może znacie
— Nie chcę robić żadnej kariery. Nie zależy mi na tym, żeby być sławną i popularną, albo żeby rzesze facetów do mnie wzdychały — odparła i skrzywiła się. Była naprawdę skromną dziewczyną, która nie miała aż takich wielkich ambicji. Nigdy nie chciała być rozpoznawalna i znana, to w ogóle do niej nie pasowało i to nie był sposób, w jaki chciałaby żyć. Fakt, że na jej występy ludzie tak licznie przychodzili był dla niej wystarczającą pochwałą i czuła się doceniona. Nie chciała jednak rozgłosu i popularności. Nie odnalazłaby się w czymś takim. Wolała pracować w klubie, robić dalej swoje i być blisko Deshawna oraz swoich koleżanek. Nie miała rodziny, więc to właśnie ci ludzie się dla niej nią stali i nie chciała być z dala od nich. — To miłe — odparła i uśmiechnęła się delikatnie. Mimo wszystko, Deshawn miał przed sobą naprawdę trudne zadanie, jeśli rzeczywiście chciał osiągnąć to o czym teraz mówił. Na pewno nie będzie łatwo, bo Zee już od dawna nie potrafiła spojrzeć na siebie samą bardziej przychylnym okiem. — No już bez przesady… — powiedziała i spojrzała na niego z politowaniem. Jasne, może i przyciągała sporą publiczność, ale na pewno nie powiedziałaby o sobie tego, co stwierdził Deshawn. Skłamałaby jednak, gdyby powiedziała, że jego słowa nie przypadły jej do gustu. Mile połechtały jej ego, to na pewno.
— Tak. Wciąż ciężko mi w to uwierzyć — odparła rozbawiona i pokręciła głową na boki. — W to wszystko co się dzieje — doprecyzowała. Tak długo tego chciała, że teraz kiedy to naprawdę się działo, to ciężko było jej przyswoić fakt, że to tak naprawdę. To się jej nie śniło, nie wyobrażała sobie tego, tylko właśnie taka była rzeczywistość. Sama świadomość tego, że będą razem spać w jednym łóżku i pierwszy raz w życiu spędzą wspólnie noc była dla niej tak ekscytująca, że aż miała ochotę piszczeć z tego wszystkiego, tak bardzo była szczęśliwa. Na szczęście, umiała zachować spokój i zachowywać się w racjonalny sposób. — Dobrze. W takim razie możesz to zrobić. Nie będę narzekać — powiedziała i sięgnęła do jego twarzy, żeby odwrócić jego głowę w swoją stronę. Potem pocałowała go czule, by po wszystkim posłać mu delikatny uśmiech. Dalej nie wierzyła w to, że tak po prostu mogła mu bez oporów okazywać te wszystkie gesty. — Uff, to dobrze, bo już chciałam pytać, czy mam ci ją odkupić — odparła rozbawiona i pokręciła na boki głową. Na jego kolejne słowa poczuła przyjemne motylki w brzuchu. — Jesteś najlepszym facetem na świecie — podsumowała go i westchnęła sobie cicho. Przytuliła się do niego ciaśniej, uśmiechając się delikatnie pod nosem. — Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo szczęśliwa teraz jestem — odparła, opierając głowę na jego ramieniu i przymykając powieki. Najchętniej, to już by tak przy nim została i nigdzie się nigdy nie ruszała. W razie, jakby to wszystko miało okazać się jednak jedynie snem i nieprawdą.
Rouge
— Tak. Wciąż ciężko mi w to uwierzyć — odparła rozbawiona i pokręciła głową na boki. — W to wszystko co się dzieje — doprecyzowała. Tak długo tego chciała, że teraz kiedy to naprawdę się działo, to ciężko było jej przyswoić fakt, że to tak naprawdę. To się jej nie śniło, nie wyobrażała sobie tego, tylko właśnie taka była rzeczywistość. Sama świadomość tego, że będą razem spać w jednym łóżku i pierwszy raz w życiu spędzą wspólnie noc była dla niej tak ekscytująca, że aż miała ochotę piszczeć z tego wszystkiego, tak bardzo była szczęśliwa. Na szczęście, umiała zachować spokój i zachowywać się w racjonalny sposób. — Dobrze. W takim razie możesz to zrobić. Nie będę narzekać — powiedziała i sięgnęła do jego twarzy, żeby odwrócić jego głowę w swoją stronę. Potem pocałowała go czule, by po wszystkim posłać mu delikatny uśmiech. Dalej nie wierzyła w to, że tak po prostu mogła mu bez oporów okazywać te wszystkie gesty. — Uff, to dobrze, bo już chciałam pytać, czy mam ci ją odkupić — odparła rozbawiona i pokręciła na boki głową. Na jego kolejne słowa poczuła przyjemne motylki w brzuchu. — Jesteś najlepszym facetem na świecie — podsumowała go i westchnęła sobie cicho. Przytuliła się do niego ciaśniej, uśmiechając się delikatnie pod nosem. — Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo szczęśliwa teraz jestem — odparła, opierając głowę na jego ramieniu i przymykając powieki. Najchętniej, to już by tak przy nim została i nigdzie się nigdy nie ruszała. W razie, jakby to wszystko miało okazać się jednak jedynie snem i nieprawdą.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Jesteś strasznie skromna — powiedział i pokręcił głową na boki. Rozumiał ją jednak, bo nie każdy miał potrzebę, żeby być sławnym. Sam wolał być w cieniu, zwłaszcza po tym, jakie życie jeszcze jakiś czas temu prowadził. — Tylko z tymi facetami to już trochę za późno, bo na twoich występach zdecydowanie do ciebie wzdychają — zażartował. Widział nie raz, jak niektórzy byli w nią wpatrzeni i był pewien, że jakby tylko mogli się do niej dorwać, to nie wypuściliby jej z łóżka do samego rana. Oczywiście zawsze był o to zazdrosny, bo nigdy nie miał pewności, czy nie znajdzie się jakiś, który jednak zainteresuje dziewczynę. Na szczęście wyglądało na to, że w ogóle nie musiał się tym martwić i że była skupiona tylko na nim. Bardzo mu to schlebiało i go to cieszyło. Uśmiechnął się do niej delikatnie, kiedy powiedziała, że to było miłe. Chciałby, żeby mogła na siebie spojrzeć jego oczami i dostrzec to, jaką była wspaniałą osobą. Domyślał się jednak, że czekało go bardzo trudne zadanie, żeby przekonać ją do tego, jak wiele była warta. — Nie przesadzam. Taka jest prawda — wzruszył lekko ramionami. — Bilety na twoje występy niemal zawsze wyprzedają się do końca. Masz pełne sale, a faceci zostawiają ci sporo napiwków — dodał. Zee miała w sobie coś takiego, co sprawiało, że nie można było od niej oderwać wzroku, kiedy była na scenie. Świetnie sobie radziła nawet z trudnymi układami i robiła to tak naturalnie, jakby była do tego stworzona. Sam często łapał się na tym, że nie mógł oderwać od niej wzroku, kiedy była na scenie.
— Nie tylko tobie. To jest dla mnie jak spełnienie jakiegoś snu. Do tej pory nie jestem pewien, czy to się dzieje naprawdę — odparł rozbawiony. Nie byłby zaskoczony, gdyby zaraz się obudził i gdyby to wszystko okazało się tylko bardzo realistycznym snem. Mimo wszystko miał nadzieję, że to jednak działo się naprawdę. Miał ją przy sobie, wyglądało na to, że ona chciała mieć przy sobie jego. Nie mogło złożyć się lepiej. Żałował tylko, że tyle to trwało, zanim zorientowali się, że coś było na rzeczy. — Możesz się przygotować na to, że będziesz rozpieszczona jak prawdziwa księżniczka — obiecał. Dokładnie to miał zamiar robić, bo uważał, że przez to wszystko, przez co musiała przejść, jak najbardziej zasłużyła sobie na to, żeby tak ją traktować. Odwrócił głowę w jej stronę, kiedy mu to zasugerowała i chętnie oddał ten pocałunek. Przeszedł go przy tym przyjemny dreszcz wzdłuż całego kręgosłupa. — No wiesz... jeśli ci bardzo na tym zależy — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Nie spodziewał się takiego komplementu z jej ust, zwłaszcza w odpowiedzi na takie słowa, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że zrobiło mu się z tego powodu bardzo miło. — Staram się — odparł i uśmiechnął się do niej delikatnie. Chciał być dla niej jak najlepszy, bo uważał, że na to zasługiwała. Objął ją ciaśniej, kiedy tak się do niego przytuliła. — Myślę, że zdaję sobie z tego sprawę, bo ja jestem równie szczęśliwy — odparł. Wsunął dłoń w jej włosy, żeby pogłaskać ją czule po głowie.
Zee
— Nie tylko tobie. To jest dla mnie jak spełnienie jakiegoś snu. Do tej pory nie jestem pewien, czy to się dzieje naprawdę — odparł rozbawiony. Nie byłby zaskoczony, gdyby zaraz się obudził i gdyby to wszystko okazało się tylko bardzo realistycznym snem. Mimo wszystko miał nadzieję, że to jednak działo się naprawdę. Miał ją przy sobie, wyglądało na to, że ona chciała mieć przy sobie jego. Nie mogło złożyć się lepiej. Żałował tylko, że tyle to trwało, zanim zorientowali się, że coś było na rzeczy. — Możesz się przygotować na to, że będziesz rozpieszczona jak prawdziwa księżniczka — obiecał. Dokładnie to miał zamiar robić, bo uważał, że przez to wszystko, przez co musiała przejść, jak najbardziej zasłużyła sobie na to, żeby tak ją traktować. Odwrócił głowę w jej stronę, kiedy mu to zasugerowała i chętnie oddał ten pocałunek. Przeszedł go przy tym przyjemny dreszcz wzdłuż całego kręgosłupa. — No wiesz... jeśli ci bardzo na tym zależy — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Nie spodziewał się takiego komplementu z jej ust, zwłaszcza w odpowiedzi na takie słowa, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że zrobiło mu się z tego powodu bardzo miło. — Staram się — odparł i uśmiechnął się do niej delikatnie. Chciał być dla niej jak najlepszy, bo uważał, że na to zasługiwała. Objął ją ciaśniej, kiedy tak się do niego przytuliła. — Myślę, że zdaję sobie z tego sprawę, bo ja jestem równie szczęśliwy — odparł. Wsunął dłoń w jej włosy, żeby pogłaskać ją czule po głowie.
może znacie
— Oj tam, od razu strasznie… Po prostu nie mam ambicji, aby zostać kimś sławnym, to wszystko — odparła i wzruszyła ramionami. Nigdy nie marzyły jej się takie rzeczy. Zawsze chciała wieść spokojne życie, najlepiej u boku kogoś, kogo kochała. Być może założyć rodzinę, kupić niewielki domek na przedmieściach… Poza tym, bycie kimś znanym i popularnym najzwyczajniej w świecie do niej nie pasowało. Taki tryb życia również. — Wzdychają do każdej dziewczyny, która odsłoni trochę więcej ciała — stwierdziła i spojrzała na niego z politowaniem. Nie było to niczym nadzwyczajnym, bo głównie przychodzili do klubu w tym celu – żeby popatrzeć na tańczące, młode i atrakcyjne kobiety w skąpych strojach. Jasne, była świadoma tego, że akurat jej występy sprzedawały się nieco lepiej niż te jej koleżanek, ale nigdy, ani razu, nie czuła się z tego powodu lepsza od nich. Jakby nie było, siedzieli w tym wszystkim razem, a utarg klubu i tak zawsze był dzielony po równo, żeby nie było podziału na lepszych i gorszych artystów. —No niby tak i bardzo się z tego cieszę, ale na pewno nie czuję się przez to jakaś wyjątkowa albo lepsza od innych dziewczyn, które pracują w klubie… — odparła i wzruszyła ramionami. Nawet jeśli rzeczywiście większa uwaga była skupiona na niej, nigdy nie próbowała się z tym obnosić i tym bardziej nie chciała, żeby inne dziewczyny poczuły się przez to gorzej.
— To dobrze, że nie tylko mi samej to wydaje się takie nieprawdopodobne — odparła i pokręciła delikatnie głową na boki. — Z drugiej strony, to w sumie nic dziwnego. Bo tak naprawdę, realnie, jak duże były szanse na to, że od dawna się sobie nawzajem podobamy? — zapytały. Trzeba było przyznać, że oboje mieli farta pod względem tego, że na siebie lecieli. Szkoda tylko, że musiało minąć aż tyle czasu, żeby któreś z nich zebrało się na odwagę, aby wykonać pierwszy krok. Pewnie gdyby Deshawn wtedy nie próbował jej pocałować, to dalej nie wiedzieliby, że jedno podoba się drugiemu i jednak może z tego być coś więcej. — Już nie mogę się doczekać — stwierdziła i zaśmiała się krótko. Co prawda, to nie tak, że tego od niego oczekiwała, ale skoro mężczyzna sam się oferował, to byłaby głupia, żeby z tego nie skorzystać. Poza tym, miło będzie w końcu mieć w swoim życiu kogoś, kto będzie o nią dbał i się o nią troszczył. Jakby nie było, od bardzo dawna tego nie doświadczyła i poniekąd trochę jej się to po prostu należało. — No tak niekoniecznie — odparła rozbawiona i pokręciła delikatnie głową na boki. Skoro mężczyzna i tak trzymał w zapasie szczoteczki do zębów, to poświęcenie jednej na rzecz Zee raczej nie powinno być dużym problemem. — Tak, wiem — pokiwała lekko głową i uśmiechnęła się delikatnie. — Pewnie kiedy jutro rano obudzę się u twojego boku, to dotrze do mnie, że to wszystko to tak naprawdę i wcale mi się tylko nie śni — stwierdziła i westchnęła cicho. Nic jednak dziwnego, że tak ciężko było jej w to uwierzyć, bo przecież tak długo na to czekała i przez cały czas była przekonana, że nie ma u mężczyzny najmniejszych szans.
Rouge
— To dobrze, że nie tylko mi samej to wydaje się takie nieprawdopodobne — odparła i pokręciła delikatnie głową na boki. — Z drugiej strony, to w sumie nic dziwnego. Bo tak naprawdę, realnie, jak duże były szanse na to, że od dawna się sobie nawzajem podobamy? — zapytały. Trzeba było przyznać, że oboje mieli farta pod względem tego, że na siebie lecieli. Szkoda tylko, że musiało minąć aż tyle czasu, żeby któreś z nich zebrało się na odwagę, aby wykonać pierwszy krok. Pewnie gdyby Deshawn wtedy nie próbował jej pocałować, to dalej nie wiedzieliby, że jedno podoba się drugiemu i jednak może z tego być coś więcej. — Już nie mogę się doczekać — stwierdziła i zaśmiała się krótko. Co prawda, to nie tak, że tego od niego oczekiwała, ale skoro mężczyzna sam się oferował, to byłaby głupia, żeby z tego nie skorzystać. Poza tym, miło będzie w końcu mieć w swoim życiu kogoś, kto będzie o nią dbał i się o nią troszczył. Jakby nie było, od bardzo dawna tego nie doświadczyła i poniekąd trochę jej się to po prostu należało. — No tak niekoniecznie — odparła rozbawiona i pokręciła delikatnie głową na boki. Skoro mężczyzna i tak trzymał w zapasie szczoteczki do zębów, to poświęcenie jednej na rzecz Zee raczej nie powinno być dużym problemem. — Tak, wiem — pokiwała lekko głową i uśmiechnęła się delikatnie. — Pewnie kiedy jutro rano obudzę się u twojego boku, to dotrze do mnie, że to wszystko to tak naprawdę i wcale mi się tylko nie śni — stwierdziła i westchnęła cicho. Nic jednak dziwnego, że tak ciężko było jej w to uwierzyć, bo przecież tak długo na to czekała i przez cały czas była przekonana, że nie ma u mężczyzny najmniejszych szans.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— I ja to w pełni szanuję. Sam nie chciałbym być sławny. Wolę się nie wychylać i działać zza zasłony — powiedział. Tylko, że w jego przypadku było tak dlatego, że chciał zadbać o swoje bezpieczeństwo. Wiedział, że lepiej było, żeby nie każdy wiedział, jak nazywał się właściciel klubu albo jak wyglądał. Jasne, to nie tak, że trzymał to w wielkim sekrecie, ale mimo wszystko trzymał się na uboczu. Jeśli coś trzeba było załatwić, to zrzucał to na menedżera, a sam tylko doglądał, czy wszystko dobrze szło. — Temu nie da się zaprzeczyć. Niektórym facetom wystarczy bardzo niewiele, żeby się nakręcić na jakąś dziewczynę. Czasami mam wrażenie, że niektórzy są strasznymi desperatami — zaśmiał się. Nie to, żeby na to narzekał, bo gdyby nie ci ludzie, to nie miałby za co żyć. Nawet jeśli miał nieciekawe zdanie na temat osób, które przychodziły do klubu na występy, żeby napalać się na dziewczyny, to był im też wdzięczny, bo gdyby nie oni, to interes nie hulałby tak dobrze. Nie mógł narzekać na dochody. — To dobrze o tobie świadczy. Naprawdę — uśmiechnął się do niej delikatnie. — W końcu nie chodzi w tym wszystkim o to, żeby stać się zapatrzonym w siebie. Nie zmienia to jednak faktu, że na twoich występach zarabiam najwięcej i to nie kwestia tego, że tak to rzucam, a tego, że rachunki nie kłamią — dodał. Całe szczęście, że Zee nie należała do dziewczyn, które były na tyle puste, żeby zadzierać nosa. Nie mieli w swojej ekipie ani jednej dziewczyny, która wprowadzałaby toksyczną atmosferę, co oczywiście bardzo go cieszyło. No, dziwiłby się, gdyby tak było, biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie przeszły to samo i były ze sobą blisko w niedoli.
— Nie, zdecydowanie nie jesteś w tym sama — zaśmiał się i rozbawiony pokręcił głową na boki. — Naprawdę niewielkie. Ja zakładałem, że nigdy się mną nie zainteresujesz nie tylko przez wzgląd na to, czym się zajmowałem, ale też dlatego, że jestem od ciebie starszy. Mentalnie już przygotowywałem się na to, że pewnego dnia poznam twojego chłopaka i że być może będziesz chciała odejść i zacząć rodzinne życie na przedmieściach. Ta wizja naprawdę mnie przerażała i prześladowała — powiedział rozbawiony. — Na szczęście wygląda na to, że nie muszę się mentalnie przygotować na taką możliwość — podsumował. Oczywiście, że cieszył się, że najwyraźniej teraz będzie miał ją tylko dla siebie i że nie będzie musiał się pogodzić z tym, że wybrała kogoś innego. — Daj mi tylko trochę czasu, a zapewniam cię, że będziesz się czuła najważniejszą kobietą na świecie — obiecał. Oczywiście, że miał zamiar na każdym kroku pokazywać jej, jaka była dla niego ważna i że była tylko jego księżniczką.
— Mam przeczucie, że będę miał tak samo. Jak tylko otworzę oczy i zobaczę cię u swojego boku, to będę się zastanawiał, czy nadal śnię — odparł. Naprawdę nie dowierzał w to, że rzeczywiście doszło do tego, że się spiknęli. — Pewnie dzięki tobie nie będą mnie już dręczyć żadne koszmary — uśmiechnął się do niej delikatnie. Niestety, ale od kiedy gang został rozgromiony, to bardzo często budził się w środku nocy z koszmaru.
Zee
— Nie, zdecydowanie nie jesteś w tym sama — zaśmiał się i rozbawiony pokręcił głową na boki. — Naprawdę niewielkie. Ja zakładałem, że nigdy się mną nie zainteresujesz nie tylko przez wzgląd na to, czym się zajmowałem, ale też dlatego, że jestem od ciebie starszy. Mentalnie już przygotowywałem się na to, że pewnego dnia poznam twojego chłopaka i że być może będziesz chciała odejść i zacząć rodzinne życie na przedmieściach. Ta wizja naprawdę mnie przerażała i prześladowała — powiedział rozbawiony. — Na szczęście wygląda na to, że nie muszę się mentalnie przygotować na taką możliwość — podsumował. Oczywiście, że cieszył się, że najwyraźniej teraz będzie miał ją tylko dla siebie i że nie będzie musiał się pogodzić z tym, że wybrała kogoś innego. — Daj mi tylko trochę czasu, a zapewniam cię, że będziesz się czuła najważniejszą kobietą na świecie — obiecał. Oczywiście, że miał zamiar na każdym kroku pokazywać jej, jaka była dla niego ważna i że była tylko jego księżniczką.
— Mam przeczucie, że będę miał tak samo. Jak tylko otworzę oczy i zobaczę cię u swojego boku, to będę się zastanawiał, czy nadal śnię — odparł. Naprawdę nie dowierzał w to, że rzeczywiście doszło do tego, że się spiknęli. — Pewnie dzięki tobie nie będą mnie już dręczyć żadne koszmary — uśmiechnął się do niej delikatnie. Niestety, ale od kiedy gang został rozgromiony, to bardzo często budził się w środku nocy z koszmaru.
może znacie
— Tak jest bezpieczniej — odparła i skinęła lekko głową. Również była zdania, że lepiej było się nie wychylać. Jakby nie było, nie mogli mieć stuprocentowej pewności co do tego, że nikt już dłużej na nich nie polował. Niby minęło już trochę czasu od rozpadu gangu, ale wiedziała, że lepiej było mieć się wciąż na baczności. Nawet nie chciała myśleć o tym co by zrobiła, gdyby Deshawnowi stała się jakaś krzywda. O siebie akurat martwiła się mniej. Ona była tylko tancerką, a starszy za to był właścicielem klubu, który prężnie działał i się rozwijał, przynosząc spore zyski, więc był dość łakomym kąskiem. — No, niestety. Nawet do nas do klubu tacy przychodzą. Za każdym razem zaskakuje mnie to, że którykolwiek z nich myśli, że realnie ma jakieś szanse u którejś z dziewczyn. Jakby nie zdawali sobie sprawy z tego, że bycie dla nich miłym to jest część naszej pracy — stwierdziła i pokręciła lekko głową. Przecież jak jacyś klienci będą z nimi flirtować, to logiczne, że nie każą im spierdalać i nie będą się od nich opędzać. Wiedziały, że część ich pracy to jest odpowiadanie na ich zaczepki, bo wtedy dostawały znacznie większe napiwki. Na jego kolejne słowa wydała z siebie cichy pomruk i uśmiechnęła się delikatnie. — W takim razie cieszę się, że dzięki mnie klub tyle zarabia — odparła. Nie zarabiała tylko na siebie, ale dla wszystkich, którzy tam pracowali, więc tak na dobrą sprawę każda osoba zatrudniona w klubie korzystała na tym, że było takie zainteresowanie jej występami.
— No i co z tego, że jesteś starszy? Wiek to tylko liczba. Poza tym, bez przesady. Wciąż jeszcze jesteś młody. Mógłbyś się martwić, jakbyś nie wiem, podbijał pod pięćdziesiątkę… Wtedy to byłoby bardziej prawdopodobne, że nie byłabym zainteresowana — zaśmiała się cicho. Owszem, była między nimi spora różnica wieku, ale nie powiedziałaby, że była aż tak wielka, żeby to było niepokojące. Zwłaszcza, że oboje byli dorośli, jakby nie było. — No nie, na szczęście nie musisz. Ja też cały czas zamartwiałam się tym, że któregoś dnia pojawi się w twoim życiu jakaś kobieta, z którą zechcesz się ustatkować, a ja będę musiała robić dobrą minę do złej gry i jeszcze cię w tym wspierać — pokręciła głową na boki i westchnęła cicho. Na szczęście, w jej przypadku to również chyba nie było żadne zmartwienie. Co prawda, żadne z nich nie mogło mieć stuprocentowej pewności co do tego, że ostatecznie wyjdzie z tego coś poważnego, ale patrząc na to, jacy byli w siebie zapatrzeni i przez jak długi czas do siebie wzdychali, to istniało spore prawdopodobieństwo, że właśnie tak się to skończy. — Dam ci go tyle, ile tylko będziesz potrzebował — stwierdziła i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
— Zapewne oboje będziemy potrzebować trochę czasu, aż dotrze do nas, że to wszystko tak naprawdę — stwierdziła. Tak długo oboje tego chcieli, że zapewne minie jakiś czas, zanim oboje to w pełni przetrawią. — Koszmary? — zapytała i ściągnęła lekko brwi, odchylając głowę i spoglądając na niego.
Rouge
— No i co z tego, że jesteś starszy? Wiek to tylko liczba. Poza tym, bez przesady. Wciąż jeszcze jesteś młody. Mógłbyś się martwić, jakbyś nie wiem, podbijał pod pięćdziesiątkę… Wtedy to byłoby bardziej prawdopodobne, że nie byłabym zainteresowana — zaśmiała się cicho. Owszem, była między nimi spora różnica wieku, ale nie powiedziałaby, że była aż tak wielka, żeby to było niepokojące. Zwłaszcza, że oboje byli dorośli, jakby nie było. — No nie, na szczęście nie musisz. Ja też cały czas zamartwiałam się tym, że któregoś dnia pojawi się w twoim życiu jakaś kobieta, z którą zechcesz się ustatkować, a ja będę musiała robić dobrą minę do złej gry i jeszcze cię w tym wspierać — pokręciła głową na boki i westchnęła cicho. Na szczęście, w jej przypadku to również chyba nie było żadne zmartwienie. Co prawda, żadne z nich nie mogło mieć stuprocentowej pewności co do tego, że ostatecznie wyjdzie z tego coś poważnego, ale patrząc na to, jacy byli w siebie zapatrzeni i przez jak długi czas do siebie wzdychali, to istniało spore prawdopodobieństwo, że właśnie tak się to skończy. — Dam ci go tyle, ile tylko będziesz potrzebował — stwierdziła i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
— Zapewne oboje będziemy potrzebować trochę czasu, aż dotrze do nas, że to wszystko tak naprawdę — stwierdziła. Tak długo oboje tego chcieli, że zapewne minie jakiś czas, zanim oboje to w pełni przetrawią. — Koszmary? — zapytała i ściągnęła lekko brwi, odchylając głowę i spoglądając na niego.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Właśnie mnie to też nie przestanie zaskakiwać, że niektórzy żyją w przekonaniu, że są w stanie poderwać którąś z dziewczyn. Muszą być naprawdę pewni siebie albo pijani, jeśli sądzą, że któraś z was będzie chciała iść z nimi do łóżka. To, że występujecie na scenie i kusicie nie jest jednoznaczne z tym, że można was kupić — powiedział. Dobrze wiedział, że żadna z dziewczyn nie chciała wrócić do swojego starego zawodu. Żadnej by nie podejrzewałby o to, że byłaby w stanie sprzedać swoje ciało. Nie bez powodu przyszły do niego z propozycją poprowadzeniu klubu. Gdyby chciały nadal zarabiać tak samo, tylko na własną rękę, to nie byłoby w ogóle tego tematu. — Wszyscy jesteśmy ci wdzięczni za to, że dzięki tobie mam na pensje pracowników — zażartował i się zaśmiał. Wiadomo, że teraz tylko tak żartował, ale prawda była taka, że to Zee najwięcej zarabiała i że dzięki niej ten klub zarabiał tyle, ile zarabiał. Był jej naprawdę bardzo wdzięczny za to, że tak się starała. Inne dziewczyny też musiały zdawać sobie sprawę z tego, że to ona w duże mierze nakręcała biznes.
— No niby tak — przyznał. — Może po prostu szukałem jakiejś wymówki, żeby przekonać siebie samego, że i tak by z tego nic nie wyszło i nie mam po co próbować? Jakoś chciałem sobie radzić z tym, że tak mi się podobasz, ale jesteś poza moim zasięgiem. Jak się okazało, jednak jesteś w moim zasięgu — uśmiechnął się do niej. Godził się z tym, że nigdy jej nie zdobędzie, a wystarczył tylko jeden wieczór, żeby cała sytuacja nabrała tempa. Cieszył się, że wtedy spróbował ją pocałować, bo gdyby nie to, to teraz by nie siedzieli przytuleni na kanapie i kto wie, czy kiedykolwiek dowiedzieliby się o swoich uczuciach. — Nawet nie chcę sobie wyobrażać tego, jak okropnie musiałabyś się czuć, gdybym rozmawiał z tobą na temat mojej dziewczyny. Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło i nie dojdzie — odparł. Oczywiście, że skoro już byli razem, to chciał to traktować poważnie. Kochał ją od bardzo dawna, więc jeśli coś pójdzie nie tak, to skończy z paskudnie złamanym sercem. Nawet nie chciał o tym myśleć. — Mam nadzieję, że tego będziemy mieć pod dostatkiem — powiedział.
— Z całą pewnością, ale jest w tym coś... magicznego — zaśmiał się. Gdy zapytała o koszmary, w pierwszej kolejności skinął lekko głową i krótko mruknął. — Miewam okropne sny — odezwał się w końcu. — Czasami śni mi się wojna gangów. Wracam myślami do tej sytuacji, kiedy zostałem pchnięty nożem. Czasami widzę was wszystkie martwe w klubie... Strasznie się boję tego, że kiedyś do tego dojdzie. Nie wybaczałbym sobie, gdyby którejś z was z mojej winy stałaby się krzywda — powiedział i skrzywił się na twarzy. Ciągle żył w napięciu i strachu, że ktoś z wrogiego gangu go dopadnie, więc nie można się było dziwić temu, że miał takie paskudne sny.
Zee
— No niby tak — przyznał. — Może po prostu szukałem jakiejś wymówki, żeby przekonać siebie samego, że i tak by z tego nic nie wyszło i nie mam po co próbować? Jakoś chciałem sobie radzić z tym, że tak mi się podobasz, ale jesteś poza moim zasięgiem. Jak się okazało, jednak jesteś w moim zasięgu — uśmiechnął się do niej. Godził się z tym, że nigdy jej nie zdobędzie, a wystarczył tylko jeden wieczór, żeby cała sytuacja nabrała tempa. Cieszył się, że wtedy spróbował ją pocałować, bo gdyby nie to, to teraz by nie siedzieli przytuleni na kanapie i kto wie, czy kiedykolwiek dowiedzieliby się o swoich uczuciach. — Nawet nie chcę sobie wyobrażać tego, jak okropnie musiałabyś się czuć, gdybym rozmawiał z tobą na temat mojej dziewczyny. Na szczęście do takiej sytuacji nie doszło i nie dojdzie — odparł. Oczywiście, że skoro już byli razem, to chciał to traktować poważnie. Kochał ją od bardzo dawna, więc jeśli coś pójdzie nie tak, to skończy z paskudnie złamanym sercem. Nawet nie chciał o tym myśleć. — Mam nadzieję, że tego będziemy mieć pod dostatkiem — powiedział.
— Z całą pewnością, ale jest w tym coś... magicznego — zaśmiał się. Gdy zapytała o koszmary, w pierwszej kolejności skinął lekko głową i krótko mruknął. — Miewam okropne sny — odezwał się w końcu. — Czasami śni mi się wojna gangów. Wracam myślami do tej sytuacji, kiedy zostałem pchnięty nożem. Czasami widzę was wszystkie martwe w klubie... Strasznie się boję tego, że kiedyś do tego dojdzie. Nie wybaczałbym sobie, gdyby którejś z was z mojej winy stałaby się krzywda — powiedział i skrzywił się na twarzy. Ciągle żył w napięciu i strachu, że ktoś z wrogiego gangu go dopadnie, więc nie można się było dziwić temu, że miał takie paskudne sny.
może znacie
— Niestety, oni nie są tego świadomi. Myślą, że jak sypną dobrym hajsem i rzucą spory napiwek, to jedna za drugą wskoczą im do łóżka — skrzywiła się. — Najgorsze jest to, że są w tym wszystkim tacy obleśni. W dodatku większość z nich w ogóle nie jest atrakcyjna i chyba naprawdę myśli, że pieniądze im to wynagrodzą i coś w ten sposób ugrają — odparła i pokręciła na boki głową. Niestety, nawet taka praca miała swoje wady. Mimo wszystko, była o niebo lepsza niż to, czym musiała zajmować się w przeszłości, gdy jeszcze była członkinią gangu. Naprawdę cieszyła się z tego, że miała ten etap życia już za sobą i ten był zamknięty. Nie wyobrażała sobie, że miałaby jeszcze kiedykolwiek zajmować się czymś takim. Pomysł z klubem i fakt, że wypalił, było dla niej jak zbawienie. — Cieszę się, że mnie tak doceniacie. Staram się — odparła rozbawiona i pokręciła na boki głową.
— Możliwe — odparła, bo rzeczywiście brzmiało to dość sensownie. — Tak, na szczęście to teraz nie ma już żadnego znaczenia, bo wygląda na to, że oboje dostaliśmy dokładnie to, czego chcieliśmy od dawna — stwierdziła i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Była przekonana, że nigdy nic z tego nie będzie, a wystarczył tylko jeden wieczór, żeby całkowicie wywrócić jej świat do góry nogami, ale w taki sposób, w jaki jak najbardziej chciała. Mężczyzna nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak szczęśliwa była z takiego obrotu spraw. Lepiej nie mogła sobie tego wymarzyć. Oby teraz wszystko potoczyło się dokładnie w takim kierunku, na jaki liczyli, a wtedy będzie już idealnie. — Ja też nie chcę myśleć, jakbyś się czuł, gdybym ja zaczęła nadawać o swoim chłopaku — stwierdziła i skrzywiła się. Na szczęście, nie musieli się tym martwić, bo wyglądało na to, że niedługo to siebie nawzajem będą nazywać w taki sposób. — Też mam taką nadzieję — powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.
— Tak, zdecydowanie jest — zgodziła się z nim i pokiwała lekko głową. — Okej — odparła i zmarszczyła lekko czoło. Liczyła na to, że mężczyzna powie jej coś więcej na ten temat i zaraz tak właśnie się stało. Kiedy słuchała tego co mówił, poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. Momentalnie zrobiło jej się smutno, bo wiadomo, że nie chciała, aby ktoś, kogo kochała i kto był dla niej tak ważny mierzył się z takimi problemami. — Naprawdę mi przykro, że musisz przez to przechodzić — powiedziała w pierwszej kolejności. — Myślałeś o tym, żeby gdzieś z tym pójść? No wiesz, to jakiegoś specjalisty… Żeby pomógł ci to przepracować — powiedziała ostrożnie. — Nie możesz być pewien tego, że moja obecność to coś, co ci pomoże w tej kwestii… — dodała. — Nie chcę, żebyś musiał się z tym dłużej męczyć — uniosła kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Na samą myśl, że mężczyzna od tak długiego czasu musiał mierzyć się z takimi koszmarami, pękało jej serce.
Rouge
— Możliwe — odparła, bo rzeczywiście brzmiało to dość sensownie. — Tak, na szczęście to teraz nie ma już żadnego znaczenia, bo wygląda na to, że oboje dostaliśmy dokładnie to, czego chcieliśmy od dawna — stwierdziła i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Była przekonana, że nigdy nic z tego nie będzie, a wystarczył tylko jeden wieczór, żeby całkowicie wywrócić jej świat do góry nogami, ale w taki sposób, w jaki jak najbardziej chciała. Mężczyzna nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak szczęśliwa była z takiego obrotu spraw. Lepiej nie mogła sobie tego wymarzyć. Oby teraz wszystko potoczyło się dokładnie w takim kierunku, na jaki liczyli, a wtedy będzie już idealnie. — Ja też nie chcę myśleć, jakbyś się czuł, gdybym ja zaczęła nadawać o swoim chłopaku — stwierdziła i skrzywiła się. Na szczęście, nie musieli się tym martwić, bo wyglądało na to, że niedługo to siebie nawzajem będą nazywać w taki sposób. — Też mam taką nadzieję — powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem.
— Tak, zdecydowanie jest — zgodziła się z nim i pokiwała lekko głową. — Okej — odparła i zmarszczyła lekko czoło. Liczyła na to, że mężczyzna powie jej coś więcej na ten temat i zaraz tak właśnie się stało. Kiedy słuchała tego co mówił, poczuła nieprzyjemny skurcz w żołądku. Momentalnie zrobiło jej się smutno, bo wiadomo, że nie chciała, aby ktoś, kogo kochała i kto był dla niej tak ważny mierzył się z takimi problemami. — Naprawdę mi przykro, że musisz przez to przechodzić — powiedziała w pierwszej kolejności. — Myślałeś o tym, żeby gdzieś z tym pójść? No wiesz, to jakiegoś specjalisty… Żeby pomógł ci to przepracować — powiedziała ostrożnie. — Nie możesz być pewien tego, że moja obecność to coś, co ci pomoże w tej kwestii… — dodała. — Nie chcę, żebyś musiał się z tym dłużej męczyć — uniosła kąciki ust w niepewnym uśmiechu. Na samą myśl, że mężczyzna od tak długiego czasu musiał mierzyć się z takimi koszmarami, pękało jej serce.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Nie raz słyszałem, jakie teksty potrafią rzucać. Aż człowieka wykręca — powiedział. — Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zapewne w domu czekają na nich żony i dzieci... — dodał z krótkim westchnięciem. Nie jemu to było oceniać, bo dzięki takim ludziom zarabiał, ale jego zdaniem to było czyste skurwysyństwo, żeby chcieć poderwać dziewczynę za pieniądze, mając w domu rodzinę. Zapewne większość z tych biednych kobiet nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, jaki tak naprawdę był ich mąż. W ogóle nie miał szacunku do takich ludzi. Dla niego małżeństwo i rodzina to była świętość. No, chyba że sprawa dotyczyła jego ojca. Nienawidził go z całego serca za to, że zostawił jego mamę ze wszystkim samą. — Jak moglibyśmy nie doceniać — puścił jej oczko. Zależało mu na tym, żeby Zee znała swoją wartość, bo jak najbardziej powinna. Była jego najlepszą pracownicą.
— Mimo wszystko i tak pewnie przez jakiś czas nie będę mógł się pogodzić z tym, że tak dużo czasu zmarnowaliśmy — rozbawiony pokręcił głową na boki. — Trochę to wszystko brzmi jak jakiś scenariusz na komedię romantyczną — zaśmiał się. Najważniejsze jednak było to, że udało im się zejść. Nie musiał się już bać o to, że pewnego dnia przyjdzie mu oglądać ją w objęciach innego mężczyzny. Oczywiście tylko wtedy, kiedy sam będzie dobrze ją traktował. Obiecał sobie, że nigdy nie dopuści do sytuacji, w której młodsza chciałaby go zostawić albo miała wątpliwości co do szczerości jego uczuć. — Z całą pewnością zapałałbym do niego szczerą nienawiścią, niezależnie od tego, jak miłym byłbym gościem — stwierdził. — Wiem, że to nieładnie, ale życzyłbym mu jak najgorzej i żeby wasz związek nie potrwał długo. Samolubne, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie chciałbym, żebyś spotykała się z kimś innym — westchnął. Co prawda, to nie tak, że zastraszyłby jej potencjalnego chłopaka albo go szantażował, że miał ją zostawić, ale z całą pewnością chciałby zrobić coś, żeby przestali się spotykać.
— Nie musi być ci przykro. To nic takiego. Można by powiedzieć, że nawet się do tego przyzwyczaiłem — powiedział i uśmiechnął się do niej niemrawo. Było to przykre, ale tak często śniły mu się koszmary, że zdążył do tego jako tako przywyknąć. Do tego budzenia się w nocy i momentu paniki. — Masz na myśli psychologa? — zapytał, zerkając na nią. — Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze uważałem, że jestem w stanie sam poradzić sobie ze swoimi demonami. Poza tym nie jestem pewien, czy byłbym w stanie otworzyć się przed obcym człowiekiem na tyle, żeby był w stanie mi pomóc — dodał. Nawet nie wiedziałby, od czego miałby zacząć na takiej terapii, nie wspominając o tym, że miałby problem, żeby znaleźć na to czas. Zee mogła mieć jednak rację z tym, że powinien się nad tym zastanowić. — Mimo wszystko chcę w to wierzyć — odparł. Liczył na to, że przy jej boku rzeczywiście będzie mu się przyjemniej spało i że to magicznie sprawi, że nie będzie miał koszmarów. — Domyślam się — westchnął bezgłośnie. — Sam nie miałbym nic przeciwko temu, żeby pozbyć się tych koszmarów — dodał.
Zee
— Mimo wszystko i tak pewnie przez jakiś czas nie będę mógł się pogodzić z tym, że tak dużo czasu zmarnowaliśmy — rozbawiony pokręcił głową na boki. — Trochę to wszystko brzmi jak jakiś scenariusz na komedię romantyczną — zaśmiał się. Najważniejsze jednak było to, że udało im się zejść. Nie musiał się już bać o to, że pewnego dnia przyjdzie mu oglądać ją w objęciach innego mężczyzny. Oczywiście tylko wtedy, kiedy sam będzie dobrze ją traktował. Obiecał sobie, że nigdy nie dopuści do sytuacji, w której młodsza chciałaby go zostawić albo miała wątpliwości co do szczerości jego uczuć. — Z całą pewnością zapałałbym do niego szczerą nienawiścią, niezależnie od tego, jak miłym byłbym gościem — stwierdził. — Wiem, że to nieładnie, ale życzyłbym mu jak najgorzej i żeby wasz związek nie potrwał długo. Samolubne, zdaję sobie z tego sprawę, ale nie chciałbym, żebyś spotykała się z kimś innym — westchnął. Co prawda, to nie tak, że zastraszyłby jej potencjalnego chłopaka albo go szantażował, że miał ją zostawić, ale z całą pewnością chciałby zrobić coś, żeby przestali się spotykać.
— Nie musi być ci przykro. To nic takiego. Można by powiedzieć, że nawet się do tego przyzwyczaiłem — powiedział i uśmiechnął się do niej niemrawo. Było to przykre, ale tak często śniły mu się koszmary, że zdążył do tego jako tako przywyknąć. Do tego budzenia się w nocy i momentu paniki. — Masz na myśli psychologa? — zapytał, zerkając na nią. — Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze uważałem, że jestem w stanie sam poradzić sobie ze swoimi demonami. Poza tym nie jestem pewien, czy byłbym w stanie otworzyć się przed obcym człowiekiem na tyle, żeby był w stanie mi pomóc — dodał. Nawet nie wiedziałby, od czego miałby zacząć na takiej terapii, nie wspominając o tym, że miałby problem, żeby znaleźć na to czas. Zee mogła mieć jednak rację z tym, że powinien się nad tym zastanowić. — Mimo wszystko chcę w to wierzyć — odparł. Liczył na to, że przy jej boku rzeczywiście będzie mu się przyjemniej spało i że to magicznie sprawi, że nie będzie miał koszmarów. — Domyślam się — westchnął bezgłośnie. — Sam nie miałbym nic przeciwko temu, żeby pozbyć się tych koszmarów — dodał.
może znacie
— Nic mi nie mów… Czasami musimy się pilnować, żeby nie odpowiedzieć czegoś chamskiego albo po prostu nie parsknąć śmiechem. Ja nie wiem, jakim cudem oni myślą, że jakakolwiek kobieta poleci na takie teksty… — stwierdziła i pokręciła zrezygnowana na boki głową. Nie miala pojęcia za kogo ci ludzie się uważali, ale chyba za jakichś naprawdę seksownych i atrakcyjnych mężczyzn, których każda kobieta by chciała. Nawet nie zdawali sobie sprawy z tego w jak dużym błędzie byli. — Tak, to jest najgorsze. Jak sobie o tym czasami myślę, to jest mi tak szkoda tych kobiet… Zapewne żadna z nich nie ma pojęcia, jak jej mąż spędza czas i w jaki sposób dostarcza sobie rozrywki — powiedziała i skrzywiła się. Niestety, ale nawet jeśli tego nie popierała, to jednocześnie nie mogła zaprzeczyć temu, że dzięki tym ludziom klub zarabiał pieniądze, zwłaszcza, że większość z nich bardzo często wracała i właściwie to można by było o nich powiedzieć, że byli ich stałymi bywalcami. Na kolejne słowa Deshawna uśmiechnęła się delikatnie i tylko pokręciła na boki głową, wzdychając cicho. Naprawdę było jej bardzo miło, że w taki sposób o niej myśleli.
— Szczerze powiedziawszy, ja też. Pewnie będę sobie jeszcze jakiś czas pluła w brodę, że wcześniej nie zebrałam się na odwagę aby wykonać wobec ciebie jakiś krok ani nie domyśliłam się, że coś może być na rzeczy — powiedziała i westchnęła cicho. Niestety, czasu nie cofnie. Najważniejsze i tak było to, że ostatecznie oboje dowiedzieli się o tym, co do siebie nawzajem czują i dzięki temu teraz mogli dążyć do tego, na co oboje liczyli. Wydawało jej się to naprawdę nierealne, ale jednocześnie była naprawdę szczęśliwa z takiego obrotu spraw. — No… Trochę tak. Rzeczywiście — przyznała mu rację i pokiwała lekko głową. Nie mogła zaprzeczyć temu, że to rzeczywiście brzmiało jak coś, co normalnie człowiek mógłby obejrzeć w jakimś kinie albo serialu. — No tak, nietrudno się domyślić. Ja zapewne też nie pałałabym sympatią do kobiety, z którą zdecydowałbyś się umawiać — przyznała. Zapewne byłaby wściekła, bo uważałaby, że to ona powinna być na jej miejscu. Niczym dziwnym też nie byłoby, gdyby między nią i Deshawnem tylko wytworzył się z tego powodu większy dystans, bo byłaby również zła na niego, że ten sobie kogoś znalazł. Nawet jeśli byłoby to całkowicie absurdalne i nieracjonalne, bo przecież mężczyzna nawet nie miał pojęcia o jej prawdziwych uczuciach do niego. — Aż tak? No, no. Nie spodziewałam się, że masz na moim punkcie aż takiego fioła — stwierdziła rozbawiona i przewróciła oczami, by zaraz pokręcić delikatnie głową na boki.
— Nie powinieneś się do tego przyzwyczajać. Powinieneś dążyć do tego, żeby przestać mieć te koszmary — odparła i skrzywiła się. Na pewno znalazłby się jakiś specjalista, który byłby w stanie Deshawnowi z tym pomóc i skłamałby, gdyby powiedziala, że nie będzie go namawiać na to, aby jakiegoś poszukał, a potem się do niego udał. — Mhm, tak — potwierdziła i skinęła lekko głową. — Rozumiem… Ale skoro wciąż miewasz te koszmary, to chyba oznacza, że tak nie do końca sobie z tym radzisz — odparła i skubnęła delikatnie zębami swoją dolną wargę. — No dobrze. Okaże się po dzisiejszej nocy — stwierdziła i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Miała nadzieję, że jej obecność da mimo wszystko mężczyźnie chociaż trochę ukojenia. — Cóż, mam nadzieję, że w takim razie moja obecność chociaż trochę ci w tym pomoże — odparła. — Tylko jeśli tak, to co wtedy? Czy będę musiała codziennie wieczorem stawiać się pod twoimi drzwiami, gotowa pójść spać w twoim łóżku? — zapytała i posłała mu figlarny uśmiech.
Rouge
— Szczerze powiedziawszy, ja też. Pewnie będę sobie jeszcze jakiś czas pluła w brodę, że wcześniej nie zebrałam się na odwagę aby wykonać wobec ciebie jakiś krok ani nie domyśliłam się, że coś może być na rzeczy — powiedziała i westchnęła cicho. Niestety, czasu nie cofnie. Najważniejsze i tak było to, że ostatecznie oboje dowiedzieli się o tym, co do siebie nawzajem czują i dzięki temu teraz mogli dążyć do tego, na co oboje liczyli. Wydawało jej się to naprawdę nierealne, ale jednocześnie była naprawdę szczęśliwa z takiego obrotu spraw. — No… Trochę tak. Rzeczywiście — przyznała mu rację i pokiwała lekko głową. Nie mogła zaprzeczyć temu, że to rzeczywiście brzmiało jak coś, co normalnie człowiek mógłby obejrzeć w jakimś kinie albo serialu. — No tak, nietrudno się domyślić. Ja zapewne też nie pałałabym sympatią do kobiety, z którą zdecydowałbyś się umawiać — przyznała. Zapewne byłaby wściekła, bo uważałaby, że to ona powinna być na jej miejscu. Niczym dziwnym też nie byłoby, gdyby między nią i Deshawnem tylko wytworzył się z tego powodu większy dystans, bo byłaby również zła na niego, że ten sobie kogoś znalazł. Nawet jeśli byłoby to całkowicie absurdalne i nieracjonalne, bo przecież mężczyzna nawet nie miał pojęcia o jej prawdziwych uczuciach do niego. — Aż tak? No, no. Nie spodziewałam się, że masz na moim punkcie aż takiego fioła — stwierdziła rozbawiona i przewróciła oczami, by zaraz pokręcić delikatnie głową na boki.
— Nie powinieneś się do tego przyzwyczajać. Powinieneś dążyć do tego, żeby przestać mieć te koszmary — odparła i skrzywiła się. Na pewno znalazłby się jakiś specjalista, który byłby w stanie Deshawnowi z tym pomóc i skłamałby, gdyby powiedziala, że nie będzie go namawiać na to, aby jakiegoś poszukał, a potem się do niego udał. — Mhm, tak — potwierdziła i skinęła lekko głową. — Rozumiem… Ale skoro wciąż miewasz te koszmary, to chyba oznacza, że tak nie do końca sobie z tym radzisz — odparła i skubnęła delikatnie zębami swoją dolną wargę. — No dobrze. Okaże się po dzisiejszej nocy — stwierdziła i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Miała nadzieję, że jej obecność da mimo wszystko mężczyźnie chociaż trochę ukojenia. — Cóż, mam nadzieję, że w takim razie moja obecność chociaż trochę ci w tym pomoże — odparła. — Tylko jeśli tak, to co wtedy? Czy będę musiała codziennie wieczorem stawiać się pod twoimi drzwiami, gotowa pójść spać w twoim łóżku? — zapytała i posłała mu figlarny uśmiech.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Zapewne alkohol dodaje im pewności siebie. Wątpię, że którykolwiek z tych facetów byłby w stanie do którejkolwiek z was zagadać na trzeźwo — odparł. Wiedział, ile alkoholu szło w klubie i to były naprawdę spore ilości. Mężczyźni, którzy przychodzili na występy, potrafili się mocno porobić. Nierzadko się zdarzało, że musieli wypraszać takiego delikwenta, który pozwolił sobie na zbyt wiele. — Pewnie jedyne co im mówią to, że idą z kolegami do baru. One im zapewne ufają, bo dlaczego by nie miały, a potem kończy się na tym, że przychodzą się do was ślinić. Niestety, ale wielu facetów ma tego typu tajemnice. Czasami jako mężczyźnie mi wstyd za zachowanie niektórych z nas — pokręcił lekko głową na boki. Nigdy nie zrozumie takiego zachowania, ale on miał dość konkretne podejście do życia. Zee nie będzie musiała się obawiać tego, że kiedykolwiek zrobi jej takie świństwo.
— Nie ma sobie co tego wyrzucać — zaśmiał się. — Najważniejsze, że ostatecznie wszystko wyszło na jaw — uśmiechnął się do niej. W najpiękniejszych snach nie sądził, że kiedykolwiek to się zdarzy naprawdę. Teraz musiał zadbać o to, żeby sprostać jej oczekiwaniom. Nie mógł jej w żaden sposób rozczarować. — Pewnie byś ją zabijała wzrokiem, a ja nie miałbym zielonego pojęcia, o co ci chodzi — zażartował. Doskonale wiedział, jakby się czuła. Na szczęście był tak zapracowany i wpatrzony w Zee, że żadna inna kobieta go nie interesowała. Nawet jak czasami brakowało mu czyjejś bliskości, to nie był w stanie przełamać się do tego, żeby kogoś poderwać, choćby na jedną noc. Zapewne nie miałby z tym żadnego problemu, bo był przystojny i charyzmatyczny, ale nie był takim typem faceta. Źle by się czuł, wykorzystując w ten sposób jaką kobietę. — Oj mam ogromnego fioła na twoim punkcie — spojrzał na nią z politowaniem. — A teraz będę miał jeszcze większego, kiedy wiem, że ci się podobam — dodał i uśmiechnął się do niej zaczepnie. Nie miał zamiaru się z tym kryć, bo chciał, żeby miała świadomość tego, jak bardzo był zakręcony na jej punkcie.
— Pewnie masz rację. W końcu mnie to wykończy — westchnął. No i przez to nie wysypiał się za dobrze, a wiadomo, że porządny sen wpływał pozytywnie na cały organizm. — Jakoś nigdy się nad tym za bardzo nie zastanawiałem. Może po prostu podświadomie traktuję to jako karę za te wszystkie złe rzeczy, które zrobiłem? Ciężko mi powiedzieć — powiedział. Zapewne teraz będzie na poważnie zastanawiał się nad tym, czy nie zapisać się do jakiegoś specjalisty. Zee mogła mieć rację, że to było coś, co dałoby się przepracować. Tyle tylko, że nie za bardzo mógłby powiedzieć takiemu psychologowi całej prawdy na temat swojej przeszłości, a to przecież z niej brały się te paskudne sny. — Owszem — skinął lekko głową. — Też mam taką nadzieję, bo to byłoby naprawdę przyjemne rozwiązanie tego problemu — powiedział i posłał jej delikatny uśmiech. — Oczywiście, że tak. To stałoby się poniekąd twoim obowiązkiem — zażartował i się zaśmiał. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby już codziennie zasypiać się i budzić przy jej boku.
Zee
— Nie ma sobie co tego wyrzucać — zaśmiał się. — Najważniejsze, że ostatecznie wszystko wyszło na jaw — uśmiechnął się do niej. W najpiękniejszych snach nie sądził, że kiedykolwiek to się zdarzy naprawdę. Teraz musiał zadbać o to, żeby sprostać jej oczekiwaniom. Nie mógł jej w żaden sposób rozczarować. — Pewnie byś ją zabijała wzrokiem, a ja nie miałbym zielonego pojęcia, o co ci chodzi — zażartował. Doskonale wiedział, jakby się czuła. Na szczęście był tak zapracowany i wpatrzony w Zee, że żadna inna kobieta go nie interesowała. Nawet jak czasami brakowało mu czyjejś bliskości, to nie był w stanie przełamać się do tego, żeby kogoś poderwać, choćby na jedną noc. Zapewne nie miałby z tym żadnego problemu, bo był przystojny i charyzmatyczny, ale nie był takim typem faceta. Źle by się czuł, wykorzystując w ten sposób jaką kobietę. — Oj mam ogromnego fioła na twoim punkcie — spojrzał na nią z politowaniem. — A teraz będę miał jeszcze większego, kiedy wiem, że ci się podobam — dodał i uśmiechnął się do niej zaczepnie. Nie miał zamiaru się z tym kryć, bo chciał, żeby miała świadomość tego, jak bardzo był zakręcony na jej punkcie.
— Pewnie masz rację. W końcu mnie to wykończy — westchnął. No i przez to nie wysypiał się za dobrze, a wiadomo, że porządny sen wpływał pozytywnie na cały organizm. — Jakoś nigdy się nad tym za bardzo nie zastanawiałem. Może po prostu podświadomie traktuję to jako karę za te wszystkie złe rzeczy, które zrobiłem? Ciężko mi powiedzieć — powiedział. Zapewne teraz będzie na poważnie zastanawiał się nad tym, czy nie zapisać się do jakiegoś specjalisty. Zee mogła mieć rację, że to było coś, co dałoby się przepracować. Tyle tylko, że nie za bardzo mógłby powiedzieć takiemu psychologowi całej prawdy na temat swojej przeszłości, a to przecież z niej brały się te paskudne sny. — Owszem — skinął lekko głową. — Też mam taką nadzieję, bo to byłoby naprawdę przyjemne rozwiązanie tego problemu — powiedział i posłał jej delikatny uśmiech. — Oczywiście, że tak. To stałoby się poniekąd twoim obowiązkiem — zażartował i się zaśmiał. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby już codziennie zasypiać się i budzić przy jej boku.
może znacie
— Na stówę nie. Pewnie ich wszystkie onieśmielamy, tylko właśnie przez alkohol mają odwagę na to, żeby tak cwaniaczyć. Na trzeźwo to pewnie jeden z drugim bałby się do nas odezwać — przewróciła oczami i zaraz zaśmiała się cicho. No, ale dokładnie tak było. Niestety, też im więcej pili, tym bardziej nachalni i natarczywi byli. W dodatku niektórzy robili się też dość dotykalscy, ale na szczęście ochroniarze zawsze szybko reagowali i dawali takim delikwentom do zrozumienia, żeby się nie zapędzali i trzymali te swoje obleśne łapska przy sobie. — I wiesz co jest w tym najgorsze? Że niestety, ale większość mężczyzn taka jest — skrzywiła się. — Takich jak ty, to tylko ze świecą szukać — dodała, chcąc mu przy okazji sypnąć komplementem. Nie można jednak było zaprzeczyć, że to, jakie Deshawn miał podejście do kobiet oraz jak podchodził do spraw związków było na jego korzyść, bo praktycznie dla każdej kobiety w ten sposób byłby ideałem. Dodatkowo punktował jeszcze tym, że był naprawdę atrakcyjnym mężczyzną. Nic dziwnego, że się w nim zakochała po uszy.
— Tak, to najważniejsze. Teraz w końcu oboje możemy dążyć do tego, na co liczyliśmy — zgodziła się z nim i kiwnęła lekko głową. Wiedziała, że to tylko kwestia czasu, aż zostaną parą, bo oboje dokładnie tego chcieli. Szczerze powiedziawszy, nie mogła się już doczekać tego, aż oficjalnie zostanie jego dziewczyną i będzie mogła nazywać Deshawna swoim chłopakiem. Co prawda, nie miała pojęcia jak powinni to rozegrać w klubie, ale zapewne jeszcze będą mieli czas na to, żeby to sobie na spokojnie przemyśleć. — Tak, dokładnie właśnie tak by było — odparła i rozbawiona pokręciła głową na boki. Na szczęście, teraz już nie musiała martwić się takim scenariuszem, bo ani ona, ani Deshawn nie skończą z nikim innym. Skończą ze sobą nawzajem, tak jak oboje tego od bardzo dawna chcieli. — Bardzo miło mi to słyszeć — odparła i zagryzła delikatnie swoją dolną wargę. Wiadomo, że bardzo jej schlebiało to, że facet na punkcie którego szalała mówił jej takie rzeczy. — Mhm. Miej. Chcę, żebyś świata poza mną nie widział — zaśmiała się cicho. Cóż, nic dziwnego, że nagle stała się taka zaborcza, skoro w końcu wiedziała, że może mieć Deshawna tylko dla siebie.
— No właśnie. Nie mogę na to pozwolić — stwierdziła zatroskana i westchnęła ciężko. Naprawdę się o niego martwiła. — Przestań, nie mów tak. Nie możesz żyć w taki sposób — skarciła go i ściągnęła lekko brwi. Nie chciał, żeby mężczyzna mówił takie rzeczy, bo wcale nie uważała, żeby ten na coś takiego zasługiwał. — I w dodatku bardzo łatwe — stwierdziła i uniosła kąciki ust w nikłym uśmiechu. — Cóż, skłamałbym, gdybym powiedziała, że chętnie bym tego nie robiła — posłała mu zaczepny uśmiech. — Tak szczerze powiedziawszy… To chętnie bym się już umyła i przeniosła do twojego łóżka, żebyśmy tam mogli się trochę poprzytulać — powiedziała nieśmiało. Poprzez przytulanie nie miała oczywiście tylko tego na myśli.
Rouge
— Tak, to najważniejsze. Teraz w końcu oboje możemy dążyć do tego, na co liczyliśmy — zgodziła się z nim i kiwnęła lekko głową. Wiedziała, że to tylko kwestia czasu, aż zostaną parą, bo oboje dokładnie tego chcieli. Szczerze powiedziawszy, nie mogła się już doczekać tego, aż oficjalnie zostanie jego dziewczyną i będzie mogła nazywać Deshawna swoim chłopakiem. Co prawda, nie miała pojęcia jak powinni to rozegrać w klubie, ale zapewne jeszcze będą mieli czas na to, żeby to sobie na spokojnie przemyśleć. — Tak, dokładnie właśnie tak by było — odparła i rozbawiona pokręciła głową na boki. Na szczęście, teraz już nie musiała martwić się takim scenariuszem, bo ani ona, ani Deshawn nie skończą z nikim innym. Skończą ze sobą nawzajem, tak jak oboje tego od bardzo dawna chcieli. — Bardzo miło mi to słyszeć — odparła i zagryzła delikatnie swoją dolną wargę. Wiadomo, że bardzo jej schlebiało to, że facet na punkcie którego szalała mówił jej takie rzeczy. — Mhm. Miej. Chcę, żebyś świata poza mną nie widział — zaśmiała się cicho. Cóż, nic dziwnego, że nagle stała się taka zaborcza, skoro w końcu wiedziała, że może mieć Deshawna tylko dla siebie.
— No właśnie. Nie mogę na to pozwolić — stwierdziła zatroskana i westchnęła ciężko. Naprawdę się o niego martwiła. — Przestań, nie mów tak. Nie możesz żyć w taki sposób — skarciła go i ściągnęła lekko brwi. Nie chciał, żeby mężczyzna mówił takie rzeczy, bo wcale nie uważała, żeby ten na coś takiego zasługiwał. — I w dodatku bardzo łatwe — stwierdziła i uniosła kąciki ust w nikłym uśmiechu. — Cóż, skłamałbym, gdybym powiedziała, że chętnie bym tego nie robiła — posłała mu zaczepny uśmiech. — Tak szczerze powiedziawszy… To chętnie bym się już umyła i przeniosła do twojego łóżka, żebyśmy tam mogli się trochę poprzytulać — powiedziała nieśmiało. Poprzez przytulanie nie miała oczywiście tylko tego na myśli.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— Z całą pewnością — przyznał. — Ale nie można się temu dziwić, biorąc pod uwagę, jak atrakcyjne wszystkie jesteście. Do tego, jak się umalujecie, ułożycie włosy i ubierzecie w swoje stroje, to już w ogóle można oszaleć na waszym punkcie. Wcale się tym facetom nie dziwię, że próbują szczęścia — zaśmiał się. Jeśli chodziło o wygląd jego ekipy w pracy, to można było być pod wrażeniem. Żadna dziewczyna nie odstawała od reszty w negatywny sposób. Do tego były tak zróżnicowane, że każdy był w stanie znaleźć coś dla siebie. W jego oczach oczywiście Zee była najbardziej atrakcyjna i żadna inna nie mogła się z nią równać. — Zdaję sobie z tego sprawę. Zawsze mi za nich głupio — westchnął. Nie rozumiał, dlaczego faceci byli takimi dupkami i traktowali kobiety przedmiotowo. To wcale nie było takie trudne, żeby dobrze je traktować. No, ale wtedy trzeba było schować do kieszeni chęć rządzenia nimi. — Schlebiasz mi. Wcale nie jestem ideałem. Mam swoje wady — rozbawiony pokręcił głową na boki. To nie tak, że był bez skazy. Nie dość, że swoje miał za uszami, to jeszcze dało się w nim znaleźć trochę minusów. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że rzeczywiście wiedział, jak traktować kobietę, żeby czuła się dobrze w jego towarzystwie.
— Dokładnie — skinął lekko głową. Nie był pewien, czy mogli powiedzieć o sobie, że są parą, czy to dopiero przyjdzie, ale zapewne w końcu będzie czekała ich rozmowa na ten temat. Nie bał się tego, bo wiedział, że Zee zależało na tym, żeby byli razem tak samo jak jemu. — Z drugiej strony... chętnie bym cię zobaczył, kiedy jesteś o mnie o zazdrosna albo kiedy o mnie walczysz — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Domyślał się, że jakby zobaczyła go z inną, to zapewne byłaby cholernie zazdrosna. Sam by dostał na łeb, gdyby zobaczył ją z innym. — To nie będzie trudne, bo już tak jest — powiedział. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie był zakręcony na jej punkcie.
— Domyślam się, że cię to zmartwiło — odparł z krótkim westchnięciem. — Nawet jeśli już się do tego przyzwyczaiłem — zapytał, siląc się na żartobliwy ton, tylko po to, żeby zaraz westchnąć. — W takim razie nie może być inaczej i musisz być remedium na moje problemy — powiedział. Rzeczywiście miał nadzieję na to, że obecność Zee w nocy sprawi, że będzie w stanie przespać noc bez żadnych rewelacji. — Jasne — odparł, po czym sprzedał jej buziaka i podniósł się z kanapy, żeby skierować się do swojej sypialni.
Po dłuższej chwili wrócił z niej do salonu, trzymając w dłoniach swoją koszulkę i świeży ręcznik. Podszedł do kanapy i podał wszystko dziewczynie. — Zgaduję, że chciałabyś się najpierw umyć i że chętnie spałabyś w czymś wygodniejszym — powiedział. No, nie mógł zaprzeczyć temu, że wizja tego, że dziewczyna będzie spała w jego ubraniu, była bardzo przyjemna. Chyba każdy facet tak miał, że lubił widzieć kobietę w swoich ubraniach.
Zee
— Dokładnie — skinął lekko głową. Nie był pewien, czy mogli powiedzieć o sobie, że są parą, czy to dopiero przyjdzie, ale zapewne w końcu będzie czekała ich rozmowa na ten temat. Nie bał się tego, bo wiedział, że Zee zależało na tym, żeby byli razem tak samo jak jemu. — Z drugiej strony... chętnie bym cię zobaczył, kiedy jesteś o mnie o zazdrosna albo kiedy o mnie walczysz — uśmiechnął się do niej zaczepnie. Domyślał się, że jakby zobaczyła go z inną, to zapewne byłaby cholernie zazdrosna. Sam by dostał na łeb, gdyby zobaczył ją z innym. — To nie będzie trudne, bo już tak jest — powiedział. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie był zakręcony na jej punkcie.
— Domyślam się, że cię to zmartwiło — odparł z krótkim westchnięciem. — Nawet jeśli już się do tego przyzwyczaiłem — zapytał, siląc się na żartobliwy ton, tylko po to, żeby zaraz westchnąć. — W takim razie nie może być inaczej i musisz być remedium na moje problemy — powiedział. Rzeczywiście miał nadzieję na to, że obecność Zee w nocy sprawi, że będzie w stanie przespać noc bez żadnych rewelacji. — Jasne — odparł, po czym sprzedał jej buziaka i podniósł się z kanapy, żeby skierować się do swojej sypialni.
Po dłuższej chwili wrócił z niej do salonu, trzymając w dłoniach swoją koszulkę i świeży ręcznik. Podszedł do kanapy i podał wszystko dziewczynie. — Zgaduję, że chciałabyś się najpierw umyć i że chętnie spałabyś w czymś wygodniejszym — powiedział. No, nie mógł zaprzeczyć temu, że wizja tego, że dziewczyna będzie spała w jego ubraniu, była bardzo przyjemna. Chyba każdy facet tak miał, że lubił widzieć kobietę w swoich ubraniach.
może znacie
— Może gdyby każdy z nich nie patrzył na nas tak przedmiotowo i nie liczył z naszej strony tylko na jedno, to byłby w stanie z którąś dziewczyną coś ugrać, ale to jest tak oczywiste, czego oni tak naprawdą chcą, że żaden z nich nie ma szans — powiedziała i wzruszyła ramionami. To nie tak, że na pokazach brakowało atrakcyjnych mężczyzn. Niestety, ci nie zachowywali się wcale lepiej niż pozostali, więc byli wrzucani do jednego worka razem z całą resztą oblechów, którzy próbowali do nich podbijać i liczyli na to, że wystarczy sypnąć kasą, aby zaciągnąć którąś dziewczynę w klubie do łóżka. — No, ale to też nie tak, że cokolwiek możesz na to poradzić. Najważniejsze, że sam taki nie jesteś i wyróżniasz się na tle innych — stwierdziła. O tak, nie można było zaprzeczyć temu, że Deshawn znacznie różnił się od innych mężczyzn, zarówno pod względem wyglądu i zachowania, ale również tego z jakim szacunkiem traktował kobiety. Nic dziwnego, że tak bardzo wpadł w oko Zee. — Każdy ma jakieś wady, ale zdecydowanie w twoim przypadku zalety je przyćmiewają — stwierdziła i uniosła kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Każdy z nich miał coś za uszami i były rzeczy, których się wstydzili oraz o których nie chcieliby mówić na głos. Nie było ludzi idealnych.
Gdy mężczyzna powiedział, że chętnie by ją zobaczył kiedy jest zazdrosna i zabiega o jego względy, Zee posłała mi nieprzychylne spojrzenie. — Żeby nawet nie przyszło ci do głowy, aby próbować doprowadzić do takiej sytuacji — ostrzegła go. Na pewno nie byłaby z tego powodu zadowolona, a przy okazji pewnie jeszcze oberwałoby się przez to Deshawnowi, który w ogóle pozwolił, aby do takiej sytuacji doszło. Była jednak pewna, że mężczyzna tylko tak żartował i nie zachowałby się w taki sposób, bo musiał być świadom, że na pewno sprawiłby jej w ten sposób przykrość. Na jego kolejne słowa poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Uśmiechnęła się, a potem skinęła głową i wydała z siebie cichy pomruk. Wiadomo, że takie słowa z ust kogoś, w kim od długiego czasu była zakochana były bardzo przyjemne i jej schlebiały.
— Mhm — wymruczała i skinęła lekko głową. Logiczne, że skoro jej zależało na starszym, to nie chciała, żeby ten miał jakiekolwiek problemy czy z czymkolwiek się męczył. Nic więc dziwnego, że teraz kiedy dowiedziała się o tych jego koszmarach, to naprawdę się zmartwiła. — Oby — westchnęła cicho i zacisnęła wargi w wąską linię. Miała nadzieję, że chociaż w jakimś małym stopniu pomoże starszemu się uporać z tym problemem. Gdy mężczyzna się z nią zgodził i sprzedał jej tego buziaka, ponownie poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Powiodła za nim wzrokiem, dopóki ten nie zniknął za drzwiami sypialni.
Musiała chwilę poczekać, aż ten z powrotem wróci do salonu, ale w końcu przyszedł, przynosząc jej ubrania na zmianę oraz ręcznik. Wzięła od niego rzeczy, po czym sama się podniosła z kanapy. — Tak, to na pewno — zgodziła się z nim i kiwnęła lekko głową. — W takim razie zaraz wrócę — oznajmiła, po czym wyszła z salonu, przechodząc do łazienki.
Zmyła makijaż, a potem rozebrała się i weszła pod prysznic. Dość szybko się z nim uporała, wyszła spod niego i się wytarła. Następnie ubrała się, a po założeniu na siebie koszulki starszego, uśmiechnęła się pod nosem, bo ta pachniała Deshawnem i wyjątkowo jej się to spodobało. Poskładała swoje ubrania, odkładając je na półkę, po czym wyszła z łazienki i wróciła do salonu. — Już — oznajmiła nieco zakłopotana i odchrząknęła cicho.
Rouge
Gdy mężczyzna powiedział, że chętnie by ją zobaczył kiedy jest zazdrosna i zabiega o jego względy, Zee posłała mi nieprzychylne spojrzenie. — Żeby nawet nie przyszło ci do głowy, aby próbować doprowadzić do takiej sytuacji — ostrzegła go. Na pewno nie byłaby z tego powodu zadowolona, a przy okazji pewnie jeszcze oberwałoby się przez to Deshawnowi, który w ogóle pozwolił, aby do takiej sytuacji doszło. Była jednak pewna, że mężczyzna tylko tak żartował i nie zachowałby się w taki sposób, bo musiał być świadom, że na pewno sprawiłby jej w ten sposób przykrość. Na jego kolejne słowa poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Uśmiechnęła się, a potem skinęła głową i wydała z siebie cichy pomruk. Wiadomo, że takie słowa z ust kogoś, w kim od długiego czasu była zakochana były bardzo przyjemne i jej schlebiały.
— Mhm — wymruczała i skinęła lekko głową. Logiczne, że skoro jej zależało na starszym, to nie chciała, żeby ten miał jakiekolwiek problemy czy z czymkolwiek się męczył. Nic więc dziwnego, że teraz kiedy dowiedziała się o tych jego koszmarach, to naprawdę się zmartwiła. — Oby — westchnęła cicho i zacisnęła wargi w wąską linię. Miała nadzieję, że chociaż w jakimś małym stopniu pomoże starszemu się uporać z tym problemem. Gdy mężczyzna się z nią zgodził i sprzedał jej tego buziaka, ponownie poczuła przyjemne motylki w brzuchu. Powiodła za nim wzrokiem, dopóki ten nie zniknął za drzwiami sypialni.
Musiała chwilę poczekać, aż ten z powrotem wróci do salonu, ale w końcu przyszedł, przynosząc jej ubrania na zmianę oraz ręcznik. Wzięła od niego rzeczy, po czym sama się podniosła z kanapy. — Tak, to na pewno — zgodziła się z nim i kiwnęła lekko głową. — W takim razie zaraz wrócę — oznajmiła, po czym wyszła z salonu, przechodząc do łazienki.
Zmyła makijaż, a potem rozebrała się i weszła pod prysznic. Dość szybko się z nim uporała, wyszła spod niego i się wytarła. Następnie ubrała się, a po założeniu na siebie koszulki starszego, uśmiechnęła się pod nosem, bo ta pachniała Deshawnem i wyjątkowo jej się to spodobało. Poskładała swoje ubrania, odkładając je na półkę, po czym wyszła z łazienki i wróciła do salonu. — Już — oznajmiła nieco zakłopotana i odchrząknęła cicho.
Blue moon
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
You saw me standin' alone
Without a dream in my heart
Without a love of my own
Whispers of life
to ja, otwórz
— No tak, nietrudno się domyślić, na co liczy jakiś facet, kiedy podbija do dziewczyny. To da się wyczuć na kilometr, jakie ma intencje — przyznał. Zapewne dziewczyny doskonale wiedziały, co powie albo jak się zachowa koleś, który zmierza w ich kierunku. Czasami gdzieś kątem ucha usłyszał, jakie niektórzy mają teksty na podryw i wiele go kosztowało, żeby w takich sytuacjach nie wybuchnąć śmiechem, bo to były tak oklepane i żenujące teksty, że człowiekowi nie pozostało nic innego, jak tylko się śmiać przez łzy. — Niby tak, ale faceci mają w sobie coś takiego, że mimowolnie biorą na siebie odpowiedzialność za innych facetów. Zupełnie jakbyśmy się bali, że to doprowadzi do naszej zagłady czy coś — rzucił żartobliwie i się zaśmiał. Nic nie mógł poradzić na to, że jak widział niektórych facetów, to aż go coś ściskało w środku ze wstydu. Na szczęście sam był tym lepszym modelem, który szanował kobiety i który wiedział, jak należy się zachowywać. — Miło mi to od ciebie słyszeć, tym bardziej że jestem do siebie bardzo surowo nastawiony. Od kiedy pamiętam, jestem wobec siebie bardzo krytyczny, ale to z jednej strony dobrze, bo przynajmniej potrafię się zreflektować, kiedy zrobię coś nie tak — odparł. Nie można o nim było powiedzieć, że miał wiele wad, ale to wszystko była zasługa tego, że bardzo się pilnował i zwracał uwagę na swoje zachowanie. Rzadko kiedy puszczały mu nerwy i rzadko kiedy pozwalał emocjom wziąć górę. Podchodził do wszystkiego na chłodno.
— Mówisz? — uśmiechnął się do niej zaczepnie. — Nie martw się. Nie jestem z tych, którzy celowo wzbudzają czyjąś zazdrość tylko po to, żeby podnieść sobie samoocenę — dodał. Zdecydowanie nie musiała się bać, że kiedykolwiek wykręci jej taki numer, bo to po prostu nie było w jego stylu. Nie wspominając o tym, że czułby się podle, gdyby jednocześnie był z nią, a flirtował z kimś innym. Uważał, że takie zachowanie było poniżej jakiejkolwiek godności.
Skinął lekko głową, kiedy powiedziała, że zaraz wróci. Kiedy wyszła, to w międzyczasie sprawdził swój telefon. Nie musiał długo czekać na to, aż wróciła z łazienki. Oderwał wzrok od ekranu i przeniósł na nią swoje spojrzenie. Momentalnie poczuł przyjemny ucisk w podbrzuszu, widząc ją w swojej koszulce. — Wyglądasz przeuroczo — powiedział i uśmiechnął się do niej delikatnie. — Możesz już iść do łóżka. Też się umyję i do ciebie przyjdę — dodał. Zniknął na chwilę w sypialni, żeby wziąć świeżą bieliznę i koszulkę, po czym skierował się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Sprawnie się z tym uporał i zaraz wyszedł.
Przeszedł do sypialni, gdzie stanął w drzwiach i wsparł się bokiem o framugę, wbijając wzrok w Zee. — Nigdy nie sądziłem, że zastanę taki widok w moim łóżku — powiedział, uśmiechając się do niej figlarnie. — Muszę przyznać, że pasujesz tutaj jak ulał — dodał i puścił jej oczko. Sam podszedł do łóżka, aby na nie wejść. Wszedł pod kołdrę, ułożył się nieco wygodniej, po czym objął młodszą i do siebie przytulił. Odetchnął nieco głębiej, ciesząc się z jej obecności.
Zee
— Mówisz? — uśmiechnął się do niej zaczepnie. — Nie martw się. Nie jestem z tych, którzy celowo wzbudzają czyjąś zazdrość tylko po to, żeby podnieść sobie samoocenę — dodał. Zdecydowanie nie musiała się bać, że kiedykolwiek wykręci jej taki numer, bo to po prostu nie było w jego stylu. Nie wspominając o tym, że czułby się podle, gdyby jednocześnie był z nią, a flirtował z kimś innym. Uważał, że takie zachowanie było poniżej jakiejkolwiek godności.
Skinął lekko głową, kiedy powiedziała, że zaraz wróci. Kiedy wyszła, to w międzyczasie sprawdził swój telefon. Nie musiał długo czekać na to, aż wróciła z łazienki. Oderwał wzrok od ekranu i przeniósł na nią swoje spojrzenie. Momentalnie poczuł przyjemny ucisk w podbrzuszu, widząc ją w swojej koszulce. — Wyglądasz przeuroczo — powiedział i uśmiechnął się do niej delikatnie. — Możesz już iść do łóżka. Też się umyję i do ciebie przyjdę — dodał. Zniknął na chwilę w sypialni, żeby wziąć świeżą bieliznę i koszulkę, po czym skierował się do łazienki, gdzie wziął szybki prysznic. Sprawnie się z tym uporał i zaraz wyszedł.
Przeszedł do sypialni, gdzie stanął w drzwiach i wsparł się bokiem o framugę, wbijając wzrok w Zee. — Nigdy nie sądziłem, że zastanę taki widok w moim łóżku — powiedział, uśmiechając się do niej figlarnie. — Muszę przyznać, że pasujesz tutaj jak ulał — dodał i puścił jej oczko. Sam podszedł do łóżka, aby na nie wejść. Wszedł pod kołdrę, ułożył się nieco wygodniej, po czym objął młodszą i do siebie przytulił. Odetchnął nieco głębiej, ciesząc się z jej obecności.
może znacie
— No właśnie, zwłaszcza w takim miejscu. Chyba myślą, że jesteśmy łase na pieniądze i jak nam proponują spore sumki, to uradowane pójdziemy z nimi do łóżka, byleby więcej zarobić — powiedziała i przewróciła oczami. Zauważyła, że zawsze kobiety, które wykonywały zawody tego typu z góry były brane za takie, które za wystarczającą kwotę pieniędzy zrobią wszystko to, o co się je poprosi. Dalekie to jednak było od prawdy, bo jedno nijak miało się do drugiego. Tancerka czy striptizerka to nie była też z automatu dziwka, a chyba właśnie za takie je mieli. — No w sumie… Powoli chyba doprowadza, więc coś w tym jest. Słyszałeś o epidemii samotności mężczyzn? Jest to dość popularne zjawisko w tych czasach — stwierdziła. Nie byłaby jednak zaskoczona, gdyby okazało się, że Deshawn jeszcze o tym nie słyszał. Nie można było zapominać o tym, Zee była od niego dużo młodsza, więc na pewno była bardziej zorientowana w tym, co było teraz w internecie popularne i co było na czasie. Rouge niespecjalnie sprawiał jej wrażenie kogoś, kto wieczorami by siedział i scrollował tiktoki albo rolki na Instagramie. — Ale nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu spojrzysz na siebie bardziej przychylnym okiem. Wiesz, z miłością i sympatią — powiedziała i wzruszyła lekko ramionami. Zabawne, że dawała komuś rady tego typu, kiedy sama nie potrafiła wcielić ich w życie i również bardzo krytycznie na siebie patrzyła. Tyle tylko, że w jej przypadku odbijało się to na jej poczuciu własnej wartości.
— Mhm — wymruczała i pokiwała lekko głową. — I bardzo dobrze. Gdyby coś takiego przyszło ci kiedykolwiek do głowy, to bardzo bym się na ciebie pogniewała — powiedziała. Chciała, żeby Deshawn miał świadomość tego, że coś takiego nie uszłoby mu na sucho, a wątpiła w to, że mężczyzna chciałby, aby była na niego zła i obrażona. Na tyle, na ile go znała, wiedziała jednak, że ten celowo nie chciałby jej skrzywdzić i sprawić jej przykrości w taki sposób.
Gdy Rouge powiedział jej, że wyglądała uroczo, na jej ustach od razu zagościł delikatny uśmiech, a ona sama zawstydziła się tylko jeszcze bardziej. — Dzięki — wymamrotała zakłopotana. Nie było co się dziwić, bo rzeczywiście tak wyglądała. Koszulka Deshawna była dość duża i luźna, a że ona była znacznie drobniejsza od niego, to po prostu w niej tonęła. Ta jednak zakrywała wszystko to co powinna i pełniła dobrze rolę koszuli nocnej. — Okej, tylko nie każ mi długo czekać — powiedziała. Kiedy Deshawn wrócił i udał się do łazienki, Zee przeszła do sypialni. Po przekroczeniu progu pokoju, uważnie rozejrzała się dookoła, po czym weszła na łóżko i wsunęła się pod kołdrę. Serce waliło jej jak szalone. Nie wierzyła w to, że naprawdę leżała w łóżku Deshawna i miała spędzić w nim noc u boku mężczyzny.
Nie musiała czekać długo, aż ten wróci. Kiedy Lavigne wszedł do sypialni, podparła się na łokciach, żeby się unieść i na niego spojrzeć. — Mi też ciężko uwierzyć w to, że leżę w twoim łóżku — pokręciła na boki głową rozbawiona. — Nie zaprzeczę, że mogłabym się tu zadomowić — przyznała i opadła z powrotem na materac. Kiedy mężczyzna do niej dołączył i ją objął, chętnie sama się w niego wtuliła. Przymknęła na krótką chwilę powieki, ale zaraz je otworzyła i odchyliła głowę, aby na niego spojrzeć. Przez chwilę się w niego wpatrywała, ale w końcu pocałowała go czule. Dość szybko jednak pogłębiła ten pocałunek, wydając z siebie cichy pomruk wprost do jego ust.
Rouge
— Mhm — wymruczała i pokiwała lekko głową. — I bardzo dobrze. Gdyby coś takiego przyszło ci kiedykolwiek do głowy, to bardzo bym się na ciebie pogniewała — powiedziała. Chciała, żeby Deshawn miał świadomość tego, że coś takiego nie uszłoby mu na sucho, a wątpiła w to, że mężczyzna chciałby, aby była na niego zła i obrażona. Na tyle, na ile go znała, wiedziała jednak, że ten celowo nie chciałby jej skrzywdzić i sprawić jej przykrości w taki sposób.
Gdy Rouge powiedział jej, że wyglądała uroczo, na jej ustach od razu zagościł delikatny uśmiech, a ona sama zawstydziła się tylko jeszcze bardziej. — Dzięki — wymamrotała zakłopotana. Nie było co się dziwić, bo rzeczywiście tak wyglądała. Koszulka Deshawna była dość duża i luźna, a że ona była znacznie drobniejsza od niego, to po prostu w niej tonęła. Ta jednak zakrywała wszystko to co powinna i pełniła dobrze rolę koszuli nocnej. — Okej, tylko nie każ mi długo czekać — powiedziała. Kiedy Deshawn wrócił i udał się do łazienki, Zee przeszła do sypialni. Po przekroczeniu progu pokoju, uważnie rozejrzała się dookoła, po czym weszła na łóżko i wsunęła się pod kołdrę. Serce waliło jej jak szalone. Nie wierzyła w to, że naprawdę leżała w łóżku Deshawna i miała spędzić w nim noc u boku mężczyzny.
Nie musiała czekać długo, aż ten wróci. Kiedy Lavigne wszedł do sypialni, podparła się na łokciach, żeby się unieść i na niego spojrzeć. — Mi też ciężko uwierzyć w to, że leżę w twoim łóżku — pokręciła na boki głową rozbawiona. — Nie zaprzeczę, że mogłabym się tu zadomowić — przyznała i opadła z powrotem na materac. Kiedy mężczyzna do niej dołączył i ją objął, chętnie sama się w niego wtuliła. Przymknęła na krótką chwilę powieki, ale zaraz je otworzyła i odchyliła głowę, aby na niego spojrzeć. Przez chwilę się w niego wpatrywała, ale w końcu pocałowała go czule. Dość szybko jednak pogłębiła ten pocałunek, wydając z siebie cichy pomruk wprost do jego ust.