Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Powinienem jako facet wziąć się w garść i spróbować zdobyć to, czego chciałem, mam rację? — rzucił żartobliwym tonem, choć tak naprawdę w tej sprawie wcale nie było mu do śmiechu. Był zły na siebie, że bał się wyjawić jej to, że mu się podobała, ale skąd miał wiedzieć, że ona czuła do niego to samo? Równie dobrze mogło to zniszczyć ich znajomość, a do tego nie chciał dopuścić. Wiadomo, że z dwojga złego wolał mieć ją za przyjaciółkę, niż żeby ich kontakt się nagle urwał, bo powiedział o dwa słowa za dużo. — Mamy zatem sporo do nadrobienia — uśmiechnął się do niej delikatnie. — Muszę zabrać cię na masę randek — dodał i się zaśmiał. Oj tak, od teraz miał zamiar spróbować nadrobić ten cały stracony czas. Miał nadzieję, że choć trochę mu się to uda i że Zee będzie teraz miała poczucie, że ktoś zabiegał o jej względy. Chciał, żeby czuła się przez niego adorowana. Na szczęście dobrze wiedział, jak powinno się dbać o kobietę i jak się zachowywać, żeby być dobrym partnerem. Można było powiedzieć, że miał to we krwi i że przychodziło mu to naturalnie.
Skinął lekko głową, gdy zapewniła raz jeszcze, że wszystko było smaczne. Całe szczęście, bo chyba by się zapadł pod ziemię, gdyby się okazało, że coś jej nie podeszło. Nawet jeśli nie przyłożył palca do gotowania, to jednak zamówił i wybrał. Najwyraźniej trafił w jej gusta i nie musiał martwić się tą kwestią.
Nie umknęło jego uwadze to, że usiadła tak blisko niego. Nie miał oczywiście nic przeciwko temu, a wręcz przeciwnie poczuł z tego powodu przyjemne motylki w brzuchu. — Tak właśnie czułem, że będzie ci wszystko jedno — stwierdził. I tak przyszła do niego, żeby spędzić wspólnie czas i rozmawiać. Tak naprawdę włączył ten telewizor tylko i wyłącznie po to, żeby coś gadało w tle. Zapewne żadne z nich nie będzie wiedziało, o co w tym filmie w ogóle chodziło. — Ale to miłe — zaczął. — Mam nadzieję, że teraz będziemy częściej się odwiedzali — dodał, po czym przerzucił ramię przez oparcie. Tym razem bez krępacji po prostu ją do siebie przyciągnął, żeby ją przytulić. — Nie jestem w stanie też uwierzyć w to, że ci się podobam — rozbawiony pokręcił głową na boki. — To jest dla mnie jakaś abstrakcja. Jak spełnienie jakiegoś snu. Mam wrażenie, że zaraz się obudzę i okaże się, że to tylko wytwór mojej wyobraźni — dodał. Naprawdę miał wrażenie, jakby to nie działo się naprawdę. Od tak dawna o tym marzył, że teraz nie był w stanie w to uwierzyć. — Wygląda jednak na to, że jak się czegoś bardzo chce, to może się to spełnić — podsumował. Czuł się tak, jakby ktoś spełnił jego życzenie i jakby w magiczny sposób sprawił, że podobał się dziewczynie. Jak mógł tego nie zauważyć? Był tak ślepy, czy to po prostu Zee tak bardzo potrafiła się z tym maskować? Z drugiej strony ona też nie domyśliła się, że coś było na rzeczy, a sądził, że w dość nieudolny sposób był w stanie to przed nią ukryć.
Zee
Skinął lekko głową, gdy zapewniła raz jeszcze, że wszystko było smaczne. Całe szczęście, bo chyba by się zapadł pod ziemię, gdyby się okazało, że coś jej nie podeszło. Nawet jeśli nie przyłożył palca do gotowania, to jednak zamówił i wybrał. Najwyraźniej trafił w jej gusta i nie musiał martwić się tą kwestią.
Nie umknęło jego uwadze to, że usiadła tak blisko niego. Nie miał oczywiście nic przeciwko temu, a wręcz przeciwnie poczuł z tego powodu przyjemne motylki w brzuchu. — Tak właśnie czułem, że będzie ci wszystko jedno — stwierdził. I tak przyszła do niego, żeby spędzić wspólnie czas i rozmawiać. Tak naprawdę włączył ten telewizor tylko i wyłącznie po to, żeby coś gadało w tle. Zapewne żadne z nich nie będzie wiedziało, o co w tym filmie w ogóle chodziło. — Ale to miłe — zaczął. — Mam nadzieję, że teraz będziemy częściej się odwiedzali — dodał, po czym przerzucił ramię przez oparcie. Tym razem bez krępacji po prostu ją do siebie przyciągnął, żeby ją przytulić. — Nie jestem w stanie też uwierzyć w to, że ci się podobam — rozbawiony pokręcił głową na boki. — To jest dla mnie jakaś abstrakcja. Jak spełnienie jakiegoś snu. Mam wrażenie, że zaraz się obudzę i okaże się, że to tylko wytwór mojej wyobraźni — dodał. Naprawdę miał wrażenie, jakby to nie działo się naprawdę. Od tak dawna o tym marzył, że teraz nie był w stanie w to uwierzyć. — Wygląda jednak na to, że jak się czegoś bardzo chce, to może się to spełnić — podsumował. Czuł się tak, jakby ktoś spełnił jego życzenie i jakby w magiczny sposób sprawił, że podobał się dziewczynie. Jak mógł tego nie zauważyć? Był tak ślepy, czy to po prostu Zee tak bardzo potrafiła się z tym maskować? Z drugiej strony ona też nie domyśliła się, że coś było na rzeczy, a sądził, że w dość nieudolny sposób był w stanie to przed nią ukryć.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
Zamrugała kilkukrotnie, bo to co powiedział Deshawn było dokładnie tym co pomyślała. Nie wiedziała jak zareagować, bo miała wrażenie, jakby mężczyzna potrafił jej czytać w myślach. — No… W sumie… — odparła i wzruszyła ramionami, uśmiechając się niepewnie. Nie chciała na głos potwierdzić tego co starszy właśnie powiedział, dlatego wcześniej zostawiła to jedynie w swojej głowie. Jak widać, niepotrzebnie, bo Lavigne sam rzucił takim tekstem. — Tak, zdecydowanie — zgodziła się z nim i skinęła głową. Z jej kalkulacji wynikało, że było to jakieś parę lat, więc na pewno niemało. Na jego kolejne słowa uśmiechnęła się pod nosem, po te przypadły jej do gustu. — Nie mam nic przeciwko — powiedziała. Chętnie wybierze się na te wszystkie randki z Deshawnem, bo wiadomo, że chciała spędzać z nim jak najwięcej czasu. Zwłaszcza teraz, kiedy była świadoma tego, że podobała się starszemu.
Wzruszyła ramionami na jego słowa. Cóż, poprzednim razem nie oglądali zbytnio tego co leciało na ekranie telewizora, więc założyła z góry, że tym razem będzie podobnie. Nie było sensu marnować czasu na zastanawianie się nad tym co takiego chcą obejrzeć, kiedy ostatecznie i tak skończy się na tym, że będa ze sobą cały czas rozmawiać lub no cóż… Robić inne rzeczy. Czas pokaże. — Wiem — skwitowała. — Też mam taką nadzieję — przyznała. Skoro już oboje wyznali sobie prawdę na temat tego, że się sobie nawzajem podobali, to raczej naturalnym będzie to, że będą się częściej odwiedzać i spędzać więcej czasu wspólnie w mieszkaniu któregoś z nich. Dalej nie mogła uwierzyć do końca w to, że wszystko między nimi zmierzało w konkretnym kierunku. Jeszcze nie tak dawno nawet nie śmiała marzyć o tym, że kiedykolwiek coś między nimi będzie, a teraz okazywało się, że był to dość prawdopodobny scenariusz. Ciężko było jej to przyswoić, ale jednocześnie była p r z e s z c z ę ś l i w a z tego powodu. Bardziej chyba jeszcze nigdy w życiu nie była tak, jak dzisiaj. — I vice versa. Nawet nie zakładałam scenariusza, w którym mógłbyś lecieć na kogoś takiego jak ja… — westchnęła cicho. Nic dziwnego, skoro żyła w przeświadczeniu, że żaden mężczyzna nie chciałby się umawiać z byłą prostytutką, a już na pewno nie Deshawn. Była też święcie przekonana, że nie miała kompletnie nic do zaoferowania; że była zużyta. Wyglądało jednak na to, że przez ten cały czas się myliła. Gdy mężczyzna tak ją objął i przyciągnął do siebie, poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Oczywiście, nie protestowała na ten gest. Sama ułożyła rękę na jego udzie, uśmiechając się nieśmiało. — Przestań, bo się jeszcze zawstydzę… Ciężko mi uwierzyć, że naprawdę aż tak bardzo ci się podobam — stwierdziła i pokręciła lekko głową na boki. Cóż, z jej strony to wcale nie wyglądało inaczej, bo też była w niego zapatrzona i nie chciała nikogo innego poza nim. — Tak, dokładnie… — odparła i pokiwała lekko głową. — Pewnie gdybyś wtedy u mnie nie zdecydował się na to, że chcesz mnie pocałować, to teraz nic z tych rzeczy nie miałoby miejsca… — dodała jeszcze. Mężczyzna dał się ponieść chwili i nawet jeśli ostatecznie do tego pocałunku nie doszło, to dało Zee oczywisty sygnał do działania, przez co sama postanowiła zebrać się na odwagę i podejść do tego wszystkiego w bardziej bezpośredni sposób.
Rouge
Wzruszyła ramionami na jego słowa. Cóż, poprzednim razem nie oglądali zbytnio tego co leciało na ekranie telewizora, więc założyła z góry, że tym razem będzie podobnie. Nie było sensu marnować czasu na zastanawianie się nad tym co takiego chcą obejrzeć, kiedy ostatecznie i tak skończy się na tym, że będa ze sobą cały czas rozmawiać lub no cóż… Robić inne rzeczy. Czas pokaże. — Wiem — skwitowała. — Też mam taką nadzieję — przyznała. Skoro już oboje wyznali sobie prawdę na temat tego, że się sobie nawzajem podobali, to raczej naturalnym będzie to, że będą się częściej odwiedzać i spędzać więcej czasu wspólnie w mieszkaniu któregoś z nich. Dalej nie mogła uwierzyć do końca w to, że wszystko między nimi zmierzało w konkretnym kierunku. Jeszcze nie tak dawno nawet nie śmiała marzyć o tym, że kiedykolwiek coś między nimi będzie, a teraz okazywało się, że był to dość prawdopodobny scenariusz. Ciężko było jej to przyswoić, ale jednocześnie była p r z e s z c z ę ś l i w a z tego powodu. Bardziej chyba jeszcze nigdy w życiu nie była tak, jak dzisiaj. — I vice versa. Nawet nie zakładałam scenariusza, w którym mógłbyś lecieć na kogoś takiego jak ja… — westchnęła cicho. Nic dziwnego, skoro żyła w przeświadczeniu, że żaden mężczyzna nie chciałby się umawiać z byłą prostytutką, a już na pewno nie Deshawn. Była też święcie przekonana, że nie miała kompletnie nic do zaoferowania; że była zużyta. Wyglądało jednak na to, że przez ten cały czas się myliła. Gdy mężczyzna tak ją objął i przyciągnął do siebie, poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Oczywiście, nie protestowała na ten gest. Sama ułożyła rękę na jego udzie, uśmiechając się nieśmiało. — Przestań, bo się jeszcze zawstydzę… Ciężko mi uwierzyć, że naprawdę aż tak bardzo ci się podobam — stwierdziła i pokręciła lekko głową na boki. Cóż, z jej strony to wcale nie wyglądało inaczej, bo też była w niego zapatrzona i nie chciała nikogo innego poza nim. — Tak, dokładnie… — odparła i pokiwała lekko głową. — Pewnie gdybyś wtedy u mnie nie zdecydował się na to, że chcesz mnie pocałować, to teraz nic z tych rzeczy nie miałoby miejsca… — dodała jeszcze. Mężczyzna dał się ponieść chwili i nawet jeśli ostatecznie do tego pocałunku nie doszło, to dało Zee oczywisty sygnał do działania, przez co sama postanowiła zebrać się na odwagę i podejść do tego wszystkiego w bardziej bezpośredni sposób.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Jestem trochę tchórzem, jeśli chodzi o kobiety. Wiem, że nie sprawiam takiego wrażenia, ale jak przychodzi co do czego, to trochę trzęsę gaciami w strachu przed odrzuceniem — przyznał. Nie to, że powinien się tego odrzucenia bać, skoro był tak atrakcyjnym i szarmanckim mężczyzną, ale nie zmieniało to faktu, że był nieco wstydliwy. Cóż, nie miał w swoim życiu wielu kobiet, więc równie dobrze mogło to wynikać z jego braku większego doświadczenia. Tak czy siak, teraz się okazało, że jak najbardziej powinien był do niej uderzać wcześniej. — W takim razie rozejrzę się i sprawdzę, co takiego Nowy Orlean ma do zaoferowania pod tym kątem — uśmiechnął się do niej. Zapewne teraz będzie wertował internet w poszukiwaniu idealnych miejsc na randkę albo tego, co wyjątkowego można było porobić jako para.
— Nawet nie musisz czekać na zaproszenie. Możesz po prostu mnie odwiedzać — zażartował. Rzeczywiście nie miałby nic przeciwko temu, gdyby chciała wpaść niezapowiedziana, bo to nie tak, że miał coś do ukrycia. Co najwyżej mogłaby się odbić od drzwi, gdyby go nie było, bo akurat znów siedziałby w klubie, który był dla niego jego drugim domem. — Kogoś takiego jak ty? — powtórzył po niej, ściągając brwi. — Jesteś wspaniałą dziewczyną. Piękną, czułą i wrażliwą. A to, że kiedyś wpakowałaś się w taką, a nie inną pracę, ci nie umniejsza. Mówiłem na poważnie, kiedy wspominałem o tym, że jak komuś będzie na tobie zależeć, to będzie miał w dupie to, co robiłaś w przeszłości. Liczy się teraźniejszość i to, że już nie musisz zarabiać w taki sposób na życie. Nawet bym na to nie pozwolił. Obiecałem wam wszystkim, że nigdy więcej nie będziecie musiały sypiać z nikim za pieniądze i tej obietnicy dotrzymam — powiedział i uśmiechnął się do niej delikatnie. Dla niego to nie miało znaczenia. To było kiedyś i wiedział, że Zee nie chciałaby do tego wracać. Sam zresztą swego czasu zrobił wiele złego i równie dobrze on mógłby powiedzieć, że kto chciałby być z facetem, który maczał palce w zmuszaniu kobiet do sprzedawania się. — Jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie — powiedział prosto z mostu. Skoro już mógł prawić jej komplementy, to chciał to robić. Kochał ją i chciał, żeby czuła się chciana i doceniana. — Zapewne nie... — przyznał i skinął delikatnie ruchem głowy. — A jeśli już o tym pocałunku mowa — zaczął. Sięgnął do jej twarzy, żeby chwycić jej podbródek między palce. Odchylił delikatnie jej głowę do tyłu, po czym czule ją pocałował. Był w tym bardzo ostrożny, jakby mimo wszystko nie był pewien, czy mógł sobie tak po prostu pozwolić na taki gest. Zaraz jednak pogłębił tę czułość, przenosząc dłoń na jej policzek. Nie dowierzał w to, co właśnie się działo. W najśmielszych snach nie podejrzewał, że kiedykolwiek będzie mu dane ją pocałować. Był ciekaw, czy poprzestaną tylko na tym, czy jednak dojdzie dzisiaj między nimi do czegoś więcej.
Zee
— Nawet nie musisz czekać na zaproszenie. Możesz po prostu mnie odwiedzać — zażartował. Rzeczywiście nie miałby nic przeciwko temu, gdyby chciała wpaść niezapowiedziana, bo to nie tak, że miał coś do ukrycia. Co najwyżej mogłaby się odbić od drzwi, gdyby go nie było, bo akurat znów siedziałby w klubie, który był dla niego jego drugim domem. — Kogoś takiego jak ty? — powtórzył po niej, ściągając brwi. — Jesteś wspaniałą dziewczyną. Piękną, czułą i wrażliwą. A to, że kiedyś wpakowałaś się w taką, a nie inną pracę, ci nie umniejsza. Mówiłem na poważnie, kiedy wspominałem o tym, że jak komuś będzie na tobie zależeć, to będzie miał w dupie to, co robiłaś w przeszłości. Liczy się teraźniejszość i to, że już nie musisz zarabiać w taki sposób na życie. Nawet bym na to nie pozwolił. Obiecałem wam wszystkim, że nigdy więcej nie będziecie musiały sypiać z nikim za pieniądze i tej obietnicy dotrzymam — powiedział i uśmiechnął się do niej delikatnie. Dla niego to nie miało znaczenia. To było kiedyś i wiedział, że Zee nie chciałaby do tego wracać. Sam zresztą swego czasu zrobił wiele złego i równie dobrze on mógłby powiedzieć, że kto chciałby być z facetem, który maczał palce w zmuszaniu kobiet do sprzedawania się. — Jesteś dla mnie najpiękniejszą kobietą na świecie — powiedział prosto z mostu. Skoro już mógł prawić jej komplementy, to chciał to robić. Kochał ją i chciał, żeby czuła się chciana i doceniana. — Zapewne nie... — przyznał i skinął delikatnie ruchem głowy. — A jeśli już o tym pocałunku mowa — zaczął. Sięgnął do jej twarzy, żeby chwycić jej podbródek między palce. Odchylił delikatnie jej głowę do tyłu, po czym czule ją pocałował. Był w tym bardzo ostrożny, jakby mimo wszystko nie był pewien, czy mógł sobie tak po prostu pozwolić na taki gest. Zaraz jednak pogłębił tę czułość, przenosząc dłoń na jej policzek. Nie dowierzał w to, co właśnie się działo. W najśmielszych snach nie podejrzewał, że kiedykolwiek będzie mu dane ją pocałować. Był ciekaw, czy poprzestaną tylko na tym, czy jednak dojdzie dzisiaj między nimi do czegoś więcej.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
— Ach, okej. To co nieco tłumaczy — przyznała i kiwnęła lekko głową. Wydawało jej się, że tacy atrakcyjni mężczyźni jak Deshawn raczej nie mają problemu z takimi rzeczami i znają swoją wartość, ale wyglądało na to, że była w błędzie i niekoniecznie tak było. Z drugiej strony, może to i lepiej? Przynajmniej nie musiała przejmować się tym, że mężczyzna miał w swoim życiu sporo innych kobiet. — Jasne. A ja będę czekać na zaproszenie — stwierdziła i uśmiechnęła się delikatnie. Miała nadzieję, że nie będzie musiała tego robić zbyt długo i w krótkim czasie mężczyzna znowu gdzieś ją zabierze, dzięki czemu będa mogli spędzić razem czas w miły sposób, w swoim towarzystwie.
— Mówisz? Nie muszę się martwić, że zastanę jakieś widoki, których nie chciałabym oglądać? — zapytała rozbawiona. Akurat Deshawn był ostatnim mężczyzną, którego podejrzewałaby o to, że leci na dwa fronty, więc co do tego chyba nie miała powodów do obaw. Co najwyżej, pocałowałaby klamkę, bo starszego akurat nie byłoby w domu. Nie była jednak z osób, które przychodziły do kogoś niezapowiedziane, więc na pewno gdyby chciała go odwiedzić, to dałaby mu o tym znać i przy okazji potwierdziła, czy ten w ogóle był w domu, żeby nie fatygować się na darmo. — Wiesz dobrze, co mam na myśli… — odparła i skubnęła nerwowo zębami swoją dolną warrgę. Cały czas postrzegała siebie przez pryzmat tego, czym musiała się swojego czasu zajmować. Czuła się z tym okropnie i pomimo tego, że minęło od tamtej pory już sporo czasu, to widać było, że wciąż siedziało to w niej gdzieś głęboko i czuła się przez to bezwartościowa. Na pewno będzie musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim pogodzi się z tym, że to nie definiowało jej jako człowieka. Na pewno nie spodziewała się usłyszeć tego, co Deshawn powiedział jako następne. Musiała przyznać, że zrobiło jej się naprawdę miło. Wiadomo, że Lavigne był ostatnią osobą, którą chciała, żeby oceniał ją przez pryzmat tego czym musiała się zajmować. Nic jednak dziwnego, skoro go kochała i chciała, żeby on również ją kochał. Poniekąd to było jednym z głównych powodów, dla których nie potrafiła tak długo zebrać się nie odwagę – bała się, że jak wyzna mu prawdę, to okaże się, że miała rację i mężczyzna tak naprawdę przez cały czas się nią brzydził i nie wyobrażał sobie, że miałoby być między nimi coś więcej. Na szczęście, teraz okazywało się, że tak nie było. — Miło mi to słyszeć, naprawdę. I nawet nie wiesz, jak cieszy mnie to, że nie postrzegasz mnie przez pryzmat tego czym musiałam się zajmować. Że rozumiesz, że nie miałam wyboru i po prostu musiałam robić to, co mi kazano… — odparła i pokręciła lekko głową na boki. W innym wypadku mogłaby skończyć jeszcze gorzej albo nawet stracić życie. Dużą rolę w tym wszystkim odgrywał również sam Deshawn, dbając o to, żeby żadnej z nich nie stała się krzywda. Rozumiała, że mężczyzna również robił to co musiał, nawet jeśli tego nie chciał. Gdy Rouge sypnął jej takim komplementem, momentalnie poczuła przyjemne motylki w brzuchu. — A ty jesteś dla mnie najprzystojniejszym mężczyzną — odpowiedziała mu, uśmiechając się delikatnie. — No właśnie. Ja nigdy nie zebrałabym się na odwagę — przyznała. — Hm? — mruknęła i uniosła lekko brwi. Potem Deshawn ją pocałował. Momentalnie zamarła i nawet się nie zastanawiając, odwzajemniła ten gest. Dość szybko mężczyzna pogłębił swój pocałunek, a ona zaangażowała się w niego równie mocno, co on. Sięgnęła ręką do jego twarzy, opierając dłoń na jego policzku. Wydała z siebie cichy pomruk wprost do jego ust, mimowolnie napierając nieco na niego.
Rouge
— Mówisz? Nie muszę się martwić, że zastanę jakieś widoki, których nie chciałabym oglądać? — zapytała rozbawiona. Akurat Deshawn był ostatnim mężczyzną, którego podejrzewałaby o to, że leci na dwa fronty, więc co do tego chyba nie miała powodów do obaw. Co najwyżej, pocałowałaby klamkę, bo starszego akurat nie byłoby w domu. Nie była jednak z osób, które przychodziły do kogoś niezapowiedziane, więc na pewno gdyby chciała go odwiedzić, to dałaby mu o tym znać i przy okazji potwierdziła, czy ten w ogóle był w domu, żeby nie fatygować się na darmo. — Wiesz dobrze, co mam na myśli… — odparła i skubnęła nerwowo zębami swoją dolną warrgę. Cały czas postrzegała siebie przez pryzmat tego, czym musiała się swojego czasu zajmować. Czuła się z tym okropnie i pomimo tego, że minęło od tamtej pory już sporo czasu, to widać było, że wciąż siedziało to w niej gdzieś głęboko i czuła się przez to bezwartościowa. Na pewno będzie musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim pogodzi się z tym, że to nie definiowało jej jako człowieka. Na pewno nie spodziewała się usłyszeć tego, co Deshawn powiedział jako następne. Musiała przyznać, że zrobiło jej się naprawdę miło. Wiadomo, że Lavigne był ostatnią osobą, którą chciała, żeby oceniał ją przez pryzmat tego czym musiała się zajmować. Nic jednak dziwnego, skoro go kochała i chciała, żeby on również ją kochał. Poniekąd to było jednym z głównych powodów, dla których nie potrafiła tak długo zebrać się nie odwagę – bała się, że jak wyzna mu prawdę, to okaże się, że miała rację i mężczyzna tak naprawdę przez cały czas się nią brzydził i nie wyobrażał sobie, że miałoby być między nimi coś więcej. Na szczęście, teraz okazywało się, że tak nie było. — Miło mi to słyszeć, naprawdę. I nawet nie wiesz, jak cieszy mnie to, że nie postrzegasz mnie przez pryzmat tego czym musiałam się zajmować. Że rozumiesz, że nie miałam wyboru i po prostu musiałam robić to, co mi kazano… — odparła i pokręciła lekko głową na boki. W innym wypadku mogłaby skończyć jeszcze gorzej albo nawet stracić życie. Dużą rolę w tym wszystkim odgrywał również sam Deshawn, dbając o to, żeby żadnej z nich nie stała się krzywda. Rozumiała, że mężczyzna również robił to co musiał, nawet jeśli tego nie chciał. Gdy Rouge sypnął jej takim komplementem, momentalnie poczuła przyjemne motylki w brzuchu. — A ty jesteś dla mnie najprzystojniejszym mężczyzną — odpowiedziała mu, uśmiechając się delikatnie. — No właśnie. Ja nigdy nie zebrałabym się na odwagę — przyznała. — Hm? — mruknęła i uniosła lekko brwi. Potem Deshawn ją pocałował. Momentalnie zamarła i nawet się nie zastanawiając, odwzajemniła ten gest. Dość szybko mężczyzna pogłębił swój pocałunek, a ona zaangażowała się w niego równie mocno, co on. Sięgnęła ręką do jego twarzy, opierając dłoń na jego policzku. Wydała z siebie cichy pomruk wprost do jego ust, mimowolnie napierając nieco na niego.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Zapewne pojawi się ono niedługo — uśmiechnął się do niej delikatnie. Miał zamiar szybko zorganizować im tę randkę, bo nie chciał już dłużej z tym zwlekać. Miał nadzieję, że młodsza będzie szczęśliwa, jeśli ją gdzieś zabierze, ale patrząc na jej reakcję, to chyba nie musiał się o to martwić. Podobało mu się to, że ta zdawała się łaknąć jego towarzystwa, bo sam go pragnął. Nic dziwnego, skoro ją kochał. Swoją drogą był ciekaw, czy tylko jej się podobał, czy darzyła go uczuciami. Miał nadzieję, że to drugie.
— Zdecydowanie nie — pokręcił głową na boki. — Co najwyżej możesz zastać lekki bałagan, gdybym akurat nie miał czasu na ogarnięcie mieszkania — zaśmiał się. Na to też jednak była mała szansa, bo nawet jeśli był zapracowany, to zawsze starał się znaleźć trochę czasu na to, żeby ogarniać na bieżąco porządki. Źle się czuł w bałaganie i nie potrafiłby normalnie funkcjonować, gdyby go miał w mieszkaniu. — Wiem — westchnął bezgłośnie. Zdążył się już przekonać, że Zee nie wierzyła w siebie i że uważała, że jest brudna i zużyta. On tak o niej nie myślał. Wiedział, że nie robiła tego z własnej woli i że nie miała innego wyjścia. Mogła albo to robić, albo pożegnać się z życiem. Niestety, ale wybór był jasny. W pewnym sensie cieszył się, że gang się rozpadł, bo dzięki temu wszystkie kobiety mogły zacząć swoje życie od nowa. Mało tego, wymyśliły ten cały plan z klubem, za co był im bardzo wdzięczny i miał wrażenie, że nigdy im się za to nie odwdzięczy. — Brałem w tym udział. Wiem, czym groziłby sprzeciw. Nie miałaś wyjścia i ja to rozumiem — powiedział i westchnął bezgłośnie. Sam brzydził się tym, co robił, ale był postawiony pod ścianą. Albo będzie zajmował się dziewczynami i dbał o te interesy gangu, albo sam pożegna się z życiem. Wybór był prosty, bo niezależnie od tego, jak szanował i cenił kobiety, to swoje życie cenił sobie bardziej.
Poczuł przyjemne motylki w brzuchu, kiedy powiedziała, że był dla niej najprzystojniejszy. W życiu nie spodziewał się, że usłyszy od niej coś takiego. Powiedzieć, że był szczęśliwy, to jak nic nie powiedzieć. — Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak o mnie myślisz — uśmiechnął się do niej. — Nawet po dużej dawce wina? — zapytał rozbawiony. Teraz jednak żadne z nich nie musiało się krępować, bo skoro się sobie podobali, to nie było niczym dziwnym, że chcieli się dotykać i całować. Zamruczał krótko prosto w jej usta, kiedy oddała jego pocałunek. Cofnął dłoń, którą trzymał na jej policzku, żeby sięgnąć do jej uda i zacisnąć na nim swoje palce. Nie dowierzał w to, że mógł ją całować i dotykać w taki sposób. Przesunął dłonią wyżej, podwijając lekko jej sukienkę i naparł na nią, chcąc być bliżej niej. Nie wiedział, na jak wiele mógł sobie pozwolić i czy powinien to pociągnąć w stronę seksu już teraz, ale pragnął jej i nie miał nic przeciwko temu, żeby doszło między nimi do czegoś więcej. — Naprawdę bardzo cię pragnę — powiedział między kolejnymi pocałunkami, dając jej w ten sposób do zrozumienia, na co miałby ochotę.
Zee
— Zdecydowanie nie — pokręcił głową na boki. — Co najwyżej możesz zastać lekki bałagan, gdybym akurat nie miał czasu na ogarnięcie mieszkania — zaśmiał się. Na to też jednak była mała szansa, bo nawet jeśli był zapracowany, to zawsze starał się znaleźć trochę czasu na to, żeby ogarniać na bieżąco porządki. Źle się czuł w bałaganie i nie potrafiłby normalnie funkcjonować, gdyby go miał w mieszkaniu. — Wiem — westchnął bezgłośnie. Zdążył się już przekonać, że Zee nie wierzyła w siebie i że uważała, że jest brudna i zużyta. On tak o niej nie myślał. Wiedział, że nie robiła tego z własnej woli i że nie miała innego wyjścia. Mogła albo to robić, albo pożegnać się z życiem. Niestety, ale wybór był jasny. W pewnym sensie cieszył się, że gang się rozpadł, bo dzięki temu wszystkie kobiety mogły zacząć swoje życie od nowa. Mało tego, wymyśliły ten cały plan z klubem, za co był im bardzo wdzięczny i miał wrażenie, że nigdy im się za to nie odwdzięczy. — Brałem w tym udział. Wiem, czym groziłby sprzeciw. Nie miałaś wyjścia i ja to rozumiem — powiedział i westchnął bezgłośnie. Sam brzydził się tym, co robił, ale był postawiony pod ścianą. Albo będzie zajmował się dziewczynami i dbał o te interesy gangu, albo sam pożegna się z życiem. Wybór był prosty, bo niezależnie od tego, jak szanował i cenił kobiety, to swoje życie cenił sobie bardziej.
Poczuł przyjemne motylki w brzuchu, kiedy powiedziała, że był dla niej najprzystojniejszy. W życiu nie spodziewał się, że usłyszy od niej coś takiego. Powiedzieć, że był szczęśliwy, to jak nic nie powiedzieć. — Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tak o mnie myślisz — uśmiechnął się do niej. — Nawet po dużej dawce wina? — zapytał rozbawiony. Teraz jednak żadne z nich nie musiało się krępować, bo skoro się sobie podobali, to nie było niczym dziwnym, że chcieli się dotykać i całować. Zamruczał krótko prosto w jej usta, kiedy oddała jego pocałunek. Cofnął dłoń, którą trzymał na jej policzku, żeby sięgnąć do jej uda i zacisnąć na nim swoje palce. Nie dowierzał w to, że mógł ją całować i dotykać w taki sposób. Przesunął dłonią wyżej, podwijając lekko jej sukienkę i naparł na nią, chcąc być bliżej niej. Nie wiedział, na jak wiele mógł sobie pozwolić i czy powinien to pociągnąć w stronę seksu już teraz, ale pragnął jej i nie miał nic przeciwko temu, żeby doszło między nimi do czegoś więcej. — Naprawdę bardzo cię pragnę — powiedział między kolejnymi pocałunkami, dając jej w ten sposób do zrozumienia, na co miałby ochotę.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
— Świetnie — odparła i uśmiechnęła się delikatnie. Teraz zapewne będzie niecierpliwie czekać aż mężczyzna zadzwoni albo napisze z zaproszeniem na kolejną randkę, bo nie będzie mogła doczekać się tego, aż ponownie spotkają się w takich okolicznościach. Nie wierzyła w to, że teraz naprawdę rozmawiali w taki otwarty sposób na tego typu tematu i rzeczywiście umawiali się na randkę. Niedawno jedynie mogła o tym pomarzyć, a dzisiaj znowu siedzieli sam na sam, tym razem w mieszkaniu Deshawna i umawiali się na kolejne spotkanie.
— No to nie tak źle — powiedziała. Bałagan jak najbardziej mogła zastać, nawet większy, byleby tylko nie zastała kogoś innego poza Deshawnem, zwłaszcza kobiety. No, ale tak czy siak, raczej nie była typem osoby, która wpadałaby do kogoś niezapowiedziana. Musiałoby się stać coś naprawdę niedobrego i musiałaby potrzebować pilnie pomocy, żeby rzeczywiście się na to zdecydować i zrobić tak mężczyźnie wjazd na chatę bez zapowiedzi. Poza tym, dobrze wiedziała, że większość swojego czasu Lavigne i tak spędzał w klubie, więc prędzej szukałaby go tam niż w domu. — Mhm — wymruczała i skinęła lekko głową, wzdychając cicho. Nie miała zbyt dużego poczucia własnej wartość. Nie potrafiła postrzegać siebie w taki sam sposób jak postrzegał ją Deshawn. Nic jednak dziwnego, skoro przez lata musiała robić takie rzeczy. Chyba każda kobieta w jej sytuacji czułaby się podobnie do niej i nie miałaby za grosz wiary w siebie. Na szczęście, wyglądało na to, że dla Deshawna to i tak nie miało znaczenia, bo rozumiał, że nie miała wyjścia i nie zajmowała się takimi rzeczami dlatego, że tego chciała tylko dlatego, że po prostu musiała. — Tak, brałeś. Mimo wszystko… — pokręciła głową. Nawet jeśli miała świadomość tego, że nie miała innego wyboru, to i tak czuła się z tym wszystkim okropnie. I tak wciąż nie mogła czasami patrzeć w lustro, bo czuła do siebie samej obrzydzenie.
Uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi na jego słowa. Cóż, to chyba logiczne, że skoro Deshawn jej się podobał, to musiał być atrakcyjnym i przystojnym mężczyzną. Jakby nie było, Zee miała też swoje standardy i typ, a Rouge praktycznie idealnie się w nie wpasowywał, przynajmniej na tyle, na ile go zdążyła do tej pory poznać. — Nawet po dużej dawce wina — odparła rozbawiona i pokręciła delikatnie głową na boki. No, ale teraz nie musiała się przejmować takimi rzeczami, bo Lavigne sam zebrał się na odwagę wtedy w jej mieszkaniu, jak i teraz, przez co skończyli właśnie w takiej miłej i przyjemnej sytuacji. Kiedy dłoń mężczyzny spoczęła i zacisnęła się na jej udzie, momentalnie poczuła przyjemny skurcz w podbrzuszu. Chwilę później dłoń starszego przesunęła się wyżej, a on naparł na nią swoim ciałem. Zamruczała na to przeciągle, nie protestując, chociaż sama nie była pewna, jak daleko chciałaby się posunąć. Nie uprawiała z nikim seksu od momentu, kiedy skończyła z tamtą niewdzięczną pracą i szczerze powiedziawszy wciąż nie była pewna, czy była na to już gotowa. Bała się, że mogą do niej wrócić jakieś przykre wspomnienia. Do tej pory takie zbliżenia nigdy nie kojarzyły jej się z niczym przyjemnym i satysfakcjonującym, a jedynie z bardzo przykrym obowiązkiem. Bała się, że rozczaruje mężczyznę oraz sama też poczuje się rozczarowana, jeśli to nie będzie wyglądać tak jak powinno. — Ja ciebie też, ale… — urwała, odrywając się od jego warg i spoglądając na jego twarz. — Nie chcę się z tym spieszyć — powiedziala. Miała nadzieję, że Deshawn ją zrozumie. Jeszcze niedawno nawet nie przypuszczała, że kiedykolwiek znajdą się w takiej sytuacji. Była po przejściach. Nie była po prostu gotowa na takie zbliżenia, zwłaszcza z Lavigne. Chciała, żeby między nimi wszystko było i d e a l n e. Dokładnie takie jak powinno, a wiedziała, że dzisiaj na pewno takie nie będzie, przynajmniej nie dla niej.
Rouge
— No to nie tak źle — powiedziała. Bałagan jak najbardziej mogła zastać, nawet większy, byleby tylko nie zastała kogoś innego poza Deshawnem, zwłaszcza kobiety. No, ale tak czy siak, raczej nie była typem osoby, która wpadałaby do kogoś niezapowiedziana. Musiałoby się stać coś naprawdę niedobrego i musiałaby potrzebować pilnie pomocy, żeby rzeczywiście się na to zdecydować i zrobić tak mężczyźnie wjazd na chatę bez zapowiedzi. Poza tym, dobrze wiedziała, że większość swojego czasu Lavigne i tak spędzał w klubie, więc prędzej szukałaby go tam niż w domu. — Mhm — wymruczała i skinęła lekko głową, wzdychając cicho. Nie miała zbyt dużego poczucia własnej wartość. Nie potrafiła postrzegać siebie w taki sam sposób jak postrzegał ją Deshawn. Nic jednak dziwnego, skoro przez lata musiała robić takie rzeczy. Chyba każda kobieta w jej sytuacji czułaby się podobnie do niej i nie miałaby za grosz wiary w siebie. Na szczęście, wyglądało na to, że dla Deshawna to i tak nie miało znaczenia, bo rozumiał, że nie miała wyjścia i nie zajmowała się takimi rzeczami dlatego, że tego chciała tylko dlatego, że po prostu musiała. — Tak, brałeś. Mimo wszystko… — pokręciła głową. Nawet jeśli miała świadomość tego, że nie miała innego wyboru, to i tak czuła się z tym wszystkim okropnie. I tak wciąż nie mogła czasami patrzeć w lustro, bo czuła do siebie samej obrzydzenie.
Uśmiechnęła się delikatnie w odpowiedzi na jego słowa. Cóż, to chyba logiczne, że skoro Deshawn jej się podobał, to musiał być atrakcyjnym i przystojnym mężczyzną. Jakby nie było, Zee miała też swoje standardy i typ, a Rouge praktycznie idealnie się w nie wpasowywał, przynajmniej na tyle, na ile go zdążyła do tej pory poznać. — Nawet po dużej dawce wina — odparła rozbawiona i pokręciła delikatnie głową na boki. No, ale teraz nie musiała się przejmować takimi rzeczami, bo Lavigne sam zebrał się na odwagę wtedy w jej mieszkaniu, jak i teraz, przez co skończyli właśnie w takiej miłej i przyjemnej sytuacji. Kiedy dłoń mężczyzny spoczęła i zacisnęła się na jej udzie, momentalnie poczuła przyjemny skurcz w podbrzuszu. Chwilę później dłoń starszego przesunęła się wyżej, a on naparł na nią swoim ciałem. Zamruczała na to przeciągle, nie protestując, chociaż sama nie była pewna, jak daleko chciałaby się posunąć. Nie uprawiała z nikim seksu od momentu, kiedy skończyła z tamtą niewdzięczną pracą i szczerze powiedziawszy wciąż nie była pewna, czy była na to już gotowa. Bała się, że mogą do niej wrócić jakieś przykre wspomnienia. Do tej pory takie zbliżenia nigdy nie kojarzyły jej się z niczym przyjemnym i satysfakcjonującym, a jedynie z bardzo przykrym obowiązkiem. Bała się, że rozczaruje mężczyznę oraz sama też poczuje się rozczarowana, jeśli to nie będzie wyglądać tak jak powinno. — Ja ciebie też, ale… — urwała, odrywając się od jego warg i spoglądając na jego twarz. — Nie chcę się z tym spieszyć — powiedziala. Miała nadzieję, że Deshawn ją zrozumie. Jeszcze niedawno nawet nie przypuszczała, że kiedykolwiek znajdą się w takiej sytuacji. Była po przejściach. Nie była po prostu gotowa na takie zbliżenia, zwłaszcza z Lavigne. Chciała, żeby między nimi wszystko było i d e a l n e. Dokładnie takie jak powinno, a wiedziała, że dzisiaj na pewno takie nie będzie, przynajmniej nie dla niej.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Chciałbym móc coś zrobić, żebyś przestała czuć się w taki sposób — odparł z krótkim westchnięciem. — Wiele bym dał, żebyś mogła spojrzeć na siebie moimi oczami — dodał. Zobaczyłaby wtedy, że nie definiował jej przez to, co robiła w przeszłości. Nie miał zamiaru o niej źle myśleć, bo dobrze wiedział, że nie miała wyboru. Co innego by było, gdyby chciała pracować w taki sposób albo gdyby czerpała z tego przyjemność. Wtedy byłoby inaczej. W jej sytuacji jednak wiedział, że nie miała wyjścia.
Nie wiedział, gdzie ich to dzisiaj zaprowadzi i jak daleko się posuną, ale był na nią naprawdę chętny. Nic dziwnego, skoro musiał czekać tyle czasu na to, żeby móc się do niej zbliżyć. Jeszcze do niedawna nawet nie wierzył w to, że kiedykolwiek będzie mógł ją dotykać i całować, a teraz siedzieli u niego w salonie na kanapie i jak gdyby nigdy nic robili takie rzeczy. Ściągnął lekko brwi, gdy się odezwała, odrywając się od jego warg. Nie spodziewał się takich słów z jej strony, bo był przekonany, że ona również chciałaby dążyć do czegoś więcej. Z drugiej strony domyślał się, z czego to wynikało. Musiała mieć spory uraz do seksu po tym wszystkim, przez co przeszła. Rozumiał to i nie miał zamiaru na nią naciskać. Czekał tak długo, że mógł poczekać jeszcze trochę na to, aż będzie gotowa. — Jasne, nie ma problemu — uśmiechnął się do niej i sprzedał jej krótkiego buziaka w usta. — Nie musimy się z tym spieszyć. To nie tak, że zależy mi tylko na tym — dodał. Nie chciał, żeby sobie pomyślała, że był jak niektórzy faceci, dla których seks był najważniejszy, bo był daleki od tego. Jasne, lubił go uprawiać, jak większość ludzi, ale nie miał na to parcia. — Wrócimy do tego, kiedy będziesz na to gotowa. Ja nigdzie się nie wybieram, mogę poczekać — powiedział i ułożył dłoń na jej policzku, żeby ją po nim delikatnie pogłaskać. Szanował jej decyzję, choć czuł się nieco rozczarowany tym, że mu odmówiła. Nic jednak dziwnego, skoro tak intensywnie na niego działała.
Odsunął się nieco od niej, żeby sięgnąć po kieliszek, z którego upił łyk wina, po czym odstawił go z powrotem na stolik. Zaraz jednak opadł znów plecami na oparcie kanapy, przyciągając młodszą bliżej siebie. Nie mógł się nacieszyć jej bliskością i był zachwycony tym, że w końcu mógł wykonywać wobec niej takie gesty. — Nadal w to wszystko nie dowierzam — pokręcił lekko głową na boki. — Jak mogłem nie dostrzec tego, że ci się podobam. Zazwyczaj potrafię czytać z ludzi jak z otwartej księgi, a tutaj... Musiałaś się naprawdę nieźle maskować — dodał i się zaśmiał. Była całkiem niezłą aktorką, skoro Deshawn nie był w stanie niczego zauważyć. Z drugiej strony ona też niczego się nie domyślała. Nic dziwnego, skoro starał się nic po sobie nie pokazywać, żeby nie wzięła go za jakiegoś creepa, który się na nią napala. Cóż, najważniejsze jednak, że w końcu udało im się do siebie zbliżyć.
Zee
Nie wiedział, gdzie ich to dzisiaj zaprowadzi i jak daleko się posuną, ale był na nią naprawdę chętny. Nic dziwnego, skoro musiał czekać tyle czasu na to, żeby móc się do niej zbliżyć. Jeszcze do niedawna nawet nie wierzył w to, że kiedykolwiek będzie mógł ją dotykać i całować, a teraz siedzieli u niego w salonie na kanapie i jak gdyby nigdy nic robili takie rzeczy. Ściągnął lekko brwi, gdy się odezwała, odrywając się od jego warg. Nie spodziewał się takich słów z jej strony, bo był przekonany, że ona również chciałaby dążyć do czegoś więcej. Z drugiej strony domyślał się, z czego to wynikało. Musiała mieć spory uraz do seksu po tym wszystkim, przez co przeszła. Rozumiał to i nie miał zamiaru na nią naciskać. Czekał tak długo, że mógł poczekać jeszcze trochę na to, aż będzie gotowa. — Jasne, nie ma problemu — uśmiechnął się do niej i sprzedał jej krótkiego buziaka w usta. — Nie musimy się z tym spieszyć. To nie tak, że zależy mi tylko na tym — dodał. Nie chciał, żeby sobie pomyślała, że był jak niektórzy faceci, dla których seks był najważniejszy, bo był daleki od tego. Jasne, lubił go uprawiać, jak większość ludzi, ale nie miał na to parcia. — Wrócimy do tego, kiedy będziesz na to gotowa. Ja nigdzie się nie wybieram, mogę poczekać — powiedział i ułożył dłoń na jej policzku, żeby ją po nim delikatnie pogłaskać. Szanował jej decyzję, choć czuł się nieco rozczarowany tym, że mu odmówiła. Nic jednak dziwnego, skoro tak intensywnie na niego działała.
Odsunął się nieco od niej, żeby sięgnąć po kieliszek, z którego upił łyk wina, po czym odstawił go z powrotem na stolik. Zaraz jednak opadł znów plecami na oparcie kanapy, przyciągając młodszą bliżej siebie. Nie mógł się nacieszyć jej bliskością i był zachwycony tym, że w końcu mógł wykonywać wobec niej takie gesty. — Nadal w to wszystko nie dowierzam — pokręcił lekko głową na boki. — Jak mogłem nie dostrzec tego, że ci się podobam. Zazwyczaj potrafię czytać z ludzi jak z otwartej księgi, a tutaj... Musiałaś się naprawdę nieźle maskować — dodał i się zaśmiał. Była całkiem niezłą aktorką, skoro Deshawn nie był w stanie niczego zauważyć. Z drugiej strony ona też niczego się nie domyślała. Nic dziwnego, skoro starał się nic po sobie nie pokazywać, żeby nie wzięła go za jakiegoś creepa, który się na nią napala. Cóż, najważniejsze jednak, że w końcu udało im się do siebie zbliżyć.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
Uśmiechnęła się smutno na jego słowa. Zapewne przydałaby jej się porządna terapia, która w jakiś sposób pomogłaby jej z tym problemem, ale cóż… Nie było jej na to stać. Dlatego też, pomimo tego, że już minęło sporo czasu odkąd zajmowała się takimi rzeczami, to wszystko dalej w niej głęboko siedziało i nawet teraz wciąż się na niej odbijało. Nie potrafiła patrzeć na siebie przychylnym okiem, nawet jakby się starała. Nie miała za grosz pewności siebie, nawet gdy ludzie dookoła nią zapewniali ją o tym, jaką cudowną kobietą była. Ona tego nie widziała.
To nie tak, że nie chciała z nim iść do łóżka. Zapewne pragnęła tego tak samo jak mężczyzna, ale niestety, jej przeszłość i wspomnienia z tym związane sprawiały, że po prostu miała przed tym blokadę. Ostatni raz, kiedy doszło między nią a innym mężczyzną do takiego zbliżenia był wtedy, gdy jeszcze wciąż zajmowała się prostytucją. Tak naprawdę, jeszcze nigdy nie uprawiała seksu z nikim dlatego, że tego chciała; nie robiła tego nigdy z kimś, kogo kochała i z kim chciała robić takie rzeczy. Bała się, że mężczyzna będzie nią rozczarowany, bo być może miał swoją wizję tego jak to powinno wyglądać, a Zee nie spełni jego oczekiwań. Sama też bała się tego, że nawet jeśli sama tego pragnęła i zrobi to z kimś, kogo darzyła uczuciami, to przez traumę związaną z przeszłością nie będzie w stanie czerpać przyjemności i satysfakcji z takiego doświadczenia. To byłby chyba najgorszy możliwy scenariusz, bo na dłuższą metę jak miałoby to wyglądać, gdyby nie była w stanie czerpać przyjemności z seksu ze swoim partnerem, którego kochała? Miała w sobie wiele lęków z tym związanych. Było jej głupio, że musiała mu odmówić i czuła się winna. Już chciała otworzyć usta i go przeprosić, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, uznając, że to nie było coś, za co powinna. — Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy — powiedziała. Cieszyło ją to, że mężczyzna był taki wyrozumiały. Z drugiej strony była świadoma tego, że nie mogła go wodzić za nos i odwlekać tego w czasie w nieskończoność. W końcu będzi musiała mu dać do zrozumienia, że pragnęła jego bliskości tak samo jak on i pokazać, że też tego chciała. Same słowa nie wystarczą. — Dobrze. Tak zrobimy — odparła i skinęła lekko głową, unosząc kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Jakby nie była w stu procentach pewna, czy mężczyzna był z nią szczery czy mówił tak tylko dlatego, żeby jej nie kłopotać jeszcze bardziej.
Sięgnęła po kieliszek i upiła z niego niewielki łyk, żeby nieco ukoić nerwy. Jakby nie było, to wszystko co się teraz między nimi działo sprawiało, że trochę się stresowała. Nic jednak dziwnego, bo nie chciała zrobić ani powiedzieć czegoś nie tak. Kiedy starszy ponownie ją objął i przyciągnął bliżej siebie, nie protestowała. Tym razem sama pewnie przerzuciła ramię przez jego brzuch, żeby się do niego przytulić. — Ja tak samo — powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. — Cóż. Ja też nie zakładałam scenariusza, w którym mogłabym ci się podobać. Nic na to nie wskazywało — stwierdziła i westchnęła bezgłośnie. Jak widać, jak najbardziej wpadła starszemu w oko i to już dawno.
Rouge
To nie tak, że nie chciała z nim iść do łóżka. Zapewne pragnęła tego tak samo jak mężczyzna, ale niestety, jej przeszłość i wspomnienia z tym związane sprawiały, że po prostu miała przed tym blokadę. Ostatni raz, kiedy doszło między nią a innym mężczyzną do takiego zbliżenia był wtedy, gdy jeszcze wciąż zajmowała się prostytucją. Tak naprawdę, jeszcze nigdy nie uprawiała seksu z nikim dlatego, że tego chciała; nie robiła tego nigdy z kimś, kogo kochała i z kim chciała robić takie rzeczy. Bała się, że mężczyzna będzie nią rozczarowany, bo być może miał swoją wizję tego jak to powinno wyglądać, a Zee nie spełni jego oczekiwań. Sama też bała się tego, że nawet jeśli sama tego pragnęła i zrobi to z kimś, kogo darzyła uczuciami, to przez traumę związaną z przeszłością nie będzie w stanie czerpać przyjemności i satysfakcji z takiego doświadczenia. To byłby chyba najgorszy możliwy scenariusz, bo na dłuższą metę jak miałoby to wyglądać, gdyby nie była w stanie czerpać przyjemności z seksu ze swoim partnerem, którego kochała? Miała w sobie wiele lęków z tym związanych. Było jej głupio, że musiała mu odmówić i czuła się winna. Już chciała otworzyć usta i go przeprosić, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, uznając, że to nie było coś, za co powinna. — Dziękuję. To naprawdę wiele dla mnie znaczy — powiedziała. Cieszyło ją to, że mężczyzna był taki wyrozumiały. Z drugiej strony była świadoma tego, że nie mogła go wodzić za nos i odwlekać tego w czasie w nieskończoność. W końcu będzi musiała mu dać do zrozumienia, że pragnęła jego bliskości tak samo jak on i pokazać, że też tego chciała. Same słowa nie wystarczą. — Dobrze. Tak zrobimy — odparła i skinęła lekko głową, unosząc kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Jakby nie była w stu procentach pewna, czy mężczyzna był z nią szczery czy mówił tak tylko dlatego, żeby jej nie kłopotać jeszcze bardziej.
Sięgnęła po kieliszek i upiła z niego niewielki łyk, żeby nieco ukoić nerwy. Jakby nie było, to wszystko co się teraz między nimi działo sprawiało, że trochę się stresowała. Nic jednak dziwnego, bo nie chciała zrobić ani powiedzieć czegoś nie tak. Kiedy starszy ponownie ją objął i przyciągnął bliżej siebie, nie protestowała. Tym razem sama pewnie przerzuciła ramię przez jego brzuch, żeby się do niego przytulić. — Ja tak samo — powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie. — Cóż. Ja też nie zakładałam scenariusza, w którym mogłabym ci się podobać. Nic na to nie wskazywało — stwierdziła i westchnęła bezgłośnie. Jak widać, jak najbardziej wpadła starszemu w oko i to już dawno.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Nie musisz dziękować za coś takiego. Nie jestem typem faceta, któremu zależy tylko i wyłącznie na seksie. To dla mnie sprawa drugorzędna — uśmiechnął się do niej delikatnie. Nie chciał, żeby czuła jakąkolwiek presję związaną z tym, że mogliby pójść do łóżka. Nie była gotowa, to doskonale to rozumiał i nie miał zamiaru do niczego jej przymuszać. Tyle czasu czekał, że jak poczeka jeszcze trochę, to nic mu się nie stanie. I tak się cieszył, że mógł ją całować, dotykać i przytulać, bo to znaczyło dla niego naprawdę wiele. Jeszcze do niedawna nawet nie śmiał o tym marzyć. — I o nic się nie martw. Nie pójdę z tego powodu do innej — zapewnił, bo istniała szansa, że Zee mogła sobie pomyśleć, że jak długo nie będzie chciała z nim pójść do łóżka, to się nią znudzi. Szansa na to była znikoma, biorąc pod uwagę to, jak bardzo był w niej zakochany i jaki był w nią wpatrzony. Świata poza nią nie widział, więc nigdy w życiu by jej nie zdradził.
— Wychodzi na to, że jestem niezłym aktorem — zaśmiał się. — Może powinienem się przebranżowić? — dodał rozbawiony. Najważniejsze, że zebrał się wtedy na to, żeby ją pocałować. No, a przynajmniej musnąć ją wargami, bo po chwili zadzwonili do niego z klubu. Na szczęście młodsza sama poruszyła ten temat i wyszło na dobre. Miał tylko nadzieję, że w pracy nadal będzie w stanie udawać, że nie jest nią zainteresowany w ten sposób, bo uważał, że na razie powinni zostawić to dla siebie i nie powinni tego rozpowiadać ani się afiszować. Wolał z tym poczekać do czasu, aż utwierdzą się oboje w przekonaniu, że ta relacja to coś poważnego. Co prawda, z góry tak zakładał, ale ten pierwszy etap, kiedy będą musieli się do siebie dopasować wolał przemilczeć.
— W ogóle... — zaczął niepewnie, bo nie wiedział, czy mógł proponować takie rzeczy. — Może chciałabyś zostać u mnie na noc? Na pewno miło by było spać u twojego boku — dodał. Nie wiedział, jakie miała do tego podejście, ale nie miałby nic przeciwko temu, żeby została do jutra. Na pewno miło by było się ze sobą poprzytulać. Nie musieli od razu uprawiać seksu. — Zrozumiem, jeśli nie masz na to ochoty albo z jakiegoś powodu musisz być wieczorem w domu — powiedział zaraz, żeby nie czuła się tak, jakby musiała się poczuć wobec niego zobowiązana. To była tylko luźna propozycja, którą śmiało mogła odrzucić. — Po prostu dawno nie miałem nikogo w swoim łóżku. Tęsknie za czyjąś bliskością — uśmiechnął się do niej. Oj tak, zdecydowanie mu tego brakowało. Minęło dużo czasu, od kiedy miał jakąś kobietę przy swoim boku, więc nic dziwnego, że zdążył się stęsknić za takimi czułościami. — Rano skoczę do piekarni po świeże pieczywo na śniadanie — podsumował, chcąc ją bardziej zachęcić do tego, żeby została. Miał zamiar zafundować jej jakieś pyszne śniadanie i zrobi to z ogromną przyjemnością, niezależnie od tego, jak wcześnie będzie musiał się zwlec z łóżka, żeby wypieki były jeszcze ciepłe.
Zee
— Wychodzi na to, że jestem niezłym aktorem — zaśmiał się. — Może powinienem się przebranżowić? — dodał rozbawiony. Najważniejsze, że zebrał się wtedy na to, żeby ją pocałować. No, a przynajmniej musnąć ją wargami, bo po chwili zadzwonili do niego z klubu. Na szczęście młodsza sama poruszyła ten temat i wyszło na dobre. Miał tylko nadzieję, że w pracy nadal będzie w stanie udawać, że nie jest nią zainteresowany w ten sposób, bo uważał, że na razie powinni zostawić to dla siebie i nie powinni tego rozpowiadać ani się afiszować. Wolał z tym poczekać do czasu, aż utwierdzą się oboje w przekonaniu, że ta relacja to coś poważnego. Co prawda, z góry tak zakładał, ale ten pierwszy etap, kiedy będą musieli się do siebie dopasować wolał przemilczeć.
— W ogóle... — zaczął niepewnie, bo nie wiedział, czy mógł proponować takie rzeczy. — Może chciałabyś zostać u mnie na noc? Na pewno miło by było spać u twojego boku — dodał. Nie wiedział, jakie miała do tego podejście, ale nie miałby nic przeciwko temu, żeby została do jutra. Na pewno miło by było się ze sobą poprzytulać. Nie musieli od razu uprawiać seksu. — Zrozumiem, jeśli nie masz na to ochoty albo z jakiegoś powodu musisz być wieczorem w domu — powiedział zaraz, żeby nie czuła się tak, jakby musiała się poczuć wobec niego zobowiązana. To była tylko luźna propozycja, którą śmiało mogła odrzucić. — Po prostu dawno nie miałem nikogo w swoim łóżku. Tęsknie za czyjąś bliskością — uśmiechnął się do niej. Oj tak, zdecydowanie mu tego brakowało. Minęło dużo czasu, od kiedy miał jakąś kobietę przy swoim boku, więc nic dziwnego, że zdążył się stęsknić za takimi czułościami. — Rano skoczę do piekarni po świeże pieczywo na śniadanie — podsumował, chcąc ją bardziej zachęcić do tego, żeby została. Miał zamiar zafundować jej jakieś pyszne śniadanie i zrobi to z ogromną przyjemnością, niezależnie od tego, jak wcześnie będzie musiał się zwlec z łóżka, żeby wypieki były jeszcze ciepłe.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
— Wiem, ale mimo wszystko nie każdy byłby taki wyrozumiały… — odparła i wzruszyła ramionami. Równie dobrze, niektórzy mogliby zakładać, że skoro swojego czasu była dziwką, to seks powinien przychodzić jej z łatwością. Tak to jednak nie działało i akurat Deshawn zapewne wiedział o tym lepiej niż ktokolwiek inny. — Ale miło mi to słyszeć — odparła. Logiczne, że obawiała się tego, że jak mu odmówi, to mężczyzna może to źle odebrać. To nie tak, że nie chciała tego z nim zrobić, ale po prostu nie chciała się spieszyć z takimi rzeczami. I tak wszystko działo się naprawdę szybko, więc chciała trochę zwolnić tempa. Nawet jeśli się znali od dłuższego czasu, oboje coś do siebie czuli i liczyli na to, że będzie między nimi coś więcej, to nie oznaczało, że już od razu musieli iść ze sobą do łóżka. Jakby nie było, uważała, że jednak powinni sobie w tej kwestii dać jeszcze trochę czasu. Zwłaszcza, że Zee miała przeszłość, która sprawiała, że nie tak łatwo było jej się do czegokolwiek przełamać… — Cieszę się. Nie podejrzewałbym cię o to, że w ogóle byłbyś do tego zdolny, ale mimo wszystko dzięki za zapewnienie — odparła rozbawiona i pokręciła lekko głową na boki. Nawet nie posądzałby Deshawna o to, że ten rzeczywiście poszedłby do innej kobiety, gdyby od niej nie dostał tego, na co liczył. Dobrze wiedziała, że nie był takim typem mężczyzny.
— Chyba tak — pokiwał lekko głową. — Nie brzmi to jak głupi pomysł. Z drugiej strony… — odparła. — Chyba wolałabym, żebyś nie był popularny. Nie podoba mi się wizja tego, że jakieś inne kobiety by do ciebie wzdychały — stwierdziła i przewróciła oczami. Na pewno byłaby zazdrosna w takiej sytuacji, a już i tak wystarczająco długo musiała się męczyć, samej jedynie wzdychając do Deshawna. Jeśli teraz była szansa na to, że miałaby go tylko dla siebie, to zdecydowanie nie chciałaby, żeby jakakolwiek inna kobieta się za nim oglądała i miała na niego ochotę. Chciała, żeby mężczyzna był tylko jej i nikt inny się nim nie interesował, co raczej było dość zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt od jak długiego czasu się w nim podkochuje.
Uniosła pytająco brwi, kiedy mężczyzna tak zaczął. Zaraz też stało się jasne o co takiego chciał zapytać. Uśmiechnęła się delikatnie, bo to co powiedział przypadło jej do gustu. — Może bym chciała — odpowiedziała, chcąc się z nim nieco podroczyć. Rouge sam się prosił, będąc takim ostrożnym i niepewnym, kiedy ją o to zapytał. Logiczne, że chciała zostać u jego boku tak długo, jak to tylko było możliwe. — Mam ochotę. I nie muszę wracać do domu — odparła i spojrzała na niego. Jeśli miała do wyboru powrót do domu i spędzenie dzisiejszej nocy samotnie, a zostanie tutaj i spędzenie jej w łóżku Deshawna, to wybór wydawał się dość oczywisty. — Ja też — odparła i skinęła głową. Nie pamiętała, kiedy ostatnio spędziła w łóżku noc z kimś u swojego boku, ale minęło od tamtej pory naprawdę dużo czasu. Dlatego tym bardziej nie miała nic przeciwko temu, żeby jednak zostać u mężczyzny do rana. — Mhhhhm, brzmi kusząco — stwierdziła. — A będę mogła liczyć na śniadanie do łóżka? — zapytała jeszcze, posyłając mu figlarny uśmiech. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że by takim nie pogardziła. Nie potrafiła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek ktoś jej takie zaserwował. Na pewno nie miałaby na co narzekać.
Rouge
— Chyba tak — pokiwał lekko głową. — Nie brzmi to jak głupi pomysł. Z drugiej strony… — odparła. — Chyba wolałabym, żebyś nie był popularny. Nie podoba mi się wizja tego, że jakieś inne kobiety by do ciebie wzdychały — stwierdziła i przewróciła oczami. Na pewno byłaby zazdrosna w takiej sytuacji, a już i tak wystarczająco długo musiała się męczyć, samej jedynie wzdychając do Deshawna. Jeśli teraz była szansa na to, że miałaby go tylko dla siebie, to zdecydowanie nie chciałaby, żeby jakakolwiek inna kobieta się za nim oglądała i miała na niego ochotę. Chciała, żeby mężczyzna był tylko jej i nikt inny się nim nie interesował, co raczej było dość zrozumiałe biorąc pod uwagę fakt od jak długiego czasu się w nim podkochuje.
Uniosła pytająco brwi, kiedy mężczyzna tak zaczął. Zaraz też stało się jasne o co takiego chciał zapytać. Uśmiechnęła się delikatnie, bo to co powiedział przypadło jej do gustu. — Może bym chciała — odpowiedziała, chcąc się z nim nieco podroczyć. Rouge sam się prosił, będąc takim ostrożnym i niepewnym, kiedy ją o to zapytał. Logiczne, że chciała zostać u jego boku tak długo, jak to tylko było możliwe. — Mam ochotę. I nie muszę wracać do domu — odparła i spojrzała na niego. Jeśli miała do wyboru powrót do domu i spędzenie dzisiejszej nocy samotnie, a zostanie tutaj i spędzenie jej w łóżku Deshawna, to wybór wydawał się dość oczywisty. — Ja też — odparła i skinęła głową. Nie pamiętała, kiedy ostatnio spędziła w łóżku noc z kimś u swojego boku, ale minęło od tamtej pory naprawdę dużo czasu. Dlatego tym bardziej nie miała nic przeciwko temu, żeby jednak zostać u mężczyzny do rana. — Mhhhhm, brzmi kusząco — stwierdziła. — A będę mogła liczyć na śniadanie do łóżka? — zapytała jeszcze, posyłając mu figlarny uśmiech. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że by takim nie pogardziła. Nie potrafiła sobie przypomnieć, żeby kiedykolwiek ktoś jej takie zaserwował. Na pewno nie miałaby na co narzekać.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Ale ja jestem, więc nie masz się co nad tym nawet zastanawiać — uśmiechnął się do niej delikatnie. Nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby mieć jej za złe to, że nie chciała z nim uprawiać seksu. Całkowicie rozumiał jej podejście do tej sprawy. Nie byłby zaskoczony, gdyby zabrało jej naprawdę dużo czasu, zanim przekona się do tego, żeby pójść z nim do łóżka. Jakby nie było, musiała mieć spory uraz do seksu i zapewne każda dziewczyna, która byłaby na jej miejscu, miałaby tak samo. Mimo wszystko miał nadzieję, że w końcu się do tego przemoże, bo cholernie go pociągała i chciałby móc doświadczyć z nią takiej bliskości. Skinął lekko głową na jej następne słowa. Miał tylko nadzieję, że nie będzie czuła presji w związku z tym, że muszą uprawiać seks, bo naprawdę nie było takiego przymusu. Wiadomo, że chciałby, ale nic na siłę. — Cieszę się, że masz o mnie takie dobre zdanie — zaśmiał się. Sam miał je o sobie średnie przez to, czym się zajmował, kiedy był w gangu. Niestety, ale pewne rzeczy nadal siedziały mu w głowie i wiele z nich żałował. Gdyby tylko był mądrzejszy i nie wpakował się w gang, to nie musiałby mieć teraz takich wyrzutów sumienia. Z drugiej strony nigdy nie poznałby Zee, jakkolwiek źle to nie brzmiało.
— Mówisz, że byłabyś o mnie trochę zazdrosna? — posłał jej zaczepny uśmiech. — Nie musiałabyś się martwić, nawet jeśli byłbym sławny, bo nikt inny nie byłby w stanie zawrócić mi w głowie tak bardzo, jak ty to zrobiłaś — dodał rozbawiony. Prawda była taka, że miał na jej punkcie fioła i że zależało mu na niej jak cholera. Teraz cieszył się jak dziecko przez to, że okazało, że przez ten cały czas sama na niego leciała. Nadal tak do końca nie potrafił w to uwierzyć i tylko czekał na moment, kiedy obudzi się z tego snu.
— Może? — powtórzył po niej i uniósł brew. Nie był pewien, czy się z nim droczyła, czy naprawdę musiała to poważnie rozważyć. Miał nadzieję, że to było tylko to pierwsze, bo byłby bardzo niepocieszony, gdyby mu odmówiła i gdyby okazało się, że zaproponował coś niestosownego. Na jej następne słowa na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. — Cudownie mi to słyszeć — powiedział wyraźnie zadowolony z jej odpowiedzi. Na samą myśl o tym, że będzie ją miał przy sobie, czuł przyjemne motylki w brzuchu. Trochę czuł się jak taki nastolatek, który pierwszy raz będzie spał ze swoją pierwszą miłością. Nic jednak nie mógł poradzić, że był w niej tak zakochany. — Tak myślałem, że to cię ostatecznie przekona — stwierdził. — Ależ oczywiście, że tak. Dostaniesz świeże rogaliki i kawę prosto do łóżka — zapewnił. Rzeczywiście miał zamiar to zrobić, bo skoro sama się tego dopraszała, to znaczyło to tylko tyle, że miała na to ochotę, a dla niego to naprawdę nie będzie problem, żeby to jej życzenie spełnić. Nawet jak z tego powodu będzie musiał się zerwać z łóżka wcześniej od niej, to nie był to dla niego problem.
Zee
— Mówisz, że byłabyś o mnie trochę zazdrosna? — posłał jej zaczepny uśmiech. — Nie musiałabyś się martwić, nawet jeśli byłbym sławny, bo nikt inny nie byłby w stanie zawrócić mi w głowie tak bardzo, jak ty to zrobiłaś — dodał rozbawiony. Prawda była taka, że miał na jej punkcie fioła i że zależało mu na niej jak cholera. Teraz cieszył się jak dziecko przez to, że okazało, że przez ten cały czas sama na niego leciała. Nadal tak do końca nie potrafił w to uwierzyć i tylko czekał na moment, kiedy obudzi się z tego snu.
— Może? — powtórzył po niej i uniósł brew. Nie był pewien, czy się z nim droczyła, czy naprawdę musiała to poważnie rozważyć. Miał nadzieję, że to było tylko to pierwsze, bo byłby bardzo niepocieszony, gdyby mu odmówiła i gdyby okazało się, że zaproponował coś niestosownego. Na jej następne słowa na jego twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech. — Cudownie mi to słyszeć — powiedział wyraźnie zadowolony z jej odpowiedzi. Na samą myśl o tym, że będzie ją miał przy sobie, czuł przyjemne motylki w brzuchu. Trochę czuł się jak taki nastolatek, który pierwszy raz będzie spał ze swoją pierwszą miłością. Nic jednak nie mógł poradzić, że był w niej tak zakochany. — Tak myślałem, że to cię ostatecznie przekona — stwierdził. — Ależ oczywiście, że tak. Dostaniesz świeże rogaliki i kawę prosto do łóżka — zapewnił. Rzeczywiście miał zamiar to zrobić, bo skoro sama się tego dopraszała, to znaczyło to tylko tyle, że miała na to ochotę, a dla niego to naprawdę nie będzie problem, żeby to jej życzenie spełnić. Nawet jak z tego powodu będzie musiał się zerwać z łóżka wcześniej od niej, to nie był to dla niego problem.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
— Owszem, jesteś — przyznała mu rację i skinęła głową. Sięgnęła ręką do jego twarzy, po czym pogładziła delikatnie kciukiem jego policzek. Następnie nieco się uniosła i złożyła czuły pocałunek na jego wargach, po czym posłała mu delikatny uśmiech. Naprawdę wiele dla niej znaczył fakt, że mężczyzna był w stanie zrozumieć dlaczego nie chciała się spieszyć i dlaczego miała lekkie opory przed tym, żeby pójść z nim do łóżka, nawet jeśli sama również tego chciała, bo go pragnęła. Niczego innego jednak by się po Deshawnie nie spodziewała, bo doskonale wiedziała jakim był mężczyzną. Wiedziała, że miał szacunek do kobiet i nie należał do tych facetów, dla których wszystko kręciło się jedynie wokół jednego. — Nie bez powodu. Po prostu jesteś bardzo dobrym mężczyzną — stwierdziła. — No i nie oszukujmy się, ale nie leciałabym na byle kogo — dodała jeszcze rozbawiona i przewróciła oczami. Już pomijając sam fakt, że Rouge był naprawdę atrakcyjny, to urzekło ją również to jak dobrym był człowiekiem. W tych czasach ciężko było trafić na takiego mężczyznę jak on. Tak właściwie, wątpiła w to, że kiedykolwiek byłaby w stanie poznać innego faceta, który chociażby dorastałby mu do pięt. Na szczęście, nawet nie musiała szukać, bo jak się okazało, sama również wpadła w oko Lavigne.
— Nawet trochę bardzo — przyznała. Nawet nie byli razem, a coś się jej robiło w środku kiedy widziała, jak Deshawn rozmawia z jakimiś innymi kobietami, a te się do niego przymilają. Niestety, nawet nie mogła tego w żaden sposób pokazać ani nie miało to żadnego znaczenia, bo wtedy mężczyzna nie miał pojęcia, że coś jej na rzeczy. Teraz jednak mogła otwarcie przyznać, że gdyby jakaś inna kobieta okazywała mu swoje zainteresowanie, to czułaby się o nią zazdrosna. — Jaaasne. Poznałbyś tyle atrakcyjnych, popularnych kobiet, że na pewno napatoczyłaby się jakaś ładniejsza ode mnie. O, na przykład jakaś modelka albo inna aktorka — stwierdziła i wzruszyła ramionami. No, nie można było powiedzieć o niej, żeby miała sporo pewności siebie, więc nic dziwnego, że nie uważała siebie za wyjątkowo atrakcyjną.
— Mhm —wymruczała w odpowiedzi i skinęła delikatnie głową, wciąż nie dając mu jednoznacznej odpowiedzi na jego pytanie. Chociaż, dla niej wydawała się dość oczywista, bo to raczej było logiczne, że chętnie by u niego została, żeby spędzić z nim jeszcze więcej czasu. Sama myśl o tym, że mieliby spędzić dzisiejszą noc razem, obok siebie w jednym łóżku była dla niej naprawdę ekscytująca. — To miłe, że aż tak cię to cieszy — odparła i zaśmiała się cicho. Wyglądało na to, że Deshawnowi naprawdę zależało na tym, żeby u niego została do rana. — A kogo by nie przekonało? — zapytała i posłała mu figlarny uśmiech. — Brzmi smakowicie. Już nie mogę się doczekać tego rozpieszczania — przyznała i przygryzła delikatnie swoją dolną wargę. — Tylko będziesz mi musiał dać coś do spania. Koszulka w sumie wystarczy. Nic ze sobą nie mam — stwierdziła i westchnęła cicho. — I mam nadzieję, że trzymasz szczoteczki do zębów na zapas, bo też mi się przyda — dodała jeszcze z uśmiechem,.
Rouge
— Nawet trochę bardzo — przyznała. Nawet nie byli razem, a coś się jej robiło w środku kiedy widziała, jak Deshawn rozmawia z jakimiś innymi kobietami, a te się do niego przymilają. Niestety, nawet nie mogła tego w żaden sposób pokazać ani nie miało to żadnego znaczenia, bo wtedy mężczyzna nie miał pojęcia, że coś jej na rzeczy. Teraz jednak mogła otwarcie przyznać, że gdyby jakaś inna kobieta okazywała mu swoje zainteresowanie, to czułaby się o nią zazdrosna. — Jaaasne. Poznałbyś tyle atrakcyjnych, popularnych kobiet, że na pewno napatoczyłaby się jakaś ładniejsza ode mnie. O, na przykład jakaś modelka albo inna aktorka — stwierdziła i wzruszyła ramionami. No, nie można było powiedzieć o niej, żeby miała sporo pewności siebie, więc nic dziwnego, że nie uważała siebie za wyjątkowo atrakcyjną.
— Mhm —wymruczała w odpowiedzi i skinęła delikatnie głową, wciąż nie dając mu jednoznacznej odpowiedzi na jego pytanie. Chociaż, dla niej wydawała się dość oczywista, bo to raczej było logiczne, że chętnie by u niego została, żeby spędzić z nim jeszcze więcej czasu. Sama myśl o tym, że mieliby spędzić dzisiejszą noc razem, obok siebie w jednym łóżku była dla niej naprawdę ekscytująca. — To miłe, że aż tak cię to cieszy — odparła i zaśmiała się cicho. Wyglądało na to, że Deshawnowi naprawdę zależało na tym, żeby u niego została do rana. — A kogo by nie przekonało? — zapytała i posłała mu figlarny uśmiech. — Brzmi smakowicie. Już nie mogę się doczekać tego rozpieszczania — przyznała i przygryzła delikatnie swoją dolną wargę. — Tylko będziesz mi musiał dać coś do spania. Koszulka w sumie wystarczy. Nic ze sobą nie mam — stwierdziła i westchnęła cicho. — I mam nadzieję, że trzymasz szczoteczki do zębów na zapas, bo też mi się przyda — dodała jeszcze z uśmiechem,.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek usłyszę taki komplement — zaśmiał się. Według siebie samego był złym człowiek. Był w gangu, robił naprawdę złe rzeczy, więc nic dziwnego, że miał o sobie takie mniemanie. Nawet jeśli robił to, co mu kazali i co musiał robić, bo inaczej sam by marnie skończył, to nie znaczyło to, że było to usprawiedliwione. Żadna przemoc nie była. — W to nie wątpię — rozbawiony pokręcił głową na boki. Zee sama była niesamowicie atrakcyjną kobietą, więc nic dziwnego, że miała swoje standardy. Z drugiej strony przecież tego nie zauważała i miała niskie poczucie własnej wartości. Tak czy siak, miło było mu słyszeć, że nie był byle kim.
— W takim razie może powinienem zainteresować się tematem. Chciałbym cię zobaczyć, jakbyś była o mnie zazdrosna — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Z całą pewnością nie nadawałby się do tego, żeby być sławnym, nie wspominając o tym, że lepiej było się nie wychylać, będąc byłym członkiem gangu, zwłaszcza że nie mieli żadnej pewności, że Skorpiony nie polowały na niedobitki. To, że teraz było dobrze i że czuli się swobodnie, nie znaczyło, że tak naprawdę byli bezpieczni. — Nie ma ładniejszych od ciebie, a jeśli chodzi o wygląd, to sama mogłabyś być modelką albo aktorką — wywrócił oczami. — Będę ci to powtarzał tak długo, aż w końcu nie zrozumiesz, jaka jesteś ładna — dodał. Smuciło go to, że miała takie niskie poczucie własnej wartości, bo zdecydowanie zasługiwała na to, żeby widzieć siebie samą w dobrym świetle. Było mu po prostu przykro, że miała o sobie takie złe zdanie. — Słuchaj, nie bez powodu na twoje występy przychodzi aż tyle osób. To musi o czymś świadczyć — powiedział jeszcze, licząc na to, że w ten sposób przekona ją, że rzeczywiście była atrakcyjna. Przecież w takim zawodzie liczyło się przede wszystkim to, jak kobieta wygląda i jaki ma urok osobisty.
— Po prostu od dawna wyobrażałem sobie, jakby to było spać i budzić się przy twoim boku — odparł rozbawiony. Nic dziwnego, że miał takie proste fantazje dotyczące dziewczyny, skoro ją kochał. Często łapał się na tym, że myślał, że chciałby z nią robić te wszystkie zwykłe codzienne rzeczy, które robi się, będąc z kimś w związku. — No tak, jest to dość kusząca oferta — przyznał. Pewnie każdy byłby łasy na świeże śniadanie do łóżka, przygotowanie przez kogoś bliskiego. — Możesz teraz się do tego przyzwyczajać, bo mam zamiar rozpieszczać cię na każdym kroku — uśmiechnął się do niej. Jak już mógł to robić, to nie miał zamiaru z tego nie korzystać. Zależało mu na niej i na tym, żeby jej dogadzać na każdym możliwym kroku. Pokazywać, jaka była dla niego ważna. — Ty w mojej koszulce? Nie mogę się doczekać — odparł. Coś czuł, że ten widok bardzo mu się spodoba. — Tak, mam kilka w zapasie — skinął lekko głową. No tak, całkiem zapomniał o tym, że Zee nie ma ze sobą żadnych rzeczy.
Zee
— W takim razie może powinienem zainteresować się tematem. Chciałbym cię zobaczyć, jakbyś była o mnie zazdrosna — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Z całą pewnością nie nadawałby się do tego, żeby być sławnym, nie wspominając o tym, że lepiej było się nie wychylać, będąc byłym członkiem gangu, zwłaszcza że nie mieli żadnej pewności, że Skorpiony nie polowały na niedobitki. To, że teraz było dobrze i że czuli się swobodnie, nie znaczyło, że tak naprawdę byli bezpieczni. — Nie ma ładniejszych od ciebie, a jeśli chodzi o wygląd, to sama mogłabyś być modelką albo aktorką — wywrócił oczami. — Będę ci to powtarzał tak długo, aż w końcu nie zrozumiesz, jaka jesteś ładna — dodał. Smuciło go to, że miała takie niskie poczucie własnej wartości, bo zdecydowanie zasługiwała na to, żeby widzieć siebie samą w dobrym świetle. Było mu po prostu przykro, że miała o sobie takie złe zdanie. — Słuchaj, nie bez powodu na twoje występy przychodzi aż tyle osób. To musi o czymś świadczyć — powiedział jeszcze, licząc na to, że w ten sposób przekona ją, że rzeczywiście była atrakcyjna. Przecież w takim zawodzie liczyło się przede wszystkim to, jak kobieta wygląda i jaki ma urok osobisty.
— Po prostu od dawna wyobrażałem sobie, jakby to było spać i budzić się przy twoim boku — odparł rozbawiony. Nic dziwnego, że miał takie proste fantazje dotyczące dziewczyny, skoro ją kochał. Często łapał się na tym, że myślał, że chciałby z nią robić te wszystkie zwykłe codzienne rzeczy, które robi się, będąc z kimś w związku. — No tak, jest to dość kusząca oferta — przyznał. Pewnie każdy byłby łasy na świeże śniadanie do łóżka, przygotowanie przez kogoś bliskiego. — Możesz teraz się do tego przyzwyczajać, bo mam zamiar rozpieszczać cię na każdym kroku — uśmiechnął się do niej. Jak już mógł to robić, to nie miał zamiaru z tego nie korzystać. Zależało mu na niej i na tym, żeby jej dogadzać na każdym możliwym kroku. Pokazywać, jaka była dla niego ważna. — Ty w mojej koszulce? Nie mogę się doczekać — odparł. Coś czuł, że ten widok bardzo mu się spodoba. — Tak, mam kilka w zapasie — skinął lekko głową. No tak, całkiem zapomniał o tym, że Zee nie ma ze sobą żadnych rzeczy.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire
może znacie
— W takim razie miło mi, że słyszysz go z moich ust — odparła i uśmiechnęła się delikatnie. Mówiła prawdę, bo naprawdę tak myślała. Nie powiedziała tego tylko po to, żeby sprawić mu przyjemność i się mu podlizać. Naprawdę uważała Deshawna za dobrego człowieka i czuła się przy nim bezpiecznie. Wiedziała, że mężczyzna by jej nie skrzywdził, a kiedy byli w gangu, to nie miał wyjścia… Również, tak jak ona, musiał robić te rzeczy, które mu kazano. Na jego kolejne słowa po prostu uśmiechnęła się delikatnie i pokręciła na boki głową, nieco rozbawiona. Wiadomo, że tak jak każda kobieta, również chciałaby się umawiać z atrakcyjnym i dobrym mężczyzną, więc nic dziwnego, że miała swoje standardy. Na szczęście, Lavigne jak najbardziej je spełniał.
— Nawet nie próbuj — powiedziała ostrzegawczo i posłała mu nieprzychylne spojrzenie. Nawet jeśli mężczyzna chciałby przekonać się o tym jaka była, gdy robiła się zazdrosna, to nie chciała, żeby ten doprowadzał do sytuacji, w której rzeczywiście by się tak poczuła. Na pewno byłoby jej naprawdę przykro, gdyby starszy oglądał się za innymi kobietami, nawet jeśli byłoby to w żartach i nie na poważnie. Uważała też, że nie byłoby to zbyt miłe. Trochę jakby się z nią drażnił, a nie lubiła takiego zachowania, zwłaszcza względem samej siebie; zwłaszcza przez osobę, na której jej zależało i która była dla niej ważna. — No już nie przesadzajmy… — odparła w odpowiedzi na jego słowa i przewróciła oczami. Cóż, ona na pewno nie powiedziałaby o sobie, że miała urodę modelki albo aktorki, ale to, że miała bardzo niskie poczucie własnej wartości nie było żadną tajemnicą. Nie dostrzegała tego, że naprawdę była ładną, atrakcyjną młodą kobietą, ale nie można jej się było dziwić, skoro przez dłuższy czas była traktowana w przedmiotowy sposób. Chyba każdy na jej miejscu nie potrafiłby w sobie dostrzec pozytywów, gdyby musiał przejść przez to, przez co przeszła ona. — Aż taki uparty będziesz? — zapytała i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu, zaraz kręcąc na boki głową. — No… Powiedzmy — stwierdziła i westchnęła bezgłośnie. Akurat temu co powiedział teraz Deshawn rzeczywiście nie mogła zaprzeczyć, bo było w tym trochę racji. Jakby nie było, akurat jej występy były dość popularne w klubie i zawsze sporo osób schodziło się, żeby ją oglądać na scenie.
— Ja też zastanawiałam się jakby to było, gdybym mogła codziennie mieć cię przy swoim boku w łóżku — odparła i uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła zaprzeczyć temu, że były to naprawdę przyjemne wyobrażenia. Teraz wyglądało na to, że w końcu staną się rzeczywistością. Aż ciężko jej było w to uwierzyć. — Mhm — wymruczała i pokiwała delikatnie głową, zgadzając się z nim. Tak kusząca, że ciężko było odmówić. — Hmmm… W takim razie już nie mogę się doczekać. Tylko bylebym się nie rozbestwiła — stwierdziła i zaśmiała się krótko. Na pewno bycie traktowanym w taki sposób to będzie dla niej miła odmiana. Na jego kolejne słowa uśmiechnęła się delikatnie. — No nic innego do spania się raczej nie nada — stwierdziła. Skłamałby jednak, gdyby powiedziała, że sama chętnie nie chciałaby wskoczyć w jego ubrania. — Świetnie. W takim razie pozwolisz, że jedną ci ukradnę — odparła. Nie miała pojęcia, że tak to się wszystko dzisiaj potoczy, bo gdyby tak było, to na pewno przyjechałaby do Deshawna bardziej przygotowana.
Rouge
— Nawet nie próbuj — powiedziała ostrzegawczo i posłała mu nieprzychylne spojrzenie. Nawet jeśli mężczyzna chciałby przekonać się o tym jaka była, gdy robiła się zazdrosna, to nie chciała, żeby ten doprowadzał do sytuacji, w której rzeczywiście by się tak poczuła. Na pewno byłoby jej naprawdę przykro, gdyby starszy oglądał się za innymi kobietami, nawet jeśli byłoby to w żartach i nie na poważnie. Uważała też, że nie byłoby to zbyt miłe. Trochę jakby się z nią drażnił, a nie lubiła takiego zachowania, zwłaszcza względem samej siebie; zwłaszcza przez osobę, na której jej zależało i która była dla niej ważna. — No już nie przesadzajmy… — odparła w odpowiedzi na jego słowa i przewróciła oczami. Cóż, ona na pewno nie powiedziałaby o sobie, że miała urodę modelki albo aktorki, ale to, że miała bardzo niskie poczucie własnej wartości nie było żadną tajemnicą. Nie dostrzegała tego, że naprawdę była ładną, atrakcyjną młodą kobietą, ale nie można jej się było dziwić, skoro przez dłuższy czas była traktowana w przedmiotowy sposób. Chyba każdy na jej miejscu nie potrafiłby w sobie dostrzec pozytywów, gdyby musiał przejść przez to, przez co przeszła ona. — Aż taki uparty będziesz? — zapytała i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu, zaraz kręcąc na boki głową. — No… Powiedzmy — stwierdziła i westchnęła bezgłośnie. Akurat temu co powiedział teraz Deshawn rzeczywiście nie mogła zaprzeczyć, bo było w tym trochę racji. Jakby nie było, akurat jej występy były dość popularne w klubie i zawsze sporo osób schodziło się, żeby ją oglądać na scenie.
— Ja też zastanawiałam się jakby to było, gdybym mogła codziennie mieć cię przy swoim boku w łóżku — odparła i uśmiechnęła się delikatnie. Nie mogła zaprzeczyć temu, że były to naprawdę przyjemne wyobrażenia. Teraz wyglądało na to, że w końcu staną się rzeczywistością. Aż ciężko jej było w to uwierzyć. — Mhm — wymruczała i pokiwała delikatnie głową, zgadzając się z nim. Tak kusząca, że ciężko było odmówić. — Hmmm… W takim razie już nie mogę się doczekać. Tylko bylebym się nie rozbestwiła — stwierdziła i zaśmiała się krótko. Na pewno bycie traktowanym w taki sposób to będzie dla niej miła odmiana. Na jego kolejne słowa uśmiechnęła się delikatnie. — No nic innego do spania się raczej nie nada — stwierdziła. Skłamałby jednak, gdyby powiedziała, że sama chętnie nie chciałaby wskoczyć w jego ubrania. — Świetnie. W takim razie pozwolisz, że jedną ci ukradnę — odparła. Nie miała pojęcia, że tak to się wszystko dzisiaj potoczy, bo gdyby tak było, to na pewno przyjechałaby do Deshawna bardziej przygotowana.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Dobrze, nie będę — zaśmiał się. Nie miał zamiaru doprowadzać do sytuacji, w której musiałaby czuć o niego zazdrosna. Nie musiał sobie podbijać ego w taki sposób, bo nie był takim typem faceta. Nie miał też zamiaru lecieć na dwa fronty, zwłaszcza kiedy w grę wchodziła Zee. Nie wybaczyłby sobie, gdyby odwalił coś, przez co byłaby na niego zła albo nie chciała mieć z nim do czynienia. Mimo wszystko trochę był ciekaw, jakby się zachowywała, gdyby jednak była o niego zazdrosna. Nie miał jednak zamiaru tego testować, żeby niepotrzebnie jej nie denerwować. — Nie przesadzam — wywrócił oczami. — Myślę, że jakby ktoś cię odkrył, to mogłabyś zrobić karierę. Zresztą, sama się o tym przekonasz, jak już uporamy się z tym kontem dla ciebie. Z profesjonalnymi fotkami i specem od social mediów na pewno się wybijesz. Wtedy to ja będę zazdrosny o te wszystkie komentarze, jakie faceci będą wypisywać pod twoimi zdjęciami — odparł rozbawiony. Cóż, prawda była taka, że rzeczywiście będzie zazdrosny, widząc, jak faceci się do niej ślinią. Już był, kiedy wychodziła na scenę i ci wszyscy faceci się na nią gapili, pożerając ją wzrokiem. Wiedział jednak, że to była jej praca i że nie powinien brać tego do siebie, bo podchodziła do tego profesjonalnie i dawała kosza każdemu, kto do niej podbijał. Nie bał się, że skusi się na romans ze swoim fanem. — Wszystko po to, żebyś zaczęła dostrzegać w sobie wszystko to, co ja w tobie dostrzegam — rozbawiony pokręcił lekko głową na boki. Cholernie zależało mu na tym, żeby zaczęła dostrzegać swoje zalety. Uważał, że na pewno dobrze by jej to zrobiło, gdyby zaczęła siebie doceniać. Na pewno byłoby jej przyjemniej w życiu. Nieważne, co się mówiło, to było ważne, żeby się sobie podobać. — Jesteś perełką naszego klubu — powiedział wprost i wzruszył lekko ramionami. Rzeczywiście tak uważał. Na jej występach była zawsze pełna sala. Inne dziewczyny nie mogły się tym pochwalić.
— W takim razie będziemy się mogli o tym przekonać — uśmiechnął się do niej delikatnie. Był podekscytowany tym, że spędzą ze sobą noc, nawet jeśli do niczego więcej między nimi nie dojdzie. Sama jej bliskość to było dla niego coś. Czuł się przy niej jak zakochany nastolatek, ale nic dziwnego, skoro to był pierwszy raz, kiedy kogoś tak szczerze pokochał. — A może właśnie chcę cię rozbestwić? — powiedział i puścił jej oczko. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby ciągle zabiegać o jej względy i sprawiać jej przyjemność na przeróżny sposób. — To prawda — przyznał jej rację. — Myślę, że za bardzo przez to nie zbiednieję i jakoś się po tym pozbieram — zaśmiał się. — A nawet jakbym żadnej nie miał, to poleciałbym teraz do sklepu, byle byś tylko mogła u mnie zostać — dodał. Nie byłby to dla niego problem, bo bardzo zależało mu na tym, żeby u niego została. Na szczęście jednak nie było takiej konieczności.
Zee
— W takim razie będziemy się mogli o tym przekonać — uśmiechnął się do niej delikatnie. Był podekscytowany tym, że spędzą ze sobą noc, nawet jeśli do niczego więcej między nimi nie dojdzie. Sama jej bliskość to było dla niego coś. Czuł się przy niej jak zakochany nastolatek, ale nic dziwnego, skoro to był pierwszy raz, kiedy kogoś tak szczerze pokochał. — A może właśnie chcę cię rozbestwić? — powiedział i puścił jej oczko. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby ciągle zabiegać o jej względy i sprawiać jej przyjemność na przeróżny sposób. — To prawda — przyznał jej rację. — Myślę, że za bardzo przez to nie zbiednieję i jakoś się po tym pozbieram — zaśmiał się. — A nawet jakbym żadnej nie miał, to poleciałbym teraz do sklepu, byle byś tylko mogła u mnie zostać — dodał. Nie byłby to dla niego problem, bo bardzo zależało mu na tym, żeby u niego została. Na szczęście jednak nie było takiej konieczności.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDante RamosAstor Saint-Vire