało go to, że użycie takiego tekstu na podryw nie podziałałoby na żadnego chłopaka. Nie był charyzmatyczny ani trochę, więc jak chciał kogoś przelecieć, to liczył na to, że sam wygląd i pewność siebie wystarczą. A przynajmniej tak było do czasu, odkąd Indigo nie trafił do pierdla. Wtedy wszystko się zmieniło i zmieniało nadal. — Ej, kajdanki to ty szanuj, bo naprawdę potrafią urozmaicić życie łóżkowe. Mówię ci to z doświadczenia — wzruszył lekko ramionami, by zaraz wywrócić oczami i uśmiechnąć się do siebie pod nosem. Nie miał pojęcia, czy jego kolega chciałby tak uwięzić jakąś kobietę, ale który facet chociaż przez moment nie fantazjował w taki sposób? Pewnie znalazłoby się paru, którzy nie byli zboczeni.
— A to ma coś ze sobą wspólnego? — ściągnął lekko brwi. Nie miał pojęcia, jak się mało jedno do drugiego, ale pewnie była to jakaś teoria, której nie znał. — Wiesz, powiem ci gorzej — ostatnio trafiłem na artykuł o tym, że ostatnie badania pokazują, że każda szklanka Coli skraca życie o dwanaście minut, więc jeśli ją pijesz, to jednak ja będę starzał się wolniej, bo nawet jej nie lubię — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Tak, autentycznie trafił na takie badania i w pierwszej chwili nawet się tym trochę przejął, bo brzmiało naprawdę mądrze. Potem przypomniał sobie, że palił papierosy, które też skracały życie, a jeszcze później dotarło do niego, że nie pijał tego napoju, więc mógł spać spokojnie.
— Tak, był — skinął lekko głową. — Sam go tam wysłałem. Zawiozłem i go tam zostawiłem. Nie był z tego powodu zadowolony — odetchnął głęboko nosem i upił kolejny łyk piwa. — Za każdym razem, kiedy u niego byłem, to błagał mnie ze łzami w oczach, żeby go stamtąd zabrać — dodał. — Wiesz, jak ciężko powiedzieć osobie, na której ci tak cholernie zależy, że nie możesz jej zabrać ze sobą; że musi zostać i znosić odtruwanie, a potem terapię? Jak wracałem do domu, to miałem ochotę walić głową w ścianę, bo z jednej strony wiedziałem, że robię dobrze, a z drugiej strony czułem się podle, zostawiając go tam samego — podsumował, obracając szklanką po blacie baru. Sam nie wiedział, dlaczego się tak nagle otworzył, ale może po prostu już od jakiegoś czasu tego potrzebował? Wygadać się komuś, tak po prostu.
sawyer
— Innych atrybutów nie mam. Jasne, kawał ze mnie przystojniaka, nie powiem, że nie, ale oprócz tego trzeba też mieć jakąś gadkę — westchnął bezgłośnie, jakby naprawdę bolało go to, że użycie takiego tekstu na podryw nie podziałałoby na żadnego chłopaka. Nie był charyzmatyczny ani trochę, więc jak chciał kogoś przelecieć, to liczył na to, że sam wygląd i pewność siebie wystarczą. A przynajmniej tak było do czasu, odkąd Indigo nie trafił do pierdla. Wtedy wszystko się zmieniło i zmieniało nadal. — Ej, kajdanki to ty szanuj, bo naprawdę potrafią urozmaicić życie łóżkowe. Mówię ci to z doświadczenia — wzruszył lekko ramionami, by zaraz wywrócić oczami i uśmiechnąć się do siebie pod nosem. Nie miał pojęcia, czy jego kolega chciałby tak uwięzić jakąś kobietę, ale który facet chociaż przez moment nie fantazjował w taki sposób? Pewnie znalazłoby się paru, którzy nie byli zboczeni.
— A to ma coś ze sobą wspólnego? — ściągnął lekko brwi. Nie miał pojęcia, jak się mało jedno do drugiego, ale pewnie była to jakaś teoria, której nie znał. — Wiesz, powiem ci gorzej — ostatnio trafiłem na artykuł o tym, że ostatnie badania pokazują, że każda szklanka Coli skraca życie o dwanaście minut, więc jeśli ją pijesz, to jednak ja będę starzał się wolniej, bo nawet jej nie lubię — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Tak, autentycznie trafił na takie badania i w pierwszej chwili nawet się tym trochę przejął, bo brzmiało naprawdę mądrze. Potem przypomniał sobie, że palił papierosy, które też skracały życie, a jeszcze później dotarło do niego, że nie pijał tego napoju, więc mógł spać spokojnie.
— Tak, był — skinął lekko głową. — Sam go tam wysłałem. Zawiozłem i go tam zostawiłem. Nie był z tego powodu zadowolony — odetchnął głęboko nosem i upił kolejny łyk piwa. — Za każdym razem, kiedy u niego byłem, to błagał mnie ze łzami w oczach, żeby go stamtąd zabrać — dodał. — Wiesz, jak ciężko powiedzieć osobie, na której ci tak cholernie zależy, że nie możesz jej zabrać ze sobą; że musi zostać i znosić odtruwanie, a potem terapię? Jak wracałem do domu, to miałem ochotę walić głową w ścianę, bo z jednej strony wiedziałem, że robię dobrze, a z drugiej strony czułem się podle, zostawiając go tam samego — podsumował, obracając szklanką po blacie baru. Sam nie wiedział, dlaczego się tak nagle otworzył, ale może po prostu już od jakiegoś czasu tego potrzebował? Wygadać się komuś, tak po prostu.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyDante RamosPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
stelka
Najtrudniejsze w tym zawodzie było nie igranie ze śmiercią ani nie praca z ludzkimi emocjami, lecz hamowanie naturalnej ciekawości, której Sawyer miał w sobie wiele. Nigdy nie było tego widać w jego ocenach szkolnych czy ogólnym stylu życia, ale naprawdę lubił znać przyczynę wielu rzeczy. W pracy czasami nie wypadało pytać. Bo jak, sensownie i nikogo nie obrażając, miał pytać o to, czemu mężczyzna wepchnął penisa pomiędzy szczebelki łóżka? Jak miał zabić ciekawość, w jaki sposób do tego doszło, skoro przestrzeń była wyraźnie mniejsza niż prącie, które oglądał przez długie minuty, a na które nie chciał patrzeć? Jak wreszcie powinien udzielić pomocy takiemu człowiekowi, unikając jednocześnie pozwu o molestowanie? Wiedział, że ewentualną rozprawę by wygrał, ale ciąganie się po sądach i inwestowanie w prawnika nie było czymś, czego chciał. Wątpił, by adwokat prowadzący jego rozwód zdecydował się przyjechać tutaj z Nowego Jorku.
- Powagę? Na zmianę wychodziliśmy z pokoju, żeby się z niego śmiać. Tego nie da się opanować. Nie na trzeźwo - jak na zawołanie upił kolejny łyk piwa, a później, uśmiechając się do samego siebie, zakołysał szklanką, pozwalając, by bursztynowy płyn niebezpiecznie zbliżył się do krawędzi naczynia. Zawsze lubił to obserwować. - I głupota powinna być karalna. Ale karanie to twoja działka. Ja jestem od pomagania. Mnie lubią - nie miał wątpliwości, że gdyby przyszli do baru w mundurach, on dostałby poklepywanie po plecach i uśmiechy, a Cedar mógłby liczyć (w najlepszym wypadku) na pełne pogardy spojrzenia. Taki urok ich zawodów — strażak, ratownik medyczny czy lekarz kojarzyli się z pomaganiem, a policjant z wsadzaniem niewinnych ludzi za kraty. Moseley miał o wiele więcej win kolegów na barkach, a rasizm był tylko jedną z nich.
- Przystojniaka, taa… - mruknął jedynie, niby pod nosem, ale jednak na tyle głośno, by drugi mężczyzna mógł go usłyszeć. Uśmiechnął się po tym niewinnie i upił kolejny łyk, by swobodnie móc zrzucić swoją minę na wielką miłość do alkoholu. Nie za wielką, bo przecież rozwodnik z ogromną sympatią do trunków procentowych mógł być powodem do niepokoju. Zwłaszcza dla wyczulonego policjanta, którym Cedar przecież był. - Czyli robią dokładnie to, co przeciętny węzeł z rodzaju tych, których uczą w harcerstwie? - rozumiał pikanterię, chęć balansowania na granicy, ale nie mógł mu przecież przyznać racji. Zwłaszcza że był naprawdę świetny w robieniu podstawowych węzłów. Zdobył tę umiejętność niedawno, pomagając synowi w nauce, ale tego już nie musiał zdradzać. Ta rozmowa balansowała na takiej granicy absurdu, że Cedar mógłby zacząć wątpić, że Gibbs faktycznie jest ojcem dwójki dzieci i rozwodnikiem, który zostawił stare życie w innym stanie. Takich wątpliwości wolałby w nim nie siać.
- Ma związek, bo mam mniejszą powierzchnię i działają na mnie mniejsze siły grawitacyjne. Cola nie ma tutaj nic do rzeczy, ta dietetyczna jest zdrowa - wolał nie wspominać, ile tych charakterystycznych, matowo-srebrnych puszek miał w swojej lodówce. Specjalna półka na nie była drugą rzeczą, którą kupił, zaraz po tanim, tymczasowym ekspresie, który dzielnie towarzyszył mu przez pół roku, a teraz odszedł do nieba dla sprzętów AGD. Czyli dokładnie w te okolice, do których Sawyer trafi, jeśli nie ugryzie się w język.
Był wścibski i ciekawski, ale naprawdę nie chciał być źle zrozumiany. Dlatego robił wszystko, by za każdym razem, gdy usta Cedara opuszczała forma wskazująca na męską płeć jego wybranka, nawet najmniejszy mięsień nie zdradził jego zdziwienia. Nie chciał wyjść na kogoś, kto twierdzi, że homoseksualność widać, a Moseley jako „męski mężczyzna” i policjant nie ma prawa tak „zdradzać munduru”. Właściwie miał to w nosie, nawet jeśli nieco się zdziwił. - To musi być trudne. Znaczy… chcesz mieć kogoś blisko i chcesz dla niego dobrze, ale najlepiej będzie, jeśli zostawisz go daleko od siebie - przerabiał to z żoną. Poprosił o przeniesienie nie z powodu fanaberii, ale by nie myśleć o życiu, które mógł mieć, gdyby szybciej się pozbierał po śmierci brata.
Wiedział jedno: płodzenie dziecka, którego zadaniem jest sklejenie związku i zakrycie wszelkich blizn, nie było dobrą opcją.
Cedar
- Powagę? Na zmianę wychodziliśmy z pokoju, żeby się z niego śmiać. Tego nie da się opanować. Nie na trzeźwo - jak na zawołanie upił kolejny łyk piwa, a później, uśmiechając się do samego siebie, zakołysał szklanką, pozwalając, by bursztynowy płyn niebezpiecznie zbliżył się do krawędzi naczynia. Zawsze lubił to obserwować. - I głupota powinna być karalna. Ale karanie to twoja działka. Ja jestem od pomagania. Mnie lubią - nie miał wątpliwości, że gdyby przyszli do baru w mundurach, on dostałby poklepywanie po plecach i uśmiechy, a Cedar mógłby liczyć (w najlepszym wypadku) na pełne pogardy spojrzenia. Taki urok ich zawodów — strażak, ratownik medyczny czy lekarz kojarzyli się z pomaganiem, a policjant z wsadzaniem niewinnych ludzi za kraty. Moseley miał o wiele więcej win kolegów na barkach, a rasizm był tylko jedną z nich.
- Przystojniaka, taa… - mruknął jedynie, niby pod nosem, ale jednak na tyle głośno, by drugi mężczyzna mógł go usłyszeć. Uśmiechnął się po tym niewinnie i upił kolejny łyk, by swobodnie móc zrzucić swoją minę na wielką miłość do alkoholu. Nie za wielką, bo przecież rozwodnik z ogromną sympatią do trunków procentowych mógł być powodem do niepokoju. Zwłaszcza dla wyczulonego policjanta, którym Cedar przecież był. - Czyli robią dokładnie to, co przeciętny węzeł z rodzaju tych, których uczą w harcerstwie? - rozumiał pikanterię, chęć balansowania na granicy, ale nie mógł mu przecież przyznać racji. Zwłaszcza że był naprawdę świetny w robieniu podstawowych węzłów. Zdobył tę umiejętność niedawno, pomagając synowi w nauce, ale tego już nie musiał zdradzać. Ta rozmowa balansowała na takiej granicy absurdu, że Cedar mógłby zacząć wątpić, że Gibbs faktycznie jest ojcem dwójki dzieci i rozwodnikiem, który zostawił stare życie w innym stanie. Takich wątpliwości wolałby w nim nie siać.
- Ma związek, bo mam mniejszą powierzchnię i działają na mnie mniejsze siły grawitacyjne. Cola nie ma tutaj nic do rzeczy, ta dietetyczna jest zdrowa - wolał nie wspominać, ile tych charakterystycznych, matowo-srebrnych puszek miał w swojej lodówce. Specjalna półka na nie była drugą rzeczą, którą kupił, zaraz po tanim, tymczasowym ekspresie, który dzielnie towarzyszył mu przez pół roku, a teraz odszedł do nieba dla sprzętów AGD. Czyli dokładnie w te okolice, do których Sawyer trafi, jeśli nie ugryzie się w język.
Był wścibski i ciekawski, ale naprawdę nie chciał być źle zrozumiany. Dlatego robił wszystko, by za każdym razem, gdy usta Cedara opuszczała forma wskazująca na męską płeć jego wybranka, nawet najmniejszy mięsień nie zdradził jego zdziwienia. Nie chciał wyjść na kogoś, kto twierdzi, że homoseksualność widać, a Moseley jako „męski mężczyzna” i policjant nie ma prawa tak „zdradzać munduru”. Właściwie miał to w nosie, nawet jeśli nieco się zdziwił. - To musi być trudne. Znaczy… chcesz mieć kogoś blisko i chcesz dla niego dobrze, ale najlepiej będzie, jeśli zostawisz go daleko od siebie - przerabiał to z żoną. Poprosił o przeniesienie nie z powodu fanaberii, ale by nie myśleć o życiu, które mógł mieć, gdyby szybciej się pozbierał po śmierci brata.
Wiedział jedno: płodzenie dziecka, którego zadaniem jest sklejenie związku i zakrycie wszelkich blizn, nie było dobrą opcją.
Cedar