bez przesady
— Tak, dokładnie to mówiłeś i tego mam zamiar się trzymać — odparł, posyłając mu przy tym zaczepny uśmiech. Oczywiście, że skoro Toto sam mu się nadstawiał i sam chciał uprawiać z nim seks, to nie miał zamiaru mu odmawiać. Tak długo, jak będzie miał siły, tak długo mógłby się z nim kochać. Dzisiaj ich obu czekała chyba długa noc. Co chwilę zerkał na chłopaka, kiedy ten się tak chwiał, żeby w razie czego móc go złapać, gdyby jednak nie utrzymał się na nogach. Gdy skończył się wycierać, przepasał się ręcznikiem. Jego słowa trochę go zaskoczyły, bo wcześniej w ogóle się na tym nie zastanawiał. No tak, jeśli chcieli wziąć ślub, to trzeba go najpierw zaplanować. To przecież nie tak, że wszystko zrobi się samo. — Chyba na to wychodzi — powiedział, przeczesując dłonią wilgotne włosy. — Masz już coś konkretnego na myśli? — zapytał przez ramię, kiedy wychodził z łazienki. Przeszedł do sypialni, gdzie podszedł do szafy, z której wyjął świeże ubrania, w które zaraz wskoczył. — Gości raczej dużo nie będzie, bo to nie tak, że mamy rodzinę — powiedział, wychodząc Toto naprzeciw. Było to przykre, ale taka była rzeczywistość. Oboje wychowali się w domu dziecka i na to nie dało się nic poradzić. — Ja wszystkich znajomych zostawiłem w Spokane — wzruszył lekko ramionami. Przeszedł do kuchni, gdzie z lodówki wyjął opakowanie z dwoma kawałkami ciasta. — Ode mnie będzie tylko przyjaciółka z poprzedniej pracy i to tyle. Znałem jeszcze twojego byłego, ale zgodzimy się, że jego nie zapraszamy — zaśmiał się. To by się gość dopiero wkurwił. Nie dość, że kumpel odbił mu chłopaka, to jeszcze miałby czelność, żeby zaprosić go na swój ślub.
Po tym, jak przełożył ciasto na talerzyki, zaniósł je do stołu. Usiadł na krześle i wbił spojrzenie w Toto. — No i pytanie, czy chcemy to robić z pompą, czy raczej stawiamy na coś bardziej kameralnego — powiedział. Sam nie wiedział, co by wolał, więc pod tym względem całkowicie mógł się dostosować do swojego narzeczonego. Prawda jednak była taka, że jakby można było to załatwić od ręki, to poszedłby do urzędu nawet jutro i wziął z nim ślub, a potem zabrałby jego i świadków na kolację. Spieszyło mu się do tego, ale nie było to nic dziwnego w jego przypadku, bo każdy dobrze wiedział, że był w gorącej wodzie kąpany. — Trochę mnie to stresuje — przyznał i sięgnął po widelczyk, żeby nabrać na niego kawałek ciasta. — To, że jeśli zdecydujemy się na coś większego, to będzie tyle rzeczy do ogarnięcia — wyjaśnił, co miał na myśli i zjadł ciasto. Wydał z siebie krótki pomruk zadowolenia, bo to było naprawdę smaczne. Niczego innego nie spodziewał się po takiej drogiej knajpie. Sięgnął jeszcze wolną ręką po kieliszek, żeby upić z niego łyk wina. — To chyba będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia — uśmiechnął się do niego delikatnie. Szalenie go kochał i jak tylko sobie pomyślał o tym, że niedługo zostaną małżeństwem, to miał ochotę skakać z radości pod sam sufit.
Toto
Po tym, jak przełożył ciasto na talerzyki, zaniósł je do stołu. Usiadł na krześle i wbił spojrzenie w Toto. — No i pytanie, czy chcemy to robić z pompą, czy raczej stawiamy na coś bardziej kameralnego — powiedział. Sam nie wiedział, co by wolał, więc pod tym względem całkowicie mógł się dostosować do swojego narzeczonego. Prawda jednak była taka, że jakby można było to załatwić od ręki, to poszedłby do urzędu nawet jutro i wziął z nim ślub, a potem zabrałby jego i świadków na kolację. Spieszyło mu się do tego, ale nie było to nic dziwnego w jego przypadku, bo każdy dobrze wiedział, że był w gorącej wodzie kąpany. — Trochę mnie to stresuje — przyznał i sięgnął po widelczyk, żeby nabrać na niego kawałek ciasta. — To, że jeśli zdecydujemy się na coś większego, to będzie tyle rzeczy do ogarnięcia — wyjaśnił, co miał na myśli i zjadł ciasto. Wydał z siebie krótki pomruk zadowolenia, bo to było naprawdę smaczne. Niczego innego nie spodziewał się po takiej drogiej knajpie. Sięgnął jeszcze wolną ręką po kieliszek, żeby upić z niego łyk wina. — To chyba będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia — uśmiechnął się do niego delikatnie. Szalenie go kochał i jak tylko sobie pomyślał o tym, że niedługo zostaną małżeństwem, to miał ochotę skakać z radości pod sam sufit.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
Sam również skończył się wycierać i owinął sobie ręcznik wokół pasa. Zaczesał wilgotne włosy do tyłu, po czym spojrzał na Monty’ego. — Nie. Szczerze powiedziawszy, nigdy nie zakładałem, że w ogóle wezmę ślub, więc nigdy też nie zastanawiałem się nad tym, jakbym chciał, żeby to wyglądało — przyznał i westchnął cicho, wychodząc za Bonneyem z łazienki i kierując za nim swoje kroki do sypialni. Poczekał, aż chłopak wyjmie ubrania, a kiedy odsunął się od szafy, to sam do niej podszedł, żeby również wyjąć z niej coś, co mógł na siebie włożyć. — No nie, to na pewno — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. W dodatku mieszkali w innym mieście, niż się wychowali, co też trochę komplikowało sprawy, zwłaszcza pod względem znajomych. — No ja też — przyznał i westchnął ciężko. Nie wyglądało to wszystko optymistycznie i teraz kiedy do niego docierało jak się sprawy miały, to nawet było mu trochę przykro. Wyszedł za chłopakiem z sypialni, przechodząc za nim do kuchni, gdzie wsparł się pośladkami o blat i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. — Jego na pewno nie zapraszamy. Ja mam paru znajomych z pracy, ale szczerze powiedziawszy, nie wiem czy mam tutaj kogoś, kto mógłby być świadkiem… — powiedział i uśmiechnął się smutno do Bonneya.
Kiedy Monty skończył przekładać ciasto na talerzyki i zaniósł je na stół, podszedł do niego i usiadł na jednym z krzeseł. — Wydaje mi się, że raczej nie mamy w naszej sytuacji wyboru — stwierdził. — Chyba że przez ślub z pompą masz na myśli taki w Las Vegas czy coś — odparł rozbawiony i zaśmiał się cicho. Chwycił za widelczyk i ukroił sobie kawałek ciasta, po czym wsunął go sobie do ust. W ich przypadku, chyba taka kameralna impreza to było jedyne wyjście. O ile w ogóle będzie opłacało się cokolwiek organizować, jak ostatecznie sobie przekalkulują ile tak właściwie osób będą mieli do zaproszenia. — Mnie też — odparł i pokiwał lekko głową. — Nooo… Nie wiem czy jest w ogóle sens myśleć o czymś takim. Nawet jakbyśmy chcieli, to i tak nie ma wystarczająco dużo osób, żeby rzeczywiście zorganizować coś większego — stwierdził i wzruszył ramionami. Czy im się to podobało, czy też nie, taka po prostu była prawda. Na kolejne słowa chłopaka uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — Może po prostu powinniśmy olać to wszystko, gdzieś wyjechać tylko we dwoje, pójść do urzędu i po prostu podpisać papierek? — odparł i wzruszył lekko ramionami. Im więcej o tym myślał, tym bardziej ta opcja wydawała mu się najsensowniejsza w ich przypadku. To nie tak, że mieli całe grono ludzi, z którymi mogli świętować ten specjalny dzień. I tak zawsze skupiali się tylko na sobie nawzajem i wszystko kręciło się tylko i wyłącznie wokół ich dwóch, więc dlaczego w przypadku ślubu i wesela mieliby robić pod tym względem wyjątek?
Monty
Kiedy Monty skończył przekładać ciasto na talerzyki i zaniósł je na stół, podszedł do niego i usiadł na jednym z krzeseł. — Wydaje mi się, że raczej nie mamy w naszej sytuacji wyboru — stwierdził. — Chyba że przez ślub z pompą masz na myśli taki w Las Vegas czy coś — odparł rozbawiony i zaśmiał się cicho. Chwycił za widelczyk i ukroił sobie kawałek ciasta, po czym wsunął go sobie do ust. W ich przypadku, chyba taka kameralna impreza to było jedyne wyjście. O ile w ogóle będzie opłacało się cokolwiek organizować, jak ostatecznie sobie przekalkulują ile tak właściwie osób będą mieli do zaproszenia. — Mnie też — odparł i pokiwał lekko głową. — Nooo… Nie wiem czy jest w ogóle sens myśleć o czymś takim. Nawet jakbyśmy chcieli, to i tak nie ma wystarczająco dużo osób, żeby rzeczywiście zorganizować coś większego — stwierdził i wzruszył ramionami. Czy im się to podobało, czy też nie, taka po prostu była prawda. Na kolejne słowa chłopaka uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — Może po prostu powinniśmy olać to wszystko, gdzieś wyjechać tylko we dwoje, pójść do urzędu i po prostu podpisać papierek? — odparł i wzruszył lekko ramionami. Im więcej o tym myślał, tym bardziej ta opcja wydawała mu się najsensowniejsza w ich przypadku. To nie tak, że mieli całe grono ludzi, z którymi mogli świętować ten specjalny dzień. I tak zawsze skupiali się tylko na sobie nawzajem i wszystko kręciło się tylko i wyłącznie wokół ich dwóch, więc dlaczego w przypadku ślubu i wesela mieliby robić pod tym względem wyjątek?
bez przesady
— Też tego nie zakładałem i nigdy się nad nie zastanawiałem — przyznał. Dopóki nie strzelił mu do głowy ten pomysł, to nigdy przez myśl mu nie przeszło, żeby mu się oświadczyć. Teraz, kiedy widział, jak bardzo Toto się z tego cieszył, to trochę żałował, że dopiero teraz o tym pomyślał. Najważniejsze jednak, że w ogóle się na to zdecydował. Dobrze było widzieć uśmiech na jego twarzy. — Trochę przykro pod tym względem — przyznał. Było to smutne, że tutaj praktycznie nikogo nie mieli. Może powinni zacząć gdzieś wychodzić i poznawać nowych ludzi? Jakby nie było, to fajnie by było mieć jakąś grupę znajomych. — Ja mam przyjaciółkę z poprzedniej pracy i ją mam zamiaru o to poprosić — zaczął. — Nie masz nikogo na tyle bliskiego z poprzedniej pracy? — zapytał. Słabo by było, gdyby nie mogli znaleźć dla Toto świadka, bo w takim razie musieliby sobie darować ślub. Miał nadzieję, że mimo wszystko kogoś sobie znajdzie, choćby kogoś, z kim wcale nie był tak blisko.
— Nie, totalnie nie mam tego na myśli — zaśmiał się. — Chociaż... — dodał i uśmiechnął się do niego zaczepnie, by po chwili znów się zaśmiać. Jakoś nie widziało mu się, żeby brać ślub w Las Vegas. Zawsze wydawało mu się to jakoś mało poważne. Poza tym w taki dzień chciał mieć trochę spokoju, a na pewno go nie uświadczą w takim miejscu jak Las Vegas. — Mi by chyba nawet bardziej pasowało zrobić to w kameralnym gronie. Wiesz, pójść najpierw do urzędu, załatwić papierki, a potem z samymi świadkami wybrać się gdzieś na jakiś wypasiony obiad. Przecież nie każdy ślub musi się kończyć wielkim weselem. Nie o to w tym dniu chodzi — wzruszył lekko ramionami. Najważniejsze w tym wszystkim było dla niego to, żeby zostali małżeństwem. Uśmiechnął się delikatnie na jego propozycję, bo ta wydała mu się naprawdę przyjemna. — Jestem za — powiedział. — Skupimy się tylko na sobie. Nacieszymy się sobą — dodał. — No i w ten sposób oszczędzilibyśmy sobie tych wszystkich wymagających przygotowań. Nie musielibyśmy się stresować tym, czy wszystko pójdzie dobrze — stwierdziła, po czym zjadł kawałek ciasta. To na pewno byłoby o wiele wygodniejsze, niż planowanie dużego wesela. Miał też wrażenie, że byłoby to bardziej w ich stylu.
— Oboje będziemy musieli wskoczyć w garnitury — westchnął ciężko. — Wiesz dobrze, jak nie lubię formalnych ciuchów — dodał. W ogóle do niego to nie przemawiało i jak już musiał coś takiego założyć, to robił to z wielkim bólem serca. Zdecydowanie bardziej wolał swój styl na co dzień. Z drugiej strony Toto w garniturze to na pewno będzie przyjemny widok. — Nawet nie mam żadnych w szafie — pokręcił lekko głową na boki. I tak czekało go kupienie czegoś nowego, bo przecież nie wypadało iść do ślubu w czymś, co leżało w szafie Bóg wie ile. Na samą myśl tego, że trzeba będzie jeździć i przymierzać, coś mu się robiło w środku. Ale czego nie robi się dla wyższej sprawy?
Toto
— Nie, totalnie nie mam tego na myśli — zaśmiał się. — Chociaż... — dodał i uśmiechnął się do niego zaczepnie, by po chwili znów się zaśmiać. Jakoś nie widziało mu się, żeby brać ślub w Las Vegas. Zawsze wydawało mu się to jakoś mało poważne. Poza tym w taki dzień chciał mieć trochę spokoju, a na pewno go nie uświadczą w takim miejscu jak Las Vegas. — Mi by chyba nawet bardziej pasowało zrobić to w kameralnym gronie. Wiesz, pójść najpierw do urzędu, załatwić papierki, a potem z samymi świadkami wybrać się gdzieś na jakiś wypasiony obiad. Przecież nie każdy ślub musi się kończyć wielkim weselem. Nie o to w tym dniu chodzi — wzruszył lekko ramionami. Najważniejsze w tym wszystkim było dla niego to, żeby zostali małżeństwem. Uśmiechnął się delikatnie na jego propozycję, bo ta wydała mu się naprawdę przyjemna. — Jestem za — powiedział. — Skupimy się tylko na sobie. Nacieszymy się sobą — dodał. — No i w ten sposób oszczędzilibyśmy sobie tych wszystkich wymagających przygotowań. Nie musielibyśmy się stresować tym, czy wszystko pójdzie dobrze — stwierdziła, po czym zjadł kawałek ciasta. To na pewno byłoby o wiele wygodniejsze, niż planowanie dużego wesela. Miał też wrażenie, że byłoby to bardziej w ich stylu.
— Oboje będziemy musieli wskoczyć w garnitury — westchnął ciężko. — Wiesz dobrze, jak nie lubię formalnych ciuchów — dodał. W ogóle do niego to nie przemawiało i jak już musiał coś takiego założyć, to robił to z wielkim bólem serca. Zdecydowanie bardziej wolał swój styl na co dzień. Z drugiej strony Toto w garniturze to na pewno będzie przyjemny widok. — Nawet nie mam żadnych w szafie — pokręcił lekko głową na boki. I tak czekało go kupienie czegoś nowego, bo przecież nie wypadało iść do ślubu w czymś, co leżało w szafie Bóg wie ile. Na samą myśl tego, że trzeba będzie jeździć i przymierzać, coś mu się robiło w środku. Ale czego nie robi się dla wyższej sprawy?
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— No właśnie — skwitował i wzruszył lekko ramionami. Żaden z nich nie zakładał takiego scenariusza, więc nic dziwnego, że tak na dobrą sprawę nawet sami nie byli pewni w jaki sposób chcieliby zorganizować swój ślub oraz wesele. No, ale mieli jeszcze sporo czasu na zastanowienie, to na pewno. — No trochę tak, ale to też nie tak, że możemy wrócić do Spokane i tam wziąć ślub… — odparł. Poza tym, Toto tak czy siak nie utrzymywał kontaktu z nikim stamtąd, bo przecież był, no… martwy. Tylko Bonney wiedział jaka była prawda i wolał, żeby tak zostało. Nie było potrzeby ściągać sobie na głowę dodatkowych problemów, zwłaszcza kiedy ostatnimi czasy dobrze im się wiodło w życiu. — Nie wiem… Muszę nad tym pomyśleć na spokojnie — stwierdził. Może ktoś by się znalazł. A jak nie, to w razie co są stany, w których wystarczy tylko jeden świadek. Tyle tylko, że wtedy musieliby jeszcze ogarnąć wszystko na odległość, a to już nie brzmiało wcale jak takie łatwe zadanie.
Przewrócił oczami na to jego chociaż. Co prawda, jakby Bonneyowi bardzo zależało na tym, żeby rzeczywiście wziąć ślub w Las Vegas, to przecież by mu nie odmówił. Wyglądało jednak na to, że niekoniecznie to było w jego stylu i w sumie nie był tym zbytnio zaskoczony. — Mi też. Jak sobie myślę o planowaniu czegoś większego to przyprawia mnie to o ból głowy. Najważniejsze to po prostu wziąć ślub. Poza tym, szczerze powiedziawszy, sam nie przepadam za chodzeniem na takie imprezy, także organizowanie jej z okazji mojego własnego ślubu też mi jakoś nie siedzi — stwierdził i wzruszył ramionami. Chyba wyglądało na to, że zgadzali się obaj co do kwestii tego, żeby zrobić to jak najbardziej kameralnie. Przy okazji wtedy nie musieliby z tym zwlekać, bo tak naprawdę w urzędach ślub można czasami było wziąć nawet z dnia na dzień i nie trzeba było sobie zaklepywać daty z nie wiadomo jak długim wyprzedzeniem. — No właśnie. Jakby nie było, to w końcu będzie nasz dzień — odparł i uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — No właśnie, to też jest dodatkowy plus. Przy okazji zaoszczędzimy i moglibyśmy ten hajs przeznaczyć na jakiś większy wyjazd. Wiesz, podróż poślubna i te sprawy… — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. No, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że chętnie by się nie wybrał na jakieś dłuższe wczasy gdzieś za granicę. Czy nie było do tego lepszej okazji?
— No tak… — odparł. Rzeczywiście, będą zmuszeni się odstrzelić, bo przecież nie pójdą do ślubu w dresach albo ubraniach, które nosili na co dzień. Nieczęsto wskakiwali w takie ciuchy, bo nie mieli ku temu okazji, poza tym to nie tak, że lubili nosić takie rzeczy, bo po prostu były niezbyt wygodne. — Ja też za nimi nie przepadam, ale ten jeden raz akurat nie mamy wyjścia — stwierdził i westchnął cicho. Wypadałoby dobrze wyglądać na swoim własnym ślubie. — Ja chyba też, ale wydaje mi się, że akurat z takiej okazji i tak wypada kupić coś nowego — powiedział. Wiadomo, że jak to miał być garnitur na ich ślub, to musieli kupić takie porządniejsze, które będą na nich idealnie leżały.
Monty
Przewrócił oczami na to jego chociaż. Co prawda, jakby Bonneyowi bardzo zależało na tym, żeby rzeczywiście wziąć ślub w Las Vegas, to przecież by mu nie odmówił. Wyglądało jednak na to, że niekoniecznie to było w jego stylu i w sumie nie był tym zbytnio zaskoczony. — Mi też. Jak sobie myślę o planowaniu czegoś większego to przyprawia mnie to o ból głowy. Najważniejsze to po prostu wziąć ślub. Poza tym, szczerze powiedziawszy, sam nie przepadam za chodzeniem na takie imprezy, także organizowanie jej z okazji mojego własnego ślubu też mi jakoś nie siedzi — stwierdził i wzruszył ramionami. Chyba wyglądało na to, że zgadzali się obaj co do kwestii tego, żeby zrobić to jak najbardziej kameralnie. Przy okazji wtedy nie musieliby z tym zwlekać, bo tak naprawdę w urzędach ślub można czasami było wziąć nawet z dnia na dzień i nie trzeba było sobie zaklepywać daty z nie wiadomo jak długim wyprzedzeniem. — No właśnie. Jakby nie było, to w końcu będzie nasz dzień — odparł i uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — No właśnie, to też jest dodatkowy plus. Przy okazji zaoszczędzimy i moglibyśmy ten hajs przeznaczyć na jakiś większy wyjazd. Wiesz, podróż poślubna i te sprawy… — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. No, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że chętnie by się nie wybrał na jakieś dłuższe wczasy gdzieś za granicę. Czy nie było do tego lepszej okazji?
— No tak… — odparł. Rzeczywiście, będą zmuszeni się odstrzelić, bo przecież nie pójdą do ślubu w dresach albo ubraniach, które nosili na co dzień. Nieczęsto wskakiwali w takie ciuchy, bo nie mieli ku temu okazji, poza tym to nie tak, że lubili nosić takie rzeczy, bo po prostu były niezbyt wygodne. — Ja też za nimi nie przepadam, ale ten jeden raz akurat nie mamy wyjścia — stwierdził i westchnął cicho. Wypadałoby dobrze wyglądać na swoim własnym ślubie. — Ja chyba też, ale wydaje mi się, że akurat z takiej okazji i tak wypada kupić coś nowego — powiedział. Wiadomo, że jak to miał być garnitur na ich ślub, to musieli kupić takie porządniejsze, które będą na nich idealnie leżały.
bez przesady
— Nie, zdecydowanie nie — pokręcił głową na boki. Ostatnie, czego potrzebował, to znów zadawać się z ludźmi, z którymi zadawał się lata temu. Nigdy nie chciał wracać do przestępczego życia, bo teraz z biegiem czasu dostrzegał, jakie to było złe i nieodpowiedzialne. No i to nie tak, że powinien tam wracać, bo zapewne policja nadal szukała osób powiązanych z rozbitym gangiem. Byłoby słabo, jakby go zgarnęli. No i pozostawała jeszcze kwestia Toto, który był dla wszystkich martwy. — W porządku — odparł i skinął lekko. Miał nadzieję, że uda mu się kogoś znaleźć, bo byłoby słabo, gdyby nie mogli z tego powodu wziąć ślubu. — Wiesz, widziałem kiedyś w internecie, że gdzieś można było wynająć alpakę, żeby była świadkiem na ślubie — zaśmiał się. Nie pamiętał, w jakim to było kraju, ale zapadło mu w pamięć to, że ktoś na poważnie potraktował to, że można wziąć alpakę na świadka i jeszcze ktoś zrobił z tego biznes. Nie ma co, ludzie szukali pieniędzy, gdzie tylko się dało.
— Całe szczęście, że jesteśmy w tym zgodni i nie dojdzie do żadnych zgrzytów na tym polu — uśmiechnął się do niego. — Poza tym mi by było szkoda kasy na to wszystko. Wydać tyle tylko po to, żeby jeden wieczór się pobawić? To totalnie nie w moim stylu — wzruszył lekko ramionami. Takie imprezy zdecydowanie nie były dla niego i nie miał potrzeby organizować czegoś takiego z powodu własnego ślubu.— Mhm, dokładnie. Powinniśmy się liczyć my i to, co sami chcemy, a nie co wypada — stwierdził. To nie tak, że mieli kogoś, komu mogliby zaimponować w ten sposób. No i tak, jak ustalili, nie mieli tutaj za wielu znajomych, więc nie wiadomo, dla kogo mogliby to zorganizować. — Oj tak, zdecydowanie. Nasza podróż poślubna musi być wypasiona. Polecimy w jakieś ciepłe kraje, gdzie będziemy mogli cały dzień się wylegiwać. Będziemy tylko kursować między plażą i basenem, a barem i restauracją — odparł. — No i w sumie byliśmy tylko na jednych wakacjach, odkąd się znamy — dodał. Nie wyobrażał sobie, że mieliby nie pojechać w podróż poślubną i nie świętować w ten sposób swojego ślubu. Skoro nie będą organizować wesela, to rzeczywiście mogli poświęcić większą kwotę na wyjazd.
— To prawda. Raczej nie pójdziemy do ślubu w codziennych ciuchach. Z drugiej strony to nasz ślub i nie ma określonego dress code'u — zaśmiał się. Mimo wszystko nie wyobrażał sobie, żeby w taki dzień nie wskoczyć w garnitur, niezależnie od tego, jak bardzo tego nie lubił. — To prawda. Coś konkretnego i co będzie dobrze wyglądać. Musimy się porządnie odstrzelić — dodał rozbawiony. Pewnie kupią te garnitury i będą już je mieć do końca życia na każdą inną okazję. — Nie chcesz wskoczyć w suknię ślubną? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Oczywiście tak sobie żartował, bo nie wyobrażał go sobie w damskich ciuszkach, ale nie byłby sobą, jakby go nie zaczepił.
Toto
— Całe szczęście, że jesteśmy w tym zgodni i nie dojdzie do żadnych zgrzytów na tym polu — uśmiechnął się do niego. — Poza tym mi by było szkoda kasy na to wszystko. Wydać tyle tylko po to, żeby jeden wieczór się pobawić? To totalnie nie w moim stylu — wzruszył lekko ramionami. Takie imprezy zdecydowanie nie były dla niego i nie miał potrzeby organizować czegoś takiego z powodu własnego ślubu.— Mhm, dokładnie. Powinniśmy się liczyć my i to, co sami chcemy, a nie co wypada — stwierdził. To nie tak, że mieli kogoś, komu mogliby zaimponować w ten sposób. No i tak, jak ustalili, nie mieli tutaj za wielu znajomych, więc nie wiadomo, dla kogo mogliby to zorganizować. — Oj tak, zdecydowanie. Nasza podróż poślubna musi być wypasiona. Polecimy w jakieś ciepłe kraje, gdzie będziemy mogli cały dzień się wylegiwać. Będziemy tylko kursować między plażą i basenem, a barem i restauracją — odparł. — No i w sumie byliśmy tylko na jednych wakacjach, odkąd się znamy — dodał. Nie wyobrażał sobie, że mieliby nie pojechać w podróż poślubną i nie świętować w ten sposób swojego ślubu. Skoro nie będą organizować wesela, to rzeczywiście mogli poświęcić większą kwotę na wyjazd.
— To prawda. Raczej nie pójdziemy do ślubu w codziennych ciuchach. Z drugiej strony to nasz ślub i nie ma określonego dress code'u — zaśmiał się. Mimo wszystko nie wyobrażał sobie, żeby w taki dzień nie wskoczyć w garnitur, niezależnie od tego, jak bardzo tego nie lubił. — To prawda. Coś konkretnego i co będzie dobrze wyglądać. Musimy się porządnie odstrzelić — dodał rozbawiony. Pewnie kupią te garnitury i będą już je mieć do końca życia na każdą inną okazję. — Nie chcesz wskoczyć w suknię ślubną? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Oczywiście tak sobie żartował, bo nie wyobrażał go sobie w damskich ciuszkach, ale nie byłby sobą, jakby go nie zaczepił.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— Że co? — zamrugał kilkukrotnie i ściągnął brwi, bo to co powiedział Monty wydało mu się po prostu absurdalne. — Chociaż… Żyjemy w czasach, gdzie ludzie mogą poślubić robota, dmuchaną lalkę albo siebie samego, także chyba w sumie alpaka na świadka wcale nie brzmi jak coś bardzo odklejonego — dodał i pokręcił głową na boki. Szkoda tylko, że dotyczyło to zapewne innego kraju. W ich przypadku sporo by taka opcja ułatwiła. No, ale miał nadzieję, że jednak uzna kogoś ze swoich tutejszych znajomych za tyle sobie bliskiego, że poprosi go o bycie świadkiem i ten się zgodzi.
— Tak, tyle dobrego. Trochę słabo by było, gdybyśmy jednak chcieli czegoś innego — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. — No właśnie. Ja nie wiem, jak niektórzy ludzie potrafią wydawać na takie imprezy naprawdę chore pieniądze. Przecież można by to było przeznaczyć na o wiele przydatniejsze rzeczy — stwierdził i pokręcił lekko głową na boki. A najbardziej niezrozumiałe było dla niego to, że byli i tacy, którzy potrafili brać nawet kredyt, byleby tylko pozyskać wystarczającą kwotę do zorganizowania imprezy. — Dokładnie. Nie bierzemy ślubu, żeby komukolwiek zaimponować — stwierdził. Wyglądało na to, że chyba tę kwestię w takim razie mieli dogadaną i nie musieli się martwić tym, że czekała ich jakaś skomplikowana organizacja wesela. — Już nie mogę się doczekać. Zdecydowanie potrzebuję takiego resetu, gdzie po prostu będę leżeć, relaksować się i nic nie będę musiał — powiedział i westchnął cicho. Chętnie sobie porządnie wypocznie, poza tym uważał, że takie wypasione wakacje po prostu im się należały. — No… W sumie racja. Zdecydowanie trzeba to nadrobić — stwierdził. Wcześniej też niekoniecznie mogli sobie pozwolić na takie wyjazdy, ale chyba można było śmiało uznać, że się odkuli i było ich na to stać, więc dlaczego mieliby sobie darować? Im też coś się w końcu od życia należało, tym bardziej, że żaden z nich nie miał w nim łatwo i swoje musieli przejść.
— No niby tak, ale ślub bierze się tylko raz w życiu. Jednak mimo wszystko wypadałoby dobrze się prezentować — stwierdził i westchnął cicho. Poza tym, skłamałby, gdyby powiedział, że przynajmniej raz w życiu nie chciał wskoczyć w taki porządny, dopasowany garnitur. Kiedy indziej nadarzy się okazja, aby założył na siebie coś podobnego? — No właśnie. Nie możemy iść do ślubu w byle czym — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Coś czuł, że Bonney nie będzie miał zbytnio ochoty jeździć w tym celu po sklepach, ale niestety, czasami trzeba było. Kiedy chłopak zadał mu takie pytanie, spojrzał na niego z politowaniem. — Ha ha. Bardzo śmieszne — powiedział tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, jednocześnie zachowując przy tym najbardziej poważny wyraz twarzy, na jaki tylko było go stać. Zaraz jednak uśmiechnął się delikatnie i pokręcił lekko głową na boki. — Nie mogę się doczekać. W życiu bym nie pomyślał, że będę tym taki podekscytowany, zwłaszcza, że nawet nie zakładałem takiego scenariusza… — odparł z uśmiechem i wpakował sobie kawałek ciasta do ust.
Monty
— Tak, tyle dobrego. Trochę słabo by było, gdybyśmy jednak chcieli czegoś innego — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. — No właśnie. Ja nie wiem, jak niektórzy ludzie potrafią wydawać na takie imprezy naprawdę chore pieniądze. Przecież można by to było przeznaczyć na o wiele przydatniejsze rzeczy — stwierdził i pokręcił lekko głową na boki. A najbardziej niezrozumiałe było dla niego to, że byli i tacy, którzy potrafili brać nawet kredyt, byleby tylko pozyskać wystarczającą kwotę do zorganizowania imprezy. — Dokładnie. Nie bierzemy ślubu, żeby komukolwiek zaimponować — stwierdził. Wyglądało na to, że chyba tę kwestię w takim razie mieli dogadaną i nie musieli się martwić tym, że czekała ich jakaś skomplikowana organizacja wesela. — Już nie mogę się doczekać. Zdecydowanie potrzebuję takiego resetu, gdzie po prostu będę leżeć, relaksować się i nic nie będę musiał — powiedział i westchnął cicho. Chętnie sobie porządnie wypocznie, poza tym uważał, że takie wypasione wakacje po prostu im się należały. — No… W sumie racja. Zdecydowanie trzeba to nadrobić — stwierdził. Wcześniej też niekoniecznie mogli sobie pozwolić na takie wyjazdy, ale chyba można było śmiało uznać, że się odkuli i było ich na to stać, więc dlaczego mieliby sobie darować? Im też coś się w końcu od życia należało, tym bardziej, że żaden z nich nie miał w nim łatwo i swoje musieli przejść.
— No niby tak, ale ślub bierze się tylko raz w życiu. Jednak mimo wszystko wypadałoby dobrze się prezentować — stwierdził i westchnął cicho. Poza tym, skłamałby, gdyby powiedział, że przynajmniej raz w życiu nie chciał wskoczyć w taki porządny, dopasowany garnitur. Kiedy indziej nadarzy się okazja, aby założył na siebie coś podobnego? — No właśnie. Nie możemy iść do ślubu w byle czym — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Coś czuł, że Bonney nie będzie miał zbytnio ochoty jeździć w tym celu po sklepach, ale niestety, czasami trzeba było. Kiedy chłopak zadał mu takie pytanie, spojrzał na niego z politowaniem. — Ha ha. Bardzo śmieszne — powiedział tonem pozbawionym jakichkolwiek emocji, jednocześnie zachowując przy tym najbardziej poważny wyraz twarzy, na jaki tylko było go stać. Zaraz jednak uśmiechnął się delikatnie i pokręcił lekko głową na boki. — Nie mogę się doczekać. W życiu bym nie pomyślał, że będę tym taki podekscytowany, zwłaszcza, że nawet nie zakładałem takiego scenariusza… — odparł z uśmiechem i wpakował sobie kawałek ciasta do ust.
bez przesady
— No, serio ci mówię — pokiwał głową. — Dokładnie. Przecież ludzie mają różne odklejki związane ze ślubami. Taka alpaka na świadka to chyba jedna z bardziej przyziemnych zachcianek. No i wiesz, wiele ułatwia, bo ci nie odmówi, a do tego nie będzie niepotrzebnie zabierać głosu czy coś — wzruszył lekko ramionami. Niestety w ich przypadku nie było szansy na alpakę jako świadka, bo w Stanach jeszcze ludzie aż tak nie pojebało, żeby było to możliwe. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że Toto znajdzie wśród znajomych kogoś, kogo będzie mógł o to poprosić.
— No raczej. Na szczęście już od jakiegoś czasu umiemy się świetnie dogadać — puścił mu oczko. Nie dało się zaprzeczyć, że musieli przejść długą drogę do tego, żeby ich związek wyglądał w taki sposób, w jaki wyglądał. Przede wszystkim to Monty musiał pójść po rozum do głowy i musiało do niego dotrzeć, co może znów stracić, kiedy nie będzie zachowywał się jak normalny, zdrowy na umyśle człowiek. — Mhm, zgadzam się z tobą. Pewnie większość osób liczy na to, że zwróci im się w kopertach czy coś — stwierdził. I pewnie w wielu przypadkach mogło tak być, kiedy para młoda miała dzianych rodziców albo zaprosiło się odpowiednią ilość gości. — Tak, bierzemy go dlatego, że się kochamy i że chcemy być ze sobą do końca życia — uśmiechnął się do niego delikatnie. Cholernie się cieszył z tego, że Toto przyjął jego oświadczyny. Był pewien tego, że chłopak był tym jedynym i że to z nim chciał się zestarzeć. Nic jednak dziwnego, skoro od lat byli w swoim życiu. Mieli tylko siebie. — To trzeba będzie wymyślić, gdzie dokładnie chcielibyśmy się wybrać. Na pewno w jakieś ciepłe kraje, to nie podlega dyskusji, ale gdzie dokładnie, to już nie mam pojęcia. Trzeba by podjechać może do jakiegoś biura podróży i się zorientować co i jak — powiedział. Na samą myśl o tym, że rzeczywiście wybiorą się w taką podróż poślubną, czuł ekscytację. Należały im się takie wakacje i to bez dwóch zdań. Co prawda, pewnie będzie się stresował zostawić bar w cudzych rękach na ten czas, ale jakoś będzie musiał to przeżyć. Skinął lekko głową na jego kolejne słowa, bo nie miał nic więcej do dodania.
— To prawda. Nie chciałbym potem do końca życia wstydzić się tego, że nie poszedłem porządnie ubrany do ślubu — zaśmiał się. No i skłamałby, gdyby powiedział, że nie był ciekaw tego, jak Toto będzie się prezentował w takim wydaniu. — Można się w sumie zorientować, ile kosztowałoby uszycie tego na miarę — stwierdził. Popytać zawsze mogli, to do niczego nie zobowiązywało. Rozbawiony pokręcił głową, kiedy chłopak zareagował w taki sposób. — Cieszę się, że mogłem ci sprawić taką radość — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zależało mu na tym, żeby Toto był jak najbardziej szczęśliwy, bo uważał, że był mu to po prostu winien przez te wszystkie lata, kiedy zatruwał mu życie.
Toto
— No raczej. Na szczęście już od jakiegoś czasu umiemy się świetnie dogadać — puścił mu oczko. Nie dało się zaprzeczyć, że musieli przejść długą drogę do tego, żeby ich związek wyglądał w taki sposób, w jaki wyglądał. Przede wszystkim to Monty musiał pójść po rozum do głowy i musiało do niego dotrzeć, co może znów stracić, kiedy nie będzie zachowywał się jak normalny, zdrowy na umyśle człowiek. — Mhm, zgadzam się z tobą. Pewnie większość osób liczy na to, że zwróci im się w kopertach czy coś — stwierdził. I pewnie w wielu przypadkach mogło tak być, kiedy para młoda miała dzianych rodziców albo zaprosiło się odpowiednią ilość gości. — Tak, bierzemy go dlatego, że się kochamy i że chcemy być ze sobą do końca życia — uśmiechnął się do niego delikatnie. Cholernie się cieszył z tego, że Toto przyjął jego oświadczyny. Był pewien tego, że chłopak był tym jedynym i że to z nim chciał się zestarzeć. Nic jednak dziwnego, skoro od lat byli w swoim życiu. Mieli tylko siebie. — To trzeba będzie wymyślić, gdzie dokładnie chcielibyśmy się wybrać. Na pewno w jakieś ciepłe kraje, to nie podlega dyskusji, ale gdzie dokładnie, to już nie mam pojęcia. Trzeba by podjechać może do jakiegoś biura podróży i się zorientować co i jak — powiedział. Na samą myśl o tym, że rzeczywiście wybiorą się w taką podróż poślubną, czuł ekscytację. Należały im się takie wakacje i to bez dwóch zdań. Co prawda, pewnie będzie się stresował zostawić bar w cudzych rękach na ten czas, ale jakoś będzie musiał to przeżyć. Skinął lekko głową na jego kolejne słowa, bo nie miał nic więcej do dodania.
— To prawda. Nie chciałbym potem do końca życia wstydzić się tego, że nie poszedłem porządnie ubrany do ślubu — zaśmiał się. No i skłamałby, gdyby powiedział, że nie był ciekaw tego, jak Toto będzie się prezentował w takim wydaniu. — Można się w sumie zorientować, ile kosztowałoby uszycie tego na miarę — stwierdził. Popytać zawsze mogli, to do niczego nie zobowiązywało. Rozbawiony pokręcił głową, kiedy chłopak zareagował w taki sposób. — Cieszę się, że mogłem ci sprawić taką radość — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zależało mu na tym, żeby Toto był jak najbardziej szczęśliwy, bo uważał, że był mu to po prostu winien przez te wszystkie lata, kiedy zatruwał mu życie.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— No tak, to racja. Przynajmniej nie musisz się martwić tym, że powie coś nie tak i wszystko zrujnuje. Co najwyżej na kogoś napluje — stwierdził i zaraz zaśmiał się krótko, bo mimo wszystko obraz takiego scenariusza wydawał mu się naprawdę zabawny i praktycznie od razu pojawił się w jego głowie. Nie mógł jednak nie zgodzić się z Monty’m w tej kwestii, bo ludzie mieli naprawdę dziwne odpały jeśli chodziło o śluby. Czasami dziwił się jak w ogóle niektóre rzeczy przychodziły im do głowy, bo tak absurdalne były.
— Tak, temu nie możemy zaprzeczyć — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. Od dłuższego czasu naprawdę świetnie się ze sobą dogadywali i w żaden sposób nie przypominało to tego, jak ich związek wyglądał w przeszłości. Wiadomo, od czasu do czasu wciąż dochodziło między nimi do jakichś spięć, co w sumie było normalnie, bo związki bez kłótni nie istniały, ale przynajmniej nie były to na tyle poważne awantury, żeby nie chcieli kontynuować dłużej tego związku. — Co przy takich ogromnych kwotach jest praktycznie niemożliwe w większości przypadków — stwierdził i wzruszył ramionami. Jak dla niego, to takie pieniądze można było wydać na coś innego, a nie inwestować tyle w imprezę, która tak naprawdę potrwa tylko jeden wieczór. — No właśnie — przyznał mu rację i skinął delikatnie głową. Jak dla niego, to był jedyny powód, dla którego powinno się brać ślub, dlatego to jak będzie wyglądać impreza tym bardziej w tym wszystkim nie miało dla niego żadnego znaczenia. Najważniejsze było to, że wezmą ślub i zostaną małżeństwem. — Ja też nie mam pojęcia, ale również jestem za ciepłymi krajami. Można też popatrzeć na stronach tych wszystkich biur podróży co mają do zaoferowania i jak to wygląda cenowo — powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Musiał przyznać, że na samą myśl o takich wakacjach czuł niemałą ekscytację. Nigdy jeszcze nie wyjeżdżali na takie typowe wczasy i to byłby ich pierwszy raz, więc nic dziwnego, że był tym taki zajarany. Wcale nie tak dawno nawet nie zakładał, że kiedykolwiek będzie go na coś takiego w ogóle stać.
— No właśnie. Jak już i tak organizujemy wszystko w kameralny sposób, to chociaż zadbajmy o to, żeby dobrze wyglądać i żeby było wiadomo, że przyszliśmy do urzędu wziąć ślub, a nie załatwiać jakieś inne sprawy — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Chociaż, sama myśl o jeżdżeniu po sklepach i szukaniu tego odpowiedniego garnituru przyprawiał go o ból głowy. — Owszem, można. Czemu nie — odparł i skinął lekko głową. Obstawiał, że pewnie nie byłoby zbyt tanio, ale mogli rozważyć taką opcję. To nie tak, że ktokolwiek im bronił. — Mhm — wymruczał i uśmiechnął się delikatnie. Bonney naprawdę zrobił mu niemałą niespodziankę, bo nawet nie zakładał tego, że ten w ogóle kiedykolwiek chciałby mu się oświadczyć. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że to wszystko było dla niego dość ekscytujące. — To teraz co… Już tylko ślub, własny dom, pies, zasadzenie drzewa i spłodzenie syna — rzucił żartobliwie i pokręcił delikatnie głową na boki.
Monty
— Tak, temu nie możemy zaprzeczyć — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. Od dłuższego czasu naprawdę świetnie się ze sobą dogadywali i w żaden sposób nie przypominało to tego, jak ich związek wyglądał w przeszłości. Wiadomo, od czasu do czasu wciąż dochodziło między nimi do jakichś spięć, co w sumie było normalnie, bo związki bez kłótni nie istniały, ale przynajmniej nie były to na tyle poważne awantury, żeby nie chcieli kontynuować dłużej tego związku. — Co przy takich ogromnych kwotach jest praktycznie niemożliwe w większości przypadków — stwierdził i wzruszył ramionami. Jak dla niego, to takie pieniądze można było wydać na coś innego, a nie inwestować tyle w imprezę, która tak naprawdę potrwa tylko jeden wieczór. — No właśnie — przyznał mu rację i skinął delikatnie głową. Jak dla niego, to był jedyny powód, dla którego powinno się brać ślub, dlatego to jak będzie wyglądać impreza tym bardziej w tym wszystkim nie miało dla niego żadnego znaczenia. Najważniejsze było to, że wezmą ślub i zostaną małżeństwem. — Ja też nie mam pojęcia, ale również jestem za ciepłymi krajami. Można też popatrzeć na stronach tych wszystkich biur podróży co mają do zaoferowania i jak to wygląda cenowo — powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Musiał przyznać, że na samą myśl o takich wakacjach czuł niemałą ekscytację. Nigdy jeszcze nie wyjeżdżali na takie typowe wczasy i to byłby ich pierwszy raz, więc nic dziwnego, że był tym taki zajarany. Wcale nie tak dawno nawet nie zakładał, że kiedykolwiek będzie go na coś takiego w ogóle stać.
— No właśnie. Jak już i tak organizujemy wszystko w kameralny sposób, to chociaż zadbajmy o to, żeby dobrze wyglądać i żeby było wiadomo, że przyszliśmy do urzędu wziąć ślub, a nie załatwiać jakieś inne sprawy — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Chociaż, sama myśl o jeżdżeniu po sklepach i szukaniu tego odpowiedniego garnituru przyprawiał go o ból głowy. — Owszem, można. Czemu nie — odparł i skinął lekko głową. Obstawiał, że pewnie nie byłoby zbyt tanio, ale mogli rozważyć taką opcję. To nie tak, że ktokolwiek im bronił. — Mhm — wymruczał i uśmiechnął się delikatnie. Bonney naprawdę zrobił mu niemałą niespodziankę, bo nawet nie zakładał tego, że ten w ogóle kiedykolwiek chciałby mu się oświadczyć. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że to wszystko było dla niego dość ekscytujące. — To teraz co… Już tylko ślub, własny dom, pies, zasadzenie drzewa i spłodzenie syna — rzucił żartobliwie i pokręcił delikatnie głową na boki.
bez przesady
— Chyba nie chciałbym zostać oplutym przez alpakę na swoim własnym ślubie. Trochę to byłby wstyd — zaśmiał się. Zdecydowanie wolałby uniknąć takiej wpadki. No i uniknie, bo to przecież nie tak, że wezmą sobie zwierzaka na świadka, niezależnie od tego, jak urocza byłaby to opcja. I to nie tak, że w ogóle mogliby to zrobić, bo przecież nikt nie podszedłby do tego na serio.
— Wyrobiłem się, co? Ogarnąłem i w ogóle — powiedział. Musiał przyznać, że był z siebie dumny, że udało mu się tak zmienić. Był zupełnie innym człowiekiem jak jeszcze jakiś czas temu. To wszystko tylko po to, żeby Toto chciał do niego wrócić. Miał nadzieję, że chłopak nie miał już mu co zarzucić, bo naprawdę się starał, żeby nie mógł narzekać. Traktował go dobrze, do tego miał swój własny biznes i dach nad głową. I co najważniejsze, nie ćpał i nie wdawał się w szemrane interesy. — Oczywiście, że tak, ale jak ktoś się chce łudzić, to jego problem — wzruszył lekko ramionami. Jego zdaniem to też było trochę bezczelne, jak zapraszało się ludzi przede wszystkim dlatego, że liczyło się na koperty, a nie ich towarzystwo. Przecież chodziło w tym wszystkim o dobrą zabawę, a nie o hajs, a przynajmniej tak to powinno jego zdaniem wyglądać. — Możemy do tego przysiąść przy wolnej chwili. Może wpadnie nam coś w oko, bo na ten moment nawet nie mam pojęcia, na jaki kierunek powinniśmy się zdecydować — odparł. Jedno wiedział na pewno — chciał polecieć gdzieś, gdzie będzie ciepło i gdzie będą mogli wylegiwać się na plaży, żreć i pić drinki. Przydałyby im się takie wakacje, bo nigdy na żadnych nie byli.
— Mówisz, że chcesz, żeby wszyscy wiedzieli, że to jest nasz specjalny dzień? Nie wstydzisz się takiego męża? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Oczywiście tak tylko sobie żartował, bo przecież wiedział, że Toto się go nie wstydził. Sam zresztą chciał, żeby każdy wiedział, że przyszli do urzędu wziąć ślub, bo nie wstydził się tego, że będzie miał męża. — W takim razie rozejrzę się, gdzie w ogóle można takie zamówić — odparł i skinął lekko głową. Skoro nie będą wywalać pieniędzy na wielką imprezę, to równie dobrze mogli to wydać na to, żeby dobrze się prezentować. Nie mógł się doczekać, aż zobaczy Toto w takim eleganckim wydaniu, bo to na pewno będzie bardzo przyjemny dla oka widok.
— Ej, ale dom przecież mamy. Własnym rękoma go remontowałem — wywrócił oczami. Może nie była to willa i nie wszystko było idealne, ale był dumny z siebie, że niemal wszystko zrobił tutaj samodzielnie. — Chciałbyś pieska? — zapytał, zerkając na niego. — Bo ze spłodzeniem syna może być ciężko, ale z pieskiem już nie — zaśmiał się. Jakby Toto zażyczył sobie takiego zwierzaka, to nie zastanawiałby się nad tym dwa razy, tylko już następnego dnia przywiózłby mu psa. Sam nigdy nie miał potrzeby, żeby go mieć, ale skoro chłopak o tym wspominał...
Toto
— Wyrobiłem się, co? Ogarnąłem i w ogóle — powiedział. Musiał przyznać, że był z siebie dumny, że udało mu się tak zmienić. Był zupełnie innym człowiekiem jak jeszcze jakiś czas temu. To wszystko tylko po to, żeby Toto chciał do niego wrócić. Miał nadzieję, że chłopak nie miał już mu co zarzucić, bo naprawdę się starał, żeby nie mógł narzekać. Traktował go dobrze, do tego miał swój własny biznes i dach nad głową. I co najważniejsze, nie ćpał i nie wdawał się w szemrane interesy. — Oczywiście, że tak, ale jak ktoś się chce łudzić, to jego problem — wzruszył lekko ramionami. Jego zdaniem to też było trochę bezczelne, jak zapraszało się ludzi przede wszystkim dlatego, że liczyło się na koperty, a nie ich towarzystwo. Przecież chodziło w tym wszystkim o dobrą zabawę, a nie o hajs, a przynajmniej tak to powinno jego zdaniem wyglądać. — Możemy do tego przysiąść przy wolnej chwili. Może wpadnie nam coś w oko, bo na ten moment nawet nie mam pojęcia, na jaki kierunek powinniśmy się zdecydować — odparł. Jedno wiedział na pewno — chciał polecieć gdzieś, gdzie będzie ciepło i gdzie będą mogli wylegiwać się na plaży, żreć i pić drinki. Przydałyby im się takie wakacje, bo nigdy na żadnych nie byli.
— Mówisz, że chcesz, żeby wszyscy wiedzieli, że to jest nasz specjalny dzień? Nie wstydzisz się takiego męża? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Oczywiście tak tylko sobie żartował, bo przecież wiedział, że Toto się go nie wstydził. Sam zresztą chciał, żeby każdy wiedział, że przyszli do urzędu wziąć ślub, bo nie wstydził się tego, że będzie miał męża. — W takim razie rozejrzę się, gdzie w ogóle można takie zamówić — odparł i skinął lekko głową. Skoro nie będą wywalać pieniędzy na wielką imprezę, to równie dobrze mogli to wydać na to, żeby dobrze się prezentować. Nie mógł się doczekać, aż zobaczy Toto w takim eleganckim wydaniu, bo to na pewno będzie bardzo przyjemny dla oka widok.
— Ej, ale dom przecież mamy. Własnym rękoma go remontowałem — wywrócił oczami. Może nie była to willa i nie wszystko było idealne, ale był dumny z siebie, że niemal wszystko zrobił tutaj samodzielnie. — Chciałbyś pieska? — zapytał, zerkając na niego. — Bo ze spłodzeniem syna może być ciężko, ale z pieskiem już nie — zaśmiał się. Jakby Toto zażyczył sobie takiego zwierzaka, to nie zastanawiałby się nad tym dwa razy, tylko już następnego dnia przywiózłby mu psa. Sam nigdy nie miał potrzeby, żeby go mieć, ale skoro chłopak o tym wspominał...
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— Ja zdecydowanie bym nie chciał. Na szczęście, to nie będzie coś czym w ogóle powinniśmy się martwić — odparł. To nie tak, że taka alpaka rzeczywiście będzie na ich ślubie, tym nie musieli sobie zaprzątać głowy. Najważniejsze, żeby po prostu znaleźć dwie osoby, które poświadczą, że nic nie stoi na przeszkodzie aby wzięli ślub, i że oboje tego pragną.
— Oj tak, to na pewno. Nawet nie ma co porównywać — przyznał mu rację i pokiwał głową. Monty w ogóle nie przypominał tego człowieka, z którym był w związku gdy jeszcze żyli wspólnie w Spokane. Co prawda, po tym jak już go w y t r o p i ł w Nowym Orleanie, to też nie był idealny, starając się go odzyskać. Posunął się do naprawdę wielu podłych zagrywek, w ostateczności, prawie że rzeczywiście doprowadzając do tragedii. Dopiero po tym chłopak poszedł po rozum do głowy i najwyraźniej dotarło do niego, że jego czyny jak i zachowanie mogły mieć naprawdę opłakane konsekwencje. Nie można było zaprzeczyć temu, że wcześniej Toto przechodził przez niego piekło. — No właśnie. Potem co najwyżej będzie mógł sobie popłakać nad tym, ile pieniędzy stracił — odparł. — Albo mieć pretensje do gości, że dali za mało w kopertach, bo tacy też się zdarzają — pokręcił głową na boki. Dla niego to akurat był absurdalne, żeby sadzić się do ludzi o takie rzeczy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że było wiele odklejonych osób, które nie miały najmniejszych skrupułów, żeby to robić. — Nie tyle co możemy, a będzie trzeba to zrobić — stwierdził i pokiwał lekko głową. Musieli się zastanowić w pierwszej kolejności, gdzie tak właściwie chcieliby się wybrać i ile tak na dobrą sprawę byliby w stanie zapłacić za takie wczasy. Zdawał sobie sprawę z tego, że rozstrzał cenowy był naprawdę spory, w zależności od standardu, resortu i miejsca do jakiego chcieliby wyjechać. Wiadomo, że nie chciałby mimo wszystko lecieć byle gdzie.
— A dlaczego miałbym się wstydzić? Co najwyżej inni mogą mi zazdrościć tego, jakiego przystojniaka sobie wyrwałem i jeszcze w dodatku poślubię — odparł rozbawiony i z uśmiechem pokręcił głową na boki. No, jedno trzeba było przyznać – Monty był cholernie atrakcyjnym mężczyzną. Było na czym zawiesić oko i ciężko było oderwać od niego wzrok. Poza tym, nieraz widział jak laski się za nim oglądały gdy gdzieś razem wychodzili. Zawsze trochę bolała go wtedy dupa. Na szczęście, dobrze wiedział, jak bardzo Bonney był w niego zapatrzony, więc nawet nie miał najmniejszych obaw co do tego, że ten kiedykolwiek by go zdradził czy zwróciłby uwagę na kogoś innego. — Tak, popatrz — odparł i pokiwał delikatnie głową. Skoro i tak nie robili wielkiej imprezy, to równie dobrze mogli zainwestować pieniądze w lepszej jakości garnitury.
— No mamy, ale wiesz… Fajnie by było w przyszłości pomyśleć jednak nad czymś większym i bliżej cywilizacji… — odparł. To nie tak, że mieszkało mu się tu źle, ale wciąż nie był w stanie przyzwyczaić się do życia w takiej dziczy. No i wiedział, że prędzej czy później taki mały metraż zacznie im się dawać we znaki. — Może i bym chciał — wzruszył lekko ramionami i zacisnął wargi w wąską linię. — No, to rzeczywiście byłoby dość skomplikowane — zaśmiał się. — Tylko w przypadku psa, trzeba by było pomyśleć o jakimś ogrodzeniu. Chociaż, nawet bez niego… — zagryzł lekko dolną wargę. — Czułbym się znacznie bezpieczniej gdybyśmy w jakikolwiek sposób byli odgrodzeni od tego wszystkiego co czyha w lesie. Zwłaszcza w nocy — stwierdził. Na ten moment, tak naprawdę pod dom mógł podejść każdy i wszystko, a nie było to zbyt bezpieczne.
Monty
— Oj tak, to na pewno. Nawet nie ma co porównywać — przyznał mu rację i pokiwał głową. Monty w ogóle nie przypominał tego człowieka, z którym był w związku gdy jeszcze żyli wspólnie w Spokane. Co prawda, po tym jak już go w y t r o p i ł w Nowym Orleanie, to też nie był idealny, starając się go odzyskać. Posunął się do naprawdę wielu podłych zagrywek, w ostateczności, prawie że rzeczywiście doprowadzając do tragedii. Dopiero po tym chłopak poszedł po rozum do głowy i najwyraźniej dotarło do niego, że jego czyny jak i zachowanie mogły mieć naprawdę opłakane konsekwencje. Nie można było zaprzeczyć temu, że wcześniej Toto przechodził przez niego piekło. — No właśnie. Potem co najwyżej będzie mógł sobie popłakać nad tym, ile pieniędzy stracił — odparł. — Albo mieć pretensje do gości, że dali za mało w kopertach, bo tacy też się zdarzają — pokręcił głową na boki. Dla niego to akurat był absurdalne, żeby sadzić się do ludzi o takie rzeczy, ale zdawał sobie sprawę z tego, że było wiele odklejonych osób, które nie miały najmniejszych skrupułów, żeby to robić. — Nie tyle co możemy, a będzie trzeba to zrobić — stwierdził i pokiwał lekko głową. Musieli się zastanowić w pierwszej kolejności, gdzie tak właściwie chcieliby się wybrać i ile tak na dobrą sprawę byliby w stanie zapłacić za takie wczasy. Zdawał sobie sprawę z tego, że rozstrzał cenowy był naprawdę spory, w zależności od standardu, resortu i miejsca do jakiego chcieliby wyjechać. Wiadomo, że nie chciałby mimo wszystko lecieć byle gdzie.
— A dlaczego miałbym się wstydzić? Co najwyżej inni mogą mi zazdrościć tego, jakiego przystojniaka sobie wyrwałem i jeszcze w dodatku poślubię — odparł rozbawiony i z uśmiechem pokręcił głową na boki. No, jedno trzeba było przyznać – Monty był cholernie atrakcyjnym mężczyzną. Było na czym zawiesić oko i ciężko było oderwać od niego wzrok. Poza tym, nieraz widział jak laski się za nim oglądały gdy gdzieś razem wychodzili. Zawsze trochę bolała go wtedy dupa. Na szczęście, dobrze wiedział, jak bardzo Bonney był w niego zapatrzony, więc nawet nie miał najmniejszych obaw co do tego, że ten kiedykolwiek by go zdradził czy zwróciłby uwagę na kogoś innego. — Tak, popatrz — odparł i pokiwał delikatnie głową. Skoro i tak nie robili wielkiej imprezy, to równie dobrze mogli zainwestować pieniądze w lepszej jakości garnitury.
— No mamy, ale wiesz… Fajnie by było w przyszłości pomyśleć jednak nad czymś większym i bliżej cywilizacji… — odparł. To nie tak, że mieszkało mu się tu źle, ale wciąż nie był w stanie przyzwyczaić się do życia w takiej dziczy. No i wiedział, że prędzej czy później taki mały metraż zacznie im się dawać we znaki. — Może i bym chciał — wzruszył lekko ramionami i zacisnął wargi w wąską linię. — No, to rzeczywiście byłoby dość skomplikowane — zaśmiał się. — Tylko w przypadku psa, trzeba by było pomyśleć o jakimś ogrodzeniu. Chociaż, nawet bez niego… — zagryzł lekko dolną wargę. — Czułbym się znacznie bezpieczniej gdybyśmy w jakikolwiek sposób byli odgrodzeni od tego wszystkiego co czyha w lesie. Zwłaszcza w nocy — stwierdził. Na ten moment, tak naprawdę pod dom mógł podejść każdy i wszystko, a nie było to zbyt bezpieczne.
bez przesady
— A wszystko z miłości do ciebie — puścił mu oczko. — Nadal nie potrafię zrozumieć tego, że myślałem, że takie podłe zachowanie wobec ciebie jest w porządku — skrzywił się delikatnie. Był wściekły na siebie samego, że był wobec niego takim dupkiem. I nie chodziło tylko o to, kiedy żyli w Spokane, ale też później, kiedy go odnalazł w Nowym Orleanie. To nie tak, że przyjechał tutaj odmieniony. — Pojebane — podsumował i pokręcił lekko głową na boki. Na szczęście to nie tak, że to będzie ich problem, biorąc pod uwagę to, że nie planowali wielkiego wesela. Tak naprawdę to wyglądało na to, że żadnego nie planowali, a stawiali raczej na kolację w towarzystwie świadków i to tyle. I musiał przyznać, że nawet mu to pasowało, bo pewnie nie bawiłby się dobrze na takiej imprezie. Dla niego brzmiało to trochę upierdliwie, żeby być przez cały wieczór w centrum uwagi. — Mam wrażenie, że już nie możesz się doczekać takich wakacji — uśmiechnął się do niego zaczepnie. — Tylko nie wiem, czy nie będę się bał lecieć samolotem. Nigdy nie leciałem i mam przeczucie, że będę przed tym strasznie tchórzył. Jakoś nie wyobrażam sobie, że mam spędzić tyle godzin zamknięty w wielkiej puszce wiele kilometrów nad ziemią — westchnął. Na samą myśl czuł ciarki na plecach. No, ale nie dało się tego przeskoczyć, jeśli rzeczywiście chcieli odwiedzić ciepłe kraje. Nie chciałby też odmawiać Toto wakacji tylko dlatego, że cykorzył przed samolotem. Poza tym był dorosłym facetem i trochę wstyd tak się bać.
— Mówisz, że z takiego męża, to każdy byłby dumny? — zaśmiał się. — Wiesz, ty też jesteś przystojny, więc oboje będziemy się przy sobie dobrze prezentować. Pewnie niejedna dziewczyna ma nam za złe to, że jesteśmy razem i że się marnujemy — rozbawiony pokręcił głową na boki. Nie był ślepy, widział, jak nieraz dziewczyny na niego patrzyły i nawet mu to schlebiało. Tyle tylko, że żadna nie miała u niego szans, bo nie dość, że był gejem, to jeszcze był zapatrzony w swojego narzeczonego jak w obrazek.
— Jak bar będzie dalej tak prężnie działał i będziemy już po ślubie, to można spróbować sprzedać ten domek i wziąć kredyt, żeby kupić coś innego — zaproponował. To nie był dla niego problem, żeby się przeprowadzić bliżej cywilizacji, jeśli Toto tego chciał. Tak naprawdę to było mu wszystko jedno, gdzie będzie mieszkał, byle były dobre warunki. Nie był pod tym względem wybredny. — Nie musisz mi powtarzać tego dwa razy — stwierdził. Teraz zacznie się zastanawiać nad tym, czy rzeczywiście mogliby sobie pozwolić na pieska. — Jasne, możemy to ogarnąć — powiedział. — Na tygodniu podjadę do budowalnego i zobaczę, jak można by to ogarnąć, jeśli to sprawi, że będziesz się czuł tutaj bezpieczniej — dodał. Wcześniej jakoś nie zastanawiał się nad tym, że nie mieli płotu, ale teraz jak Toto o tym wspomniał, to rzeczywiście nie byłby taki zły pomysł, żeby to zrobić.
Toto
— Mówisz, że z takiego męża, to każdy byłby dumny? — zaśmiał się. — Wiesz, ty też jesteś przystojny, więc oboje będziemy się przy sobie dobrze prezentować. Pewnie niejedna dziewczyna ma nam za złe to, że jesteśmy razem i że się marnujemy — rozbawiony pokręcił głową na boki. Nie był ślepy, widział, jak nieraz dziewczyny na niego patrzyły i nawet mu to schlebiało. Tyle tylko, że żadna nie miała u niego szans, bo nie dość, że był gejem, to jeszcze był zapatrzony w swojego narzeczonego jak w obrazek.
— Jak bar będzie dalej tak prężnie działał i będziemy już po ślubie, to można spróbować sprzedać ten domek i wziąć kredyt, żeby kupić coś innego — zaproponował. To nie był dla niego problem, żeby się przeprowadzić bliżej cywilizacji, jeśli Toto tego chciał. Tak naprawdę to było mu wszystko jedno, gdzie będzie mieszkał, byle były dobre warunki. Nie był pod tym względem wybredny. — Nie musisz mi powtarzać tego dwa razy — stwierdził. Teraz zacznie się zastanawiać nad tym, czy rzeczywiście mogliby sobie pozwolić na pieska. — Jasne, możemy to ogarnąć — powiedział. — Na tygodniu podjadę do budowalnego i zobaczę, jak można by to ogarnąć, jeśli to sprawi, że będziesz się czuł tutaj bezpieczniej — dodał. Wcześniej jakoś nie zastanawiał się nad tym, że nie mieli płotu, ale teraz jak Toto o tym wspomniał, to rzeczywiście nie byłby taki zły pomysł, żeby to zrobić.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— No… Szczerze powiedziawszy, to ja też nigdy nie potrafiłem tego zrozumieć — stwierdził i westchnął cicho. Zawsze zastanawiał się nad tym dlaczego Monty taki dla niego był. To nie tak, że cokolwiek mu zrobił czy źle go traktował, żeby chłopak w odwecie też był dla niego skończonym kutasem. Tak naprawdę, zawsze starał się i dążył do tego, żeby było między nimi dobrze. Dbał o Bonneya, zamartwiał się o niego, a w odwecie ten traktował go w taki podły sposób… Wyglądało na to, że nawet sam Monty nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, dlaczego właściwie taki dla niego był. — Nooo — skwitował i pokiwał lekko głową. No, ale na pewno nie będzie to ich zmartwienie, skoro ostatecznie chyba stanie na skromnym obiedzie w bardzo okrojonym składzie. Bez żadnego wydziwiania i wielkiej imprezy na kilkaset osób. — No… Bo nie mogę. Chętnie bym już gdzieś wyjechał i po prostu odsapnął, nie musząc się niczym martwić — odparł i westchnął bezgłośnie. Co prawda, to nie tak, że miał dużo na głowie albo mieli jakieś problemy, ale czasami człowiek po prostu czuł się jakiś taki zmęczony życiem i potrzebował odpoczynku oraz resetu. Dokładnie tak było teraz w przypadku Toto. — A tam, dasz sobie radę. Tyle osób nimi lata, że to nie może być takie straszne. Podobno pierwszy raz jest najgorszy — stwierdził. Sam też nigdy jeszcze nie miał okazji do tego, żeby lecieć samolotem, więc dla niego również to będzie pierwszy raz. Miał jednak nadzieję, że jak już przyjdzie co do czego, to nie będzie to jakieś okropne doświadczenie i okaże się, że niepotrzebnie się tym przejmowali.
— No… Jest na co popatrzeć, nie powiem, że nie — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Na kolejne słowa mężczyzny przewrócił oczami. — Ale nie jestem aż tak przystojny jak ty — wzruszył ramionami. — Nie mogę jednak zaprzeczyć, że rzeczywiście dobrze razem wyglądamy — dodał jeszcze. Cóż, nie miał na co narzekać, zwłaszcza, że Monty był w niego zapatrzony jak w obrazek. Jeśli było coś, o co chyba nigdy nie będzie musiał się martwić w tej relacji, to że chłopak go zdradzi, bo był w niego tak wpatrzony, że taki scenariusz wydawał się po prostu bardzo mało prawdopodobny.
— Nie brzmi to jak głupi pomysł. Fajniej jednak byłoby mieć coś większego i być bliżej cywilizacji — stwierdził i wzruszył ramionami. Na pewno też czułby się bezpieczniej, gdyby dookoła miał sąsiadów, a nie jedynie głuszę, dzicz i pustkę. Co prawda, to nie tak, że nie mieszkali tutaj inni ludzie, ale odstęp między domkami był dość spory, więc jak wyszedł sobie na taras, to w zasięgu wzroku nie było żadnego innego budynku ani człowieka. — Serio? — zapytał i nieco zaskoczony uniósł brwi. Nie spodziewał się, że Monty nie będzie miał nic przeciwko posiadaniu psa. — Byłoby miło… Jak widzę tę otwartą przestrzeń i mam świadomość, że kompletnie nic nas nie odgradza to nie wiem… Czuję niepokój — powiedział i skrzywił się. Na pewno takie ogrodzenie sprawiłoby, że czułby się lepiej i bezpieczniej.
Monty
— No… Jest na co popatrzeć, nie powiem, że nie — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Na kolejne słowa mężczyzny przewrócił oczami. — Ale nie jestem aż tak przystojny jak ty — wzruszył ramionami. — Nie mogę jednak zaprzeczyć, że rzeczywiście dobrze razem wyglądamy — dodał jeszcze. Cóż, nie miał na co narzekać, zwłaszcza, że Monty był w niego zapatrzony jak w obrazek. Jeśli było coś, o co chyba nigdy nie będzie musiał się martwić w tej relacji, to że chłopak go zdradzi, bo był w niego tak wpatrzony, że taki scenariusz wydawał się po prostu bardzo mało prawdopodobny.
— Nie brzmi to jak głupi pomysł. Fajniej jednak byłoby mieć coś większego i być bliżej cywilizacji — stwierdził i wzruszył ramionami. Na pewno też czułby się bezpieczniej, gdyby dookoła miał sąsiadów, a nie jedynie głuszę, dzicz i pustkę. Co prawda, to nie tak, że nie mieszkali tutaj inni ludzie, ale odstęp między domkami był dość spory, więc jak wyszedł sobie na taras, to w zasięgu wzroku nie było żadnego innego budynku ani człowieka. — Serio? — zapytał i nieco zaskoczony uniósł brwi. Nie spodziewał się, że Monty nie będzie miał nic przeciwko posiadaniu psa. — Byłoby miło… Jak widzę tę otwartą przestrzeń i mam świadomość, że kompletnie nic nas nie odgradza to nie wiem… Czuję niepokój — powiedział i skrzywił się. Na pewno takie ogrodzenie sprawiłoby, że czułby się lepiej i bezpieczniej.
bez przesady
— Można chyba śmiało powiedzieć, że po prostu alkohol i narkotyki zryły mi mózg, bo innego wytłumaczenia na takie zachowanie nie mam... — przyznał. Nie dało się tego ze sobą nie połączyć, skoro niemal wszystkie problemy w ich związku zaczęły się od tego, że Monty zaczął dużo pić, a potem ćpać. Przecież na samym początku, jeszcze w domu dziecka, był dla niego dobry i potrafił mu pokazać, jak bardzo go kochał i jak bardzo mu na nim zależało. — Oj tak, ja też. Przez bity tydzień chciałbym nie zastanawiać się nad tym, jak radzi sobie bar i nic nie musieć — przyznał. Co prawda, pewnie i tak będzie chciał, żeby codziennie menadżer składał mu raporty i pisał, jak im się wiedzie, ale na pewno obieca sobie, że nie będzie się tym stresował. Chciał na tym wyjeździe skupić się przede wszystkim na relaksie i na Toto. — Jest naprawdę niewiele rzeczy, których mogę powiedzieć, że się obawiam, ale jakoś to latanie samolotem jest wysoko na liście. Myślę, że porównywalnie z porwanie przez kosmitów — pokręcił lekko głową na boki. — No, ale jeśli chcę wypocząć w jakichś ciepłych krajach, to nie będę miał innego wyjścia i tylko jakoś to wytrzymać — westchnął bezgłośnie. Na szczęście nie będzie w tej niedoli sam, bo będzie miał przy sobie swojego ukochanego. Na pewno we dwoje będzie im raźniej, niż jakby miał lecieć sam.
— Za każdym razem, jak mi powtarzasz, jak bardzo ci się podobam, to zastanawiam się, czy mówisz tak po to, żeby mi się podlizać — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Zdawał sobie sprawę z tego, że mu się podobał, bo chłopak często dawał mu o tym do zrozumienia. Oczywiście z wzajemnością, bo jak dla niego, to nie było nikogo przystojniejszego od Toto. — Już nie przesadzaj — spojrzał na niego z politowaniem. — Dla mnie jesteś o wiele przystojniejszy, więc wygląda na to, że mamy tutaj konflikt interesów — wywrócił oczami. Nic dziwnego, że tak uważał, skoro Solace był całym jego życiem i skoro był w niego wpatrzony jak w obrazek. — Jesteśmy strasznie skromni, nie ma co — zaśmiał się. I dobrze, bo jak najbardziej mieli prawo do tego, żeby myśleć o sobie w taki sposób.
— Nie musisz powtarzać dwa razy. Ja mogę mieszkać gdziekolwiek, byle z tobą. Jeśli wolisz bliżej cywilizacji, to ogarniemy to — zapewnił. Jemu było wszystko jedno, czy mieszkał na bagnach, czy w mieście. Najważniejsze dla niego było to, żeby Toto był zadowolony. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że wizja szybszego dojazdu do pracy, sklepów i innych była naprawdę kusząca. Stąd mieli wszędzie daleko. — Serio — powiedział i ściągnął brwi. — Dlaczego wydajesz się tym taki zaskoczony? Przecież lubię zwierzęta — wzruszył lekko ramionami. To, że nigdy nie poruszał tematu psa, nie znaczyło, że nie chciałby go mieć. — Ogarnę to, jak najszybciej będę mógł — obiecał. Nie mógł pozwolić, żeby chłopak czuł się nieswojo albo się bał.
Toto
— Za każdym razem, jak mi powtarzasz, jak bardzo ci się podobam, to zastanawiam się, czy mówisz tak po to, żeby mi się podlizać — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Zdawał sobie sprawę z tego, że mu się podobał, bo chłopak często dawał mu o tym do zrozumienia. Oczywiście z wzajemnością, bo jak dla niego, to nie było nikogo przystojniejszego od Toto. — Już nie przesadzaj — spojrzał na niego z politowaniem. — Dla mnie jesteś o wiele przystojniejszy, więc wygląda na to, że mamy tutaj konflikt interesów — wywrócił oczami. Nic dziwnego, że tak uważał, skoro Solace był całym jego życiem i skoro był w niego wpatrzony jak w obrazek. — Jesteśmy strasznie skromni, nie ma co — zaśmiał się. I dobrze, bo jak najbardziej mieli prawo do tego, żeby myśleć o sobie w taki sposób.
— Nie musisz powtarzać dwa razy. Ja mogę mieszkać gdziekolwiek, byle z tobą. Jeśli wolisz bliżej cywilizacji, to ogarniemy to — zapewnił. Jemu było wszystko jedno, czy mieszkał na bagnach, czy w mieście. Najważniejsze dla niego było to, żeby Toto był zadowolony. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że wizja szybszego dojazdu do pracy, sklepów i innych była naprawdę kusząca. Stąd mieli wszędzie daleko. — Serio — powiedział i ściągnął brwi. — Dlaczego wydajesz się tym taki zaskoczony? Przecież lubię zwierzęta — wzruszył lekko ramionami. To, że nigdy nie poruszał tematu psa, nie znaczyło, że nie chciałby go mieć. — Ogarnę to, jak najszybciej będę mógł — obiecał. Nie mógł pozwolić, żeby chłopak czuł się nieswojo albo się bał.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— No w sumie to chyba tak… — przyznał mu rację. Zanim Monty trafił do gangu i zaczął tyle ćpać oraz pić, to nie traktował go w taki okropny sposób. Dopiero kiedy pojawiły się nałogi, zaczęły się problemy i wszystko między nimi zaczęło się sypać. Ostatecznie skończyło się jak skończyło, a Toto na lata go zostawił, fałszując swoją własną śmierć i uciekając praktycznie na drugi koniec kraju. Niestety, nawet tutaj Bonney go znalazł. Na szczęście, w końcu chłopak się ogarnął, co sprawiło, że ten jeden ostatni raz był skłonny dać mu szansę. Monty musiał wiedzieć, że tak naprawdę to była jego ostatnia szansa i jeśli coś zrobi nie tak, to wszystko będzie skończone i nawet nie będzie mowy o tym, żeby kolejny raz do siebie wrócili. Biorąc jednak pod uwagę to, że się właśnie zaręczyli, chyba nie było to coś, czym chłopak musiałby się przejmować. Widać było, jak bardzo zależało mu na tym związku i na tym, żeby żyć w odpowiedni sposób, jak na dorosłego przystało. — Domyślam się. Zdecydowanie masz na głowie więcej ode mnie — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki, uśmiechając się pod nosem. W końcu chłopak miał swój biznes, a z jego prowadzeniem na pewno wiązało się sporo stresów i zmartwień. Takie wakacje zdecydowanie bardziej należały się Bonneyowi, niż jemu. Miał nadzieję, że w ich trakcie chłopak rzeczywiście porządnie wypocznie. — No niestety, jeśli rzeczywiście chcemy się gdzieś wybrać to nie ma wyjścia — stwierdził. Monty nie będzie miał wyjścia jak tylko się jakoś przemóc i do tego samolotu wsiąść. Miał nadzieję, że w ostatniej chwili jednak się nie wycofa i nie stchórzy, bo byłoby trochę słabo.
— Nie — ściągnął brwi. — Po prostu stwierdzam prosty i dość widoczny fakt — odparł i wzruszył ramionami. Mówił Monty’emu, że ten był przystojny, bo po prostu tak było. Nie robił tego, żeby się do niego przymilać i wejść mu w tyłek. Cieszył się z tego, że miał takiego atrakcyjnego n a r z e c z o n e g o i nie miał na co pod tym względem narzekać. — O, wow. Chyba musisz zacząć więcej czasu spędzać przed lustrem i patrzeć w swoje odbicie, jeśli uważasz, że to ja jestem przystojniejszy — odparł rozbawiony i przewrócił oczami. Cóż, Toto nigdy nie miał zbyt wysokiej samooceny, więc jego słowa nie powinny dziwić. Właściwie, to uważał nawet, że Monty był raczej spoza jego ligii. Jasne, nie uważał siebie samego za brzydkiego, ale nie powiedziałby też o sobie, że był jakiś super atrakcyjny. — Totalnie — zaśmiał się krótko i pokręcił głową na boki.
— No cóż. Łatwo poszło. Nawet nie musiałem cię namawiać — stwierdził i posłał mu figlarny uśmiech. No, ale nie był jakoś zbytnio zaskoczony, bo chłopak dość łatwo mu zawsze ulegał. — No nie wiem… Jakoś tak… Spodziewałem się, że będziesz kręcił nosem i w ogóle. Najwyraźniej się myliłem — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Teraz pewnie nie będzie mógł się doczekać, aż sobie tego psiaka sprawią. No, ale najpierw ogrodzenie. — Dzięki… — odparł. — A wracając do tematu psa… To wolałbyś pewnie takiego większego? — zapytał, spoglądając na niego. Oczywiście, że teraz to będzie jedyny temat, jaki będzie mu zaprzątał głowę.
Monty
— Nie — ściągnął brwi. — Po prostu stwierdzam prosty i dość widoczny fakt — odparł i wzruszył ramionami. Mówił Monty’emu, że ten był przystojny, bo po prostu tak było. Nie robił tego, żeby się do niego przymilać i wejść mu w tyłek. Cieszył się z tego, że miał takiego atrakcyjnego n a r z e c z o n e g o i nie miał na co pod tym względem narzekać. — O, wow. Chyba musisz zacząć więcej czasu spędzać przed lustrem i patrzeć w swoje odbicie, jeśli uważasz, że to ja jestem przystojniejszy — odparł rozbawiony i przewrócił oczami. Cóż, Toto nigdy nie miał zbyt wysokiej samooceny, więc jego słowa nie powinny dziwić. Właściwie, to uważał nawet, że Monty był raczej spoza jego ligii. Jasne, nie uważał siebie samego za brzydkiego, ale nie powiedziałby też o sobie, że był jakiś super atrakcyjny. — Totalnie — zaśmiał się krótko i pokręcił głową na boki.
— No cóż. Łatwo poszło. Nawet nie musiałem cię namawiać — stwierdził i posłał mu figlarny uśmiech. No, ale nie był jakoś zbytnio zaskoczony, bo chłopak dość łatwo mu zawsze ulegał. — No nie wiem… Jakoś tak… Spodziewałem się, że będziesz kręcił nosem i w ogóle. Najwyraźniej się myliłem — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Teraz pewnie nie będzie mógł się doczekać, aż sobie tego psiaka sprawią. No, ale najpierw ogrodzenie. — Dzięki… — odparł. — A wracając do tematu psa… To wolałbyś pewnie takiego większego? — zapytał, spoglądając na niego. Oczywiście, że teraz to będzie jedyny temat, jaki będzie mu zaprzątał głowę.
bez przesady
Westchnął tylko krótko na jego odpowiedź. Niestety, ale narkotyki i alkohol namieszały między nimi i to bardzo. Żałował, że kiedykolwiek sięgnął po używki i że tak z nimi przesadzał. Gdyby nie to, to pewnie ani nie wplątałby się w gang, ani Toto nie byłby tak zraniony. Niestety, ale był mądry po szkodzie. A biorąc pod uwagę to, że chłopak musiał sfingować własną śmierć, żeby się od niego wyrwać, to mógł tylko pluć sobie w brodę, jak fatalnie musiał go traktować. — Szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się tego, że to będzie aż tak pracochłonne. Myślałem, że wpadnę tam na chwilę, sprawdzę, czy wszystko jest w porządku i tyle, a okazuje się, że mam na głowie naprawdę dużo obowiązków — stwierdził. — No, ale nie mam na co narzekać, bo przynajmniej kasa fajna, a mi się nie nudzi — dodał zaraz. Nie miał nic przeciwko ciężkiej pracy, zwłaszcza że pracował dla siebie i sam był sobie szefem. Podobało mu się to i taka praca bardzo mu odpowiadała. Miał nadzieję, że Toto również podobała się praca u niego i że nie miał na co narzekać pod tym względem. — Myślę, że jakoś uda mi się przełamać ten lęk — odetchnął krótko. Nie miał innego wyjścia, jeśli nie chciał zrobić sobie wstydu i jeśli chciał wybrać się na te wakacje. Jakby nie było, był dorosłym chłopem i byłby trochę wstyd, jakby trząsł się jak galareta przed wejściem na pokład.
— Niech będzie — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Dla niego to było ważne, że mu się podobał, bo nie chciałby nie być atrakcyjny dla swojego narzeczonego. Wiadomo, że skoro byli razem, to powinni się sobie nawzajem podobać. Ściągnął brwi, kiedy chłopak powiedział coś takiego, bo nie do końca wiedział, jak miał na to zareagować. — Wiesz, może po prostu jestem skromny i to tyle — wzruszył lekko ramionami. Wiedział, że był przystojny, miał tego świadomość, ale jednocześnie nie chełpił się tym jakoś bardzo. Uważał to za sprawę drugorzędną, zwłaszcza w związku. Zdawał sobie sprawę z tego, że ładna buźka to nie wszystko i że trzeba było dawać od siebie znacznie więcej.
— Dobrze wiesz, że jak czegoś chcesz, to nie musisz mnie namawiać na to, żebym to ogarnął — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Jeśli Toto coś chciał i był to w jego zasięgu, to mu to organizował. Pod tym względem chłopak miał z nim wyjątkowo dobrze. Nic jednak dziwnego, skoro miał przekonanie, że musiał na każdym kroku udowadniać mu, że rzeczywiście się zmienił i że teraz był innym człowiekiem. — Nie no, dlaczego bym miał? Przecież taki pies to nie jest żaden problem — stwierdził. Jasne, to był dodatkowy obowiązek, ale nie aż tak ciężki, żeby nie mogli sobie na to pozwolić. — Spoko — podsumował. Sięgnął po kieliszek, żeby napić się łyk wina i w tym samym momencie Toto zadał mu takie pytanie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który wdarł mu się na usta. Coś czuł, że to teraz będzie jedyna rzecz, która będzie zaprzątać mu głowę. — Mhm, nie chciałbym jakiegoś małego szczura, którego można łatwo podeptać — przyznał.
Toto
— Niech będzie — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Dla niego to było ważne, że mu się podobał, bo nie chciałby nie być atrakcyjny dla swojego narzeczonego. Wiadomo, że skoro byli razem, to powinni się sobie nawzajem podobać. Ściągnął brwi, kiedy chłopak powiedział coś takiego, bo nie do końca wiedział, jak miał na to zareagować. — Wiesz, może po prostu jestem skromny i to tyle — wzruszył lekko ramionami. Wiedział, że był przystojny, miał tego świadomość, ale jednocześnie nie chełpił się tym jakoś bardzo. Uważał to za sprawę drugorzędną, zwłaszcza w związku. Zdawał sobie sprawę z tego, że ładna buźka to nie wszystko i że trzeba było dawać od siebie znacznie więcej.
— Dobrze wiesz, że jak czegoś chcesz, to nie musisz mnie namawiać na to, żebym to ogarnął — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Jeśli Toto coś chciał i był to w jego zasięgu, to mu to organizował. Pod tym względem chłopak miał z nim wyjątkowo dobrze. Nic jednak dziwnego, skoro miał przekonanie, że musiał na każdym kroku udowadniać mu, że rzeczywiście się zmienił i że teraz był innym człowiekiem. — Nie no, dlaczego bym miał? Przecież taki pies to nie jest żaden problem — stwierdził. Jasne, to był dodatkowy obowiązek, ale nie aż tak ciężki, żeby nie mogli sobie na to pozwolić. — Spoko — podsumował. Sięgnął po kieliszek, żeby napić się łyk wina i w tym samym momencie Toto zadał mu takie pytanie. Nie mógł powstrzymać uśmiechu, który wdarł mu się na usta. Coś czuł, że to teraz będzie jedyna rzecz, która będzie zaprzątać mu głowę. — Mhm, nie chciałbym jakiegoś małego szczura, którego można łatwo podeptać — przyznał.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire