Eze 👽
12th
It made me wonder about their past
Musiał przyznać, że ich ostatnie spotkanie namieszało mu w głowie. Sam już nie wiedział, co powinien o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony Sylvan mówił mu, że go nie lubił i nie chciał mieć z nim nic wspólnego, żeby chwilę później samemu go pocałować i rozmawiać na temat swoich uczuć. Gdy chłopak zadzwonił do niego i powiedział mu, że wybierze się razem z nim w wycieczkę kamperem, to jeszcze bardziej zgłupiał. Oczywiście nie zamierzał na to narzekać, bo od kiedy mu to zaproponował, to liczył właśnie na to, ale było mu z tym dziwnie. Cieszył się jak dziecko i nie mógł się doczekać wyjazdu. Umówili się, że wyjadą na początku weekendu, a że Sylvan zadzwonił do niego w poniedziałek, to trochę musiał się naczekać. Trochę był jak takie dziecko, które cieszyło się, bo mogło wyjechać na wymarzony obóz. Kiedy młodszy zapytał go, co powinien przygotować, to powiedział mu, że sam zajmie się przygotowywaniem wszystkiego i że ma zadbać tylko o swoje osobiste rzeczy. Nie był jednak pewien, czy Sylvan przygotuje się do tego odpowiednio, więc na wszelki wypadek wysłał mu jeszcze wiadomość z listą rzeczy, które musiał ze sobą zabrać, bo bez nich ani rusz. Sam w tygodniu podjechał kupić potrzebne rzeczy. Głównie była to spożywka, ale wziął też inne rzeczy, które wydawały mu się konieczne. Wolał być przygotowany na każdą możliwą okazję. Dzień przed samym wyjazdem był tak poekscytowany, że miał problem, żeby usnąć. Kręcił się z boku na bok, ale w końcu włączył sobie jakieś pseudonaukowe pierdolenie o starożytnych kosmitach w telewizji i ostatecznie zasnął na kanapie. Przebudził się jakoś koło trzeciej w nocy i jeszcze na jakiś czas przeniósł się do swojego łóżka, licząc na to, że jak przez te dwie czy trzy godziny poleży na wygodnym materacu, to wszystko przestanie go tak boleć. Chyba powinien zainwestować w kanapę, na której w razie czego dało się spać. Na szczęście miał taki dobry humor, że nie robił sobie nic z tego, że nie wyspał się tak, jakby tego chciał. Uznał, że strzeli sobie kawkę rano, a potem kolejną w trasie i będzie dobrze.
Gdy już zjadł śniadanie i wypił obowiązkową poranną kawę, spakował resztę rzeczy do kampera. Już poprzedniego dnia spakował większość z tego, co miał zabrać. Umówili się, że przyjedzie po Sylvana wcześnie, przez co miał na myśli siódmą rano. Wiadomo, że jako ojciec miał to przekonanie, że trzeba wyjechać skoro świt, nawet jeżeli człowiek nigdzie się nie spieszy. Na szczęście chłopak nie prowadził, więc w razie czego będzie mógł się zdrzemnąć w aucie. Po tym, jak zatrzymał się przed domem chłopaka, wysiadł, żeby zapalić papierosa i do niego zadzwonić. Poinformował go, że czeka na zewnątrz, a niedługo później zobaczył chłopaka w drzwiach z jego bagażami. Rzucił papierosa na chodnik, przydeptał go i podszedł do Sylvana, żeby zabrać od niego część bagaży, które wrzucił do kampera. — Gotowy na swoje pierwsze wakacje w kamperze? — zagaił do niego i puścił mu oczko, po czym wsiadł do samochodu. Przeszedł kawałek dalej, żeby zrobić miejsce Sylvanowi, bo domyślał się, że ten chciałby sobie popatrzeć, jak to w ogóle wyglądało. Soren miał się czym pochwalić, bo jego ojciec wywalił na ten mobilny dom oszczędności życia. — Chyba nie jest źle, co? — zagaił. Odruchowo wyciągnął rękę w jego stronę, żeby zmierzwić mu włosy, a następnie ruszył w stronę siedzenia kierowca, na którym usiadł. — Potrzebujesz jeszcze gdzieś podjechać? — zagaił, gdy odpalił samochód i ruszył spod domu chłopaka.
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
The Twelfth One
I began to notice that we were nothing like the rest
Po ich wycieczce do kina na świeżym powietrzu, Sylvan tak właściwie miał większy mętlik w głowie niż wcześniej. Porozmawiali sobie trochę od serca z Sorenem, ale za wiele to nie zmieniło, bo Lafleur dalej nie miał pojęcia co począć z tą ich relacją. Pamiętał też o tym, że mężczyzna zaproponował mu wspólną wycieczkę kamperem i nie miał zamiaru tego olewać. Naprawdę miał zamiar to przemyśleć i zastanowić się, czy chce z nim pojechać. Były momenty, kiedy był praktycznie pewien, że się zgodzi, bo uznał, że będzie to naprawdę fajna i ciekawa przygoda, ale potem jednak dochodził do wniosku, że nic dobrego może z tego nie wyjść. Ostatecznie, doszedł do wniosku, że nie miał nic do stracenia i w końcu po kilku dniach napisał do starszego, że pojedzie razem z nim. Nawet jeżeli wtedy w kinie był dość uparty i obstawał przy swoim, to jednak wziął sobie słowa mężczyzny do serca. Postanowił podejść do ich relacji z otwartym umysłem i tak, jakby nic wcześniej ich nie łączyło i zaczynali całkowicie od nowa, nawet jeżeli nie było to dla niego wcale takie łatwe zadanie. Jeżeli nic z tego nie wyjdzie, to trudno, ale tak naprawdę nikt nie był w stanie przewidzieć jak to wszystko się rozwinie. Po tym, jak już zgodził się z nim pojechać, napisał również do niego z pytaniem co takiego w ogóle powinien przygotować i ze sobą wziąć. Soren wysłał mu wytyczne, więc mógł zacząć robić zakupy i przygotowywać wszystko co było mu potrzebne do wyjazdu. Musiał przyznać, że im bliżej było terminu ich wyjazdu, tym coraz bardziej się tym ekscytował. Czuł się trochę jak dziecko, które miało właśnie wyjechać na swoje pierwsze wczasy. Spakował się dzień wcześniej, a przed pójściem spać kilka razy sprawdził, czy na pewno wszystko miał, tak dla pewności. Pomimo tego, że położył się dość wcześnie, skoro musiał wstać z samego rana, to i tak niekoniecznie był w stanie usnąć. Przewalał się tylko z boku na bok i musiało minąć kilka godzin, zanim był w stanie usnąć.
Obudził się równo z budzikiem. Pierwsze co zrobił, to udał się do łazienki, żeby wziąć prysznic, ogarnąć się, a następnie spakować wszystkie swoje kosmetyczne rzeczy i schować je do walizki, którą następnie zamknął, bo ta była gotowa do zabrania. Następnie na szybko zrobił sobie jakieś śniadanie i kawę. Później nie pozostało mu nic innego, jak czekanie aż mężczyzna po niego przyjedzie, a ten czas spędził na kanapie przed telewizorem oglądając dzisiejsze wiadomości. W końcu jego telefon zadzwonił, a widząc, że to Soren, uśmiechnął się i odebrał. Kiedy starszy poinformował go, że na niego czekał, to zgarnął wszystkie swoje bagaże i wyszedł z domu. Przekazał starszemu część bagaży i ruszył za nim w kierunku samochodu. — Chyba tak — powiedział i posłał mu delikatny uśmiech. Wszedł za nim do auta i od razu zaczął się rozglądać dookoła, wyraźnie zafascynowany tym co widział. Musiał przyznać, że nie spodziewał się takiego wnętrza. Miał całkowicie inne wyobrażenie co do kamperów. — Nie, nie jest — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Spojrzał na mężczyznę, kiedy ten tak zmierzwił mu włosy i zamrugał kilkukrotnie. Ruszył za Sorenem w stronę siedzeń i usiadł na tym dla pasażera. — Nie potrzebuję — odpowiedział, zapinając pas. Otworzył plecak, który położył sobie na kolanach i chwilę w nim szperał, po czym wyjął z niego dwie puszki z napojami energetycznymi. Jedną z nich podał Sorenowi i uśmiechnął się do niego delikatnie.
Eze 👽
Skłamałby, gdyby powiedział, że trochę nie stresował się tym wyjazdem. Chciał, żeby wszystko dobrze wypadało i żeby miło to wspominali. Wiadomo, liczył też na to, że do czegoś między nimi dojdzie i już nawet nie chodziło o seks, ale o jakieś czułości albo pocałunek. Nic dziwnego, że miał takie myśli i nadzieje, skoro gdy byli w kinie samochodowym, to Sylvan sam wykonał w jego kierunku taki gest. Nie chciał jednak nastawiać się na to, że dzięki temu wyjazdowi zostaną parą, bo wiedział, że chłopak potrzebował czasu. Domyślił się, że nawet jeżeli powiedział mu, że ma do tego podejść jak do czegoś nowego, to na pewno nie będzie to dla niego łatwe. Dobrze wiedział, że lata temu bardzo go zranił i że to bardzo głęboko w nim siedziało. Teraz miał szansę, żeby pokazać mu, że rzeczywiście się zmienił. — Dobrze to słyszeć. Trochę by było słabo, jakbyś teraz stwierdził, że jednak nie — zaśmiał się i pokręcił głową na boki. Prawda była taka, że rzeczywiście trochę stresował się tym, czy Sylvan w ostatniej chwili nie zrezygnuje. Na pewno byłoby mu z tego powodu bardzo przykro, bo bardzo napalił się na ten wspólny wyjazd. — To dobrze, że tak myślisz, bo przyjdzie ci tutaj spędzić trochę czasu — stwierdził. Dobrze wiedział, że standard kampera był wysoki i zapewne był lepiej wyposażony niż niejedna kawalerka w centrum. Na pewno będzie im wygodnie i nie będą wchodzić sobie pod nogi. — Okej — skinął głową. — Pewnie za jakiś czas zatrzymamy się na stacji, bo będę musiał zatankować — poinformował go, jakby młodszy musiał o tym wiedzieć. Zerknął na niego kątem oka, kiedy ten wyciągnął rękę w jego stronę. Wziął od niego napój i otworzył go, bo akurat musieli przystanąć na światłach. Upił łyk i odstawił puszkę na miejsce na kubek. — Dzisiaj jest plan dojechać do Point Blank. Co prawda, mamy tam koło sześciu godzin, ale dzisiaj chciałbym dojechać trochę dalej. Pole jest przy samym jeziorze i myślę, że możemy tam się zatrzymać na dwa albo nawet trzy dni — powiedział, bo domyślał się, że młodszy chciałby to wiedzieć. — A cel końcowy to Wielki Kanion w Kolorado — dodał, bo to też pewnie chciałby wiedzieć. — Co ty na to? — zapytał. — W razie czego możemy zmienić plan, bo nie mamy nic nigdzie zarezerwowane. To, gdzie pojedziemy, zależy tylko od nas — wzruszył ramionami. Właśnie to najbardziej lubił w wakacjach w kamperze. Jeśli ich najdzie na zmianę planów, to mogli to zrobić w każdej chwili, bo nic ich nie wiązało. Nie musieli rezerwować miejsc, bo zawsze znajdzie się jakieś na polu namiotowym w trasie. Nie musieli przejmować się zaliczkami, które stracą, jeśli nie dojadą na miejsce. Taka namiastka wolności była bardzo przyjemna w życiu człowieka, który pracował na etacie i musiał stawiać się do roboty od poniedziałku do piątku. Lubił swoją pracę, nie twierdził, że nie, ale takie życie pod nią nie było wcale tak satysfakcjonujące. Nie mógł się doczekać, aż będzie mógł przejść na emeryturę i wyprowadzić się gdzieś, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał i gdzie sąsiad był tak daleko, że nie słyszał, jak kłóci się z żoną.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— No bez przesady. Nie wycofałbym się w ostatniej chwili — stwierdził i spojrzał na niego z politowaniem, po czym pokręcił lekko głową na boki i westchnął cicho. Może bywał dla Sorena chamski i nie traktował go najlepiej, ale nie był też na tyle podły, żeby w ostatniej chwili tak go wystawić. Skoro zgodził się z nim pojechać, to miał zamiar to zrobić i nie rozmyślił się, bo musiał przyznać, że sam również ekscytował się tym wyjazdem. To miała być jego pierwsza wycieczka tego typu, więc nawet nie wiedział czego może się spodziewać. Miał tylko nadzieję, że przebiegnie ona w miłej atmosferze, bo słabo by było, jakby się w trakcie pokłócili albo okazało się, że nie potrafią się dogadać. — Kiedy mówiłeś o kamperze, to myślałem, że masz na myśli takiego wiesz... Stereotypowego. Jak pokazują w filmach albo magazynach — stwierdził i zaśmiał się. Jakoś tak nie pomyślał, że istniały też nowocześniejsze wersje kamperów i wyglądało na to, że właśnie taki posiadał ojciec Sorena. Ale to dobrze, bo to oznaczało, ze warunki w środku będą komfortowe. Skłamałby, gdyby powiedział, że się tego nie obawiał. Na szczęście, niepotrzebnie, bo wyglądało na to, że dobrze będzie mu się tutaj tymczasowo żyło. — Jasne — odparł i skinął lekko głową. Nie miał nic przeciwko. Przy okazji może kupią jakąś kawę, energola czy coś do przekąszenia. Kiedy starszy wziął od niego puszkę, otworzył tę swoją i również upił z niej łyk, po czym wstawił ją do pojemnika na kubek po swojej stronie. — To dużo jazdy. Dasz sobie radę? — zapytał, spoglądając na niego. Sześć godzin za kółkiem brzmiało jak coś bardzo męczącego. Z drugiej strony, to nie pierwszy raz kiedy mężczyzna jechał w taką podróż kamperem, więc chyba miał doświadczenie. — Jezioro brzmi super — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie pod nosem, sięgając po puszkę aby upić kolejny łyk. Obrócił ją w dłoniach i na krótką chwilę zawiesił na niej swój wzrok. Kiedy usłyszał dokąd zmierzają, ponownie delikatnie się uśmiechnął. — Nigdy nie byłem, także jestem na tak — odpowiedział i przeniósł swoje spojrzenie na niego. — Nie ma takiej potrzeby. Wielki Kanion jest okej — powiedział i kiwnął lekko głową. Poza tym, nawet jakby mieli pojechać gdzie indziej, to nawet nie wiedział czy było takie miejsce, do którego by chciał. Skoro mężczyzna zaplanował, że pojadą do Kolorado, to jak najbardziej mu to odpowiadało. Nie znał się kompletnie na takich wycieczkach, więc wolał się w tej kwestii zdać na Sorena. Upił jeszcze jeden łyk energetyka i odstawił go z powrotem do pojemnika na kubek. Następnie sięgnął do swojego plecaka i zaczął w nim ponownie grzebać, by po chwili również coś z niego wyciągnąć. Tym razem były to dwa batoniki. Nie ma co, ale nie można było zaprzeczyć temu, że Sylvan zadbał o prowiant na początek ich podróży. Rozpakował jednego z batoników i podał go mężczyźnie, po czym to samo zrobił z drugim. Wgryzł się w niego, wbijając wzrok w przednią szybę. — Ale pustki na ulicach — stwierdził sobie mimochodem. W sumie nic dziwnego, bo było wcześnie, do tego były wakacje, więc ruch był mniejszy niż zwykle.
Soren Deville
Eze 👽
— Mam nadzieję, że nie — stwierdził i westchnął krótko. Nawet jeżeli Sylvan bywał dla niego chamski, to miał nadzieję, że nie zmieniłby zdania w ostatniej chwili i jednak nie uznał, że nie chce się z nim wybrać w podróż. Na pewno Sorenowi byłoby z tego powodu przykro i już nawet nie chodziło tylko o to, że chciał spędzić czas akurat z Sylvanem, ale po prostu chciał mieć jakieś towarzystwo. Co prawda, mógłby wziąć swojego syna i to na pewno byłoby całkiem niezłym pomysłem, ale Soren średnio się z nim dogadywał i swoje kontakty z nim ograniczał do niezbędnego minimum, bo miał wrażenie, że nie wychodzi im to na dobre. Nie był ojcem roku i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. — Takie też pokazują w magazynach. W takich o samochodach na przykład — zaśmiał się. — Ojciec zainwestował wiele kasy, więc nie musimy się o nic martwić. Jest całkowicie sprawna łazienka, kuchenka indukcyjna, sprawna klimatyzacja podzielona na strefy i podwieszane łóżko — zaczął. — I wiele innych przydatnych rzeczy, które docenisz w trakcie tego wyjazdu — dodał i uśmiechnął się do chłopaka. Sylvan dobrze trafił, bo dzięki temu, że kamper był tak dobrze wyposażony, na pewno będzie mógł skupić się tylko na przyjemnościach płynących z wyjazdu. Nie musieli martwić się o to, że coś się popsuje, bo samochód był nadal nowy, a do tego ojciec Sorena o niego dbał, bo to było jego oczko w głowie. — Lubię prowadzić, więc to nie jest dla mnie problem. Poza tym gdzieś w połowie zatrzymamy się na jakieś drugie śniadanie i trochę odpocznę — stwierdził. — Zawsze możesz mnie w trakcie zmienić. Masz prawo jazdy — dodał po chwili i posłał mu zaczepny uśmiech. Co prawda, wcześniej nie zakładał, że będzie taka konieczność, ale skoro oboje potrafili prowadzić, to nie brzmiało to wcale jak zły pomysł. Oczywiście nie przeszkadzało mu to, że będzie kierował sam, bo na to się nastawił. Gdyby jechał w pojedynkę, to nawet nie miałby się z kim zamienić. — Tak coś czułem, że ci się spodoba — uśmiechnął się do niego delikatnie. Wizja tego, że zatrzymają się przy samej plaży i będą mogli poleniuchować, była naprawdę przyjemna. Dokładnie na to liczył, wyjeżdżając gdzieś na wakacje. — W takim razie cieszę się, że mogę cię tam zabrać — odparł. Tak naprawdę za bardzo nie zastanawiał się nad kierunkiem jazdy i gdy planował, to wybrał po prostu jedną z najbardziej znanych atrakcji. W tym wszystkim nie liczyło się to, gdzie dojadą, a sam proces podróży. Gdyby chodziło o sam Wielki Kanion, to po prostu poleciałby tam samolotem. Sięgnął po swoją puszkę, żeby upić z niej kolejny łyk. Rzadko kiedy sięgał po takie napoje, ale musiał przyznać, że Sylvan miał dobry pomysł, że je kupił. Ściągnął brwi, gdy młodszy wyciągnął w jego stronę batonika, ale wziął go i od razu ugryzł kawałek. Był trochę zaskoczony tym, że ten uzbroił się w taki prowiant, ale musiał przyznać, że było to na swój sposób bardzo urocze. — Nic dziwnego. O tej godzinie ludzie jeszcze śpią — stwierdził, choć było to oczywiste. — Na pewno wziąłeś wszystko, co potrzebne? — zerknął na niego, bo chciał się upewnić teraz, niż żeby potem musieliby szukać odpowiedniego sklepu albo się cofać.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— A takich to nie widziałem — stwierdził i wzruszył lekko ramionami, wydymając lekko swoją dolną wargę. Nic jednak dziwnego, bo raczej nie był kimś, kto interesowałby się motoryzacją i czytał takie magazyny. — Kurde. To można by w takim mieszkać na stałe — stwierdził i zaśmiał się cicho. Był w szoku, że w takim aucie było dosłownie wszystko, co można też było znaleźć w zwykłym mieszkaniu. W sumie, teraz rozumiał jak ci wszyscy ludzie, którzy mieszkali w kamperach prowadzili taki tryb życia. Z tego, jakie udogodnienia opisał mężczyzna, nie brzmiało jakby to miało być jakieś wyjątkowo trudne. — W sumie, to kto będzie spał na tym podwieszanym łóżku? — zapytał. Brzmiało to trochę... strasznie. A co jak w nocy któryś z nich spadnie albo łóżko się urwie pod ciężarem któregoś? Co prawda, zapewne było skonstruowane tak, żeby do takich rzeczy nie doszło, ale w sumie to nic nie wiadomo. Nie można mieć przecież stuprocentowej pewności co do tego, że taki wypadek nie będzie miał miejsca. — Okej, rozumiem — powiedział i kiwnął lekko głową. W sumie, przecież to nie tak, że będą przez to całe sześć godzin w trasie i na pewno zrobią sobie przerwę na odpoczynek. — No niby mam, ale nigdy jeszcze nie prowadziłem takiego dużego auta... — powiedział i posłał mu przepraszające spojrzenie. Poza tym, bał się jeździć czymkolwiek innym co nie było jego własnym samochodem. Jakoś tak zawsze łapał go spory stres, kiedy tylko musiał wsiąść za kółko jakiegoś innego auta. — Mhm — mruknął i kiwnął lekko głową. Tak, zatrzymanie się na kilka dni nad jeziorem brzmiało naprawdę miło. Już sobie wyobrażał wstawanie rano i pierwsze co widziałby po wyjściu na zewnątrz to plaża i jezioro. No i wiadomo, były wakacje i lato, więc wypadałoby pojechać chociaż raz nad wodę. Na jego kolejne słowa skinął głową i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. To nie tak, że miał kiedykolwiek parcie na to, żeby tam pojechać, ale jak już była ku temu okazja, to logiczne, że miał zamiar z niej skorzystać. Nigdy nie wyjeżdżał nigdzie poza Luizjanę, więc tak naprawdę niezależnie od tego gdzie by się wybrali, to i tak byłaby to dla niego spora atrakcja. Sama taka wycieczka kamperem to już było dla niego wiele. Sylvan był tym typem osoby, która w trakcie dłuższej podróży lubiła mieć przekąski na każdą możliwą okazję. Lubił tak sobie podjadać w trakcie jazdy, więc zawsze jak musiał jechać w jakąś dłuższą trasę, to zabierał ze sobą dość sporo przekąsek, które potem przez cały czas podżerał. — No tak, racja — zgodził się z nim i kiwnął głową. — Tak. Wziąłem wszystko to co mi napisałeś i pewnie jeszcze więcej — stwierdził. Kiedy się szykował, to uznał, że zasada przezorny zawsze ubezpieczony na pewno najlepiej się sprawdzi w tym przypadku, dlatego zabrał też rzeczy, które tak na dobrą sprawę nawet pewnie mu się nie przydadzą. — I wziąłem też wino — dodał, jakby Soren był zainteresowany. Skoro i tak będą się na noc gdzieś zatrzymywać, to chyba od czasu do czasu starszy mógłby się z nim napić chociaż lampki i miał nadzieję, że mu nie odmówi.
Soren Deville
Eze 👽
— Nie posądzałbym cię o to. Nie sprawiasz wrażenia kogoś, kto interesuje się samochodami — odparł i pokręcił lekko głową na boki. W przeciwieństwie do Sylvana akurat Soren tematem bardzo się interesował i lubił sobie poczytać magazyny z tej branży. — Można by — przyznał mu rację i skinął delikatnie ruchem głowy. — Dużo osób spędza w ten sposób swoją emeryturę, a osoby w takim wieku lubią mieć udogodnienia. Moi rodzice na przykład spędzają większość roku w trasie — dodał. Czasami naprawdę im tego zazdrościł. Nie mieli już żadnych zobowiązań, mieli porządnego kampera, więc mogli sobie wyjechać kiedy chcieli i gdzie chcieli. Kiedyś pewnie pójdzie w ich ślady. — Jak to kto? — zapytał i ściągnął brwi, zerkając na niego wyraźnie zaskoczony. — Jesteś młodszy, więc to chyba logiczne, że ty — dodał i posłał mu zaczepny uśmiech. Był zdania, że jako starszemu, należało mu się spanie na wygodniejszym łóżku. Poza tym był kierowcą, więc musiał się porządnie wysypiać. A jeśli Sylvan bardzo nie chciał spać na tym podwieszanym, to zawsze mogli spać razem. Nie miał jednak zamiaru mówić tego na głos, bo coś czuł, że nie powinien. — Spokojnie. Nawet nie zakładałem, że będziemy się zamieniać — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. Nie przeszkadzało mu to, że miał prowadzić sam, więc to nie było tak, że chłopak powinien czuć się do czegokolwiek zobowiązany. — Ale gdybyś chciał spróbować swoich sił, to śmiało — dodał jeszcze, jakby jednak pewnego razu Sylvan uznał, że chciał zobaczyć, jak to jest prowadzić takiego kampera. Wiedział, że kiedy młodszy był dzieckiem i nastolatkiem, to nie jeździł na wakacje, a z tego co mówił, to później też nieczęsto gdzieś się wybierał, więc po cichu miał nadzieję, że podczas tego wyjazdu zrobią trochę rzeczy, których Lafleur nie miał okazji zrobić, a które by chciał. Może było to trochę samolubne, ale chciał go w ten sposób kupić i do siebie bardziej przekonać. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie liczył na to, że ten wyjazd sporo zmieni w ich relacji. — Właśnie dlatego tak wcześnie wyjechaliśmy — stwierdził jeszcze, bo nie chciał przyznawać się do tego, że zdecydował się wyjechać tak szybko tylko dlatego, że miał już w sobie ten gen ojca, który kazał mu wyjeżdżać na wakacje skoro świt. — To dobrze. W razie czego zawsze można gdzieś podjechać — stwierdził. Wolałby jednak, żeby wszystko mieli, bo nie chciał w wolne latać po sklepach częściej, niż było to konieczne. Sam również wziął trochę więcej rzeczy, niż potrzebował, ale na szczęście i tak się pomieścili. Kamper był spory, a jechali tylko w dwójkę, więc nic nie szkodziło, jeśli wzięli trochę więcej, niż rzeczywiście potrzebowali. — Wino? — powtórzył po nim i dojadł batonika. Zgniótł papierek i wrzucił do przegródki przy drzwiach. — Picie wina na plaży brzmi jak coś, co bardzo bym chciał zrobić po takiej długiej jeździe — dodał i uśmiechnął się do siebie pod nosem. Nie wspominając o tym, że to brzmiało po prostu romantycznie. Co prawda, starał się nie pić, ale na pewno nic się nie stanie, jeśli od czasu do czasu napiją się czegoś podczas tego wyjazdu. — Na szczęście moja mama jest koneserką win, więc zawsze w szafce są jakieś kieliszki — pokręcił lekko głową na boki. Przynajmniej nie będą musieli pić z jednorazówek albo z kubków.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— No dzięki — odparł, udając, że się obruszył z powodu tego komentarza. Prawda była taka, że Soren miał rację, bo ani nie wyglądał na kogoś, kogo interesowały takie rzeczy, ani rzeczywiście się nimi nie interesował. Dla niego ważne, żeby auto jeździło i nie było z nim żadnych problemów. Nie miało dla niego znaczenia to, jaki to był model i czy był z tych lepszych, czy gorszych. Poza tym, z jego budżetem to nie miał zbyt dużego wyboru kiedy kupował swoje auto i zapewne jeszcze bardzo długo nie będzie go stać na coś nowszego i lepszego, więc będzie sobie jeździł tym swoim gruzem dopóki ten zapewne nie wyzionie ducha. — Zazdroszczę. To musi być naprawdę przyjemne życie — stwierdził i westchnął sobie cicho pod nosem. — Żadnych zmartwień i tak tylko sobie jeździć gdzie się chce i kiedy się chce — dodał jeszcze. Nie brzmiało to jak zły plan na emeryturę. Chociaż, przed Sylvanem jeszcze naprawdę sporo lat do tego czasu, zważając na to, że dopiero co skończył studia i zaczął swoją pierwszą pracę w zawodzie. No i to nie tak, żeby kiedykolwiek było go stać na to, żeby w ogóle mieć takiego kampera. — No tak. Tak coś czułem, że ta wątpliwa przyjemność spadnie akurat na mnie — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową. Z drugiej strony, miało to sens, bo skoro to Soren miał prowadzić, to na pewno musiał być wypoczęty, wyspany i w jak najlepszej formie. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko mieć nadzieję na to, że obędzie się bez żadnych niepożądanych wypadków. Nawet nie chciał myśleć, jak problematyczne będzie w nocy chodzenie do toalety, kiedy przyciśnie go potrzeba. — Okej. Dzięki — powiedział i skinął lekko głową. Zdawał sobie sprawę z tego, że tyle jeżdżenia to było nie lada wyzwanie, dlatego był wdzięczny starszemu, że ten postanowił wziąć to na swoje barki. Co prawda, może jakimś cudem najdzie go ochota na to, żeby się takim kamperem przejechać, ale raczej istniała na to marna szansa. — Wyjdzie w praniu — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Coś czuł, że mimo wszystko raczej się nie skusi. Poza tym, nie od dziś było wiadomo, że o wiele wygodniej było kiedy to ktoś komuś woził dupę, a nie samemu trzeba było to robić. Miał zamiar z tego skorzystać i się tym nacieszyć, zwłaszcza, że była to jego pierwsza wycieczka kamperem. Czy nieostatnia? Całkiem możliwe. Okaże się w przyszłości. — Czaję — kiwnął głową. Było to logiczne wyjaśnienie, więc w sumie to nawet nie miał się do czego przyczepić. Co prawda, taka wczesna pobudka po tym jak prawie całą noc nie mógł spać to nie był szczyt jego marzeń, ale w razie czego mieli energole, a po drodze pewnie będą mijać stacje, na których będą mogli kupić kawę. Zawsze też mogli po prostu się zatrzymać i zrobić jakąś w kamperze. — Chyba nie będzie takiej potrzeby — stwierdził. Był przekonany, że wziął ze sobą nawet takie rzeczy, których w trakcie tej podróży nie wyjmie i nie użyje, ale musiał je wziąć, tak na zaś. — Mhm, wino — potwierdził i skinął lekko głową. Sam również dokończył swojego batonika i zmiął papierek, po czym wrzucił go w to samo miejsce co starszy, tylko po swojej stronie. — Nie można zaprzeczyć, że brzmi dobrze. Do tego jeszcze przy zachodzie słońca — stwierdził i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Wiedział, że Soren ograniczał alkohol, więc nie miał zamiaru go namawiać na picie codziennie i nie wiadomo jakich ilości. Jednak jedna lampka od czasu do czasu to chyba nie będzie zbyt duży problem. — To tyle dobrego. Trochę słabo byłoby pić wino ze szklanek albo kubków — stwierdził rozbawiony i spojrzał na starszego.
Soren Deville
Eze 👽
— Też tego zazdroszczę — przyznał i westchnął krótko. — Kiedyś też będę żył w taki sposób. Nie ma opcji, że będę kisił się w mieście na emeryturze — dodał i wzruszył lekko ramionami. Nie chciał całe życie mieszkać w mieście, bo to nie był szczyt jego marzeń. Jasne, to było wygodne, bo miało się wszystko pod nosem, ale nie uważał, żeby to było koniecznie, zwłaszcza że wcale nie korzystał tak często z tego, co oferowało miasto. A jakby czegoś potrzebował, to mógłby po prostu podjechać i załatwić co trzeba. — Przykro mi, ale tak już jest, kiedy jest się młodym. Na pewne rzeczy trzeba być przygotowanym — zaśmiał się pod nosem. Nie miał zamiaru nawet proponować, żeby było inaczej, bo naprawdę miał zamiar się wysypiać, a na takim podwieszanym łóżku raczej ciężko by o to było. Nie było jakoś super niewygodne, bo dało się na nim normalnie spać, ale wolał jednak spać na takim normalnym. Nie martwił się tym, że coś się zawali albo że chłopak stamtąd spadnie, bo było dobrze przystosowane do użytku i o takie rzeczy nie trzeba było się martwić. Producent o wszystko zadbał. — To nie problem — odparł, wzruszając ramionami. Skoro nawet nie zakładał, że Sylvan będzie prowadził, to się nie rozczarował. Na szczęście prowadzenie auta to nigdy nie był dla Sorena problem, więc tym nie musieli się przejmować. Zresztą, miał nadzieję, że podczas tego wyjazdu niczym nie będą musieli i że wszystko przebiegnie dobrze i bez żadnych problemów. Nie chciałby, żeby podczas pierwszego takiego swojego wyjazdu Sylvan doświadczył czegoś nieprzyjemnego. Skinął tylko głową na to jego czaję. Zdecydowanie wygodniej się jechało, kiedy na drogach nie było dużego ruchu i skoro mógł z tej opcji skorzystać, to nie widział przeciwwskazań. Co prawda, nie był zbyt wyspany, ale to była sprawa drugorzędna. Miał zamiar wyspać się w trakcie wyjazdu i porządnie wypocząć. — Cieszę się — uśmiechnął się do niego delikatnie. Miał nadzieję, że nie zapomniał o niczym istotnym, gdy pisał mu listę rzeczy, które chłopak powinien zabrać i miał również nadzieję, że sam o niczym nie zapomniał. Trochę byłoby słabo, gdyby jako zaprawiony w boju kamperowicz nie wziął czegoś istotnego. — Picie wina na plaży przy zachodzie słońca brzmi dość... — zawahał się na moment, bo nie był pewien, czy mógł powiedzieć to na głos. — Dość romantycznie. Nie uważasz? — dodał i zerknął na niego kątem oka. To raczej nie było coś, co robiło się z kolegą. Musiał przyznać, że wizja tego, że spędzą czas w taki sposób była naprawdę przyjemna i atmosfera na pewno będzie nastrajała. — Byłoby — zgodził się z nim. — Na szczęście kuchnia jest dobrze wyposażona i nie musimy się o nic martwić — dodał. Przejechali jeszcze kawałek, aż na ich trasie nie pojawiła się stacja benzynowa, na którą Soren zjechał. Wysiadł z auta, żeby podejść do dystrybutora i zająć się tankowaniem. Otworzył drzwi od strony kierowcy i zajrzał do auta, żeby sięgnąć po portfel. — Idziesz razem ze mną do środka czy coś mam ci wziąć? — zagaił. Sam raczej nic nie chciał kupować, bo kolejną kawę miał zamiar wypić, dopiero kiedy będą zatrzymać się, żeby coś zjeść. — Możesz też na zapas iść do łazienki, bo nie będę się zatrzymywał co pięć minut — dodał poważnym tonem, chcąc brzmieć jak stereotypowy rodzic. Po chwili jednak uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową na boki. Jakby było trzeba, to mógłby zatrzymywać się co pięć minut, choć na pewno byłoby to bardzo upierdliwe. Podszedł z powrotem do wlewu paliwa, żeby wyciągnąć wąż, bo w międzyczasie paliwo zdążyło się nalać, a następnie ruszył w stronę budynku stacji, żeby zapłacić za tankowanie.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— Nie dziwię ci się — stwierdził i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. Takie życie z dala od miasta brzmiało przyjemnie, zwłaszcza kiedy miało się prawo jazdy i swoje auto, bo w każdej chwili można było po prostu podjechać do miasta i kupić to co potrzeba. — No nic, jakoś to przeżyję — stwierdził. Coś jednak przeczuwał, że te kilka pierwszych nocy będzie dla niego nieprzespanych, zanim przyzwyczai się do spania na takim łóżku. Na pewno było to całkiem inne uczucie, niż spanie w takim normalnym łóżku, które miało ramę i pod którym było twardo. Miał tylko nadzieję, że cały wyjazd nie będzie się na nim męczył, bo będzie niewygodne, bo na pewno odbije się to na jego samopoczuciu. — Okej — skinął głową i uśmiechnął się delikatnie. Ulżyło mu, że Soren nie liczył na zamianę miejsc za kierownicą, bo na pewno bardzo by się stresował, musząc prowadzić takie duże auto. Co prawda, gdyby sytuacja tego wymagała i nie miałby wyjścia, to wsiadłby za kółko kampera, ale jeżeli było to do uniknięcia, to jak najbardziej chciał z tego skorzystać. Naprawdę miał nadzieję, że miał wszystko to, co mogłoby być potrzebne, bo nie chciałby się znaleźć w sytuacji, kiedy coś się stanie, a on nie będzie miał czegoś pod ręką. Upewnił się jednak, że wziął wszystko to, co mężczyzna mu napisał. Zrobił też mały research w internecie co jeszcze warto było wziąć ze sobą w taką podróż i kupił jeszcze parę innych rzeczy, które mogłyby się okazać przydatne. Gdy mężczyzna zaczął mówić, spojrzał na niego i uniósł delikatnie brwi. Od razu domyślił się, do czego Soren pił, zanim ten w ogóle skończył mówić. — No w sumie, brzmi — zgodził się z nim i skinął lekko głową. — Zawsze możemy napić się piwa, a nie wina — stwierdził i zaśmiał się cicho. Co prawda, zdecydowanie bardziej preferował wino niż piwo, ale Deville miał rację i ewidentnie brzmiało to romantycznie. Jakby brali udział w jakiejś randce przy zachodzie słońca czy coś. — To dobrze — stwierdził i kiwnął lekko głową. Musiał przyznać, że nie mógł się już trochę doczekać tego postoju nad jeziorem, chociaż jak na razie to byli dopiero na początku swojej podróży i czekało ich jeszcze sporo godzin do przejechania, zanim dojadą na miejsce. Gdy mężczyzna zjechał na stację i podjechał do dystrybutora, po czym wysiadł z auta, powiódł za nim wzrokiem. Sięgnął po swój telefon, żeby sprawdzić, która była godzina, a kiedy starszy zajrzał z powrotem do auta to zerknął na niego. — Pójdę — stwierdził. Na razie nie miał na nic konkretnego ochoty, ale nie wiedział, czy to się nie zmieni, jak chwilę pokręci się po sklepie. Chociaż, miał już ze sobą dość solidny prowiant. — Z tego akurat skorzystam — odparł rozbawiony. Wysiadł z auta i wsunął dłonie do kieszeni spodni, czekając aż Soren skończy tankować. Następnie ruszył za nim w stronę budynku. Po wejściu do środka od razu skierował swoje kroki do toalety, by po niedługiej chwili z niej wrócić. Zaczął przechadzać się między regałami, żeby zobaczyć, czy coś nie wpadnie mu w oko.
Soren Deville
Eze 👽
— W razie czego to łóżko na dole jest całkiem spore — zażartował i pokręcił lekko głową na boki. Tym razem nawet nic nie chciał insynuować, bo dobrze wiedział, że akurat o tym to mógł sobie tylko pomarzyć. Wątpił, żeby Sylvan chciał z nim spać, zwłaszcza że to podwieszane łóżko było zaskakująco wygodne i można było się na nim porządnie wyspać. Wiadomo, nie tak jak na tym stabilnym z porządnym materacem, ale nie było źle. Wywrócił oczami, gdy chłopak stwierdził, że mogli napić się piwa zamiast wina, bo to od razu zabijało całą atmosferę. Zapewne o to mu chodziło, ale nie zmieniało to faktu, że Soren nie miałby nic przeciwko temu, żeby rzeczywiście wypili sobie to wino na plaży przy zachodzie słońce. Młodszy musiał mieć świadomość tego, że skoro mu się podobał, to liczył na coś więcej podczas tego wyjazdu. Nie wiedział, czy będzie musiał obejść się smakiem, czy jednak coś z tego będzie, ale wolał nie nastawiać się na nic konkretnego i po prostu pozwolić wszystkiemu potoczyć się naturalnie. Obiecał sobie, że nie będzie wykonywał w jego stronę żadnych śmiałych gestów, bo nie chciałby, żeby chłopak się wycofał i uznał, że chce skończyć wycieczkę. Liczył na to, że ten wyjazd od początku do końca będzie udany i nie chciał spierdolić tego jakimiś zagrywkami, które nie przypadłyby Sylvanowi do gustu. Pytanie tylko, czy rzeczywiście uda mu się tego trzymać. — Okej — podsumował, kiedy chłopak zdecydował się pójść z nim na stację. Sam miał zamiar szybko wszystko załatwić i z powrotem wsiadać za kółko, żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce. W pierwszej kolejności poszedł zapłacić za paliwo, a następnie poszedł do toalety, żeby z niej skorzystać. Gdy z niej wyszedł, rozejrzał się ukradkiem po sklepie, a gdy dojrzał Sylvana, to skierował się w jego stronę. — I co? Bierzesz coś? — zagaił, a sam zerknął na regał, przy którym akurat się zatrzymał. Były na nim główne słone przekąski. Nie był ich wielkim fanem i raczej rzadko po nie sięgał, ale skoro byli na wyjeździe, to chyba mógł sobie na nie pozwolić. Sięgnął po paczkę chipsów, a po namyśle wziął jeszcze drugą w innym smaku, jakby ich naszło na dwa różne. — Na pewno jak otworzymy je do tego wina przy zachodzie słońca, to wieczór straci na romantyczności — zaśmiał się krótko pod nosem, po czym odsunął się od półki z przekąskami i skierował się ponownie do kasy. Zapłacił za swoje zakupy i wyszedł przed budynek, po czym udał się do samochodu. Wsiadł do niego, odruchowo rzucił zakupy na siedzenie Sylvana i odjechał kawałek na parking, żeby zwolnić miejsce następnej osobie, która chciała zatankować. W oczekiwaniu na młodszego sięgnął po telefon, żeby sprawdzić, czy ktoś do niego dzwonił. Okazało się, że miał nieodebrane połączenie od swojej byłej żony. Chciał to olać, ale w tym samym momencie znów zaczęła do niego dzwonić, więc postanowił odebrać, dowiedzieć się, o co mogło chodzić. — No? — rzucił do telefonu. Kątem oka zobaczył, że Lafleur akurat wsiadał do auta, na co westchnął krótko. Wysłuchał całej tyrady, którą miała do powiedzenia, połowę olewając. — Wysłałem ci pieniądze rano, więc powinny być dzisiaj albo jutro. Mam czas do końca tego tygodnia, więc nie histeryzuj — przetarł oczy placami, wyraźnie zmęczony tą rozmową. Wbił spojrzenie gdzieś przed siebie, słuchając kolejnej tyrady. W pewnym momencie po prostu odsunął telefon od ucha, żeby kobieta gadała sobie w przestrzeń. Gdy skończyła, znów przyłożył urządzenie do ucha. — Dobrze wiem, że w większości te pieniądze wydajesz na siebie i twojego bezrobotnego gacha, więc mnie, kurwa, nie poganiaj, bo i tak płacę wszystko w terminach... — powiedział, a ta postanowiła mu przerwać, na co wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. — Dobra, skończ. Jak wrócę z wakacji, to przyjadę i porozmawiamy w trójkę. Chcę wiedzieć, ile z tych pieniędzy Caleb rzeczywiście widzi. Nie dzwoń do mnie, ani nie pisz, dopóki nie wrócę do Nowego Orleanu — powiedział stanowczo, po czym po prostu się rozłączył i zamontował telefon z powrotem na uchwyt, by włączyć nawigację. Widać było po nim, że był zirytowany postawą swojej byłej żony. Gdy wszystko było gotowe, bez słowa odpalił silnik i wyjechał na trasę.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— Domyślam się — stwierdził i spojrzał na niego z politowaniem, by po chwili uśmiechnąć się delikatnie pod nosem i pokręcić lekko głową na boki. Gdyby miał spać z nim w jednym łóżku, to na pewno wtedy kiedy pojechali do kina nie wypytywałby go o to, czy było w kamperze jakieś inne. Jasne, doszło między nimi do pewnych rzeczy, z którym Sylvan nie był zbyt dumny, ale to nie znaczyło od razu, że ich relacja uległa zmianie i teraz tak po prostu będą sobie spać razem w jednym łóżku. Chociaż, kto wie jak to wszystko się skończy. Jak to podwieszane będzie naprawdę tak niewygodnie, że nie będzie w stanie na nim spać, to chyba nie będzie miał wyjścia jak tylko zdecydować się na spanie razem z Sorenem. Nie miał pojęcia, co ten wyjazd przyniesie i jak będzie wyglądała ich znajomość na samym jego końcu, ale zdecydował, że po prostu pozwoli na to, żeby wszystko potoczyło się naturalnie. Jeżeli coś się znowu między nimi wydarzy, to będzie to dla niego znak, że chyba po prostu nie potrafił tak do końca wyleczyć się z Sorena i ten wciąż, nawet po tylu latach, jednak coś dla niego znaczył i miał dla niego miejsce w swoim sercu.
Wzdrygnął się delikatnie, kiedy Soren tak do niego podszedł i się odezwał, bo w ogóle się nie zorientował, że ten już wyszedł z łazienki. — Nie, chyba nie. Mam już wystarczająco w plecaku — stwierdził. Zerknął na półkę z chipsami, kiedy starszy do niej sięgnął i uśmiechnął się delikatnie, kiedy ten zgarnął dwie paczki. Wyglądało na to, że Deville podłapał to, że lubił takie słone przekąski, a przynajmniej w taki sposób to sobie odebrał. Akurat tego nie kupił, bo zajęłyby mu za dużo miejsca w plecaku. — Wiesz, zawsze mogę nam na szybko zrobić jakiś makaron na kolację. Będzie pasować do wina — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową. Nie ma co, chipsy to zdecydowanie nie była idealna przekąska do takiego alkoholu jakim było wino, no ale trudno. Dobrze, że przynajmniej je lubił i nie miało dla niego znaczenia to, do czego będzie je jadł. Powiódł wzrokiem za mężczyzną, kiedy ten udał się do kasy. Sam jeszcze chwilę pokręcił się po sklepie, ale doszedł do wniosku, że nic nie bierze, więc wyszedł z budynku i skierował swoje kroki na parking, gdzie teraz stało auto mężczyzny. Wsiadł do niego, a widząc, że Soren rozmawia przez telefon, milczał. Dość szybko wywnioskował sobie, że ten rozmawiał ze swoją byłą żoną. Nawet jeżeli nie chciał tego robić, to trochę nie miał wyjścia i przysłuchiwał się ich rozmowie, skoro i tak siedział obok. Musiał przyznać, że kobieta nie brzmiała zbyt przyjemnie i chyba nie dogadywali się zbyt dobrze, ale czy można było ją o to winić? Jakby nie było, Soren ją poślubił ze względu na ciążę, w którą wpadli, nie kochał jej, a w dodatku ją zdradzał, co się w końcu wydało i skończyło rozwodem. Kiedy starszy skończył rozmawiać odchrząknął cicho i zagryzł jeden z policzków od środka, wpatrując się w szybę przed sobą. Nie wiedział nawet, czy powinien się odzywać, skoro ten był teraz taki zdenerwowany, czy lepiej było siedzieć cicho, żeby jednak bardziej go nie rozsierdzać. Ta druga opcja jakoś bardziej do niego przemawiała. Nie chciał też na głos komentować jego prywatnych spraw, o których tak naprawdę nie miał żadnego pojęcia.
Soren Deville
Wzdrygnął się delikatnie, kiedy Soren tak do niego podszedł i się odezwał, bo w ogóle się nie zorientował, że ten już wyszedł z łazienki. — Nie, chyba nie. Mam już wystarczająco w plecaku — stwierdził. Zerknął na półkę z chipsami, kiedy starszy do niej sięgnął i uśmiechnął się delikatnie, kiedy ten zgarnął dwie paczki. Wyglądało na to, że Deville podłapał to, że lubił takie słone przekąski, a przynajmniej w taki sposób to sobie odebrał. Akurat tego nie kupił, bo zajęłyby mu za dużo miejsca w plecaku. — Wiesz, zawsze mogę nam na szybko zrobić jakiś makaron na kolację. Będzie pasować do wina — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową. Nie ma co, chipsy to zdecydowanie nie była idealna przekąska do takiego alkoholu jakim było wino, no ale trudno. Dobrze, że przynajmniej je lubił i nie miało dla niego znaczenia to, do czego będzie je jadł. Powiódł wzrokiem za mężczyzną, kiedy ten udał się do kasy. Sam jeszcze chwilę pokręcił się po sklepie, ale doszedł do wniosku, że nic nie bierze, więc wyszedł z budynku i skierował swoje kroki na parking, gdzie teraz stało auto mężczyzny. Wsiadł do niego, a widząc, że Soren rozmawia przez telefon, milczał. Dość szybko wywnioskował sobie, że ten rozmawiał ze swoją byłą żoną. Nawet jeżeli nie chciał tego robić, to trochę nie miał wyjścia i przysłuchiwał się ich rozmowie, skoro i tak siedział obok. Musiał przyznać, że kobieta nie brzmiała zbyt przyjemnie i chyba nie dogadywali się zbyt dobrze, ale czy można było ją o to winić? Jakby nie było, Soren ją poślubił ze względu na ciążę, w którą wpadli, nie kochał jej, a w dodatku ją zdradzał, co się w końcu wydało i skończyło rozwodem. Kiedy starszy skończył rozmawiać odchrząknął cicho i zagryzł jeden z policzków od środka, wpatrując się w szybę przed sobą. Nie wiedział nawet, czy powinien się odzywać, skoro ten był teraz taki zdenerwowany, czy lepiej było siedzieć cicho, żeby jednak bardziej go nie rozsierdzać. Ta druga opcja jakoś bardziej do niego przemawiała. Nie chciał też na głos komentować jego prywatnych spraw, o których tak naprawdę nie miał żadnego pojęcia.
Eze 👽
Nie umknęło jego uwadze to, że Sylvan miał ze sobą konkrety prowiant. Musiał przyznać, że było to całkiem urocze, że młodszy tak o tym pomyślał, bo sam nie kupił nic na drogę, a jednak miło było coś sobie przekąsić, jeśli najdzie ochota. — Okej — odparł nieco rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. W sumie to by się zdziwił, jakby Sylvan chciał coś jeszcze kupować, bo już i bez tego jego plecak wyglądał na wypchany. Zamyślił się na chwilę nad tym, co młodszy powiedział. Wizja zjedzenia jakiegoś dobrego makaronu była bardzo przyjemna. Tyle tylko, że wtedy to już zupełnie będzie wyglądało jak randka i nie dałoby się temu zaprzeczyć. — Makaron na kolację brzmi naprawdę dobrze — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Chyba wszystkie składniki powinny być — dodał jeszcze, choć bardziej do siebie, niż do chłopaka, jakby już ustalili, że dokładnie to zjedzą na kolację. Prawda była taka, że coś musieli, a Soren nie miał zamiar stołować się tylko w lokalach, bo wyszłoby ich to zdecydowanie za drogo. Poza tym kuchnia była naprawdę dobrze wyposażona, więc nie było nawet takiej konieczności. Nie spodziewał się tego, że jego była żona będzie zawracać mu tyłek, zwłaszcza że powiedział jej, że wyjeżdża i że nie będzie go na miejscu przez dłuższy czas. Najwyraźniej jednak uznała za stosowne, żeby zepsuć mu początek wyjazdu. Głupio mu było, że Sylvan musiał tego wszystkiego słuchać, bo to nie było coś, co go dotyczyło i nie powinien wiedzieć o takich sprawach. Chociaż tak naprawdę, jeśli by się mieli zejść, to jednak powinien wiedzieć o jego relacji z byłą żoną, bo skoro miał z nią dziecko, to było to dość istotne. Czuł, że atmosfera zrobiła się napięta i nie był zaskoczony, że młodszy się nie odzywał. Gdy przejechali dłuższy odcinek, w końcu wypuścił głośno powietrze ustami, jakby chciał spuścić te nerwy. — Przepraszam, że musiałeś tego słuchać — powiedział i zerknął na niego, żeby posłać mu przepraszający uśmiech. — Dopóki nie znalazła sobie nowego faceta, to nigdy nie wydzwaniała z pretensjami o alimenty — zaczął i westchnął ciężko. — On nie pracuje, wprowadził się do niej i Caleba, więc próbuje wyłudzać ode mnie, że niby dla syna — dodał, żeby wyjaśnić nieco bardziej. Po chwili jednak dotarło do niego, że to na pewno nie było coś, co chłopaka interesowało. — Mniejsza o to — powiedział w końcu. Przez jakiś czas prowadził w ciszy, ale w końcu znów postanowił do tego nawiązać. — Nie chcę, żebyś myślał, że skąpię na Caleba albo coś — odezwał się nagle, jakby Sylvan miał go o to posądzać. Wkurwiało go to, że płacił alimenty, a do tego dawał jeszcze kasę, jeśli była potrzeba, a jego była i tak wołała więcej. Był pewien, że to ten facet po prostu szukał okazji i myślał, że był naiwniakiem. Nie był i jeśli się wkurwi, to będzie przelewał tylko koniecznie minimum, a wszystko nadprogramowe będzie dawał do ręki Calebowi i niech on sam decyduje, co z tym będzie robił. — Odpal mi papierosa, proszę — poprosił, bo zdecydowanie potrzebował teraz, żeby sobie zapalić dla ukojenia nerwów.
Sylvan Lafleur
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
(avo)cado 🥑
— Mhm, brzmi — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Zdecydowanie nie brzmiał jak coś złego, więc chyba rzeczywiście pokusiłby się na to, żeby coś zrobić. Zwłaszcza, że mężczyzna będzie miał za sobą cały dzień w trasie i przydałoby się, żeby zjadł coś sycącego i domowego, a nie stołował się w jakiejś knajpie. Poza tym, po tylu godzinach bezczynnego siedzenia w aucie mógłby w końcu zrobić z siebie jakiś użytek i przygotować coś do jedzenia jak już dojadą na miejsce. — No to jeszcze lepiej. W takim razie makaron na kolację — stwierdził i kiwnął lekko głową. Musiał przyznać, że jak już o tym wspomnieli to sam nabrał na niego ochoty, więc teraz tym bardziej chętnie go zrobi. Miał tylko nadzieję, że Sorenowi będzie smakować, ale nie powiedziałby, że nie radził sobie w kuchni. Dość wcześnie musiał zacząć dbać sam o siebie, więc nauczył się przez tyle lat paru rzeczy. Cóż, jemu też było trochę głupio, że musiał tego słuchać, bo teraz nie do końca wiedział jak powinien się zachowywać. Czy lepiej będzie po prostu olać temat, czy jednak go poruszyć? Doszedł do wniosku, że nie będzie się po prostu odzywał dopóki mężczyzna sam nie zacznie tematu. Nie spodziewał się jednak, że trwało to aż tyle czasu, bo musieli przejechać spory kawałek, zanim starszy postanowił się do niego odezwać. Gdy tak się stało, odwrócił głowę w jego stronę, żeby na niego spojrzeć. — Nic się nie stało — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Przecież to nie tak, że Deville miał wpływ na to, czy jego żona do niego dzwoniła czy też nie. Co prawda, trochę to było słabe, że zrobiła to w trakcie jego wyjazdu, bo nie wierzył w to, że kobieta nie miała o tym pojęcia. Brzmiało to trochę tak, jakby wręcz zrobiła to specjalnie, żeby mu się naprzykrzyć. — Skoro płacisz na czas, to nie rozumiem, z czym ma problem. Jakbyś chciał, to mógłbyś płacić nawet ostatniego dnia, byle byś dotrzymał terminu — stwierdził i wzruszył ramionami. — Wiesz, że nie musisz jej dawać ani grosza więcej, niż masz orzeczone alimenty? Zwłaszcza, że nawet nie wiesz na co te pieniądze idą — powiedział i westchnął cicho. — Równie dobrze mógłbyś założyć mu konto w banku, do którego tylko wy dwaj mielibyście dostęp i tam przelewać mu jakieś dodatkowe pieniądze. Nie musisz jej — dodał jeszcze. Gdyby miał byłą żonę, która zachowywała się w taki sposób, to nie przelałby jej ani grosza więcej, niż było to konieczne. — Okej — powiedział i skinął lekko głową, po czym westchnął cicho. Jeżeli Soren nie chciał na ten temat rozmawiać, to tym bardziej nie miał zamiaru go ciągnąć. Zwłaszcza, że przecież jego to nawet w żaden sposób nie dotyczyło. — Nie myślę tak — powiedział i westchnął bezgłośnie. A nawet jakby skąpił, to wciąż nie była jego sprawa. Dziwiło go jedynie to, że mężczyzna tak dawał się naciągać, pomimo tego, że tak naprawdę nie musiał dawać więcej, niż miał alimenty. — Okej — powiedział, po czym sięgnął po paczkę papierosów i zapalniczkę. Wyjął jednego z paczki i wsunął go sobie do ust, po czym go odpalił. Następnie podał go mężczyźnie, podstawiając go pod jego wargi.
Soren Deville
Eze 👽
— W takim razie traktuję to jak pewnik — podsumował i uśmiechnął się do niego delikatnie. Chętnie się przekona, jak Sylvan gotował i czy sobie z tym radził. Sam raczej nie był wybitnym kucharzem, ale jak miał przepis, to mu wychodziło. Znał też kilka prostych potraw na pamięć. Nie nazwałby się jednak wybitnym szefem kuchni i raczej to się nie zmieni, bo nie miał smykałki do gotowania. Robił to tylko dlatego, żeby móc zjeść coś dobrego i nie zamawiać cały czas, choć to zdarzało mu się dość często, bo zamawiał jedzenie do pracy albo po pracy, żeby nie tracić czasu nad garami. Westchnął ciężko, gdy chłopak powiedział, że nic się nie stało. Tak czy siak, było mu głupio, że musiał tego wysłuchiwać. Nie chciał, żeby Sylvan był świadkiem ich kontaktów, bo te nigdy nie były przyjemne. Nie chciałby, żeby młodszy miał go za złego człowieka (już go miał, ale z innego powodu) przez to, że nie potrafił dogadać się z byłą żoną. Nawet jeżeli próbował się z nią dogadywać, to ona i tak stawała okoniem. Wiedział, że wynikało to z tego, że od samego początku ich małżeństwo nie było udane i że pobrali się tylko dlatego, że ona zaszła w ciążę. Straciła z nim wiele lat swojego życia, więc nic dziwnego, że była taka sfrustrowana. — Z tym, że pali jej się pewnie tyłek z rachunkami — wzruszył lekko ramionami. — Tak, wiem o tym, ale... — urwał na moment i skrzywił się delikatnie. — Mam po prostu takie wrażenie, że jestem jej coś winien za to, że zmarnowałem jej najlepsze lata życia — dodał i odetchnął ciężko. Może i był dupkiem i sprawiał wrażenie takiego, który miał wszystko gdzieś, ale były pewne sprawy, przez które był na siebie zły i to była jedna z nich. Co prawda, uświadomił to sobie dopiero po rozwodzie i nie zadręczał się tym dzień w dzień, ale czasami po prostu docierało do niego, że to on był czarnym charakterem w jej życiu, a nie na odwrót, jak myślał od samego początku. — Mógłbym — powiedział i przytaknął delikatnie ruchem głowy. — I dokładnie to zrobię — dodał, bo to wydawało mu się sensownym wyjściem. Miał tylko nadzieję, że jego była żona nie uzna za stosowne, żeby wymuszać na Calebie dostępu do tego konta. Wiedział, że jakby coś takiego się działo, to jego syn mu o tym nie powie, bo nie dzielił się z nikim swoimi problemami, nawet jeżeli było bardzo źle. Odetchnął w duchu, kiedy Sylvan powiedział, że tak nie myślał. Niby mógł kłamać, ale po co. — To dobrze — podsumował i uśmiechnął się do niego delikatnie. Zerknął kątem oka na młodszego, kiedy ten odpalał mu papierosa i nie mógł ukryć zaczepnego uśmiechu, bo od razu pomyślał sobie, że to w sumie można by odebrać dość intymnie. — Dzięki — powiedział, gdy podstawił mu papierosa i chwycił go między wargami. Uchylił okno i przełożył fajkę w lewą dłoń. — Sprawdź może, jakie mamy na trasie dobre bary na drugie śniadanie i może lokalne atrakcje. Wiesz, największy skrzat ogrodowy, wielka figura homara albo park dinozaurów — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki, chcąc zmienić temat. Nie zabierał go na wakacje, żeby rozmawiali o jego nieudanym małżeństwie i synu. Chciał, żeby ten wyjazd dotyczył tylko ich dwójki i żeby to na tym się skupili. No i mimo wszystko dobrze by było wiedzieć, gdzie warto zjeść, a skoro oboje nie byli z okolicy, to trzeba będzie się posilić internetem.
Sylvan Lafleur