26 lat/a,
188 cm
profesjonalnie doprowadza do szału w
w miejscach, w których się pojawi
masz sporą szansę, że trafisz
16 MARCA 2020, MONTREAL
MISTRZOSTWA ŚWIATA W ŁYŻWIARSTWIE FIGUROWYM
Sunął ustami po ciele Etienne, poświęcając miejscom niemal nabożną uwagę. Jego dłonie uciskały spięte mięśnie, chcąc przynieść im ulgę przed najważniejszym wydarzeniem sezonu. Wyważone ruchy miały w sobie niemal medyczną precyzję wymieszaną z czułością; świadomość, że wspierał partnera przed potyczką na lodzie była odprężająca i pomagała mu zapomnieć o własnym stresie.
Wychodził z założenia, że obaj mieli równe szanse; nie mówił o tym wprost, ale cieszyłby się z jego wygranej równie mocno, co ze swojej (choć, oczywiście, nie zamierzał odpuszczać i dawać forów Martelowi). 一 Jesteś taki spięty, kochanie 一 szepnął wprost do ucha chłopaka.
Odwrócił głowę, gdy zarejestrował głośniejszy dźwięk. Montrealskie ulice tętniły życiem; szczelne okna tłumiły zgiełk miasta, ale co jakiś czas hałasy przerywały ciszę hotelowego pokoju. 一 Twój trener chyba nie będzie zadowolony z tego, że zaprosiłeś do pokoju największego rywala 一 kontynuował, delikatnie zahaczając zębami o sutek kochanka. 一 Muszę dać ci odpocząć.
6 LUTEGO 2022, PEKIN
ZIMOWE IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
Patrzył na niego z bolesną świadomością niemożności skrócenia dystansu; celowo nie podchodził bliżej, aby przypadkiem nie usłyszeć strzępka rozmowy czy trafnej uwagi związanej z przygotowaniem tafli lodowiska.
Uniósł lekko kąciki ust, widząc jak Etienne poprawia kołnierzyk bluzy; upływ lat niczego nie zmieniał, bo chłopakowi towarzyszyły nadal te same 一 opanowane do perfekcji 一 gesty, które Flavio znał praktycznie na pamięć.
Tęsknił; żałował nieprzemyślanych słów, ale duma i niewypowiedziany żal uniemożliwiały mu wyciągnięcie ręki (nawet w geście symbolicznego, sportowego pojednania). Nie potrafił się do tego zmusić nawet w chwilach słabości, bo natychmiast uderzały w niego wspomnienia awantury. Niekontrolowana wymiana zdań przekreśliła ich wspólną przyszłość; parę słów, które padły w przypływie czystej złości i uderzyły prosto w najczulsze punkty ich wspólnej historii, zniszczyły ich.
Zniszczyły j e g o, bo nie umiał sobie wybaczyć.
29 KWIETNIA 2026, NOWY ORLEAN
POSIADŁOŚĆ KLUBU SPORTOWEGO BEAUMONTÓW
Wpadł do budynku klubu usytuowanego w najbliższym sąsiedztwie lodowiska. Uwielbiał moment, w którym wracał do ścisłego reżimu i regularnych treningów w miejscu, które znał jak własną kieszeń. Nowoorleańskie popołudnia bywały duszne i męczące, ale tutaj, w klubie, wysoka wilgoć przestawała istnieć, bo liczyła się tylko precyzja i bycie l e p s z y m.
Przekroczywszy próg kuchni, natknął się na Etienne; zmierzywszy chłopaka uważnym spojrzeniem, zacisnął szczękę i uciekł wzrokiem. Oczywiście, że powinien się go tu spodziewać; jak mógł zapomnieć przygotować się na spotkanie? Koncentrując się na swoim celu 一 kostkarce do lodu w drzwiach lodówki 一 zastanawiał się, czym zasłużył sobie na piekło, w którym się znalazł.
Dlaczego akurat teraz? Dlaczego w momencie, w którym konfrontacja była nie tylko zbyteczna, ale także raniąca?
Miesiąc temu rozstał się z chłopakiem, a dziś los stawiał na jego drodze poprzedniego i w mniemaniu Flavio nie było gorszego scenariusza. 一 Zaraz stąd idę 一 mruknął obojętnym (dziwnie chłodnym) tonem. W Nowym Orleanie kwitły magnolie, słońce prażyło niemiłosiernie, ale pomiędzy nimi panowała wieczna zima, której żaden nie potrafił zakończyć. 一 W tym roku mam pokój po drugiej stronie budynku 一 poinformował.
Po jaką cholerę wdawał się w jakąkolwiek interakcję?
Przecież powinien milczeć, bo Martel nie był osobą, przed którą należało się tłumaczyć.
Etienne Martel
MISTRZOSTWA ŚWIATA W ŁYŻWIARSTWIE FIGUROWYM
Sunął ustami po ciele Etienne, poświęcając miejscom niemal nabożną uwagę. Jego dłonie uciskały spięte mięśnie, chcąc przynieść im ulgę przed najważniejszym wydarzeniem sezonu. Wyważone ruchy miały w sobie niemal medyczną precyzję wymieszaną z czułością; świadomość, że wspierał partnera przed potyczką na lodzie była odprężająca i pomagała mu zapomnieć o własnym stresie.
Wychodził z założenia, że obaj mieli równe szanse; nie mówił o tym wprost, ale cieszyłby się z jego wygranej równie mocno, co ze swojej (choć, oczywiście, nie zamierzał odpuszczać i dawać forów Martelowi). 一 Jesteś taki spięty, kochanie 一 szepnął wprost do ucha chłopaka.
Odwrócił głowę, gdy zarejestrował głośniejszy dźwięk. Montrealskie ulice tętniły życiem; szczelne okna tłumiły zgiełk miasta, ale co jakiś czas hałasy przerywały ciszę hotelowego pokoju. 一 Twój trener chyba nie będzie zadowolony z tego, że zaprosiłeś do pokoju największego rywala 一 kontynuował, delikatnie zahaczając zębami o sutek kochanka. 一 Muszę dać ci odpocząć.
6 LUTEGO 2022, PEKIN
ZIMOWE IGRZYSKA OLIMPIJSKIE
Patrzył na niego z bolesną świadomością niemożności skrócenia dystansu; celowo nie podchodził bliżej, aby przypadkiem nie usłyszeć strzępka rozmowy czy trafnej uwagi związanej z przygotowaniem tafli lodowiska.
Uniósł lekko kąciki ust, widząc jak Etienne poprawia kołnierzyk bluzy; upływ lat niczego nie zmieniał, bo chłopakowi towarzyszyły nadal te same 一 opanowane do perfekcji 一 gesty, które Flavio znał praktycznie na pamięć.
Tęsknił; żałował nieprzemyślanych słów, ale duma i niewypowiedziany żal uniemożliwiały mu wyciągnięcie ręki (nawet w geście symbolicznego, sportowego pojednania). Nie potrafił się do tego zmusić nawet w chwilach słabości, bo natychmiast uderzały w niego wspomnienia awantury. Niekontrolowana wymiana zdań przekreśliła ich wspólną przyszłość; parę słów, które padły w przypływie czystej złości i uderzyły prosto w najczulsze punkty ich wspólnej historii, zniszczyły ich.
Zniszczyły j e g o, bo nie umiał sobie wybaczyć.
29 KWIETNIA 2026, NOWY ORLEAN
POSIADŁOŚĆ KLUBU SPORTOWEGO BEAUMONTÓW
Wpadł do budynku klubu usytuowanego w najbliższym sąsiedztwie lodowiska. Uwielbiał moment, w którym wracał do ścisłego reżimu i regularnych treningów w miejscu, które znał jak własną kieszeń. Nowoorleańskie popołudnia bywały duszne i męczące, ale tutaj, w klubie, wysoka wilgoć przestawała istnieć, bo liczyła się tylko precyzja i bycie l e p s z y m.
Przekroczywszy próg kuchni, natknął się na Etienne; zmierzywszy chłopaka uważnym spojrzeniem, zacisnął szczękę i uciekł wzrokiem. Oczywiście, że powinien się go tu spodziewać; jak mógł zapomnieć przygotować się na spotkanie? Koncentrując się na swoim celu 一 kostkarce do lodu w drzwiach lodówki 一 zastanawiał się, czym zasłużył sobie na piekło, w którym się znalazł.
Dlaczego akurat teraz? Dlaczego w momencie, w którym konfrontacja była nie tylko zbyteczna, ale także raniąca?
Miesiąc temu rozstał się z chłopakiem, a dziś los stawiał na jego drodze poprzedniego i w mniemaniu Flavio nie było gorszego scenariusza. 一 Zaraz stąd idę 一 mruknął obojętnym (dziwnie chłodnym) tonem. W Nowym Orleanie kwitły magnolie, słońce prażyło niemiłosiernie, ale pomiędzy nimi panowała wieczna zima, której żaden nie potrafił zakończyć. 一 W tym roku mam pokój po drugiej stronie budynku 一 poinformował.
Po jaką cholerę wdawał się w jakąkolwiek interakcję?
Przecież powinien milczeć, bo Martel nie był osobą, przed którą należało się tłumaczyć.
Etienne Martel
Paralyzed. Traumatized. Quiet the noises. All my life all of my thoughts are poisoned.
Whispers of life
Myre
Pierwsza miłość w roku 2020 była innym rodzajem magii, niż ta, którą poznał wcześniej. Miał zaledwie siedemnaście lat, brał udział w mistrzostwach świata w łyżwiarstwie figurowym i szeptał wyznania miłości do ucha chłopaka, który 一 jak mu się wtedy wydawało 一 jest nie tylko jego pierwszym, ale i jedynym. Dwa lata później nadeszły igrzyska olimpijskie, a wraz z nimi rozczarowanie, które znacznie wpłynęło na jego kondycję. To zdecydowanie nie był jego rok, zarówno w sporcie, jak i miłości. Po tej porażce i bolesnym rozstaniu postanowił skupić się już tylko na swojej karierze i łyżwiarstwie, co jednak nie do końca mu się udało, bo zaledwie rok później znalazł pocieszenie w ramionach łyżwiarki, z którą związek nie był tak spektakularny, jak poprzednia relacja, ale był stabilny i tym razem publiczny. On był solistą, ona tańczyła na lodzie w duecie, wspierali się, brali aktywny udział w głośnych wydarzeniach i byli aktywni w social mediach, co było lubiane przez fanów łyżwiarstwa, szczególnie tych młodszych. W pewnym momencie okrzyknięto ich najbardziej idealną parą łyżwiarzy.
Kłopoty w raju zaczęły się kilka tygodni przed przyjazdem do klubu sportowego, a przynajmniej oficjalnie, bo prawda była taka, że Etienne od wielu miesięcy czuł, że to nie jest to. Wendy z biegiem czasu stała się bardzo zaborcza i w pewnym momencie, ignorując jego niechęć, zaczęła naciskać na niego, aby upubliczniali swoje życie coraz bardziej. Do tego stopnia, że prawie nic nie pozostawało prywatne. Oczywiście nie byli wulgarni i nie udostępniali nic dwuznacznego (seks i tak nigdy nie był rewelacyjny, a od sześciu, może siedmiu miesięcy, był bardziej czymś w rodzaju powinności), bo zależało im na dawaniu przykładu młodszym od siebie.
Dziewczyna była wielce zaskoczona, gdy Etienne powiedział, że powinni się rozstać. Nie był pewien czy po prostu ignorowała wszystkie znaki, czy może wcale nie była aż tak inteligentna, za jaką ją miał. Mówił, że mu przykro, że do siebie nie pasują, że czas na ruszenie własną drogą i dla własnego dobra powinni załatwić to w pokoju i zostać przyjaciółmi, a w mediach wspólnie dodać odpowiednie oświadczenie, ubierając je w ładne wyjaśnienia.
Niestety Wendy nie chciała przyjmować nic z tego do wiadomości. Bagatelizowała to, co jej mówił, może nawet niedokładnie słuchała, będąc chyba przekonaną, że to tylko przejściowe marudzenie i Etienne wcale nie ma tego na serio na myśli.
Dotarło to do niej, a przynajmniej zaczęło docierać, krótko przed wyjazdem do posiadłości Beaumontów, gdzie jak zwykle trenowali i mieszkali w sezonie. Nagle wpadła w histerię, kiedy wytłumaczył jej swoją decyzję jeszcze raz, tym razem bardziej konkretnie, co sprawiło, że nie bardzo wiedział jak się zachować. Nie chciał jej skrzywdzić, ale też nie mógł pozwolić wejść sobie na głowę, nie po to to wszystko. Musiał ciągle sobie przypominać, że chciał się wyrwać z relacji, która nie dawała mu szczęścia. Gorzej, że przez kilka kolejnych miesięcy będą musieli mieszkać w jednym domu, mijać się na korytarzach, korzystać z tej samej kuchni, jeść przy jednym stole i wpadać na siebie pomiędzy treningami albo na lodowisku.
Kolejnym wyzwaniem było to, że to samo czeka go z jego ex chłopakiem. W poprzednim roku było bardzo niezręcznie, a teraz będzie mieszkał nie z jednym, a z dwójką swoich ex i skłamałby, gdyby powiedział, że trochę go to nie stresowało. Kiedy dojechał już na miejsce i pożegnał się z rodzicami, którzy go przywieźli, postanowił, że chociaż spróbuje jakoś się rozluźnić i skupić po prostu na trenowaniu i wygrywaniu. no i naprawdę był strasznie podekscytowanym rozpoczęciem kolejnego sezonu. Robił to, co kochał. Regularne treningi, muzyka, łyżwy i taniec na lodzie to było właśnie to, po co się urodził.
Spędził chwilę w pokoju, wziął prysznic po podróży i przebrał się w wygodniejsze ciuchy, po czym skoczył do kuchni, żeby sprawdzić czy są gdzieś słone orzeszki i napić się soku pomarańczowego. Ze szklanką w dłoni usiadł przy wyspie kuchennej, na jednym z wysokich krzeseł i napił się, zerkając jednocześnie na wyświetlacz swojego telefonu. Wtedy do pomieszczenia wszedł Flavio, a Etienne spiął się nieznacznie, chociaż nie uciekł wzrokiem, w odróżnieniu od drugiego łyżwiarza. Westchnął na jego słowa ciężko, bo zrobiło mu się dziwnie, kiedy usłyszał, że ten zmienił pokój w swoim własnym domu tylko dlatego, żeby znowu nie sąsiadować z nim. Nie potrafił opanować przyspieszonego bicia serca.
一 Posłuchaj… Nie chcę, żeby między nami było tak, jak ostatnio 一 mruknął, co kosztowało go naprawdę wiele wysiłku. Jego francuski akcent nie był już tak mocny, jak kilka lat temu, ale nadal słyszalny. 一 Nie musimy się przyjaźnić, ale chociaż… Nie utrudniajmy sobie tego, w porządku? Spróbujmy być chociaż neutralni. Jak… zwykli znajomi 一 powiedział i przełknął trochę nerwowo ślinę. To było takie dziwne. Jeszcze kilka lat wcześniej nie widzieli świata poza sobą i wszystko przychodziło im tak łatwo i swobodnie. Może czasami trochę za tym tęsknił, bo gdy patrzył na niego, nawet po dłuższym czasie, czuł dreszcz emocji i nie potrafił się go pozbyć, nawet kiedy bardzo chciał.
flavio c. beaumont
Kłopoty w raju zaczęły się kilka tygodni przed przyjazdem do klubu sportowego, a przynajmniej oficjalnie, bo prawda była taka, że Etienne od wielu miesięcy czuł, że to nie jest to. Wendy z biegiem czasu stała się bardzo zaborcza i w pewnym momencie, ignorując jego niechęć, zaczęła naciskać na niego, aby upubliczniali swoje życie coraz bardziej. Do tego stopnia, że prawie nic nie pozostawało prywatne. Oczywiście nie byli wulgarni i nie udostępniali nic dwuznacznego (seks i tak nigdy nie był rewelacyjny, a od sześciu, może siedmiu miesięcy, był bardziej czymś w rodzaju powinności), bo zależało im na dawaniu przykładu młodszym od siebie.
Dziewczyna była wielce zaskoczona, gdy Etienne powiedział, że powinni się rozstać. Nie był pewien czy po prostu ignorowała wszystkie znaki, czy może wcale nie była aż tak inteligentna, za jaką ją miał. Mówił, że mu przykro, że do siebie nie pasują, że czas na ruszenie własną drogą i dla własnego dobra powinni załatwić to w pokoju i zostać przyjaciółmi, a w mediach wspólnie dodać odpowiednie oświadczenie, ubierając je w ładne wyjaśnienia.
Niestety Wendy nie chciała przyjmować nic z tego do wiadomości. Bagatelizowała to, co jej mówił, może nawet niedokładnie słuchała, będąc chyba przekonaną, że to tylko przejściowe marudzenie i Etienne wcale nie ma tego na serio na myśli.
Dotarło to do niej, a przynajmniej zaczęło docierać, krótko przed wyjazdem do posiadłości Beaumontów, gdzie jak zwykle trenowali i mieszkali w sezonie. Nagle wpadła w histerię, kiedy wytłumaczył jej swoją decyzję jeszcze raz, tym razem bardziej konkretnie, co sprawiło, że nie bardzo wiedział jak się zachować. Nie chciał jej skrzywdzić, ale też nie mógł pozwolić wejść sobie na głowę, nie po to to wszystko. Musiał ciągle sobie przypominać, że chciał się wyrwać z relacji, która nie dawała mu szczęścia. Gorzej, że przez kilka kolejnych miesięcy będą musieli mieszkać w jednym domu, mijać się na korytarzach, korzystać z tej samej kuchni, jeść przy jednym stole i wpadać na siebie pomiędzy treningami albo na lodowisku.
Kolejnym wyzwaniem było to, że to samo czeka go z jego ex chłopakiem. W poprzednim roku było bardzo niezręcznie, a teraz będzie mieszkał nie z jednym, a z dwójką swoich ex i skłamałby, gdyby powiedział, że trochę go to nie stresowało. Kiedy dojechał już na miejsce i pożegnał się z rodzicami, którzy go przywieźli, postanowił, że chociaż spróbuje jakoś się rozluźnić i skupić po prostu na trenowaniu i wygrywaniu. no i naprawdę był strasznie podekscytowanym rozpoczęciem kolejnego sezonu. Robił to, co kochał. Regularne treningi, muzyka, łyżwy i taniec na lodzie to było właśnie to, po co się urodził.
Spędził chwilę w pokoju, wziął prysznic po podróży i przebrał się w wygodniejsze ciuchy, po czym skoczył do kuchni, żeby sprawdzić czy są gdzieś słone orzeszki i napić się soku pomarańczowego. Ze szklanką w dłoni usiadł przy wyspie kuchennej, na jednym z wysokich krzeseł i napił się, zerkając jednocześnie na wyświetlacz swojego telefonu. Wtedy do pomieszczenia wszedł Flavio, a Etienne spiął się nieznacznie, chociaż nie uciekł wzrokiem, w odróżnieniu od drugiego łyżwiarza. Westchnął na jego słowa ciężko, bo zrobiło mu się dziwnie, kiedy usłyszał, że ten zmienił pokój w swoim własnym domu tylko dlatego, żeby znowu nie sąsiadować z nim. Nie potrafił opanować przyspieszonego bicia serca.
一 Posłuchaj… Nie chcę, żeby między nami było tak, jak ostatnio 一 mruknął, co kosztowało go naprawdę wiele wysiłku. Jego francuski akcent nie był już tak mocny, jak kilka lat temu, ale nadal słyszalny. 一 Nie musimy się przyjaźnić, ale chociaż… Nie utrudniajmy sobie tego, w porządku? Spróbujmy być chociaż neutralni. Jak… zwykli znajomi 一 powiedział i przełknął trochę nerwowo ślinę. To było takie dziwne. Jeszcze kilka lat wcześniej nie widzieli świata poza sobą i wszystko przychodziło im tak łatwo i swobodnie. Może czasami trochę za tym tęsknił, bo gdy patrzył na niego, nawet po dłuższym czasie, czuł dreszcz emocji i nie potrafił się go pozbyć, nawet kiedy bardzo chciał.
flavio c. beaumont
26 lat/a,
188 cm
profesjonalnie doprowadza do szału w
w miejscach, w których się pojawi
masz sporą szansę, że trafisz
Wracał do wspomnień częściej niż wypadałoby się przyznać; czasami wystarczał mu jeden gest, jeden wyraz wypowiedziany z charakterystycznym, francuskim akcentem (mimo upływu lat i szlifowania amerykańskiego stylu mowy, Flavio wciąż zauważał różnice, które uważał za u r o c z e), aby ich chwile wróciły do niego i utwierdziły w poczuciu bezkresnej pustki i tęsknoty za tym, czego nie dał mu żaden przelotny romans czy ostatni, poważniejszy związek.
Miał trudność w zrozumieniu, dlaczego nie mógł ruszyć naprzód; czemu akurat ta jedna relacja odcisnęła na nim piętno i dręczyła go nieprzerwanie od c z t e r e c h lat?
Żałował, że się odezwał; mając możliwość cofnięcia się w czasie, po prostu wyszedłby z kuchni bez słowa i zaszył się w swoim pokoju na drugim końcu domu, bo to było prostsze niż słuchanie słów wydobywających się z ust Etienne, które były skierowane tylko do niego.
Nie mieli szansy na ratunek; w ich głowach zachodziły odmienne procesy, dlatego Flavio prychnął, odnosząc wrażenie, że Etie próbuje osiągnąć coś nierealnego (lub mówi tylko po to, aby zatrzymać go w kuchni na dłużej).
Odsunął się od kostkarki i otworzył lodówkę, aby wyciągnąć z niej świeży sok; równocześnie nieustannie procesował beznadziejną propozycję, zastanawiając się nad w miarę cywilizowaną formą odpowiedzi.
Należało zadać sobie trafne pytanie klaryfikujące, czym było nieutrudnianie; czy zawierało się w schodzeniu sobie z drogi? A może kluczowym punktem k u m p l o w a n i a się byłoby zbijanie piątki po każdym występie na lodzie?
Na samą myśl o zwykłej znajomości poczuł nieuzasadniony strach; Beaumont nie potrafił zmusić się do neutralności, będącej czymś o wiele gorszym niż znana mu nienawiść. Z jego punktu widzenia złość i dogryzanie niosło za sobą silny bagaż; i choć niewątpliwie owy ranił, łyżwiarz miał wrażenie, że o wiele gorzej byłoby, gdyby zaczął traktować Etienne n o r m a l n i e.
Bo wtedy nie mieliby już żadnej szansy na miłość.
一 Ta, cokolwiek 一 rzucił od niechcenia, nie potrafiąc zmusić się do utkwienia wzroku w Martela. Nawet przypadkowe skrzyżowanie wzroku było zbyt bolesne; wymuszało powrót niechcianych wspomnień intymnych momentów, które wżynały się boleśnie w jego umysł i uniemożliwiały mu normalne funkcjonowanie.
Nienawidził stanu, w którym utknęli, jednocześnie nie chcąc go zmieniać, bo tylko on pozwalał pałać żywym uczuciem; bez niego nie byłoby złości na samego siebie, że wypuścił z ramion szczęście, dlatego też przeniesienie się na neutralny grunt traktował jak najgorszą karę.
Co więcej, wydawało mu się, że nie potrafił traktować Etienne jak kumpla; sama myśl, że mogliby przejść do czegoś tak prostego go przytłaczała, dlatego nie zastanawiając się długo nad bucowatością swojego zachowania, wypalił: 一 Mogę się z tobą przyjaźnić, jak wygrasz ze mną na mistrzostwach świata, a obaj wiemy, że to niemożliwe 一 odciął się brzydko, doskonale zdając sobie sprawę, iż scenariusz nie miał racji bytu.
一 Powiedz Wendy, że Max ma po sezonie, bo zjebał się ze schodów一 kłamał, egoistycznie myśląc tylko o uciszeniu swojego bólu.
Etienne Martel
Miał trudność w zrozumieniu, dlaczego nie mógł ruszyć naprzód; czemu akurat ta jedna relacja odcisnęła na nim piętno i dręczyła go nieprzerwanie od c z t e r e c h lat?
Żałował, że się odezwał; mając możliwość cofnięcia się w czasie, po prostu wyszedłby z kuchni bez słowa i zaszył się w swoim pokoju na drugim końcu domu, bo to było prostsze niż słuchanie słów wydobywających się z ust Etienne, które były skierowane tylko do niego.
Nie mieli szansy na ratunek; w ich głowach zachodziły odmienne procesy, dlatego Flavio prychnął, odnosząc wrażenie, że Etie próbuje osiągnąć coś nierealnego (lub mówi tylko po to, aby zatrzymać go w kuchni na dłużej).
Odsunął się od kostkarki i otworzył lodówkę, aby wyciągnąć z niej świeży sok; równocześnie nieustannie procesował beznadziejną propozycję, zastanawiając się nad w miarę cywilizowaną formą odpowiedzi.
Należało zadać sobie trafne pytanie klaryfikujące, czym było nieutrudnianie; czy zawierało się w schodzeniu sobie z drogi? A może kluczowym punktem k u m p l o w a n i a się byłoby zbijanie piątki po każdym występie na lodzie?
Na samą myśl o zwykłej znajomości poczuł nieuzasadniony strach; Beaumont nie potrafił zmusić się do neutralności, będącej czymś o wiele gorszym niż znana mu nienawiść. Z jego punktu widzenia złość i dogryzanie niosło za sobą silny bagaż; i choć niewątpliwie owy ranił, łyżwiarz miał wrażenie, że o wiele gorzej byłoby, gdyby zaczął traktować Etienne n o r m a l n i e.
一 Ta, cokolwiek 一 rzucił od niechcenia, nie potrafiąc zmusić się do utkwienia wzroku w Martela. Nawet przypadkowe skrzyżowanie wzroku było zbyt bolesne; wymuszało powrót niechcianych wspomnień intymnych momentów, które wżynały się boleśnie w jego umysł i uniemożliwiały mu normalne funkcjonowanie.
Nienawidził stanu, w którym utknęli, jednocześnie nie chcąc go zmieniać, bo tylko on pozwalał pałać żywym uczuciem; bez niego nie byłoby złości na samego siebie, że wypuścił z ramion szczęście, dlatego też przeniesienie się na neutralny grunt traktował jak najgorszą karę.
Co więcej, wydawało mu się, że nie potrafił traktować Etienne jak kumpla; sama myśl, że mogliby przejść do czegoś tak prostego go przytłaczała, dlatego nie zastanawiając się długo nad bucowatością swojego zachowania, wypalił: 一 Mogę się z tobą przyjaźnić, jak wygrasz ze mną na mistrzostwach świata, a obaj wiemy, że to niemożliwe 一 odciął się brzydko, doskonale zdając sobie sprawę, iż scenariusz nie miał racji bytu.
一 Powiedz Wendy, że Max ma po sezonie, bo zjebał się ze schodów一 kłamał, egoistycznie myśląc tylko o uciszeniu swojego bólu.
Etienne Martel
Paralyzed. Traumatized. Quiet the noises. All my life all of my thoughts are poisoned.
Whispers of life
Myre
Trudno było patrzeć na Flavio po tym wszystkim, co się między nimi wydarzyło. Trudno było patrzeć na jego twarz i w oczy, w które kiedyś patrzył z miłością. Obserwowanie go w sieci już było niekomfortowe, a co dopiero na żywo, kiedy dodatkowo czuł jego zapach, widział jak się porusza, słyszał głos i czasami miał nawet wrażenie, że dalej rozpoznaje jego nastrój chociażby po minie albo tonie głosu czy słowach, jakie używał. Mowa ciała też była bardzo znajoma, jakby nie minęło aż tyle czasu bez niego. Czuł, że serce bije mu szybciej, ale nie potrafił nad tym zapanować. Miał coraz większe wątpliwości czy to był dobry pomysł, żeby tutaj przyjechać. Może powinien znaleźć sobie inne miejsce? Jednocześnie było mu przykro, że Flavio tak zareagował na jego słowa, ale czego mógł się spodziewać.
Tak czy siak nie chciał być dla niego nieprzyjemny ani złośliwy, próbował w końcu wyciągnąć do niego dłoń. A on oczywiście musiał być uparty jak osioł i unosić się dumą. Znał to przecież aż za dobrze. Westchnął głęboko, trochę tym wszystkim sfrustrowany, ale nie chciał tego za bardzo po sobie pokazać. Uśmiechnął się pod nosem na jego uwagę o mistrzostwach i po chwili pokręcił po prostu głową.
一 Nie masz szans 一 powiedział, z jednej strony rozbawiony, z drugiej trochę jakby zestresowany. Chciał, żeby między nimi było w miarę ok, ale jednak nie potrafił odpuścić rywalizacji. Poza tym też miał swoją dumę. No i tak naprawdę trochę kłamał, bo po cichu uważał, że Flavio ma szansę z nim wygrać i stresował się, że nie da sobie z nim rady, bo wiedział jaki jest utalentowany, a Etienne zależało na wygranej. Jego matce zależało na wygranej, a przez to, że coraz poważniej chorowała, Martel był pod coraz większą presją, myśląc sobie, że to może być jej ostatnie poważniejsze życzenie.
Ułożył dłonie na swoich biodrach, zapominając po co tutaj tak w ogóle przyszedł i gotów był na kolejną bitwę słowną, kiedy padło coś o Maxie. Zmarszczył brwi i przez chwilę poczuł stres na myśl, że coś mu się stało. Był na tyle wyczulony na krzywdę innych, że przez moment faktycznie się przejął. Wiedział jak ciężko Max pracował z Wendy nad ich choreografią i że oboje będą załamani. Nawet zmarszczył brwi i rozchylił lekko wargi, jakby gorączkowo myśleć co powiedzieć i czy zapytać o szczegóły albo wyrazić swoje współczucie, ale w tym momencie do kuchni wparowała Wendy, mając na sobie jedynie sportowy biustonosz i krótką, sportową spódniczkę. Wyglądała jak wyjęta prosto z tenisowego kortu (albo reklamy sportowej, bo ciuchy były w pastelowych kolorach i modnie wycięte), poruszała się z gracją, włosy układały się jej idealnie, a minę miała wyniosą, na granicy pogardy.
一 Przestań Beaumont takie głupoty gadać. Dopiero się widziałam z Maxem i jest cały i zdrowy 一 powiedziała, przewracając oczami. Żuła gumę, spoglądając na łyżwiarza spod długich, doklejanych rzęs. 一 Szukasz atencji? To trafiłeś pod zły adres 一 dodała, podchodząc nieco bliżej Etienne, a ten tylko zerknął na nią kątem oka i odrobinę się odsunął, żeby nie dała rady zmniejszyć dystansu. Ona jednak niezrażona nie dawała za wygraną.
一 Możemy porozmawiać? 一 zwróciła się do Etienne, przyspieszając, a potem wsuwając dłoń pod jego, jakby chciała go zaraz wyprowadzić. Etie spojrzał na nią bez uśmiechu, po czym delikatnie zabrał jej dłoń i znowu się odsunął.
一 Nie mamy o czym, Wendy 一 odparł oschle, z cały sił powstrzymując się przed tym, aby się nad nią zlitować. Niedawno przeprowadził rozmowę ze swoim psychologiem i zgodnie doszli do wniosku (a właściwie on naprowadził Etiego na odpowiedni wniosek), że musi być twardy i konsekwentny w swoim postanowieniu rozstania, aby Wendy wcześniej czy później zobaczyła, że on wcale nie żartuje. Narazie dziewczyna się nie poddawała, ale Etie wierzył, że w końcu zostawi go w spokoju.
Chłopak nie był pewien co zrobić, więc stał w miejscu trochę zmieszany, zerkając to na Flavio, to na Wendy i najbardziej pragnął zniknąć, ale z jakiegoś powodu perspektywa przejścia obok któregokolwiek z nich (obydwoje stali bliżej obu wyjść z kuchni) po prostu go paraliżowała.
flavio c. beaumont
Tak czy siak nie chciał być dla niego nieprzyjemny ani złośliwy, próbował w końcu wyciągnąć do niego dłoń. A on oczywiście musiał być uparty jak osioł i unosić się dumą. Znał to przecież aż za dobrze. Westchnął głęboko, trochę tym wszystkim sfrustrowany, ale nie chciał tego za bardzo po sobie pokazać. Uśmiechnął się pod nosem na jego uwagę o mistrzostwach i po chwili pokręcił po prostu głową.
一 Nie masz szans 一 powiedział, z jednej strony rozbawiony, z drugiej trochę jakby zestresowany. Chciał, żeby między nimi było w miarę ok, ale jednak nie potrafił odpuścić rywalizacji. Poza tym też miał swoją dumę. No i tak naprawdę trochę kłamał, bo po cichu uważał, że Flavio ma szansę z nim wygrać i stresował się, że nie da sobie z nim rady, bo wiedział jaki jest utalentowany, a Etienne zależało na wygranej. Jego matce zależało na wygranej, a przez to, że coraz poważniej chorowała, Martel był pod coraz większą presją, myśląc sobie, że to może być jej ostatnie poważniejsze życzenie.
Ułożył dłonie na swoich biodrach, zapominając po co tutaj tak w ogóle przyszedł i gotów był na kolejną bitwę słowną, kiedy padło coś o Maxie. Zmarszczył brwi i przez chwilę poczuł stres na myśl, że coś mu się stało. Był na tyle wyczulony na krzywdę innych, że przez moment faktycznie się przejął. Wiedział jak ciężko Max pracował z Wendy nad ich choreografią i że oboje będą załamani. Nawet zmarszczył brwi i rozchylił lekko wargi, jakby gorączkowo myśleć co powiedzieć i czy zapytać o szczegóły albo wyrazić swoje współczucie, ale w tym momencie do kuchni wparowała Wendy, mając na sobie jedynie sportowy biustonosz i krótką, sportową spódniczkę. Wyglądała jak wyjęta prosto z tenisowego kortu (albo reklamy sportowej, bo ciuchy były w pastelowych kolorach i modnie wycięte), poruszała się z gracją, włosy układały się jej idealnie, a minę miała wyniosą, na granicy pogardy.
一 Przestań Beaumont takie głupoty gadać. Dopiero się widziałam z Maxem i jest cały i zdrowy 一 powiedziała, przewracając oczami. Żuła gumę, spoglądając na łyżwiarza spod długich, doklejanych rzęs. 一 Szukasz atencji? To trafiłeś pod zły adres 一 dodała, podchodząc nieco bliżej Etienne, a ten tylko zerknął na nią kątem oka i odrobinę się odsunął, żeby nie dała rady zmniejszyć dystansu. Ona jednak niezrażona nie dawała za wygraną.
一 Możemy porozmawiać? 一 zwróciła się do Etienne, przyspieszając, a potem wsuwając dłoń pod jego, jakby chciała go zaraz wyprowadzić. Etie spojrzał na nią bez uśmiechu, po czym delikatnie zabrał jej dłoń i znowu się odsunął.
一 Nie mamy o czym, Wendy 一 odparł oschle, z cały sił powstrzymując się przed tym, aby się nad nią zlitować. Niedawno przeprowadził rozmowę ze swoim psychologiem i zgodnie doszli do wniosku (a właściwie on naprowadził Etiego na odpowiedni wniosek), że musi być twardy i konsekwentny w swoim postanowieniu rozstania, aby Wendy wcześniej czy później zobaczyła, że on wcale nie żartuje. Narazie dziewczyna się nie poddawała, ale Etie wierzył, że w końcu zostawi go w spokoju.
Chłopak nie był pewien co zrobić, więc stał w miejscu trochę zmieszany, zerkając to na Flavio, to na Wendy i najbardziej pragnął zniknąć, ale z jakiegoś powodu perspektywa przejścia obok któregokolwiek z nich (obydwoje stali bliżej obu wyjść z kuchni) po prostu go paraliżowała.
flavio c. beaumont
26 lat/a,
188 cm
profesjonalnie doprowadza do szału w
w miejscach, w których się pojawi
masz sporą szansę, że trafisz
一 Chcesz się założyć? 一 zaproponował. Nie miał pojęcia, co robił; zdawało się, że postradał zmysły, bo zakład zdawał się być pomysłem najgorszym z możliwych. 一 O co chcesz 一 podbił stawkę, mając już stuprocentową pewność, że brakowało mu piątej klepki.
Po jaką cholerę angażował się w to wszystko?
Dlaczego nie potrafił odpuścić i dążył do jakiegoś absurdalnego zakładu, który na pewno przyniesie więcej szkody niż pożytku?
Nie zakodował kiedy zrobił krok w jego stronę i uratowało go chyba tylko to, że wkrótce zmienili temat (i że zaraz potem do kuchni weszła również Wendy). Flavio zmierzył ją uważnym spojrzeniem i posłał jej pogardliwe spojrzenie; z wielu powodów jej nie lubił, dlatego nawet nie planował zachowywać się uprzejmie. 一 Szukam świętego spokoju, od twojej parszywej mordy 一 odpysknął, nie przejmując się tym, że znajdował się w gorszej pozycji (w jego umyśle, dopóki nie usłyszał kolejnych słów, było dwa na jednego).
Uwaga Martela zmieniła jednak jego podejście do sytuacji; przez ciało Beaumonta przeszedł dziwny dreszcz (dałby wiele, żeby się go pozbyć), a usta wygięły się w tryumfalnym uśmiechu. 一 O to ciekawe 一 rzucił, wcinając się w dyskusję Wendy i Etienne. Patrzył to na jedno, to na drugie, aż na jego twarzy pojawił się słaby 一 może lekko złośliwy 一 uśmiech. 一 Kłopoty w raju? Kto by się spodziewał? 一 kontynuował, nie potrafiąc się powstrzymać.
Trudno było skategoryzować jego zachowanie; z jednej strony można było powiedzieć, że zachowywał się jak zazdrosny kretyn, z drugiej jak skończony idiota (który, de facto, był), a z jeszcze innej, że po prostu źle znosił obecność ich obojga, przez co nie mógł zmusić się do jakichkolwiek uprzejmości.
Atmosfera gęstniała z każdą sekundą; Flavio odnosił wrażenie, że było coraz bardziej niezręcznie, dlatego postanowił ewakuować się z kuchni. Zabrawszy swoją szklankę, wyszedł z pomieszczenia i nie oglądając się za siebie, ruszył pośpiesznie do swojego pokoju.
Bo co to, do cholery, było?
Powoli przyzwyczajał się do nowej rutyny; wciąż trudno było mu zaakceptować, że w tym roku miał pokój po przeciwnej stronie domu, ale wiedział, że to wszystko dla dobra każdego z wychowanków ośrodka.
Obowiązki związane z trenowaniem nie zwalniały go jednak z opieki nad młodym pieskiem; Felicio był w jego rodzinie od paru miesięcy i jak na razie podbijał serce każdej napotkanej osoby. Nie inaczej musiało być, kiedy w drodze ze spaceru do ośrodka wpadli na Martela 一 piesek natychmiast, nie reagując na jakiekolwiek słowo, ruszył w jego stronę, chcąc się przywitać. 一 Felicio, nie! 一 krzyknął, gdy puchata kulka zaczęła domagać się czułości.
Dlaczego ciążyło nad nim cholerne fatum, które ładowało go w takie sytuacje?
Ze spuszczoną głową szedł w kierunku Martela, chcąc uwolnić go od radosnego, małego pieska, który był najsłodszą wersją samego siebie. 一 Do mnie 一 mruknął niecierpliwie, wzdychając ciężko, gdy okazało się, że komenda zdała się na niewiele.
Etienne Martel
Po jaką cholerę angażował się w to wszystko?
Dlaczego nie potrafił odpuścić i dążył do jakiegoś absurdalnego zakładu, który na pewno przyniesie więcej szkody niż pożytku?
Nie zakodował kiedy zrobił krok w jego stronę i uratowało go chyba tylko to, że wkrótce zmienili temat (i że zaraz potem do kuchni weszła również Wendy). Flavio zmierzył ją uważnym spojrzeniem i posłał jej pogardliwe spojrzenie; z wielu powodów jej nie lubił, dlatego nawet nie planował zachowywać się uprzejmie. 一 Szukam świętego spokoju, od twojej parszywej mordy 一 odpysknął, nie przejmując się tym, że znajdował się w gorszej pozycji (w jego umyśle, dopóki nie usłyszał kolejnych słów, było dwa na jednego).
Uwaga Martela zmieniła jednak jego podejście do sytuacji; przez ciało Beaumonta przeszedł dziwny dreszcz (dałby wiele, żeby się go pozbyć), a usta wygięły się w tryumfalnym uśmiechu. 一 O to ciekawe 一 rzucił, wcinając się w dyskusję Wendy i Etienne. Patrzył to na jedno, to na drugie, aż na jego twarzy pojawił się słaby 一 może lekko złośliwy 一 uśmiech. 一 Kłopoty w raju? Kto by się spodziewał? 一 kontynuował, nie potrafiąc się powstrzymać.
Trudno było skategoryzować jego zachowanie; z jednej strony można było powiedzieć, że zachowywał się jak zazdrosny kretyn, z drugiej jak skończony idiota (który, de facto, był), a z jeszcze innej, że po prostu źle znosił obecność ich obojga, przez co nie mógł zmusić się do jakichkolwiek uprzejmości.
Atmosfera gęstniała z każdą sekundą; Flavio odnosił wrażenie, że było coraz bardziej niezręcznie, dlatego postanowił ewakuować się z kuchni. Zabrawszy swoją szklankę, wyszedł z pomieszczenia i nie oglądając się za siebie, ruszył pośpiesznie do swojego pokoju.
Bo co to, do cholery, było?
Powoli przyzwyczajał się do nowej rutyny; wciąż trudno było mu zaakceptować, że w tym roku miał pokój po przeciwnej stronie domu, ale wiedział, że to wszystko dla dobra każdego z wychowanków ośrodka.
Obowiązki związane z trenowaniem nie zwalniały go jednak z opieki nad młodym pieskiem; Felicio był w jego rodzinie od paru miesięcy i jak na razie podbijał serce każdej napotkanej osoby. Nie inaczej musiało być, kiedy w drodze ze spaceru do ośrodka wpadli na Martela 一 piesek natychmiast, nie reagując na jakiekolwiek słowo, ruszył w jego stronę, chcąc się przywitać. 一 Felicio, nie! 一 krzyknął, gdy puchata kulka zaczęła domagać się czułości.
Dlaczego ciążyło nad nim cholerne fatum, które ładowało go w takie sytuacje?
Ze spuszczoną głową szedł w kierunku Martela, chcąc uwolnić go od radosnego, małego pieska, który był najsłodszą wersją samego siebie. 一 Do mnie 一 mruknął niecierpliwie, wzdychając ciężko, gdy okazało się, że komenda zdała się na niewiele.
Etienne Martel
Paralyzed. Traumatized. Quiet the noises. All my life all of my thoughts are poisoned.
Whispers of life
Myre
Poznał Flavio jak miał zaledwie piętnaście lat i został on nie tylko jego pierwszym przyjacielem, ale i najlepszym i chyba takim jedynym prawdziwym. Przez ostatnie pięć lat tęsknił za nim jak szalony. Bolało go, że złamali swoje przyrzeczenie bycia przyjaciółmi już na zawsze. Związek z Wendy upewnił go jedynie w tym, że nikt nie zastąpi mu Flavio, nie tylko jako kochanka, ale przede wszystkim osobę, z którą rozumiał się na każdej płaszczyźnie. Nigdy nie przestał go kochać, nawet jeżeli przez jakiś czas było między nimi paskudnie. Żałował tego, ale nie miał pojęcia jak to naprawić i czy w ogóle można to naprawić.
一 Ok 一 odparł automatycznie na propozycje zakładu i uśmiechnął się lekko, bo to było tak bardzo w stylu Beaumonta. Znał go najlepiej, przypominał sobie o tych małych rzeczach, które tak w nim lubił, na przykład spontaniczność i autentyczność. Nigdy nikogo nie udawał. Nie zdążył jednak powiedzieć o co mogą się założyć, bo nastąpiła zmiana tematu, która trochę wybiła go z rytmu, a potem pojawiła się Wendy i wszystko szlag trafił. Nie tylko przestał się uśmiechać, ale i widocznie zesztywniał.
Już jakiś czas temu dotarło do niego, że on tak naprawdę nawet nie lubił Wendy i nie do końca pamiętał co przekonało go do tego, że związek z nią to dobry pomysł. Może kiedy zaczął znikać, zagubiony we wspomnieniach o Flavio, w ich wspólnych chwilach, które utracił, w przerażającej perspektywie życia bez niego, wtedy pojawiła się ona i stała się oparciem, którego potrzebował. Była pewna siebie, uparta i gadatliwa, może wręcz natrętna, a on czuł się, jakby całkowicie zgubił drogę, na którą ona ponownie go nakierowała. Okazało się, że nie pomogła znaleźć mu własnej, a nakierowała go na swoją. Nie chciał dłużej nią podążać, bo już wiedział, że nie są kompatybilni i tylko by się na tej drodze potykał. Nie pasowali do siebie od początku, tylko on wtedy tego nie widział, bo nie widział nic przez oślepiający ból złamanego serca.
Spojrzał na Flavio, słysząc ostre słowa, które wypowiedział do Wendy. Etienne chyba był zbyt łagodny, żeby mówić tak do kogokolwiek i od razu poczuł się niezręcznie, co tylko pogłębiło się po kolejnym, chyba złośliwym, stwierdzeniu drugiego łyżwiarza. Nie był na niego zły. Spojrzał raczej tak, jakby poczuł zawód, ale nie był zawiedziony samym Flavio ani tym, co właśnie powiedział, raczej tym, jak teraz wyglądała ich rzeczywistość. Chciałby mu się pewnie zwierzyć, wygadać jak kiedyś albo chociaż razem pomilczeć po jakimś trudnym wydarzeniu, bo wiedział, że on zawsze rozumiał go najlepiej. Nie uśmiechnął się już, po prostu wyszedł niedługo po Flavio, bez względu na to, co mówiła do niego Wendy, bo oczywiście dalej świergoliła, jakby kompletnie nie ogarniała co się właściwie działo.
一 Chcę być sam, Wendy.
一 A może wpadnę później, co? Wyglądasz na spiętego, mogłabym…
一 Nie. Nie przychodź 一 przerwał jej, posyłając dziewczynie poważne spojrzenie. 一 Nie przychodź nigdy więcej.
Wieczór spędził sam, starając się nie myśleć o tym, o czym nie chciał myśleć. Pomógł mu trening oddechowy, książka i nowa gra na telefonie. Od następnego dnia miał już swoją rutynę, złożoną z treningów na lodowisku, ćwiczeniach, przygotowywaniu sobie posiłków z asystą trenera. Ten bardzo naciskał na konkretną dietę, mającą pomóc Etienne się skupić i zachować jak najwięcej energii. Miał mieć siłę i czysty umysł, tak mu powtarzał.
Miał jeden wolny dzień w tygodniu, w którym mógł robić to, co mu się podobało (prawie). Dalej obejmowała go dieta, ale mógł pozwolić sobie na coś słodkiego i zazwyczaj był to baton z orzechami w miodzie, karmelem i polewą z białej czekolady.
Właśnie go jadł, siedząc na ganku ze swoim szkicownikiem i czapce z daszkiem, który zasłaniał mu pół twarz i jednocześnie chronił przed słońcem. Rysowanie nie szło mu dzisiaj najlepiej, więc na kartkach znalazło się niewiele, ale nie przeszkadzało mu to. Nigdy się nie zmuszał. Rozkoszował się słonecznym popołudniem, chociaż było stosunkowo chłodno, ale w ciepłej kurtce jakoś to znosił.
Usłyszał Flavio, zanim zobaczył jego i małego psa, który pędził w jego stronę. Uśmiechnął się, opuścił nogi z werandy i odłożył notatnik oraz połowę batona, na drugi fotel, a potem wyciągnął dłoń do psiaka, żeby go pogłaskać i pomóc mu w dostaniu się na swoje kolana.
一 Felicio? Takim jesteś małym szczęściarzem? 一 zapytał, pozwalając polizać się po twarzy. Zaśmiał się głośniej, kiedy zauważył, że szczeniak próbuje dostać się do batona. Odłamał odrobinę czekolady i pozwolił mu jej spróbować, mając nadzieję, że Flavio niczego nie zauważy i zaraz mu się za to nie dostanie. Odchylił głowę, żeby spojrzeć na Beaumonta spod daszka czapki. Jednocześnie drapał Felicio za uchem.
一 Od kiedy go masz? Już nie jesteś zbyt leniwy na psy? Czy może przegrałeś jakiś zakład i musiałeś wyprowadzić cudzego? 一 zapytał z uśmiechem. Pamiętał jak kiedyś Flavio mówił, że nie chciałby mieć psa, bo ciągle trzeba wychodzić z nimi na spacery, a on woli spędzać czas wolny w inny, przyjemniejszy, sposób.
flavio c. beaumont
一 Ok 一 odparł automatycznie na propozycje zakładu i uśmiechnął się lekko, bo to było tak bardzo w stylu Beaumonta. Znał go najlepiej, przypominał sobie o tych małych rzeczach, które tak w nim lubił, na przykład spontaniczność i autentyczność. Nigdy nikogo nie udawał. Nie zdążył jednak powiedzieć o co mogą się założyć, bo nastąpiła zmiana tematu, która trochę wybiła go z rytmu, a potem pojawiła się Wendy i wszystko szlag trafił. Nie tylko przestał się uśmiechać, ale i widocznie zesztywniał.
Już jakiś czas temu dotarło do niego, że on tak naprawdę nawet nie lubił Wendy i nie do końca pamiętał co przekonało go do tego, że związek z nią to dobry pomysł. Może kiedy zaczął znikać, zagubiony we wspomnieniach o Flavio, w ich wspólnych chwilach, które utracił, w przerażającej perspektywie życia bez niego, wtedy pojawiła się ona i stała się oparciem, którego potrzebował. Była pewna siebie, uparta i gadatliwa, może wręcz natrętna, a on czuł się, jakby całkowicie zgubił drogę, na którą ona ponownie go nakierowała. Okazało się, że nie pomogła znaleźć mu własnej, a nakierowała go na swoją. Nie chciał dłużej nią podążać, bo już wiedział, że nie są kompatybilni i tylko by się na tej drodze potykał. Nie pasowali do siebie od początku, tylko on wtedy tego nie widział, bo nie widział nic przez oślepiający ból złamanego serca.
Spojrzał na Flavio, słysząc ostre słowa, które wypowiedział do Wendy. Etienne chyba był zbyt łagodny, żeby mówić tak do kogokolwiek i od razu poczuł się niezręcznie, co tylko pogłębiło się po kolejnym, chyba złośliwym, stwierdzeniu drugiego łyżwiarza. Nie był na niego zły. Spojrzał raczej tak, jakby poczuł zawód, ale nie był zawiedziony samym Flavio ani tym, co właśnie powiedział, raczej tym, jak teraz wyglądała ich rzeczywistość. Chciałby mu się pewnie zwierzyć, wygadać jak kiedyś albo chociaż razem pomilczeć po jakimś trudnym wydarzeniu, bo wiedział, że on zawsze rozumiał go najlepiej. Nie uśmiechnął się już, po prostu wyszedł niedługo po Flavio, bez względu na to, co mówiła do niego Wendy, bo oczywiście dalej świergoliła, jakby kompletnie nie ogarniała co się właściwie działo.
一 Chcę być sam, Wendy.
一 A może wpadnę później, co? Wyglądasz na spiętego, mogłabym…
一 Nie. Nie przychodź 一 przerwał jej, posyłając dziewczynie poważne spojrzenie. 一 Nie przychodź nigdy więcej.
Wieczór spędził sam, starając się nie myśleć o tym, o czym nie chciał myśleć. Pomógł mu trening oddechowy, książka i nowa gra na telefonie. Od następnego dnia miał już swoją rutynę, złożoną z treningów na lodowisku, ćwiczeniach, przygotowywaniu sobie posiłków z asystą trenera. Ten bardzo naciskał na konkretną dietę, mającą pomóc Etienne się skupić i zachować jak najwięcej energii. Miał mieć siłę i czysty umysł, tak mu powtarzał.
Miał jeden wolny dzień w tygodniu, w którym mógł robić to, co mu się podobało (prawie). Dalej obejmowała go dieta, ale mógł pozwolić sobie na coś słodkiego i zazwyczaj był to baton z orzechami w miodzie, karmelem i polewą z białej czekolady.
Właśnie go jadł, siedząc na ganku ze swoim szkicownikiem i czapce z daszkiem, który zasłaniał mu pół twarz i jednocześnie chronił przed słońcem. Rysowanie nie szło mu dzisiaj najlepiej, więc na kartkach znalazło się niewiele, ale nie przeszkadzało mu to. Nigdy się nie zmuszał. Rozkoszował się słonecznym popołudniem, chociaż było stosunkowo chłodno, ale w ciepłej kurtce jakoś to znosił.
Usłyszał Flavio, zanim zobaczył jego i małego psa, który pędził w jego stronę. Uśmiechnął się, opuścił nogi z werandy i odłożył notatnik oraz połowę batona, na drugi fotel, a potem wyciągnął dłoń do psiaka, żeby go pogłaskać i pomóc mu w dostaniu się na swoje kolana.
一 Felicio? Takim jesteś małym szczęściarzem? 一 zapytał, pozwalając polizać się po twarzy. Zaśmiał się głośniej, kiedy zauważył, że szczeniak próbuje dostać się do batona. Odłamał odrobinę czekolady i pozwolił mu jej spróbować, mając nadzieję, że Flavio niczego nie zauważy i zaraz mu się za to nie dostanie. Odchylił głowę, żeby spojrzeć na Beaumonta spod daszka czapki. Jednocześnie drapał Felicio za uchem.
一 Od kiedy go masz? Już nie jesteś zbyt leniwy na psy? Czy może przegrałeś jakiś zakład i musiałeś wyprowadzić cudzego? 一 zapytał z uśmiechem. Pamiętał jak kiedyś Flavio mówił, że nie chciałby mieć psa, bo ciągle trzeba wychodzić z nimi na spacery, a on woli spędzać czas wolny w inny, przyjemniejszy, sposób.
flavio c. beaumont
26 lat/a,
188 cm
profesjonalnie doprowadza do szału w
w miejscach, w których się pojawi
masz sporą szansę, że trafisz
Zaskoczył się, że Etie zgodził się na zakład; przez krótką chwilę przypatrywał się mu uważnie, a kiedy przeprocesował, że rywal nie żartował, uśmiechnął się zaczepnie. 一 Świetnie 一 skwitował, przygryzając dolną wargę.
Siła, której nie potrafił się przeciwstawić pchała go ku Martelowi; wiele wskazywało na to, że gdyby zostali w tej kuchni jeszcze chwilę, Flavio przestałby udawać cholerną obojętność i zacząłby mięknąć. Całe szczęście, że w pomieszczeniu pojawiła się Wendy, która działała na niego jak płachta na byka i skutecznie ściągnęła go z powrotem na ziemię.
Zbliżając się do chłopaka, czuł rosnącą gulę w gardle. Jego problem zwiększył się w chwili, w której Felek zignorował kolejne przywołanie i radośnie kręcił się na martelowych kolanach. To było złe; to było niewłaściwe i Flavio musiał się wziąć w garść. Musiał po prostu wziąć pieska i wrócić do siebie jak najszybciej.
Niestety, już wkrótce sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej; dostrzegłszy, co robił łyżwiarz, Beaumont odetchnął z ulgą, bo dzięki zachowaniu mógł zachowywać się ofensywniej. 一 Postradałeś zmysły? 一 syknął nerwowo, stając przed Etienne i krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
Przyglądał się uważnie scenie, czując ukłucie zazdrości, że mały piesek był tak blisko Martela.
S t o p.
Potrząsnąwszy głową, złapał głębszy oddech i zacisnął szczękę. Teraźniejszość. Musiał skupiać się na t e r a ź n i e j s z o ś c i i skarcić chłopaka za niewłaściwe zachowanie. Chciał wierzyć, że mu się pomieszało i że nie widział tego, co w i d z i a ł, ale mimo wszystko czuł na sobie obowiązek zareagowania. 一 Dałeś mu kawałek... 一 zatrzymał się i z obrzydzeniem wskazał na batonik. 一 tego czegoś? 一 Trudno było wyłuskać konkretne nuty, bowiem w jego głosie było ich zbyt wiele.
Część wyrażała najprawdziwszą tęsknotę. Upływ lat niczego nie zmieniał, bo uczucia wciąż były żywe; Flavio wciąż nie mógł pogodzić się z końcem historii i miał w sobie smutek, że jego pościel nie pachniała już Martelem.
Część odnosiła się do bólu, który nosił w sobie od pamiętnej afery, o której chciałby zapomnieć. Gdyby tylko miał taką możliwość, bez zastanowienia cofnąłby czas i tamtego dnia zareagowałby inaczej 一 spokojniej 一 aby nie zaprzepaścić rzeczy, która była d o b r a.
Część wreszcie była złością spowodowaną nakarmieniem psa czekoladą oraz faktem, że piesek wyglądał tak słodko na kolanach chłopaka, od którego Flavio powinien trzymać się z daleka. 一 Czekolada jest trująca dla psów 一 wyjaśnił nad wyraz spokojnie, zaskakując reakcją samego siebie.
Swego czasu wierzył, że kiedy ułożą swoje życie i ujawnią związek, będą żyć szczęśliwie; niekiedy 一 gdy jeszcze było dobrze 一 wyobrażał sobie, że adoptują zwierzaka, co jeszcze mocniej ugruntuje relacje i zbliży ich do siebie.
Teraz zaś wątpił nawet w to, że kiedykolwiek będzie potrafił się z kimś związać.
一 Poza tym zadajesz stanowczo zbyt wiele pytań. Co cię to tak interesuje?
Etienne Martel
Siła, której nie potrafił się przeciwstawić pchała go ku Martelowi; wiele wskazywało na to, że gdyby zostali w tej kuchni jeszcze chwilę, Flavio przestałby udawać cholerną obojętność i zacząłby mięknąć. Całe szczęście, że w pomieszczeniu pojawiła się Wendy, która działała na niego jak płachta na byka i skutecznie ściągnęła go z powrotem na ziemię.
Zbliżając się do chłopaka, czuł rosnącą gulę w gardle. Jego problem zwiększył się w chwili, w której Felek zignorował kolejne przywołanie i radośnie kręcił się na martelowych kolanach. To było złe; to było niewłaściwe i Flavio musiał się wziąć w garść. Musiał po prostu wziąć pieska i wrócić do siebie jak najszybciej.
Niestety, już wkrótce sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej; dostrzegłszy, co robił łyżwiarz, Beaumont odetchnął z ulgą, bo dzięki zachowaniu mógł zachowywać się ofensywniej. 一 Postradałeś zmysły? 一 syknął nerwowo, stając przed Etienne i krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
Przyglądał się uważnie scenie, czując ukłucie zazdrości, że mały piesek był tak blisko Martela.
S t o p.
Potrząsnąwszy głową, złapał głębszy oddech i zacisnął szczękę. Teraźniejszość. Musiał skupiać się na t e r a ź n i e j s z o ś c i i skarcić chłopaka za niewłaściwe zachowanie. Chciał wierzyć, że mu się pomieszało i że nie widział tego, co w i d z i a ł, ale mimo wszystko czuł na sobie obowiązek zareagowania. 一 Dałeś mu kawałek... 一 zatrzymał się i z obrzydzeniem wskazał na batonik. 一 tego czegoś? 一 Trudno było wyłuskać konkretne nuty, bowiem w jego głosie było ich zbyt wiele.
Część wyrażała najprawdziwszą tęsknotę. Upływ lat niczego nie zmieniał, bo uczucia wciąż były żywe; Flavio wciąż nie mógł pogodzić się z końcem historii i miał w sobie smutek, że jego pościel nie pachniała już Martelem.
Część odnosiła się do bólu, który nosił w sobie od pamiętnej afery, o której chciałby zapomnieć. Gdyby tylko miał taką możliwość, bez zastanowienia cofnąłby czas i tamtego dnia zareagowałby inaczej 一 spokojniej 一 aby nie zaprzepaścić rzeczy, która była d o b r a.
Część wreszcie była złością spowodowaną nakarmieniem psa czekoladą oraz faktem, że piesek wyglądał tak słodko na kolanach chłopaka, od którego Flavio powinien trzymać się z daleka. 一 Czekolada jest trująca dla psów 一 wyjaśnił nad wyraz spokojnie, zaskakując reakcją samego siebie.
Swego czasu wierzył, że kiedy ułożą swoje życie i ujawnią związek, będą żyć szczęśliwie; niekiedy 一 gdy jeszcze było dobrze 一 wyobrażał sobie, że adoptują zwierzaka, co jeszcze mocniej ugruntuje relacje i zbliży ich do siebie.
Teraz zaś wątpił nawet w to, że kiedykolwiek będzie potrafił się z kimś związać.
一 Poza tym zadajesz stanowczo zbyt wiele pytań. Co cię to tak interesuje?
Etienne Martel
Paralyzed. Traumatized. Quiet the noises. All my life all of my thoughts are poisoned.
Whispers of life
Myre
Kilka dni wcześniej podczas treningu…
Czasami cieszył się, że był solistą i pracował tylko ze sobą, swoją głową, swoim ciałem (nie licząc współpracy z trenerem), bo czasami i to zdawało się go przerastać, szczególnie, kiedy dopuszczał do głosu emocje, a te czasami wcale nie były tak proste do okiełznania. Dzisiaj miał przez jakiś czas lodowisko tylko dla siebie, specjalnie przyszedł wcześniej, kiedy większość osób jeszcze spała. Był zdecydowanie rannym ptaszkiem, lubił wcześniej wstawać, wtedy świat pogrążony był w letargu i czasami czuł się jak jedyna osoba na ziemi, co było jednocześnie przytłaczające, ale z jakiegoś powodu przynosiło również ulgę 一 czuł się lekko, mógł latać.
I latał.
Miał na sobie odzież termiczną 一 czarne obcisłe legginsy i czarną cienką bluzę na długi rękaw. Na dłonie włożył rękawiczki bez palców i to było wszystko. Nie lubił nauszników ani opasek, przeszkadzały mu się skupić. Muzyka grała cicho, ale jemu to wystarczało. Uwielbiał zremixowane klasyczne utwory albo z energicznym rytmem w tle albo na rockowo. Musiało być żywo i melodyjnie, a jednocześnie zależało mu na dramatycznym akcencie. Swoimi występami zawsze chciał poruszać.
Dzisiaj nie trenował z pustą głową, nie myślał tylko o łyżwach dotykających tafli lodu i muzyce, która nim poruszała. Było coś jeszcze. Obracał się z większą intensywnością, skakał z bardziej widoczną gracją i nadążał za utworem z doskonałą precyzją, myśląc o tym, co tak naprawdę go napędzało i to od wielu lat 一 o uczuciach do Flavio. W międzyczasie zauważył go przy wejściu, razem ze swoim trenerem (ojcem), ale nie przerywał. Jego czas jeszcze się nie skończył. Nie potrafił jednak odwrócić wzroku, więc patrzył na niego kiedy tylko mógł. To było bolesne, ta cała tęsknota, którą przelewał we własne ruchy. Ten cały rozrywający serce żal i strata. Zatrzymał się w końcu, oddychając ciężko, a wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały.
Czasami fantazjował o tym, że dalej są razem, bo wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.
Uniósł wzrok z pieska na Flavio i przez chwilę mu się przyglądał, kiedy ten pierwsze co do niego powiedział, to pytanie czy jest normalny. Ugryzł się w język, żeby już na start nie odgryźć się czymś w podobnym stylu, starał się bardzo nad sobą panować, ale co ciekawe w przypadku Flavio było to naprawdę trudno. Może chodziło o to, co do niego czuł? W przypadku Wendy było dużo łatwiej, ale może jej po prostu nigdy nie kochał? Nie tak naprawdę. Czasami sobie myślał, że mógł być z nią bardziej szczery od początku, ale niby jak, skoro nie był szczery nawet ze sobą.
一 To całkiem dobry… 一 zaczął się tłumaczyć, zerkając trochę zaskoczony na swój baton. Był akurat jednym z tym bardziej zdrowszych, nawet jeżeli z niewielką ilością białej czekolady. Kiedy usłyszał, że czekolada jest trująca dla psów bardzo się tym przejął i spojrzał na psiaka z przerażeniem i poczuciem winy. Nigdy by tego przecież umyślnie nie zrobił.
一 O boże, przepraszam. Nie wiedziałem 一 powiedział pospiesznie, pochylając się nieznacznie nad zwierzakiem, który polizał go po policzku. 一 Biała też? 一 zapytał po chwili zastanowienia, bo obiło mu się o uszy, że niektórzy białej czekolady w ogóle nie zaliczali do czekolady.
一 Czy coś mu będzie? Trzeba go zabrać do weterynarza? 一 Zadał więcej pytań, wyraźnie przejęty. Pogłaskał Felka i podrapał go za uchem, obserwując go przez dłuższą chwilę bez przerwy, jakby chciał oszacować czy ten nagle nie poczuje się źle. Podniósł zaraz jednak wzrok na Flavio i zmrużył lekko oczy, słysząc zarzut. W końcu westchnął i przytulił do siebie Felicio.
一 Zawsze się tobą interesowałem 一 przyznał szczerze, bo nie chciał kłamać ani się kłócić. Naprawdę chciał, żeby zostali chociaż przyjaciółmi. Minęło trochę czasu od ich rozstania i chociaż Etie chyba nie do końca się z tym pogodził, to nie chciał, żeby dalej zachowywali się wobec siebie wrogi, bo miał wrażenie, że tak to między nimi wyglądało. Tęsknił jednak za Flavio i za ich relacją, bo jeżeli nie brać pod uwagę kilku nieprzyjemnych incydentów, to przecież była naprawdę wspaniała. 一 I nic się specjalnie nie zmieniło.
flavio c. beaumont
Czasami cieszył się, że był solistą i pracował tylko ze sobą, swoją głową, swoim ciałem (nie licząc współpracy z trenerem), bo czasami i to zdawało się go przerastać, szczególnie, kiedy dopuszczał do głosu emocje, a te czasami wcale nie były tak proste do okiełznania. Dzisiaj miał przez jakiś czas lodowisko tylko dla siebie, specjalnie przyszedł wcześniej, kiedy większość osób jeszcze spała. Był zdecydowanie rannym ptaszkiem, lubił wcześniej wstawać, wtedy świat pogrążony był w letargu i czasami czuł się jak jedyna osoba na ziemi, co było jednocześnie przytłaczające, ale z jakiegoś powodu przynosiło również ulgę 一 czuł się lekko, mógł latać.
I latał.
Miał na sobie odzież termiczną 一 czarne obcisłe legginsy i czarną cienką bluzę na długi rękaw. Na dłonie włożył rękawiczki bez palców i to było wszystko. Nie lubił nauszników ani opasek, przeszkadzały mu się skupić. Muzyka grała cicho, ale jemu to wystarczało. Uwielbiał zremixowane klasyczne utwory albo z energicznym rytmem w tle albo na rockowo. Musiało być żywo i melodyjnie, a jednocześnie zależało mu na dramatycznym akcencie. Swoimi występami zawsze chciał poruszać.
Dzisiaj nie trenował z pustą głową, nie myślał tylko o łyżwach dotykających tafli lodu i muzyce, która nim poruszała. Było coś jeszcze. Obracał się z większą intensywnością, skakał z bardziej widoczną gracją i nadążał za utworem z doskonałą precyzją, myśląc o tym, co tak naprawdę go napędzało i to od wielu lat 一 o uczuciach do Flavio. W międzyczasie zauważył go przy wejściu, razem ze swoim trenerem (ojcem), ale nie przerywał. Jego czas jeszcze się nie skończył. Nie potrafił jednak odwrócić wzroku, więc patrzył na niego kiedy tylko mógł. To było bolesne, ta cała tęsknota, którą przelewał we własne ruchy. Ten cały rozrywający serce żal i strata. Zatrzymał się w końcu, oddychając ciężko, a wtedy ich spojrzenia się skrzyżowały.
Czasami fantazjował o tym, że dalej są razem, bo wszystko potoczyło się zupełnie inaczej.
Uniósł wzrok z pieska na Flavio i przez chwilę mu się przyglądał, kiedy ten pierwsze co do niego powiedział, to pytanie czy jest normalny. Ugryzł się w język, żeby już na start nie odgryźć się czymś w podobnym stylu, starał się bardzo nad sobą panować, ale co ciekawe w przypadku Flavio było to naprawdę trudno. Może chodziło o to, co do niego czuł? W przypadku Wendy było dużo łatwiej, ale może jej po prostu nigdy nie kochał? Nie tak naprawdę. Czasami sobie myślał, że mógł być z nią bardziej szczery od początku, ale niby jak, skoro nie był szczery nawet ze sobą.
一 To całkiem dobry… 一 zaczął się tłumaczyć, zerkając trochę zaskoczony na swój baton. Był akurat jednym z tym bardziej zdrowszych, nawet jeżeli z niewielką ilością białej czekolady. Kiedy usłyszał, że czekolada jest trująca dla psów bardzo się tym przejął i spojrzał na psiaka z przerażeniem i poczuciem winy. Nigdy by tego przecież umyślnie nie zrobił.
一 O boże, przepraszam. Nie wiedziałem 一 powiedział pospiesznie, pochylając się nieznacznie nad zwierzakiem, który polizał go po policzku. 一 Biała też? 一 zapytał po chwili zastanowienia, bo obiło mu się o uszy, że niektórzy białej czekolady w ogóle nie zaliczali do czekolady.
一 Czy coś mu będzie? Trzeba go zabrać do weterynarza? 一 Zadał więcej pytań, wyraźnie przejęty. Pogłaskał Felka i podrapał go za uchem, obserwując go przez dłuższą chwilę bez przerwy, jakby chciał oszacować czy ten nagle nie poczuje się źle. Podniósł zaraz jednak wzrok na Flavio i zmrużył lekko oczy, słysząc zarzut. W końcu westchnął i przytulił do siebie Felicio.
一 Zawsze się tobą interesowałem 一 przyznał szczerze, bo nie chciał kłamać ani się kłócić. Naprawdę chciał, żeby zostali chociaż przyjaciółmi. Minęło trochę czasu od ich rozstania i chociaż Etie chyba nie do końca się z tym pogodził, to nie chciał, żeby dalej zachowywali się wobec siebie wrogi, bo miał wrażenie, że tak to między nimi wyglądało. Tęsknił jednak za Flavio i za ich relacją, bo jeżeli nie brać pod uwagę kilku nieprzyjemnych incydentów, to przecież była naprawdę wspaniała. 一 I nic się specjalnie nie zmieniło.
flavio c. beaumont
26 lat/a,
188 cm
profesjonalnie doprowadza do szału w
w miejscach, w których się pojawi
masz sporą szansę, że trafisz
Miał gdzieś tłumaczenia chłopaka; dostrzegłszy, że Etienne popełnia błąd (nieważne czy świadomie, czy wynikał on z niewiedzy) postanowił w wyjątkowo dobitnych gestach i słowach mu to wytknąć (co miało mu pomóc w poradzeniu sobie z własnymi emocjami).
— Tak — powiedział, przygryzając wewnętrzna część policzka. — Biała czekolada to wciąż czekolada — powiedział typowym dla siebie — obrażonym — tonem i posłał Etienne mordercze spojrzenie.
Flavio nie potrafił zachowywać się inaczej; nawet gdyby chciał, zatracił tę umiejętność (dodatkowo kierowała nim zazdrość i wiele sprzecznych emocji, które żywił do Etienne), przez co teraz był kretynem i skończonym bucem.
— Nie wiem — odburknął, przyglądając się pełnemu energii Felkowi. Piesek niewiele robił sobie z tego, że zjadł coś, czego bynajmniej nie powinienem i nadal chciał się bawić i szaleć.
Beaumont nie mówił o tym na głos, ale był niemal praktycznie pewien, że cała sytuacja w najgorszym wypadku zakończy się co najwyżej biegunką, bo już trochę znał psiaka. Spokojne wyjaśnienie faktu łyżwiarzowi zburzyłoby jednak dramatyczną narrację, dlatego brnął w to dalej i dalej, celowo igrając z uczuciami byłego chłopaka.
I choć miał wyrzuty sumienia, nie potrafił się powstrzymać, przez co nienawidził się jeszcze bardziej.
Słowa Etie sprawiły, że poczuł się okropnie; przez jego wysportowane ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, który osiągnął kulminacyjny moment w okolicach mostka, który ścisnął się wręcz boleśnie. — Przestań — syknął, nie radząc sobie z atakujacymi go myślami.
Było ich zbyt wiele; nadzieje uderzyły mu do głowy i tworzyły narrację, której nie potrafił już powstrzymać. — Nie możesz mi tak mieszać w głowie — jęknął, nie godząc się na tak okrutne manipulacje.
Przecież nie mogli wrócić do tego, co mieli; z punktu widzenia Flavio stracili to bezpowrotnie i to właśnie ta świadomość sprawiła, że tak bardzo wystraszył się wizji, która stała za słowami.
— Nie wolno ci, rozumiesz? — rzucił, niecelowo zmniejszając dzielącą ich odległość. Nie powinien być tak blisko; rozsądnym rozwiązaniem byłoby zgarnięcie psa i zniknięcie za drzwiami swojego pokoju, a jednak jego całe cialo i umysł d o m a g a ł y się, aby jeszcze chociaż przez chwilę być tuż przy Etienne.
— Po co to robisz? — spytał.
Ciągnięcie dyskusji było idiotyczne, a jednak także nie potrafił się zamknąć i przestać.
Zupełnie
Jakby
Wciąż
K o c h a ł.
Etienne Martel
— Tak — powiedział, przygryzając wewnętrzna część policzka. — Biała czekolada to wciąż czekolada — powiedział typowym dla siebie — obrażonym — tonem i posłał Etienne mordercze spojrzenie.
Flavio nie potrafił zachowywać się inaczej; nawet gdyby chciał, zatracił tę umiejętność (dodatkowo kierowała nim zazdrość i wiele sprzecznych emocji, które żywił do Etienne), przez co teraz był kretynem i skończonym bucem.
— Nie wiem — odburknął, przyglądając się pełnemu energii Felkowi. Piesek niewiele robił sobie z tego, że zjadł coś, czego bynajmniej nie powinienem i nadal chciał się bawić i szaleć.
Beaumont nie mówił o tym na głos, ale był niemal praktycznie pewien, że cała sytuacja w najgorszym wypadku zakończy się co najwyżej biegunką, bo już trochę znał psiaka. Spokojne wyjaśnienie faktu łyżwiarzowi zburzyłoby jednak dramatyczną narrację, dlatego brnął w to dalej i dalej, celowo igrając z uczuciami byłego chłopaka.
I choć miał wyrzuty sumienia, nie potrafił się powstrzymać, przez co nienawidził się jeszcze bardziej.
Słowa Etie sprawiły, że poczuł się okropnie; przez jego wysportowane ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, który osiągnął kulminacyjny moment w okolicach mostka, który ścisnął się wręcz boleśnie. — Przestań — syknął, nie radząc sobie z atakujacymi go myślami.
Było ich zbyt wiele; nadzieje uderzyły mu do głowy i tworzyły narrację, której nie potrafił już powstrzymać. — Nie możesz mi tak mieszać w głowie — jęknął, nie godząc się na tak okrutne manipulacje.
Przecież nie mogli wrócić do tego, co mieli; z punktu widzenia Flavio stracili to bezpowrotnie i to właśnie ta świadomość sprawiła, że tak bardzo wystraszył się wizji, która stała za słowami.
— Nie wolno ci, rozumiesz? — rzucił, niecelowo zmniejszając dzielącą ich odległość. Nie powinien być tak blisko; rozsądnym rozwiązaniem byłoby zgarnięcie psa i zniknięcie za drzwiami swojego pokoju, a jednak jego całe cialo i umysł d o m a g a ł y się, aby jeszcze chociaż przez chwilę być tuż przy Etienne.
— Po co to robisz? — spytał.
Ciągnięcie dyskusji było idiotyczne, a jednak także nie potrafił się zamknąć i przestać.
Zupełnie
Jakby
Wciąż
K o c h a ł.
Etienne Martel